Бесплатная библиотека
Читайте книгу на сайте или телефоне

Электронная книга - «Łaska losu (Nadzieja)». Краткое содержание книги:

Dramatyczne losy trzech małżeństw marzących o dziecku, którego mieć nie mogą. Każdy z bohaterów reaguje inaczej – dla jednych diagnoza lekarska oznacza tragedię, dla innych wyzwanie. Trudne doświadczenia ludzi pragnących stworzyć rodzinę łączą zwycięstwa i klęski, tragedie i radości, zwątpienie i nadzieję…
1 ... 48 49 50 51 52 53 54 55 56 ... 82
Перейти на страницу:

– Dlaczego przynajmniej nie porozmawiałaś o tym ze mną? Oczywiście miał na myśli dziecko, jakby ono mogło zapobiec wszystkiemu, co zapowiedziała. Przecież nie mogła mówić serio, że do niego nie wróci.

– To nie było twoje dziecko, a ja nie chciałam go urodzić.

– To nie w porządku! – wykrztusił przez łzy, ale co właściwie było w porządku? Ani to, co się stało, ani całe jego życie, odkąd opuścili go rodzice. A teraz ona chciała go opuścić, jak ci wszyscy ludzie z rodzin zastępczych, którzy zajmowali się nim przez jakiś czas, ale potem decydowali, że wprawdzie jest miły, ale nie potrafią go pokochać. Czyżby miał w sobie coś, przez co nie po trafił zdobyć niczyjej miłości? Płakał teraz jak dziecko i powtarzał: – Tak mi przykro…

Chciał ją przeprosić za swoje odczucia i za te niemęskie łzy, ale Barbie tylko przecząco kręciła głową. Przez niego czuła się winna, choć była już absolutnie przekonana o słuszności swego postępowania. Właściwie powinna była to zrobić dawno, kiedy wdała się w romans z tym bubkiem z Vegas.

– A może wrócisz ze mną do domu, przynajmniej na jakiś czas? – Próbował rozpaczliwie ją przekonać. – Żylibyśmy w takim partnerskim związku, mogłabyś przychodzić i wychodzić, kiedy chcesz. Nie musiałabyś mi się opowiadać, a ja o nic bym cię nie pytał.

Jednak słysząc własne słowa, sam się sobie dziwił, jak mogły mu przejść przez gardło. Wiedział przecież dobrze, że nie wytrzymałby długo takiej sytuacji, a Barbie wiedziała o tym jeszcze lepiej. Zresztą była już zdecydowana i nie zamierzała zmienić zdania.

– Nie mogę się na to zgodzić, Charlie – powtórzyła z uporem. – To nie byłoby uczciwe wobec żadnego z nas.

– No więc jakie masz plany? – spytał, bo martwił się o nią. Potrzebowała opieki, nie była taka silna, za jaką chciała uchodzić.

– Judi chce zrezygnować z pracy tutaj. Wrócimy razem do Vegas.

– Po co? Żeby przez następne pięć lat stać w ostatnim rzędzie chóru? A co potem? Co zrobisz, kiedy już będziesz za stara, że by latać z gołymi cyckami po wybiegu?

– Pewnie dam sobie wstrzyknąć silikon, żeby pokazywać je dłużej! Zresztą nie wiem, Charlie. Wiem tylko jedno, że nie jestem taką kobietą, jakiej chcesz i na jaką zasługujesz. Wolę zestarzeć się na wybiegu.

– Nie wierzę! – Wstał i podszedł do okna, za którym rozciągał się widok równie nudny i bezbarwny, jak miało wyglądać odtąd jego życie. – Naprawdę nie chcesz wrócić ze mną do domu?

Podniósł na nią oczy, na co ona stanowczym ruchem potrząsnęła głową. Żadne z nich już nie płakało, ale Charlie czuł się w tej chwili tak, jakby olbrzym przyłożył mu pięścią w splot słoneczny.

– Zasługujesz na coś lepszego, niż jestem w stanie ci dać! Do ciebie pasuje jakaś miła dziewczyna, która zachwycałaby się wszystkim, co byś jej zaofiarował i z chęcią siedziała w domu i pilnowała garów. Adoptowalibyście dwójkę dzieci i bylibyście szczęśliwi.

– Dziękuję, że tak dokładnie wszystko zaplanowałaś! – mruknął z goryczą. W tej chwili miał pewność, że już nigdy nie ożeni się powtórnie. Jasne, nie mógł zmusić jej do powrotu, ale też nikt nie zmusi go, by jeszcze raz przeszedł przez to samo.

– Przepraszam cię, Charlie… – powiedziała, odprowadzając go do drzwi. Patrzyła za nim, jak schodził po schodach, ale ani razu się nie odwrócił. Po prostu nie mógł. Za bardzo przypominało mu to sytuację, kiedy rodzice zastępczy odsyłali go z powrotem do domu dziecka.

ROZDZIAŁ DWUNASTY

Do końca stycznia Charlie miał wrażenie, że porusza się po omacku. Chodził regularnie do pracy, ale spakował rzeczy Barbie, wystawił je na klatkę schodową, a sam przeprowadził się do mieszkania w Palms. Pierwszą noc strawił tam na rozmyślaniach, jak do tego doszło. Czyżby żądał od niej za wiele? Ale czy pragnienie posiadania dziecka to takie wygórowane wymaganie? I czy to możliwe, by kobieta po prostu nie chciała być mężatką?

