Бесплатная библиотека
Читайте книгу на сайте или телефоне

Электронная книга - «Daj Mi Szansę, Tiffany». Краткое содержание книги:

Członkowie rodziny Santinich od początku okazywali Tiffany wrogość, ponieważ uważali, że wyszła za mąż za dużo starszego od siebie Philipa dla jego pieniędzy. Tymczasem Philip ujął ją swoim czarem osobistym, kulturą i dobrocią i pewnie do tej pory żyliby w zgodzie, gdyby nie tragiczny wypadek. Po śmierci męża Tiffany wraz z dziećmi schroniła się w starym domu w Bittersweet, aby znaleźć się jak najdalej od jego rodziny. Nie była więc zachwycona, gdy pewnego dnia odwiedził ją brat nieżyjącego męża. Czyżby przyjechał na przeszpiegi?
1 ... 40 41 42 43 44 45 46 47 48 49
Перейти на страницу:

– I co dalej?

– Ożeni się pan ze mną, panie Santini – odpowiedziała z tłumionym śmiechem. – Pragnę pozostać uczciwą kobietą.

– Nie wiem, czy się uda.

– Spróbuj – rzuciła wyzywająco i roześmiała się, odchylając głowę do tyłu. Była szczęśliwa.

– Dobrze. Punkt dla ciebie. Jutro jedziemy do Portland, szukamy sędziego pokoju i po południu bierzemy ślub.

– Nie ma mowy. Już raz brałam cichy ślub. Tym razem nie zrezygnuję z całej frajdy. Mój syn musi poprowadzić mnie do ołtarza… Moja córka będzie rzucać kwiatki przed orszakiem, a siostry będą… – Tiffany zawahała się, zaskoczona własnymi słowami. – Moje siostry też muszą przy tym być.

– A twój ojciec?

Tiffany pomyślała, że skoro rozpocznie nowe życie, powinna ostatecznie pogrzebać przeszłość.

– Zaproszę go. Jak wszystkich innych gości, bez specjalnego wyróżniania. Jeśli będzie chciał przyjść, to dobrze.

– A jeśli nie przyjdzie?

– To jego strata.

J.D. pocałował ją w czoło.

– Mądra dziewczynka. Jesteś pewna, że wiesz, co mówisz?

– Absolutnie.

Tiffany czuła się tak, jakby była na lekkim rauszu. Gdy pozbyła się przytłaczających ją czarnych myśli, od razu odzyskała wigor i radość życia.

– A co będzie z twoją pracą, Jay?

– Już ją rzuciłem. Wydaje mi się, że nawet w tej dziurze prawnik cywilista znalazłby coś do roboty.

– Niewątpliwie.

– Poza tym mam parę dolarów na koncie. Jest jeszcze jedna bardzo ważna sprawa.

– Co takiego?

– Dzieci. Chciałbym je adoptować.

– Przecież jesteś ich stryjem.

– Nie szkodzi. Chciałbym, żeby mnie traktowały jak ojca. Oczywiście, jeśli same zechcą.

– Myślisz, że się z nimi dogadasz? – spytała z powątpiewaniem.

Okręcił nią, jakby tańczyli walca.

– A nie mówiłem ci już, że w życiu wszystko jest możliwe?

– Mówiłeś – przytaknęła.

– Więc daj mi szansę, Tiffany.

– Już ją masz.

EPILOG

Dwa tygodnie później Tiffany przeglądała się w lustrze. Zakręciła się jak w tańcu, wprawiając w ruch błękitny jedwab.

– Jaka piękna – powiedziała, odwracając zarumienioną twarz do swych sióstr.

– Fantastyczna – kiwnęła głową Katie, ubrana w identyczną kreację.

– Cieszę się, że się wam podobają. – Bliss zagłębiła się w fotel. Były w salonie krawieckim, gdzie zamówiła nie tylko suknię ślubną, ale także stroje dla swych druhen.

Tiffany kwitła, ponieważ nareszcie spełniło się jej dziecinne marzenie. Czuła przynależność do rodziny. Ustalili z J.D. datę ślubu, Tiffany spędzała także coraz więcej czasu z przyrodnimi siostrami, poznając je z każdym dniem lepiej. Dzieci bez oporów zaakceptowały przyszłego męża mamy. Stephen pod wpływem J.D. przestał się włóczyć w podejrzanym towarzystwie, a mała Christina była w siódmym niebie.

– Dobra, dziewczyny, koniec na dzisiaj – powiedziała Bliss. – Chodźcie, postawię wam mineralną.

– Uważam, że po takim wysiłku zasłużyłyśmy co najmniej na dżin z tomikiem – zażartowała Katie, ściągając suknię. Niebieski jedwab z zaznaczonym szpilkami obrębieniem przekazała w ręce Betty, właścicielki salonu.

– A może spróbujemy zimnego chablis?

– Wspaniale!

