Бесплатная библиотека
Читайте книгу на сайте или телефоне

Электронная книга - «Daj Mi Szansę, Tiffany». Краткое содержание книги:

Członkowie rodziny Santinich od początku okazywali Tiffany wrogość, ponieważ uważali, że wyszła za mąż za dużo starszego od siebie Philipa dla jego pieniędzy. Tymczasem Philip ujął ją swoim czarem osobistym, kulturą i dobrocią i pewnie do tej pory żyliby w zgodzie, gdyby nie tragiczny wypadek. Po śmierci męża Tiffany wraz z dziećmi schroniła się w starym domu w Bittersweet, aby znaleźć się jak najdalej od jego rodziny. Nie była więc zachwycona, gdy pewnego dnia odwiedził ją brat nieżyjącego męża. Czyżby przyjechał na przeszpiegi?
1 ... 40 41 42 43 44 45 46 47 48 49
Перейти на страницу:

– Nie miałam zamiaru cię prowokować…

– A ja ciebie wykorzystywać – uciął cierpko, najwyraźniej chcąc zakończyć ten temat. Zeszli po trawie nad staw, którego brzeg okalało sitowie. Nieco dalej strzelały w niebo wysokie sosny i dęby. Niebo przybrało fioletowy odcień i powiała chłodniejsza bryza.

Tiffany i J.D. milczeli, każde pogrążone w swoich niewesołych myślach. Co przyniesie im przyszłość? Czy mogą liczyć na odmianę losu? Czy odważą się snuć wspólne plany?

– No, dobrze. – Pierwszy odezwał się J.D. Wyjął z worka butelkę wina. – Przejdźmy teraz do rozrywkowej części wieczoru. Powinniśmy oblać objęcie tej wspaniałej ziemi przez rodzinę Santinich. – J.D. wyciągnął z kieszeni scyzoryk zaopatrzony w korkociąg. – Firma Bracia Santini jak zwykle niezawodna. Chcesz powąchać korek?

– Nie trzeba, wierzę ci. To znaczy…

– Wiem, co to znaczy. – Odstawił butelkę na płaski kamień koło stawu, żeby wino mogło chwilę pooddychać. Mimo pozornie beztroskiego tonu wcale się nie rozluźnił, przeciwnie, był spięty jak zwierzę do skoku. – Wcale mi nie wierzysz. Nigdy nie wierzyłaś – powiedział z wyrzutem.

– Zwracam ci uwagę, Jay, że od chwili, kiedy mnie zobaczyłeś, stale dawałeś mi do zrozumienia, że nie jestem dość dobra dla twego brata,

– Nie chodziło o to, że nie jesteś dość dobra.

– Nie? To o co?

– Uważałem, że jesteś za młoda jak na żonę Philipa.

– Przecież to nie była twoja sprawa, więc po co wtrącać swoje trzy grosze?

– Już ci powiedziałem, że to była moja sprawa.

– Nie miałeś prawa! – wykrzyknęła Tiffany, nie panując nad emocjami. – Tak samo jak nie miałeś prawa tu przyjeżdżać i mieszać się w nasze życie.

– Uważasz, że to właśnie robię?

– Dokładnie! Wydaje ci się, że wszystko ci się od życia należy. Sięgasz jak po swoje po coś, co nie jest twoje.

– To nieprawda, Tiffany. Gdyby tak istotnie było, między nami ułożyłoby się zupełnie inaczej.

– Naprawdę? Niemożliwe…Och!

J.D. objął ją i stłumił okrzyk namiętnym pocałunkiem. Tiffany oblała fala gorąca jak zawsze, gdy J.D. brał ją w ramiona. Z pasją, której nie potrafiła powstrzymać, oddała pocałunek. Czuła dłonie J.D. na swoim ciele, dotykały i głaskały, sprawiając, że cała płonęła z pożądania. Rzeczywistość wokół przestała istnieć, liczyła się tylko wzajemna bliskość i namiętność, która szukała spełnienia. Zdrowy rozsądek odszedł w zapomnienie.

J.D. ułożył Tiffany na trawie i, cały drżący, zaczął całować nagą skórę nad wycięciem dekoltu. Jej palce zaplątały się w jego włosy. Cała oddała się pieszczotom, nie protestowała, gdy ściągnął jej przez głowę koszulkę, ani wtedy, gdy pocałował stwardniały czubek każdej z piersi. Zaraz potem ona ściągnęła z niego koszulę. Gładząc muskularne ramiona, wyczuwała grę mięśni pod skórą; przejechała palcami po pokrytej ciemnym puchem piersi i dotarła do pępka.

– Napytasz sobie biedy – ostrzegł J.D.

– Wiem. Raz kozie śmierć.

– Tak? To do dzieła. – Rozpiął jej stanik i odrzucił na trawę. – Tak… właśnie tak… – szepnął z zachwytem. Dokonywał cudów z jej ciałem. Tiffany wygięła się w łuk, by ułatwić mu dostęp do piersi. Lizał je i całował, a ona wiła się z rozkoszy.

– Jay – szepnęła ponaglająco.

– Jestem, kochanie. – Rozpiął suwak jej szortów. Przesunął ustami po jej brzuchu, jednocześnie ściągając szorty. Jeszcze chwila, i oto leżała na trawie całkiem naga, wyjąwszy wąski biały pasek jedwabiu.

– Jesteś piękna – powiedział, całując jej pępek i ocierając ciało gorącym oddechem. – Taka piękna. – Odsunął się nieco i zręcznie ściągnął zębami figi, sięgając ustami do źródła pożądania.