Pod koniec miesiąca Barbie zawiadomiła Charliego, że wystąpiła o rozwód, a kilka dni później zadzwoniła, że wyjeżdża do Vegas. Zapewniła go, że poda mu swój adres, aby mogli sfinalizować rozwód. Mówiła sucho i rzeczowo, w przeciwieństwie do Charliego, który płakał jeszcze przez godzinę po odwieszeniu słuchawki i nawet Mark nie był w stanie go pocieszyć.

Stary kumpel próbował go przekonać, że „tego kwiatu jest pół światu” i że na drugi raz lepiej będzie, jeśli Charlie poszuka sobie partnerki o podobnym stosunku do życia jak on. Nie wypomniał mu oczywiście, że Barbie od początku mu się nie podobała. Przypomniał natomiast, że sam miał podobne przejścia. Przecież i jego żona opuściła go dla innego faceta i uciekła do Kalifornii.

– A myśmy do tego mieli dzieci! – podkreślił. Chciał dać Charliemu do zrozumienia, że sam był w gorszej sytuacji.

Jednak Charliemu uzmysłowiło to tylko, jak bezbarwne było jego dotychczasowe życie i jaka nieciekawa rysowała się przed nim przyszłość. Nie chciał z nikim się umawiać, a wysiłki Marka, aby wprowadzić go między ludzi, spełzły na niczym. Nie dał się namówić nawet na grę w kręgle, bo uważał, że jeszcze na to za wcześnie. Najpierw musiał na nowo przemyśleć całe swoje życie.

Usiłował wmówić sobie, że bez dzieci będzie mu się żyło lepiej i może to łaska boska, że okazał się niepłodny? W gruncie rzeczy, co właściwie wiedział o dzieciach? Sam nie miał normalnego dzieciństwa, więc skąd przekonanie, że swoim dzieciom potrafiłby stworzyć normalny dom? Zwierzył się z tych przemyśleń Markowi, który poradził mu, żeby się raczej stuknął w czoło. Przykro mu było patrzeć na przyjaciela w takim stanie ducha i chętnie wysłałby go do psychiatry. Polecił mu nawet jednego, który praktykował w Valley, ale Charlie nie chciał o tym słyszeć.

– Źle myślisz, stary! – powiedział Mark, gdy obaj wychodzili z pracy. – Może właśnie byłbyś najlepszym ojcem na świecie, bo dobrze wiesz, czego dziecku potrzeba, i twój problem polega tylko na tym, że wybrałeś nieodpowiednią dziewczynę. Jej się marzyło życie w światłach rampy, a tobie – szczęśliwa rodzina. Kiedyś znajdziesz właściwą partnerkę, ustabilizujesz się, tylko pamiętaj, że twoje życie się nie skończyło. Potrzebujesz jedynie czasu na zagojenie ran.

Mark mówił prawdę, ale Charlie nie chciał tego słuchać.

– Nie mam zamiaru nikogo sobie szukać! – zarzekał się. – Co tu mówić o żeniaczce, kiedy jeszcze nawet się nie rozwiodłem?

– To dlatego nie chcesz zagrać ze mną w kręgle ani wyskoczyć na piwo i pizzę? – Mark udał zdziwienie. – Myślisz, że chcę umówić się z tobą na randkę? Owszem, przystojniak z ciebie, ale nie jesteś akurat w moim typie, zresztą nie chciałbym robić Ginie przykrości…

Tu już Charlie nie wytrzymał i parsknął śmiechem, co oznaczało, że chwyt poskutkował. Mark obdarzył go przyjacielskim szturchańcem i poradził:

– Po prostu wyluzuj się, dobrze?

– Dobra, spróbuję… – mruknął Charlie i po raz pierwszy od dłuższego czasu się uśmiechnął.

W ciągu najbliższych dni dał się Markowi zaprosić na kolację, a w weekend zgodził się nawet zagrać z nim w kręgle. Powoli wracała mu chęć do życia, choć nadal nie mógł myśleć o Barbie bez urazy. Wciąż nie rozumiał, jak mogła tak zaprzepaścić ich małżeństwo. Jednak stopniowo, krok po kroku, wysuwał się ze swej skorupy. Doszło do tego, że w weekendy zaczął grywać w baseball w towarzystwie dwunastoletnich wychowanków domu dziecka.

1 ... 48 49 50 51 52 53 54 55 56 ... 82
Перейти на страницу:
0
Сюжет
  • 1
  • 2
  • 3
  • 4
  • 5
  • 6
  • 7
  • 8
  • 9
  • 10
0
Атмосфера
  • 1
  • 2
  • 3
  • 4
  • 5
  • 6
  • 7
  • 8
  • 9
  • 10
0
Главный герой
  • 1
  • 2
  • 3
  • 4
  • 5
  • 6
  • 7
  • 8
  • 9
  • 10
0
Общее впечатление
  • 1
  • 2
  • 3
  • 4
  • 5
  • 6
  • 7
  • 8
  • 9
  • 10
Итоговая оценка: 0.0 из 10 (голосов: 0 / История оценок)