Tajemnica Gadającej Czaszki
- Автор: Hitchcock Alfred
- Язык: польский
- Жанр: Детское действие
Электронная книга - «Tajemnica Gadającej Czaszki». Краткое содержание книги:
– Chwileczkę! – krzyczała. – Ja chcę licytować. Dziesięć dolarów! Daję dziesięć dolarów za ten kuferek!
Ludzie przyglądali się jej, zdumieni, że ktoś dawał aż dziesięć dolarów za taki stary rupieć.
– Dwadzieścia dolarów! – wołała staruszka, machając ręką. – Daję dwadzieścia dolarów!
– Przykro mi, proszę pani – odpowiedział licytator. – Ten przedmiot został już sprzedany. Nie odwołujemy zawartych transakcji. Zabierzcie to, panowie, zabierzcie. To nie koniec licytacji.
Dwaj robotnicy znieśli kufer z podwyższenia i postawili koło Trzech Detektywów.
– Proszę bardzo – powiedział jeden z robotników. Pete i Jupiter podeszli do kufra.
– Wygląda na to, że staliśmy się właścicielami tego starego grata – mruknął Pete, chwytając skórzany uchwyt z jednego boku. – I co teraz z nim zrobimy?
– Zabierzemy do składu złomu i otworzymy – odparł Jupiter, chwytając za uchwyt z drugiej strony.
– Chwileczkę, panowie – odezwał się drugi robotnik. – Najpierw trzeba zapłacić. Nie można zapominać o takim drobnym szczególe.
– Ach, tak, oczywiście – powiedział Jupiter. Opuścił kufer i sięgnął do kieszeni po skórzany portfel. Wyjął z niego dolarowy banknot i podał go mężczyźnie. Ten nabazgrał coś na skrawku papieru i wręczył Jupiterowi ze słowami;
– Oto pokwitowanie. Teraz kuferek należy do pana. Jeśli w środku są klejnoty, też są pańskie. Cha, cha!
Śmiejąc się, pozwolił chłopcom zabrać ich własność. Bob szedł przodem, torując drogę w tłumie, a Jupiter i Pete nieśli kuferek na drugi koniec sali. Właśnie udało im się pokonać ostatni rząd ludzi, kiedy dopadła ich siwa staruszka, która spóźniła się na licytację.
– Chłopcy – powiedziała. – Odkupię od was ten kuferek za dwadzieścia pięć dolarów. Zbieram stare kufry i chciałabym go mieć w swojej kolekcji.
– O rany! Dwadzieścia pięć dolarów! – wykrzyknął Pete.
– Bierz je, Jupe! – powiedział Bob.
– To dla was prawdziwa okazja. Ten kuferek nie jest wart ani centa więcej, nawet dla kolekcjonera – namawiała staruszka. – Proszę, oto dwadzieścia pięć dolarów.
Wyjęła pieniądze z wielkiego portfela i wcisnęła je Jupiterowi. Ku zdziwieniu Boba i Pete'a, Jupiter pokręcił odmownie głową.
– Bardzo mi przykro, proszę pani – powiedział. – Wcale nie zamierzamy sprzedawać kuferka. Chcemy sprawdzić, co jest w środku.
– Na pewno nic wartościowego – stwierdziła staruszka coraz bardziej zdenerwowana. – Proszę, masz tu trzydzieści dolarów.
– Nie, dziękuję – powiedział Jupiter, kręcąc głową. – Naprawdę nie zamierzam go sprzedawać.
Kobieta westchnęła. Nagle, kiedy właśnie miała się odezwać, coś ją spłoszyło. Odwróciła się i szybko zniknęła w tłumie. Najwyraźniej przeraziło ją pojawienie się młodego człowieka z aparatem fotograficznym.
– Cześć, chłopcy – odezwał się młody człowiek. – Nazywam się Fred Brown. Jestem reporterem z “Wiadomości Hollywoodu” i szukam materiału na reportaż. Chciałbym zrobić wam zdjęcie z tym kuferkiem. To jedyna niezwykła rzecz na tej aukcji. Unieście go, dobrze? O, tak. A ty – zwrócił się do Boba – stań za nim, tak żeby cię było widać na zdjęciu.
Bob i Pete byli niezdecydowani, ale Jupiter szybko ustawił się zgodnie z życzeniem reportera. Stojąc za kuferkiem, Bob dostrzegł na wieku wyblakły, biały napis “Guliwer Wielki”. Młody mężczyzna ustawił aparat. Błysnął flesz i zdjęcie zostało zrobione.
