Obfite piersi, pełne biodra
- Автор: Янь Мо
- Язык: польский
- Переводчик: Katarzyna Kulpa
- Жанр: Современная русская и зарубежная проза
Электронная книга - «Obfite piersi, pełne biodra». Краткое содержание книги:
W powieści Obfite piersi, pełne biodra wszystko jest trochę oderwane od rzeczywistości, pełne makabrycznych zdarzeń i wynaturzonych postaci, ocierające się o magię – a jednocześnie opisane prostym, niezwykle obrazowym językiem, przesycone ironią i czarnym humorem. Zręczność stylistyczna i wybujała fantazja Mo Yana powodują, że lektura wciąga na długo – jest to jedna z tych książek, które czyta się zachłannie, mimo że ogłuszają, wyprowadzają z równowagi.
Najstarsza Siostra złapała ją za rękę i wyszeptała:
– Mamo, proszę, nie zapalaj lampy…
– Laidi, jesteś bez serca. Gdzie się podziewałaś z tym swoim Sha przez te wszystkie lata? Przysporzyłaś matce tyle cierpienia!
– To długa historia, mamo. Dużo by opowiadać… Gdzie jest moja córka?
Matka podała Laidi śpiącą smacznie Sha Zaohua.
– Co z ciebie za matka? Umiesz tylko urodzić, ale wychowywać ci się już nie chce. Nawet dzikie zwierzęta tak nie postępują – rzekła matka. – Z jej powodu Czwarta Siostra i Siódma…
– Pewnego dnia, mamo, wynagrodzę ci to wszystko, co dla mnie zrobiłaś. Czwartej i Siódmej Siostrze też się odwdzięczę.
– Najstarsza Siostra! – zawołała Szósta Siostra.
Laidi podniosła głowę znad Sha Zaohua i pogłaskała Szóstą Siostrę po głowie.
– Szósta Siostro! A Jintong, Yunü? Jintong, Yunü, pamiętacie waszą siostrę?
– Gdyby nie Pluton Wysadzania Mostów, wszyscy zginęlibyśmy z głodu – przypomniała matka.
– Jiang i Lu są nic niewarci, mamo.
– Ale traktują nas bardzo dobrze. Nie powinniśmy ich oczerniać.
– Mamo, oni mają plan. Wysłali do Sha Yuelianga list z żądaniem, żeby się poddał. Jeśli tego nie zrobi, zabiorą naszą córkę jako zakładnika.
– Coś podobnego! Przecież oni prowadzą wojnę, co ma z tym wspólnego maleńkie dziecko?
– Wróciłam tu po to, żeby uratować córkę. Mam ze sobą kilkunastu ludzi, musimy zaraz wyruszyć z powrotem. Jiang i Lu cieszą się na próżno. Mamo, nasz dług wdzięczności wobec ciebie jest większy niż góra, pozwól mi później ci się odwdzięczyć. Noc jest długa, a snów wiele. Czas już na mnie…
Zanim Najstarsza Siostra skończyła mówić, matka zabrała jej Sha Zaohua.
– Laidi, nie próbuj znowu zrobić ze mnie idiotki – rzuciła ze złością. – Przypomnij sobie, jak mi ją podrzuciłaś, jak jakiegoś szczeniaka. Robiłam wszystko, żeby ją wykarmić. A ty przychodzisz na gotowe i opowiadasz mi kłamstwa o komendancie Lu i oficerze Jiangu. Teraz nagle zachciało ci się być matką? Dość się nafiglowałaś z panem Sha Mnichem?
– Mamo, on teraz jest dowódcą brygady w armii cesarskiej. Ma pod sobą ponad tysiąc ludzi.
– Nie obchodzi mnie, ilu ma ludzi ani czego jest dowódcą – odparła matka. – Niech sam tu przyjdzie po swoją córkę, powiedz mu, że wciąż trzymam dla niego te króliki, które rozwiesił na moich drzewach!
– Mamo, to są sprawy tysięcy żołnierzy na koniach – rzekła Laidi. – Nie zepsuj wszystkiego.
– Psułam wszystko przez połowę życia. Nie obchodzą mnie tysiące żołnierzy ani miliony koni. To ja wychowuję Zaohua i nikomu jej nie oddam.
Najstarsza Siostra porwała dziecko, zeskoczyła z kangu i wybiegła.
– Ty żółwi pomiocie, niedoczekanie! – wrzasnęła matka.
Sha Zaohua zaczęła płakać.
Matka zeskoczyła z kangu i ruszyła za nimi.
Na podwórku rozległy się strzały. Od strony dachu dobiegały odgłosy jakiejś szamotaniny, ktoś sturlał się i z krzykiem spadł na ziemię.
Czyjaś stopa przebiła sufit naszej izby, do środka wpadło nieco grudek błota; światło gwiazd przeświecało przez otwór.
Na zewnątrz panował wielki zamęt, huczały wystrzały, szczękały bagnety, jakiś żołnierz krzyknął:
– Nie pozwólcie im uciec!
Kilkunastu żołnierzy z Plutonu Wysadzania Mostów nadbiegło z pochodniami umoczonymi w nafcie, na podwórzu zrobiło się jasno jak w dzień. Z naszego zaułka, zza domu, dobiegał zgiełk podniesionych głosów, ktoś zawołał:
– Związać go! No, wujaszku, ciekawe, jak daleko teraz uciekniesz!
