Бесплатная библиотека
Читайте книгу на сайте или телефоне

Электронная книга - «Daj Mi Szansę, Tiffany». Краткое содержание книги:

Członkowie rodziny Santinich od początku okazywali Tiffany wrogość, ponieważ uważali, że wyszła za mąż za dużo starszego od siebie Philipa dla jego pieniędzy. Tymczasem Philip ujął ją swoim czarem osobistym, kulturą i dobrocią i pewnie do tej pory żyliby w zgodzie, gdyby nie tragiczny wypadek. Po śmierci męża Tiffany wraz z dziećmi schroniła się w starym domu w Bittersweet, aby znaleźć się jak najdalej od jego rodziny. Nie była więc zachwycona, gdy pewnego dnia odwiedził ją brat nieżyjącego męża. Czyżby przyjechał na przeszpiegi?
1 ... 38 39 40 41 42 43 44 45 46 ... 49
Перейти на страницу:

– Po śmierci brata ojciec praktycznie zmusił mnie, żebym zajął jego miejsce w firmie – wyjaśnił. – Początkowo się opierałem, wynajdując wszystkie możliwe preteksty, ale kiedy uległem wypadkowi, miałem parę tygodni przymusowej bezczynności na przemyślenie kilku ważnych życiowych spraw, no i zdecydowałem, że przyjmę propozycję ojca, przynajmniej na jakiś czas.

Jarrod pokiwał głową ze zrozumieniem.

– Słyszałem, że chcesz kupić farmę Zalinskich.

– Złożyłem ofertę dziś rano.

– Nie miej mi za złe, że pytam. Pewnie już się zorientowałeś, że na prowincji plotki rozchodzą się z szybkością światła.

– To jeden z powodów, dla których wybrałem duże miasto.

– Ja nie zamieniłbym naszego miasteczka na metropolię. W dużym skupisku trudno nawiązać kontakt z ludźmi, człowiek się alienuje, czy tego chce, czy nie – wyniszczył swój pogląd Jarrod. – Oczywiście, że u nas są i tacy, którzy nadmiernie interesują się losem bliźnich i wsadzają nos w nie swoje sprawy, ale funkcjonowanie w obrębie małej społeczności ma swoje złe i dobre strony. Kiedy wpadniesz w tarapaty, wszyscy w mieście na wyścigi będą ci pomagać.

– Poza sprawą Isaaca Wellsa.

– Odnoszę wrażenie, że zagadka zniknięcia Wellsa pozostanie nie rozwiązana. Chyba że Isaac wróci i sam opowie, co mu się przydarzyło. – Jarrod odchylił się w krześle, przybierając bardziej wygodną pozycję. – A jak ci się układa ze szwagierką?

J.D. natychmiast się najeżył.

– Jako tako – odparł enigmatycznie, zastanawiając się, dlaczego Jarrod się tym interesuje.

– Piękna kobieta.

J.D. przytaknął w milczeniu.

– Nie miała lekkiego życia. Wychowywała się bez ojca, który przez lata nie pamiętał o jej istnieniu. Matka starała się, jak mogła, ale w ich domu się nie przelewało. Potem tragiczna śmierć męża… Spadło na nią dużo obowiązków i nie mniej kłopotów.

– Daje sobie radę.

– Ma charakter, zresztą jak wszystkie córki Cawthorne’a. Odziedziczyły to w genach. Weźmy, na przykład, moją siostrę Katie. Musiała sobie radzić, mając takich trzech braci jak my. – Jarred spochmurniał. – Nie ma co, dostała swoją porcję batów od życia, była w dołku, ale wyszła z tego obronną ręką. Zahartowała się, teraz nic jej nie złamie – dodał z podziwem. – To zadziwiająca kobieta. Zawsze dopnie swego – jak ją wyrzucisz drzwiami, to wróci oknem. – Jarrod uśmiechnął się. – Pasuje do tego porzekadła: gdzie diabeł nie może, tam babę pośle. Wydaje mi się, że Tiffany, choć silna i uparta, jest dużo spokojniejsza od Katie. – Jarred potarł dłonią brodę. – Na pewno niełatwo jej samej wychowywać dwoje dzieci, zwłaszcza że chłopak wszedł w trudny okres dojrzewania.

– Po co mi to wszystko mówisz? – J.D. stał się czujny.

– Żeby ci uświadomić, że dobrze mieć kogoś takiego w rodzinie.

– Ty chyba też jesteś jej kuzynem.

– Nie da się ukryć – roześmiał się Jarred. – Gdy John poślubił moją matkę, zyskałem dwie przyrodnie siostry. Nie martwi mnie to, przeciwnie.

– Zobaczymy, jak się dalej ułoży życie rodzinne – zauważył J.D., kończąc piwo.

– W tej sprawie jestem optymistą. – Jarred sięgnął po portfel i zostawił na stole kilka banknotów. – Ja stawiałem – powiedział, uprzedzając ruch J.D., który też chciał wyjąć pieniądze.

– Dobrze, ale następnym razem moja kolej – zgodził się J.D.

– Pomyślałam sobie, że gdybyś znalazła trochę czasu, ja, ty i Bliss mogłybyśmy się jutro umówić na lunch. Wreszcie byśmy spokojnie porozmawiały – przekonywała Katie.