– Jay, och, Jay – jęknęła z zamkniętymi oczami. Jej ciało w mroku błyszczało od potu.

J.D. szybko zrzucił buty i dżinsy.

– Błagam cię, Jay, nie przerywaj.

– Sama nie wiesz, o co prosisz – powiedział, ale po chwili i on całkowicie stracił kontrolę nad sobą. Zagarnął Tiffany pod siebie i poprowadził ją do krainy nieziemskiej rozkoszy. Gdy pod powiekami wybuchły jej kolorowe fajerwerki, wykrzyczała imię J.D. W chwilę potem poczuła, jak on drga spazmatycznie, wydając przy tym okrzyk triumfu. Później oboje zapadli w nicość.

ROZDZIAŁ 11

Ciekawe, kim jest ten twój nowy lokator? – Katie zanurzyła chipsa w miseczce z sosem, po czym zjadła go ze smakiem. Pytanie skierowała do Tiffany. Wraz z Bliss spotkały się, zgodnie z wcześniejszymi ustaleniami, na lunchu i siedziały teraz w restauracyjnym ogródku pod parasolem.

– Nic nie ujdzie twojej uwagi – stwierdziła z przekąsem Tiffany, nadal nie do końca przekonana do pomysłu zacieśnienia więzów z rodziną ojca.

– Nie zapominaj, że jestem dziennikarką, a moim obowiązkiem jest wiedzieć wszystko o wszystkich – odparła z uśmiechem Katie i otarła wargi. Na jej gładkim czole lśniły kropelki potu. Było upalnie.

– Nazywa się Luke Gates, oznajmił, że przyjechał z małego miasteczka w zachodnim Teksasie. Jest skryty, raczej unika towarzystwa, nie zawarł bliższej znajomości z żadnym z pozostałych lokatorów i dlatego niewiele o nim wiem.

– Ciekawe, co go sprowadziło do Bittersweet – zauważyła Katie.

– We wszystkim dopatrujesz się tajemnicy – stwierdziła Bliss.

– Raczej sensacji. Nie darmo jestem reporterką. Jak wiecie, w naszym miasteczku niewiele ciekawego się dzieje, ot, dzień jak co dzień. Ta ostatnia historia z Isaakiem Wellsem to wyjątek potwierdzający regułę. – Katie pociągnęła łyk mrożonej herbaty i przesunęła się z krzesłem, aby znaleźć się w cieniu. Parasol nie osłaniał całego stolika. – Dowiedzieć się, co przydarzyło się Wellsowi, dlaczego rozpłynął się jak we mgle – oto prawdziwe wyzwanie dla reportera, zwłaszcza że policja niewiele zdziałała. Praktycznie niczego się nie dowiedzieli.

– Niestety. Nie odnaleziono żadnych śladów, żadnych dowodów – wtrąciła Bliss.

Katie kontynuowała wywód:

– Isaac Wells żył samotnie, o jego rodzinie wiadomo niewiele. Nie był zbyt sympatyczny, można chyba powiedzieć, że raczej zdziwaczały, i z pewnością nie wszyscy w miasteczku za nim przepadali. Jednak to jeszcze nie wyjaśnia, dlaczego zniknął. A jeśli nawet został porwany, to czemu nikt nie wystąpił z żądaniem okupu? To się nie trzyma kupy.

– Zgadzam się z tobą – powiedziała Tiffany, po raz kolejny upewniając się w duchu, że jej syn na pewno nie ma z tą sprawą nic wspólnego. Stephen wszedł w trudny okres, chodzi własnymi drogami, próbuje udowodnić, że nie potrzebuje rady i opieki dorosłych – to prawda. Nie oznacza to jednak, przekonywała się w myślach, że byłby zdolny do popełnienia przestępstwa. Z całą pewnością.

– A co słychać u J.D? – spytała Katie, zmieniając temat.

Tiffany o mało się nie zakrztusiła mrożoną herbatą.

– A czemu mnie o to pytasz?

– Widziałam, jak tańczyliście na weselu. On jest w tobie zakochany. Co do tego nie mam wątpliwości.

– Zakochany? – Tiffany pokręciła głową z gorzkim uśmiechem. Nigdy nie uwierzy w szczerość zapewnień J.D. – On przyjechał w interesach.

Bliss i Katie wymieniły znaczące spojrzenia.

– Jasne, w interesach.

– Oczywiście, że tak. Ojciec polecił mu wyszukać w tym rejonie ziemie nadające się pod uprawę winorośli. Jeździł z pośrednikiem po okolicy i wybrał farmę Zalinskich. Złożył ofertę kupna, sprawa jest przyklepana.

– Słyszałam o tym – powiedziała Katie. – Słyszałam też, że Santini chcą uruchomić interesy w Oregonie. To wszystko nie tłumaczy faktu, że w niedzielę J.D. wpatrywał się w ciebie zakochanym wzrokiem i za nic nie umiał utrzymać rąk przy sobie.

1 ... 40 41 42 43 44 45 46 47 48 49
Перейти на страницу:
0
Сюжет
  • 1
  • 2
  • 3
  • 4
  • 5
  • 6
  • 7
  • 8
  • 9
  • 10
0
Атмосфера
  • 1
  • 2
  • 3
  • 4
  • 5
  • 6
  • 7
  • 8
  • 9
  • 10
0
Главный герой
  • 1
  • 2
  • 3
  • 4
  • 5
  • 6
  • 7
  • 8
  • 9
  • 10
0
Общее впечатление
  • 1
  • 2
  • 3
  • 4
  • 5
  • 6
  • 7
  • 8
  • 9
  • 10
Итоговая оценка: 0.0 из 10 (голосов: 0 / История оценок)