– Dzięki – powiedział reporter. – Czy moglibyście podać mi swoje nazwiska i powiedzieć, dlaczego nie przyjęliście trzydziestu dolarów za tę skrzynkę? Jak na mój gust, to całkiem niezły interes.
– Jesteśmy po prostu ciekawi – odparł Jupiter – co zawiera ten stary teatralny kuferek. Kupiliśmy go dla zabawy, a nie po to, by zbijać na nim fortunę.
– A więc nie wierzycie, że w środku są klejnoty rosyjskich carów? – zachichotał Fred Brown.
– Eee tam – burknął Pete. – Pewnie są tam stare kostiumy teatralne.
– Być może – zgodził się młody człowiek. – Ten napis “Guliwer Wielki” brzmi bardzo teatralnie. A skoro już jesteśmy przy nazwiskach, to nie dosłyszałem waszych.
– Bo ich nie podaliśmy – odparł Jupiter. – Ale proszę, oto nasza wizytówka. My-y… hmm… no więc, my-y prowadzimy dochodzenia.
Wręczył reporterowi jedną z wizytówek Trzech Detektywów, które zawsze nosili przy sobie.
TRZEJ DETEKTYWI
Badamy wszystko
Pierwszy Detektyw…. Jupiter Jones
Drugi Detektyw… Pete Crenshaw
Dokumentacja i analizy…. Bob Andrews
– Ach, tak? – reporter uniósł brwi. – Jesteście detektywami? A co mają oznaczać te znaki zapytania?
– To nasz symbol – wyjaśnił Jupiter. – Oznaczają nierozwiązane sprawy, zagadki bez odpowiedzi, wszelkiego rodzaju tajemnice. Dlatego stanowią nasz znak firmowy. Badamy wszystko.
– A teraz badacie stary kufer teatralny – powiedział z uśmiechem młody człowiek i schował wizytówkę do kieszeni. Bardzo wam dziękuję. Może zobaczycie swoje zdjęcie w wieczornym wydaniu. Jeśli, oczywiście, ta historia spodoba się redaktorowi.
Uniósł rękę w pożegnalnym geście i odwrócił się. Jupiter ponownie dźwignął kufer.
– No dalej, Pete, musimy wynieść go na zewnątrz. Nie możemy kazać Hansowi tyle na nas czekać.
Bob torował drogę, a Jupiter z Pete'em taszczyli kufer w stronę wyjścia. Pete nadal był niezadowolony.
– Po co podałeś temu facetowi nasze nazwiska? – zapytał.
– Reklama – odparł Jupiter. – Każdy interes wymaga reklamy. ostatnio niewiele mieliśmy ciekawych zgłoszeń o tajemnicach z prawdziwego zdarzenia. Trzeba się trochę rozejrzeć za robotą, bo inaczej zaśniedziejemy.
Wyszli na zewnątrz przez wielkie drzwi i skręcili w boczną uliczkę, gdzie stał zaparkowany pikap. Załadowali kufer do tyłu, a sami usiedli w szoferce obok Hansa.
– Wracamy do domu, Hans – powiedział Jupiter. – Dokonaliśmy zakupu i teraz musimy go dokładnie obejrzeć.
– Tak jest, Jupe – przytaknął Hans, włączając motor. – Mówisz że kupiliście coś?
– Stary kufer – odparł Pete. – Ciekawe tylko, jak go otworzymy, Pierwszy Detektywie?
– W składzie pełno jest kluczy – odrzekł Jupiter. – Przy odrobinie szczęścia może dopasujemy któryś z nich.
– A może będziemy musieli wyłamać zamek – stwierdził Bob.
– Nie – Jupiter potrząsnął głową. – Moglibyśmy uszkodzić kuferek.
Reszta drogi upłynęła w milczeniu. Kiedy dotarli do składu złomu Jonesów w Rocky Beach. Pete i Jupiter podali kufer Hansowi, a ten postawił go na boku, koło przyczepy, z której wyszła pani Jones.
– Na litość boską, co wyście kupili? – zapytała. – Ależ ten kufer jest tak stary, jakby przybył tu na “Mayfiower”.
– Niezupełnie, ciociu Matyldo – odrzekł Jupiter. – Ale rzeczywiście jest stary. Daliśmy za niego dolara.