Tajemnica Gadającej Czaszki
- Автор: Hitchcock Alfred
- Язык: польский
- Жанр: Детское действие
Электронная книга - «Tajemnica Gadającej Czaszki». Краткое содержание книги:
Kiedy zastanawiali się nad tym, przez bramę wjechał drugi samochód. W pierwszej chwili myśleli, że wraca Maksymilian. Był to jednak mniejszy, zagraniczny samochód typu sedan. Zatrzymał się i wysiadł z niego młody mężczyzna. Poznali reportera, który zrobił im zdjęcie na aukcji.
– Cześć – powiedział – pamiętacie mnie? Fred Brown…
– Tak, proszę pana – odpowiedział Jupiter. – Co możemy dla pana zrobić?
– Przyjechałem, żeby zobaczyć, czy otworzyliście już kufer – odparł reporter. – Myślę, że byłby to znowu materiał na pierwszą stronę. Zdaje się, że w tym kufrze jest coś wyjątkowego. Sądzę, że jest w nim mówiąca czaszka!
Rozdział 3. Tajemnica za tajemnicą
– Mówiąca czaszka? – krzyknęli chłopcy jednocześnie.
Fred Brown skinął głową.
– Zgadza się. Prawdziwa mówiąca czaszka. Czy znaleźliście ją?
Jupiter zmuszony był wyznać, że niczego nie znaleźli, ponieważ kufer został ukradziony. Ponownie opowiedział całą historię. Reporter zmarszczył brwi.
– No, proszę! – wykrzyknął. – I już mam materiał na pierwszą stronę! Ciekawe, kim są złodzieje? Pewnie dowiedzieli się o kufrze z mojego artykułu.
– Mnie też się tak wydaje, panie Brown – zgodził się Jupiter. – I być może ktoś jeszcze wiedział o tej czaszce i chciał ją zdobyć. Czy ta czaszka naprawdę wydaje z siebie ludzki głos?
– Mówcie do mnie Fred – powiedział reporter. – Nie mogę potwierdzić, czy ta czaszka mówi, czy nie. Podobno ma takie właściwości. Widzicie, zastanowił mnie napis na kufrze – “Guliwer Wielki”. Byłem pewien, że już gdzieś zetknąłem się z tym nazwiskiem. Sprawdziłem więc w kostnicy… wiecie, co to jest kostnica w gazecie?
Kiwnęli potakująco głowami. Ojciec Boba pracował w gazecie, więc wiedzieli, że kostnica prasowa to pomieszczenie, w którym trzyma się stare numery, wycinki, zdjęcia. Wszystko posegregowane tak, by można było korzystać z tych informacji. W rzeczywistości jest to archiwum faktów o ludziach i wydarzeniach.
– A więc – kontynuował Fred Brown – postanowiłem poszukać czegoś o Guliwerze Wielkim. Jak się domyślacie, znalazłem o nim kilka wzmianek. Magikiem, zdaje się, wielkim nie był, lecz zasłynął z pewnej niezwykłej sztuczki. Posiadał gadającą czaszkę. Rok temu Guliwer zniknął. Ulotnił się jak przedmioty z jego magicznych sztuczek. Nikt nie wie, czy umarł, czy nie. Zostawił jednak swój kufer w hotelu, a ty wczoraj kupiłeś go na aukcji. Pomyślałem, że pewnie schował w kufrze magiczne przyrządy, łącznie z czaszką, i że może być z tego całkiem niezły materiał.
– Powiedziałeś, że zniknął? – odezwał się Bob.
– Cała ta sprawa wygląda mi dość tajemniczo – Jupiter zmarszczył lekko brwi. – Znikający magik, znikający kufer i czaszka, która podobno mówi. Doprawdy, bardzo to wszystko tajemnicze.
– Zaraz, zaraz! – zaprotestował Pete. – Nie podoba mi się twoja mina, Jupe. Czuję, że chodzi ci po głowie rozpoczęcie dochodzenia. A ja nie chcę mieć do czynienia z żadnymi gadającymi czaszkami. Przede wszystkim nie wierzę w ich istnienie i wolałbym się nie przekonywać, że jest inaczej.
– Nie możemy prowadzić dochodzenia, ponieważ kufer zniknął – odpowiedział mu Jupiter. – Ale chętnie dowiedziałbym się czegoś więcej o Guliwerze Wielkim, Fred.
