Łaska losu (Nadzieja)
- Автор: Стил Даниэла
- Язык: польский
- Жанр: Современные любовные романы
Электронная книга - «Łaska losu (Nadzieja)». Краткое содержание книги:
– Chciałem się z tobą zobaczyć – wyznał ze smutkiem. Wyglądał teraz zupełnie jak ten chłopiec, którego ongiś poślubiła, tylko lepiej. Miał dopiero trzydzieści cztery lata, a więc był jeszcze młodym, przystojnym blondynem, który nadal ją kochał.
– Czy mój adwokat nie powtórzył ci, co chcę zrobić?
– Powtórzył, ale ja z zasady nie słucham adwokatów. – Roześmiał się, więc i ona musiała się mimo woli uśmiechnąć. – Zresztą w ogóle mało kogo słucham. Chyba wiesz o tym.
– A szkoda, bo czasem dobrze by ci to zrobiło. Zaoszczędził byś sobie wielu kłopotów.
– Naprawdę? Ciekawe jak? – Udał niewiniątko, ale przede wszystkim nie posiadał się ze szczęścia, że ją widzi i jest blisko niej. Chętnie spowodowałby, żeby mówiła jak najdłużej. Delikatny powiew morskiej bryzy przynosił zapach jej perfum. Używała „Caleche”, od Hermesa, które najbardziej na niej lubił.
– Na przykład przestałbyś walić głową w mur. – Próbowała sobie wmówić, że jego obecność nie robi na niej wrażenia. Chciała się w ten sposób sprawdzić.
– A kiedy lubię.
– Ale to nie ma sensu, Andy.
– Przyniosłem ci kwiaty… – zaczął z innej beczki. Nie bardzo wiedział, co innego ma powiedzieć, a nie chciał się dać tak łatwo spławić.
– Tego też nie powinieneś robić – skarciła go ze smutkiem. – Naprawdę mógłbyś dać już sobie spokój. Za pięć miesięcy odzyskasz wolność i będziesz mógł ułożyć sobie nowe życie beze mnie.
– Kiedy ja wcale nie chcę.
– Oboje tego chcemy – oświadczyła stanowczo.
– Nie wmawiaj mi, czego ja chcę, dobrze? – warknął. – Chcę ciebie i koniec, do jasnej cholery! Nie potrzebuję żadnych pieprzonych matek zastępczych. W głowie mi się nie mieści, jak mogłem wtedy być takim idiotą! I nie chcę żadnego dziecka, chcę tylko ciebie! Proszę cię. Di, daj mi jeszcze jedną szansę. Ja tak cię kocham… – Chciał jeszcze dodać, że nie może bez niej żyć, ale łzy wzbierające w gardle stłumiły ostatnie słowa.
– Ja też nie chcę dziecka. – Kłamała i oboje o tym wiedzieli. Gdyby jakiś czarownik dotknięciem różdżki mógł sprawić, aby zaszła w ciążę, skorzystałaby z tego natychmiast. Nie chciała już jednak nawet dopuszczać do siebie takich myśli. – Nie chcę także być mężatką, bo nie mam do tego prawa.
Próbowała nadać swojemu głosowi przekonujące brzmienie, bo sama już prawie w to uwierzyła. – W życiu nie słyszałem podobnego głupstwa! A niby dlaczego? Bo nie możesz zajść w ciążę? No i co z tego? Myślisz, że tylko ludzie płodni mogą się pobierać?
– Powinni pobierać się między sobą, aby nikomu nie sprawiać zawodu.
– Aleś wymyśliła! Że też wcześniej na to nie wpadłem! – szydził Andy. – Di, nie bądź dzieckiem. Przeszliśmy ciężki kryzys, ale świat się na tym nie kończy. Wciąż mamy szansę wyjść z tego obronną ręką.
– To nie my przeszliśmy kryzys, tylko ja – poprawiła.
– A ja tymczasem latałem jak kot z pęcherzem, wynajdując jakąś szurniętą buddystkę w charakterze matki zastępczej? Dobrze więc, oboje zachowywaliśmy się jak wariaci i co z tego? Po wiem więcej, to był najgorszy okres w moim życiu, ale mamy go już za sobą. Przed nami reszta życia i nie możemy zrezygnować z siebie tylko dlatego, że trochę nam odbiło.
– Dlatego nie chcę, aby jeszcze kiedyś nam odbijało – podchwyciła. – Tak samo nie chcę robić wielu rzeczy tylko dlatego, że „tak wypada”. Nie chcę chodzić na chrzciny, pępkówki i do szpitali, w których rodzą się dzieci. Samanta wczoraj urodziła swoje i wiesz, co zrobiłam? Zadzwoniłam do niej i uprzedziłam, że nie wybieram się na żadną imprezę z tej okazji. No i dobrze! Tylko w ten sposób może jakoś zdołam przeżyć najgorszy okres, a jeśli nie, to trudno! Nie mam zamiaru sama cierpieć i unieszczęśliwiać kogoś, kto mógłby mieć dzieci, a przeze mnie ich nie ma. Chromolę wszystkie matki zastępcze i dawczynie jajeczek, chcę żyć swoim życiem! A życie nie kończy się na małżeństwie i dzieciach, mam na szczęście jeszcze swoją pracę.