Tiffany skinęła w milczeniu głową, trzymając przy uchu słuchawkę. Katie już poprzednio występowała z propozycją spotkania trzech sióstr. Starała się do tego pomysłu przekonać Tiffany, która nie była nim zachwycona. Nadal miała wątpliwości, czy powinna nawiązać bliższe i bardziej serdeczne stosunki z rodziną ojca, który nagle po tylu latach przypomniał sobie o jej istnieniu. Nie mogła jednak nie brać pod uwagę potrzeb Stephena, który jasno i dobitnie dał do zrozumienia, że nie podziela jej stanowiska w tej sprawie.

– Może być jutro – usłyszała własną odpowiedź. – O wpół do pierwszej ci odpowiada? Doris mnie wtedy zmieni.

– Cudnie! Zaraz dzwonię do Bliss. Spotykamy się w Blue Moon Cafe. Mają miły zwyczaj wystawiać stoliki na zewnątrz, do ogródka.

– Jak chcesz. Do zobaczenia – powiedziała Tiffany i odwiesiła słuchawkę. Klamka zapadła. Czy chciała tego, czy nie, będzie musiała zobaczyć się i porozmawiać z przyrodnimi siostrami.

– Tiffany?! – zabrzmiał od głównego wejścia podniesiony głos J.D.

– Już idę! – odkrzyknęła i wyszła z kuchni do holu. Spotkali się w połowie drogi.

– Gdzie dzieci?

– Christina jest na spacerze z panią Ellingsworth, a Stephen poszedł z kolegami do kina.

– To świetnie.

– Dlaczego? Nie widzę w tym nic nadzwyczajnego.

– Urządzimy sobie małą uroczystość.

– Uroczystość? Z jakiej okazji? Nie, nie mów mi, sama zgadnę. Wyjeżdżasz? – spytała Tiffany, starając się zachować obojętny ton, choć zrobiło się jej bardzo smutno.

J.D. zatopił przenikliwe spojrzenie w jej oczach.

– Czy nie tego właśnie chciałaś, odkąd przekroczyłem próg tego domu?

A więc jednak, zatrwożyła się Tiffany. Na myśl o tym, że już go nie zobaczy, jej oczy wypełniły się łzami.

– Ale… ale przecież wynająłeś pokój na sześć miesięcy.

– Zgadza się. – J.D. potarł dłonią napięte mięśnie karku. – Zatrzymam go, bo jeszcze tu wrócę.

– Kiedy? – Zakochane serce Tiffany aż podskoczyło z radości.

– Będę tu przyjeżdżał co miesiąc, prawdopodobnie na kilka dni.

– I to wszystko?

– Tylko mi nie mów, że będziesz za mną tęskniła – powiedział nie bez ironii.

– O tym możesz tylko marzyć, Santini – odcięła się, choć wolałaby wyznać, że rzeczywiście będzie tęskniła.

– Co dzień o tym marzę – zapewnił J.D., tym razem całkiem poważnie. – Chodź, Tiffany, przejedźmy się – poprosił niskim, ciepłym głosem. – Chcę ci coś pokazać.

– Co takiego?

– Coś, dzięki czemu mogę wyjechać – odparł.

– A jednak – szepnęła. Zatem klamka zapadła. – Oczywiście.

– Czy nie tego chciałaś?.

– Chyba tak… – odparła Tiffany bez przekonania.

Początkowo traktowała J.D. jak intruza, wysłannika Santinich, którzy nigdy jej nie ufali i nie zaakceptowali. Była zdruzgotana, gdy oznajmił, że pragnie wynająć pokój w jej domu, w dodatku na całe pół roku. Nie życzyła sobie kontroli, nie potrzebowała pomocy. Jednak J.D. okazał jej wiele zrozumienia, wsparł w rozwiązywaniu kłopotów ze Stephenem, sam z własnej woli wziął się za domowe naprawy. Przekonała się, że nie przyjechał na przeszpiegi. Z czasem sytuacja się skomplikowała – J.D. nie krył, że nadal pragnie Tiffany, a ona ze zdumieniem odkryła, że się w nim zakochała. Co za galimatias!

– W drogę.

Zanim Tiffany zdążyła wymyślić jakąś wymówkę, już siedziała w dżipie, który J.D. prowadził pewną ręką. Przejechali przez miasteczko i niebawem znaleźli się na drodze wijącej się pomiędzy polami.

– Słyszałaś o farmie Zalinskich? – spytał J.D.

– Poznałam Myrę Zalińską w naszej agencji. Wyprowadzili się stąd.

– Ale nie sprzedali gospodarstwa. Aż do wczoraj.

– Ty je kupiłeś?

– Nie ja, tylko spółka Bracia Santini – odparł.

1 ... 38 39 40 41 42 43 44 45 46 ... 49
Перейти на страницу:
0
Сюжет
  • 1
  • 2
  • 3
  • 4
  • 5
  • 6
  • 7
  • 8
  • 9
  • 10
0
Атмосфера
  • 1
  • 2
  • 3
  • 4
  • 5
  • 6
  • 7
  • 8
  • 9
  • 10
0
Главный герой
  • 1
  • 2
  • 3
  • 4
  • 5
  • 6
  • 7
  • 8
  • 9
  • 10
0
Общее впечатление
  • 1
  • 2
  • 3
  • 4
  • 5
  • 6
  • 7
  • 8
  • 9
  • 10
Итоговая оценка: 0.0 из 10 (голосов: 0 / История оценок)