Przebrały się i wyszyły na ulicę, skąpaną w promieniach zachodzącego słońca. Przy chodnikach rosły rozłożyste drzewa; ruch był o tej porze dnia symboliczny.

– Aż nie chce mi się wierzyć, że obie niedługo wyjdziecie za mąż – powiedziała z westchnieniem Katie, gdy zmierzały na parking do postawionego w cieniu dębu mustanga, kabrioletu należącego do Bliss. Dach samochodu był opuszczony, bo pilnował go Oskar, mały kundelek o złocistej sierści. Na widok pani wydał radosny pisk i karnie przeskoczył na tylne siedzenie.

– Nie martw się, i na ciebie przyjdzie kolej – powiedziała Bliss i zajęła miejsce za kierownicą. Tiffany usiadła obok niej, a Katie koło pieska, którego od razu zaczęła drapać za uszami.

– Nie mam zamiaru wychodzić za mąż. Jestem zbyt zajęta.

– Na przykład czym? – Bliss przekręciła kluczyk w stacyjce i uruchomiła silnik zrywnego sportowego wozu.

– Na przykład sprawą Wellsa. Muszę się dowiedzieć, o co chodziło Rayowi Deanowi.

– Nie możesz zostawić tego policji? – spytała Tiffany.

– I przepuścić taką okazję? To jest sensacja na pierwszą stronę!

Wiatr rozwiewał włosy trzech pasażerek mustanga. Tiffany uśmiechnęła się w milczeniu. Tak, życie było naprawdę piękne. Coraz piękniejsze.

– A co tam u twojego nowego lokatora? – zadała sakramentalne pytanie Katie.

– U Luke’a? Nie mam pojęcia. Jak zwykle jest bardzo skryty.

– Ciekawe, dlaczego?

– Sama go spytaj, może ci powie – zasugerowała Tiffany.

– To całkiem niezły pomysł.

Tiffany zobaczyła z daleka swój dom i znów się uśmiechnęła do siebie. Wielkopański gest Carla Santiniego dawał jej, w charakterze wcześniejszego prezentu ślubnego, prawo własności do całej posesji. Carlo nie wziął pieniędzy od J.D., rozpaczliwie próbował zatrzymać go w rodzinnej firmie, ale J.D. już zadecydował, że poszuka sobie czegoś na własną rękę w Bittersweet.

– Mamuuuniu! – wołała już z daleka Christina, która pierwsza zauważyła wóz Bliss na podjeździe. Rzuciła się pędem, a tuż za nią J.D. Już prawie przestał utykać, a w oczach błyszczały mu figlarne ogniki. Oskar wyskoczył z auta i czule oblizał pucułowatą buzię dziewczynki. Christina zachichotała radośnie.

– Dobrze, że w końcu wróciłaś – powiedział J.D., otwierając drzwi przed Tiffany.

– Cieszysz się? A ja myślałam, że pilnowanie małych dziewczynek to twoje ulubione zajęcie – zażartowała z niego.

– Bo tak jest.

W tej chwili na podwórze wjechał zmaltretowany pikap Luke’a Gatesa. Kierowca zaparkował i wolnym, niedbałym ruchem wysunął się z szoferki.

– Skorzystaj z okazji – szepnęła Bliss do Katie. Młodsza z sióstr uzbroiła twarz w szeroki, promienny uśmiech.

– Dzięki za przypomnienie. Nigdy niczego nie przegapiam.

– O czym one mówią? – spytał zdziwiony J.D.

– To historia na dłuższe opowiadanie – uśmiechnęła się Tiffany. J.D. objął ją i Katie ramionami i poprowadził w stronę wysokiego Teksańczyka. – I nie zdziw się, kiedy w końcu przeczytasz ją w „Obserwatorze”.

– No, no. Z tej Katie jest niezłe ziółko – stwierdził J.D. – Co chce tym razem wyśledzić?

– Sama jeszcze nie wie – powiedziała: Tiffany. Ogarnęła wszystkich wzrokiem i westchnęła z zadowolenia, że ma wokół siebie tylu kochających, bliskich ludzi.

Lisa Jackson

***
1 ... 40 41 42 43 44 45 46 47 48 49
Перейти на страницу:
0
Сюжет
  • 1
  • 2
  • 3
  • 4
  • 5
  • 6
  • 7
  • 8
  • 9
  • 10
0
Атмосфера
  • 1
  • 2
  • 3
  • 4
  • 5
  • 6
  • 7
  • 8
  • 9
  • 10
0
Главный герой
  • 1
  • 2
  • 3
  • 4
  • 5
  • 6
  • 7
  • 8
  • 9
  • 10
0
Общее впечатление
  • 1
  • 2
  • 3
  • 4
  • 5
  • 6
  • 7
  • 8
  • 9
  • 10
Итоговая оценка: 0.0 из 10 (голосов: 0 / История оценок)