Andy słuchał tej tyrady i na nowo przetrawiał niektóre kwestie. Jedne z nich miały sens, inne nie. Z całą pewnością praca nie mogła nikomu zastąpić męża i dzieci!
– A niby za co masz być w ten sposób ukarana? Przecież nie zrobiłaś nic takiego, aby skazywać się na samotność do końca życia. W tym, co się zdarzyło, nie było twojej winy, więc po co jeszcze pogarszać sytuację?
– Dlaczego myślisz, że jestem samotna?
– Bo obgryzasz paznokcie, a dopóki byłaś szczęśliwa, nigdy tego nie robiłaś.
– A idź do diabła! – Uśmiechnęła się mimo woli. – Po prostu miałam ostatnio kupę roboty.
W tym momencie zorientowała się, że rozmawiają tak już od godziny, przez cały czas stojąc na dworze przy samochodzie. W gruncie rzeczy co szkodziło zaprosić go do środka? Przez półtora roku byli małżeństwem, a żyli ze sobą jeszcze dłużej, więc do czegoś to w końcu zobowiązywało.
Andy się zdziwił, kiedy zaprosiła go do domu, wstawiła do flakonu róże i podziękowała mu.
– Może się czegoś napijesz? – zaproponowała.
– Nie, dziękuję, ale wiesz, na co naprawdę miałbym ochotę?
– Na co? – spytała prawie z lękiem.
– Na spacer z tobą po plaży. Zgadzasz się?
Kiwnęła potakująco głową, po czym zmieniła buty i włożyła cieplejszą kurtkę, a Andyemu pożyczyła jego własny stary sweter, który miała tu ze sobą.
– Popatrz, a ja się zastanawiałem, gdzie się podział! – Zaśmiał się, bo lubił swoje stare rzeczy, do których się przywiązywał.
– Sam mi go dałeś, kiedy jeszcze chodziliśmy ze sobą.
– Widać wtedy byłem sprytniejszy niż teraz!
– Może oboje byliśmy.
Wyszli prosto na plażę. Andy dopiero teraz zaczął się zastanawiać, dlaczego tak mało się starali, aby znaleźć tu jakiś dom. Ta plaża wyglądała nie tylko pięknie, lecz miała w sobie coś kojącego, może z powodu większej bliskości natury.
Przez dłuższy czas spacerowali w milczeniu, rozkoszując się widokiem oceanu i pieszczotą wiatru na twarzach. Kiedy Andy, nic nie mówiąc, wziął ją za rękę, nie przerwała spaceru. Podniosła tylko oczy na niego, jakby chcąc sobie przypomnieć, kto to przy niej idzie. Tego jednak nie musiała sobie przypominać, bo dobrze wiedziała, że jest to mężczyzna, którego kiedyś tak kochała i który uczynił ją szczęśliwą, dopóki wszystko nie zaczęło się gmatwać.
– Chyba było ci ciężko, prawda? – zagadnął, kiedy przysiedli pod wydmą, z dala od wynajętego przez nią domku.
– Jeszcze jak! I miałeś rację, początkowo czułam się trochę samotna, ale za to ile nowego dowiedziałam się o sobie! Przez tę obsesję na punkcie rodzenia dzieci nigdy nie miałam czasu za stanowić się, kim właściwie jestem i czego chcę. – Więc czego właściwie chcesz, Di?
– Chcę żyć pełnią życia i w takim związku, którego trwałość nie zależy od posiadania dziecka. Myślę, że wciąż chciałabym je mieć, ale już nie jestem taka pewna, że bez niego nie mogłabym żyć. Może potrzebowałam właśnie tego doświadczenia, by się o tym przekonać? Sama jeszcze dobrze nie wiem, muszę to sobie wszystko poukładać. -i tak jednak przebyła długą drogę od czasu, kiedy odeszła od Andyego. – Zawsze miałam kompleksy, kiedy porównywałam się z matką i siostrami. Wciąż mi wytykały, że jestem inna niż one! Nie wiedziałam, dlaczego tak uważają, przecież ja też myślałam przede wszystkim o rodzinie, a później i o dziecku, ale teraz wiem. Interesowały mnie także inne rzeczy. Pracowałam ciężej od nich, bo chciałam być najlepsza. Dlatego teraz tak cierpiałam, bo coś mi się nie udało, nie osiągnęłam tego, co chciałam. To tak, jakbym zawiodła.