– Nie ma sprawy – odparł reporter. Usiadł na jednym z jeszcze nie pomalowanych, żelaznych krzeseł Jupitera. – W ogólnym zarysie wygląda to tak: Guliwer był mało znanym magikiem, ale miał tę czaszkę, która podobno mówiła. Leżała sama na szklanym stole, bez żadnych innych przyrządów, i odpowiadała na pytania.
– Brzuchomówstwo? – zapytał Jupiter. – To sam Guliwer odpowiadał bez poruszania ustami?
– Być może. Ale czaszka mówiła nawet wtedy, gdy Guliwer siedział w odległym kącie pokoju, albo kiedy w ogóle go w nim nie było. Nawet inni magowie nie mogli pojąć, jak to się działo. W końcu miał nawet z tego powodu kłopoty z policją.
– Jak do tego doszło? – zapytał Bob.
– No cóż, Guliwerowi nie wiodło się zbyt dobrze jako magikowi, zajął się więc przepowiadaniem przyszłości, co jest nielegalne. Nie nazywał tego wróżeniem. Nazywał siebie doradcą. Ubierał się jednak w orientalne stroje i przyjmował w pokoju pełnym mistycznych symboli. Za odpowiednią opłatą ludzie przesądni mogli tam przyjść i zadawać czaszce pytania. Nadał jej nawet imię – Sokrates, po mędrcu starożytnej Grecji.
– I czaszka odpowiadała na pytania? – zapytał Bob.
– Tak mówiono. Podobno radziła ludziom w ich problemach. Lecz Guliwer posunął się za daleko. Sokrates zaczął doradzać posunięcia na giełdzie i tym podobne. Niektórzy ponieśli duże straty i zawiadomili policję. Guliwera oskarżono o nielegalne wróżbiarstwo i osadzono w więzieniu.
Przesiedział w nim prawie rok. Kiedy wyszedł, porzucił magię i wróżenie i znalazł sobie posadę urzędnika. Aż tu pewnego dnia… puff! Po prostu zniknął. Rozeszły się pogłoski, że jakieś czarne typy o niego pytały… ale nikt nie wie dlaczego. Może bandytom zależało na nim i na Sokratesie, i znikając chciał przed nimi uciec.
– Ale kufra ze sobą nie zabrał – powiedział Jupiter, przygryzając dolną wargę, co zawsze wskazywało na intensywną pracę jego zwojów mózgowych. – To by oznaczało, że albo coś mu się stało, albo musiał uciekać bez chwili zwłoki.
– Słuszne rozumowanie – przyznał Fred. – Być może miał wypadek i nigdy nie odzyskał świadomości.
– Założę się, że z tego samego powodu Maksymilian szukał kufra – odezwał się Pete. – Chciał poznać tajemnicę czaszki, by wykorzystać ją do własnych występów. Może rzeczywiście był przyjacielem Guliwera, ale uważał, że skoro Guliwer zniknął, to można przejąć jego magiczne sztuczki.
– Maksymilian? – zapytał Fred Brown.
Jupiter opowiedział o wcześniejszej wizycie wysokiego, chudego maga.
– Skoro chciał kupić kufer, to z pewnością nie miał nic wspólnego z jego kradzieżą – stwierdził Fred. – Ciekawe, czy złodzieje liczyli na to, że Sokrates będzie dla nich pracował. No, ale to już jest bez znaczenia. Miałem nadzieję, że znajdę tu dobry materiał na artykuł i zrobię wam zdjęcie razem z czaszką. Jupiter mógłby się przebrać w strój Guliwera. Ale to już niemożliwe. No, czas na mnie. Miło było was znowu zobaczyć.
Fred Brown odjechał. Jupiter siedział ze smutną miną.
– To mogła być wspaniała tajemnica do zbadania – powiedział. – żałuję, że kufer zniknął.
– A ja nie – odparł Pete. – Jeśli o mnie chodzi, to wolę się trzymać z daleka od kufrów z gadającymi czaszkami. Nie chcę mieć z nimi nic wspólnego. A w ogóle to jak czaszka może mówić?
– To właśnie część tajemnicy – uśmiechnął się Jupiter. – Ale teraz nie ma już sensu zastanawiać się nad tym, ponieważ… O! Wraca wuj Tytus.