Бесплатная библиотека
Читайте книгу на сайте или телефоне
READ-E-BOOK » Фэнтези » Zamek Lorda Valentine'a [Lord Valentine's Castle - pl]
Zamek Lorda Valentine'a [Lord Valentine's Castle - pl] - Читать Любимую Русскую Полную Книгу 👉 Read-E-Book.com

Zamek Lorda Valentine'a [Lord Valentine's Castle - pl]

Электронная книга - «Zamek Lorda Valentine'a [Lord Valentine's Castle - pl]». Краткое содержание книги:

Pierwszy tom jednego z nasłynniejszych cykli fantasy/science fiction.
Majipoor to olbrzymia planeta, zamieszkana przez wiele ras napływowych, wśród których ludzie są rasą dominującą. Na Majipoor żyją też tubylcy, dziwna i wyobcowana rasa zmiennokształtnych, których wszyscy się boją.
Z racji braku surowców cywilizacja na planecie jest raczej słabo rozwinięta, ale nie brak i zaawansowanych technologii.
Bohaterem jest wędrowiec, zatrudniony jako żongler w objazdowej trupie. Ale sny, które na Majipoor mają niezwykłą moc, ujawniają, że jest on w rzeczywistości Lordem Valentine, władcą planety, w podły sposób pozbawionym władzy.
Wraz z Valentinem przemierzamy kontynenty Majipooru w kierunku ośrodka władzy, jakim jest Zamek.
1 ... 49 50 51 52 53 54 55 56 57 ... 141
Перейти на страницу:

Gdzieś w oddali rozległ się przeraźliwy wybuch, który wstrząsnął zarówno ziemią, jak i powietrzem, skupiając na sobie całą uwagę podróżnych. Powtórzył się jeszcze kilka razy, po czym wszystko wokół ucichło.

— Co to było? — krzyknął Sleet, gorączkowo szukając na półce miotacza energii.

— Spokojnie, spokojnie — rzekł Deliamber. — To zagrzmiała Fontanna Piurifayne. Zbliżamy się do granicy.

— Fontanna Piurifayne? Co to takiego? — zainteresował się Valentine.

— Poczekaj, niedługo ją zobaczysz — odpowiedział Deliamber. Wóz zatrzymał się już po kilku minutach. Zalzan Karol odwrócił się na koźle i wrzasnął:

— Gdzie jest ten Vroon? Czarodzieju, nie ma przejazdu! — Dojechaliśmy do Wrót Piurifayne — odpowiedział spokojnie Deliamber.

Wąską drogę przegradzał szlaban zrobiony z grubych, odartych z kory żółtych pni powiązanych ze sobą jaskrawoszmaragdowym sznurem. Obok szlabanu, po lewej stronie drogi stała strażnica, w której urzędowali dwaj Hjortowie, ubrani w szarozielone mundury. Hjortowie rozkazali, by wszyscy wysiedli z wozu na deszcz, podczas gdy sami pozostali pod daszkiem.

— Dokąd to? — spytał grubszy.

— Do Iliriroyne, na festyn. Jesteśmy żonglerami — powiedział Zalzan Kavol.

— Pozwolenie na wejście do Piurifayne — zażądał drugi.

— Żadne pozwolenie nigdy nie było tu potrzebne — rzeki Deliamber.

— Jesteś zbyt pewny siebie, Vroonie. Zgodnie z dekretem Lorda Valentine'a, Koronala, wydanym już ponad miesiąc temu, nikt z mieszkańców Majipooru nie ma wstępu na terytorium Metamorfów, chyba że w sprawach służbowych.

— My właśnie jedziemy w sprawach służbowych — warknął Zalzan Kavol.

— To powinniście mieć pozwolenie.

— O niczym takim nawet nie słyszeliśmy — zaprotestował Skandar. Hjortowie popatrzyli przed siebie obojętnym wzrokiem. Wyglądało na to, że rozmowa jest skończona i że wracają do własnych spraw.

Zalzan Kavol spojrzał na Vinorkisa, jakby spodziewał się, że ten potrafi coś wskórać u swoich pobratymców, ale kiedy Hjort wzruszył ramionami, Skandar przeniósł piorunujący wzrok na Deliambera.

— Od czego ty tu jesteś! Masz natychmiast znaleźć jakąś radę! Vroon również wzruszył ramionami.

— Nawet czarodzieje nie nadążają za prawami, które zmieniają się z dnia na dzień, zaskakując podróżnych w leśnych rezerwatach czy innych równie zapomnianych miejscach.

— No to co zrobimy? Wrócimy do Verfu?

Takie rozwiązanie niewątpliwie zadowoliłoby Sleeta. Widać to było po jego oczach; wykręciłby się wreszcie od przygody z Metamorfami. Lecz Zalzan Karol już kipiał wściekłością, a ręka Lisamon Hultin błądziła wokół rękojeści miecza wibracyjnego. Widząc, co się święci, Valentine postanowił wkroczyć do akcji.

— Hjortowie nie zawsze są nieprzekupni — rzekł spokojnie.

— Niezła myśl — mruknął pod nosem Skandar.

Wyciągnął sakiewkę. W oczach Hjortów znów pojawił się błysk zainteresowania trupą żonglerów. To rzeczywiście była niezła myśl, stwierdził w duchu Valentine.

— Przypuśćmy, że znalazłem niezbędny dokument — powiedział

Zalzan Karol. Ostentacyjnie wysuwając z sakiewki dwie półkoronówki, ujął jedną parą rąk po jednej pulchnej dłoni Hjortów, a drugą parą wcisnął strażnikom po monecie. Na twarzy rozlał mu się uśmiech pełen satysfakcji. Tymczasem Hjortowie wymienili spojrzenia i nie ukrywając pogardy upuścili monety w błoto.

— Jedna korona? — Carabella mruknęła z niedowierzaniem. — Chciał ich kupić za jedną koronę?

— Próba przekupienia urzędnika królewskiego jest poważnym przestępstwem — oznajmił złowieszczo grubszy z Hjortów. — Jesteście aresztowani; odeślemy was do więzienia w Yerfie. Do chwili znalezienia odpowiedniej eskorty nie wolno wam opuszczać waszego pojazdu.

1 ... 49 50 51 52 53 54 55 56 57 ... 141
Перейти на страницу:
0
Сюжет
  • 1
  • 2
  • 3
  • 4
  • 5
  • 6
  • 7
  • 8
  • 9
  • 10
0
Атмосфера
  • 1
  • 2
  • 3
  • 4
  • 5
  • 6
  • 7
  • 8
  • 9
  • 10
0
Главный герой
  • 1
  • 2
  • 3
  • 4
  • 5
  • 6
  • 7
  • 8
  • 9
  • 10
0
Общее впечатление
  • 1
  • 2
  • 3
  • 4
  • 5
  • 6
  • 7
  • 8
  • 9
  • 10
Итоговая оценка: 0.0 из 10 (голосов: 0 / История оценок)