Бесплатная библиотека
Читайте книгу на сайте или телефоне

Электронная книга - «Łaska losu (Nadzieja)». Краткое содержание книги:

Dramatyczne losy trzech małżeństw marzących o dziecku, którego mieć nie mogą. Każdy z bohaterów reaguje inaczej – dla jednych diagnoza lekarska oznacza tragedię, dla innych wyzwanie. Trudne doświadczenia ludzi pragnących stworzyć rodzinę łączą zwycięstwa i klęski, tragedie i radości, zwątpienie i nadzieję…
1 ... 50 51 52 53 54 55 56 57 58 ... 82
Перейти на страницу:

Diana zazwyczaj nie zawracała sobie głowy sprawdzaniem wiadomości nagranych na automatycznej sekretarce. Przywykła już do sytuacji, że mało kto do nich dzwonił, wyjąwszy jej matkę i braci Andyego. Jednak któregoś dnia w połowie stycznia wróciła do domu wcześniej i wcisnęła przycisk, aby podczas przygotowywania obiadu odsłuchać nagrania. Dzwoniła, co było do przewidzenia, jej matka, potem jakaś akwizytorka czasopism, a trzy wiadomości były przeznaczone dla Andyego. Jedną zostawił Bili, zawiadamiając o turnieju tenisowym w ich klubie, drugą brat Andyego Nick, a trzecia pochodziła od kobiety.

Kobieta miała bardzo zmysłowy głos i sugerowała, że Andy już wie, o co chodzi. Prosiła tylko, aby do niej zadzwonił, i po dała swój numer telefonu oraz nazwisko: Wanda Williams. Diana zareagowała na tę informacje śmiechem, bo nawet w najbardziej kryzysowych momentach ich pożycia nigdy nie posądzała Andyego o zdradę. Nie przypuszczała także, aby był na tyle głupi, żeby zachęcać swoje ewentualne sympatie do pozostawiania wiadomości na sekretarce. Podejrzewała, że może to być raczej aktorka występująca w jednym z programów organizowanych przez jego agencję. Incydent ten nie zaniepokoił więc jej, raczej ubawił, ale dostarczył tematu do żartów przy kolacji.

– Co to za dama z takim seksownym głosem, która do ciebie dziś dzwoniła?

– Że co? – Andy, wyraźnie podenerwowany, sięgnął po chleb.

– Chyba słyszałeś? Kto to jest? – indagowała z uśmiechem. Zazwyczaj Andy umiał wychodzić z takich sytuacji obronną ręką, ale dziś jakoś mu to nie wychodziło.

– O co ci chodzi? To znajoma mojego brata. Przyjechała tu na jakiś czas i chciała, żebym pomógł jej wybrać samochód.

– Akurat samochód! – Diana roześmiała mu się w nos. – Co za bzdury! No już, wyduś, kto to jest ta Wanda Williams? – Wymówiła jej nazwisko z taką samą intonacją jak w nagraniu, ale Andyego wcale to nie rozśmieszyło.

– Nie wiem. Jakaś kobieta. W życiu jej nie widziałem. Wystarczy?

– Głos ma jak z Randki na telefon. Prosiła, żebyś do niej za dzwonił.

– Aha, rozumiem. – Zdążył już zjeść trzy kromki chleba, co świadczyło o jego zdenerwowaniu. Zaniepokoiło to Dianę.

– I co, zadzwonisz do niej? Oczywiście w sprawie samochodu? – Diana wyraźnie się z nim drażniła, co zaczynało wyprowadzać go z równowagi. – Może… Jeszcze zobaczę.

– O nie! – Cała ta historia nie trzymała się kupy, a Diana nie lubiła, kiedy wciskano jej jakieś bajeczki. – Andy, co tu jest grane?

– Może to moja sprawa, do cholery? Czy nie wolno mi już mieć życia prywatnego?

– Wolno, ale nie z kobietami.

– Przysięgam, że nie kręcę z nią, wystarczy?

– No więc co z nią robisz? – Diana nie rozumiała, dlaczego Andy tak się plącze, gdy chodziło o tę dziewczynę. Czyżby coś ukrywał?

– To znajoma mojego kolegi z pracy. Prosiła go, żeby mnie z nią umówił, bo ma jakiś problem do przedyskutowania… – Wolał nie ujawniać przed Dianą, że to Bili Bennington skontaktował go ze swoją byłą dziewczyną.

– No więc dlaczego mnie okłamałeś, że to znajoma twego brata?

– Daj spokój, Diano. Nie przyciskaj mnie do muru, dobrze?

– A niby dlaczego? – Poderwała się z miejsca. Teraz już całkiem otwarcie podejrzewała, że Andy ukrył przed nią jakiś romans. – Co ty kombinujesz?

– Słuchaj… – Za wszelką cenę próbował wykręcić się od szczerej odpowiedzi. Widział jednak, że mu to się nie uda. – Nie chciałem ci teraz o tym mówić, bo myślałem, że najpierw z nią porozmawiam i zorientuję się, co to za jedna.

– Pięknie. I co to ma być? Randka?

– Ależ skąd! Ona wynajmuje się jako matka zastępcza. Już w zeszłym roku urodziła dla kogoś dziecko i chętnie zrobiłaby to znowu. Chciałem jej się przyjrzeć i dopiero potem spytać cię o zdanie. – Bąkał to nieśmiało, spodziewając się gwałtownej reakcji żony.

– Co takiego? Wybierasz już matkę zastępczą, a mnie nawet nie raczyłeś uprzedzić? A jeśli będzie trzeba, to prześpisz się z nią, tak? Andy, na miłość boską, jak mogłeś zrobić coś podobnego?

– Przecież ci mówię, że na razie chciałem z nią tylko porozmawiać! A to, o czym mówisz, i tak załatwia się przez sztuczną inseminację i dobrze o tym wiesz.

– Dobrze, ale po co się w ogóle do tego bierzesz? Przecież się umówiliśmy, że przez najbliższe kilka miesięcy nie będziemy po ruszać tego tematu?

– Wiem, ale teraz akurat nadarzyła się okazja, a takich ludzi często się nie spotyka. No, a zanim ty się zdecydujesz, ona może już nosić dziecko dla kogoś innego.

– Kim ona jest?

– Chyba aktorką. Nie uznaje aborcji, natomiast łatwo zachodzi w ciążę i cieszy się, jeśli tym sposobem może wyrządzić komuś przysługę.

– Jakie to miłe z jej strony! A ile sobie życzy za tę przysługę?

– Dwadzieścia pięć patyków.

– A co, jeśli zmieni zdanie i zechce zatrzymać dziecko?

– Nie będzie mogła, bo zawrzemy umowę obwarowaną żelaznymi klauzulami. Zresztą przy tamtym dziecku nie robiła trudności. Spotkałem się z tymi ludźmi, dla których urodziła córeczkę. Urocze dziecko, szaleją za nią. Kochanie, proszę cię, pozwól mi przynajmniej porozmawiać!

– Ani mi się waż! Skąd wiesz, czy to nie jest narkomanka albo czy nie cierpi na jakąś dziedziczną chorobę? A jeśli nie zechce się zrzec dziecka? Nawet mnie nie proś o coś takiego!

Oparła głowę na stole i płakała, choć bardziej chciało jej się krzyczeć. Jak mógł stawiać ją w takiej sytuacji? Zrobili przecież dopiero pierwszy krok na drodze do odbudowy ich związku, nie była jeszcze gotowa do tego typu działań.

– Kochanie, to przecież ty chciałaś urodzić moje dziecko, więc chyba i ja mam prawo do tego? Wydaje mi się, że to lepsze niż adopcja, przynajmniej w połowie to dziecko będzie rzeczywiście nasze.

– To co, chcesz zrobić eksperyment naukowy? – Utkwiła w nim wzrok pełen nienawiści. – Jak śmiałeś mnie wpakować w coś takiego? Nienawidzę cię!

– Mam takie samo prawo do dziecka jak ty. To znaczy, oboje mamy, ale to przede wszystkim ty chciałaś je mieć.

– Tak, ale nie w ten sposób. Wiesz, w jakim stresie byśmy żyli, zanim byłoby po wszystkim? Zresztą, nie chcę, żebyś zapładniał jakąś obcą kobietę, bo mogłaby się zakochać w tobie i twoim dziecku. – Di, ona jest mężatką!

– No to co? W takim razie wszyscy macie fioła; ty, ona i jej mąż.

– A ty jedna jesteś normalna? – przyciął złośliwie.

– Może i jestem.

– W każdym razie nie wyglądasz na taką. – Rzeczywiście, sprawiała wrażenie osoby bliskiej obłędu. – Słuchaj, w tym tygodniu mam zamiar jednak z nią porozmawiać. Chcę spytać o jej warunki i przekonać się, co to za jedna. Muszę wiedzieć coś więcej. I chciałbym, żebyś przy tym była.

– O nie, ja nie chcę mieć z tym nic wspólnego. Nie stawiaj mnie pod ścianą, proszę! – Ledwo się pozbierała po przeżytym szoku. Nie chciała ryzykować drugi raz tego samego.

– Myślałem, że jesteś silniejsza – rzekł spokojnie. Zależało mu, żeby przeprowadzić ten zabieg, bo pragnął dziecka. Diany też pragnął, ale przede wszystkim chciał mieć normalną rodzinę. A skoro ma szansę na dziecko swojej krwi – tym lepiej.

– A ja myślę, że jesteś świnia! – rzuciła mu w twarz i zamknęła się w łazience. Zanim wyszła, Andy zdążył już zadzwonić do Wandy Williams i umówić się z nią na następny dzień w restauracji „The Ivy”. Miał wrażenie, że to nie jest najodpowiedniejsze miejsce, ale to Wanda je wybrała.

1 ... 50 51 52 53 54 55 56 57 58 ... 82
Перейти на страницу:
0
Сюжет
  • 1
  • 2
  • 3
  • 4
  • 5
  • 6
  • 7
  • 8
  • 9
  • 10
0
Атмосфера
  • 1
  • 2
  • 3
  • 4
  • 5
  • 6
  • 7
  • 8
  • 9
  • 10
0
Главный герой
  • 1
  • 2
  • 3
  • 4
  • 5
  • 6
  • 7
  • 8
  • 9
  • 10
0
Общее впечатление
  • 1
  • 2
  • 3
  • 4
  • 5
  • 6
  • 7
  • 8
  • 9
  • 10
Итоговая оценка: 0.0 из 10 (голосов: 0 / История оценок)