Komendant Lu wkroczył na podwórze i zwrócił się do Laidi, która trzymając Zaohua w mocnym uścisku, kuliła się w załomie muru:
– Pani Sha, to chyba nie jest zbyt rozsądne.
Przywarliśmy do parapetu, wyglądając na zewnątrz.
Obok ścieżki leżał mężczyzna – jego ciało było pełne dziur, z których ciekło mnóstwo krwi; czerwona ciecz gromadziła się w kałuże i rozpływała na wszystkie strony strużkami podobnymi do węży. Silna woń gorącej krwi. Drażniący zapach nafty. Krew wraz z pęcherzykami powietrza cały czas wydobywała się z dziur w ciele. Mężczyzna nie był jeszcze martwy – jego noga wciąż dygotała; gryzł ziemię, prężąc wygiętą szyję. Nie widzieliśmy jego twarzy. Liście drzew lśniły jak płatki złotej i srebrnej folii. Głuchoniemy stał z mieczem w ręku przed komendantem Lu i coś krzyczał. Ptasia Nieśmiertelna wybiegła z domu ubrana w coś, co zapewne było wojskową koszulą męża, która, co prawda, sięgała jej do kolan, lecz piersi i brzuch pozostawały do połowy odsłonięte. Miała długie, szczupłe łydki, pokryte śnieżnobiałą skórą, muskularne, gładkie. Z półotwartymi ustami i wytrzeszczonymi bezmyślnie oczami wpatrywała się w pochodnie – to w jedną, to w drugą. Grupa żołnierzy przyprowadziła trzech mężczyzn, ubranych na zielono. Jeden z nich, o bladej twarzy, miał zranioną rękę, krwawił. Drugi powłóczył nogą. Trzeci miał powróz na szyi i usiłował podnieść głowę, lecz kilka mocnych rąk trzymających sznur mu to uniemożliwiało. Za nimi szedł oficer Jiang. Trzymał latarkę przykrytą skrawkiem szkarłatnego jedwabiu, który zmieniał kolor światła na czerwony. Pa-da pa-da – człapały bose stopy matki, udeptując kopczyki ziemi usypane przez dżdżownice. Bez cienia strachu stanęła twarzą w twarz z komendantem Lu i spytała:
– Co tu się dzieje?
– To nie dotyczy pani, droga ciotko.
Oficer Jiang poświecił czerwoną latarką w twarz Shangguan Laidi. Smukła Laidi stała wyprostowana niczym topola.
Matka podeszła do Najstarszej Siostry i wyrwała jej z rąk Sha Zaohua. Dziecko skuliło się w znajomych objęciach.
– Nie bój się, dziecinko, babcia jest z tobą – uspokajała ją mama.
Płacz Sha Zaohua cichł powoli, aż zamienił się w łkanie.
Ręce Laidi wciąż pozostawały w identycznej pozycji jak wtedy, gdy trzymała dziecko, jakby zesztywniały jej stawy. Dziwaczny widok. Była bardzo blada, patrzyła przed siebie zastygłym wzrokiem. Miała na sobie zielony mundur męskiego kroju; jej dojrzałe piersi uwypuklały się pod marynarką.
– Pani Sha, potraktowaliśmy was humanitarnie i sprawiedliwie. Nie akceptujecie naszej reorganizacji – nie będziemy was do tego zmuszać, lecz nie powinniście przechodzić na stronę Japończyków – oświadczył komendant Lu.
Najstarsza Siostra zaśmiała się ironicznie.
– To męska sprawa. Nie rozmawiajcie o tym ze mną, jestem tylko jego żoną.
– Doszły nas słuchy, że pani Sha jest szefową sztabu u pana komendanta Sha – rzekł Lu.
– Wiem tylko, że przyszłam tu po swoją córkę. Jeśli macie jaja, wyciągnijcie swoje miecze i strzelby i bijcie się z moim mężem. Porwać dziecko na zakładnika – czy to jest czyn godny mężczyzny?
– Myli się pani, pani Sha. Ta mała dziewczynka jest obiektem naszej troski – pani matka i młodsze siostry świadkami. Ziemia i Niebiosa także mogą zaświadczyć, że otaczamy ją opieką. Naszym zamiarem jest zapewnienie dziecku miłości, a wszystkie nasze działania służą jego interesom. Nie chcemy tylko, żeby ta śliczna mała dziewczynka miała za rodziców zdrajców!
– Nic nie rozumiem z tego, co mówicie – odparła Najstarsza Siostra. – Nie strzępcie sobie języka. Jestem już w waszych rękach, róbcie ze mną, co chcecie.
W tym momencie do akcji wkroczył głuchoniemy. W świetle kilkunastu pochodni wydawał się szczególnie wielki i potężny; jego naga, niemal czarna skóra lśniła jak wysmarowana borsuczym łojem. „A-ao! A-ao a-ao!" – oczy wilka, nos dzika, uszy małpy, paszcza tygrysa. Ryknął, uniósł muskularne ramiona, zacisnął pięści i wykonał obiema rękami okrężny gest, przyjmując bojową postawę. Kopnął ciało leżące obok ścieżki, po czym zbliżył się do trzech więźniów i wymierzył wszystkim po kolei cios pięścią, przy każdym uderzeniu wydając z siebie po jednym „A-ao!". Gdy skończył, powtórzył całą sekwencję: „A-ao! A-ao!! A-ao!!!" – każdy cios był silniejszy od poprzednich. Ostatni sprawił, że więzień z opuszczoną głową osunął się na ziemię. Oficer Jiang przywołał go do porządku: