Naznaczona
- Автор: Каст Филис Кристина
- Язык: польский
- Жанр: Фэнтези
Электронная книга - «Naznaczona». Краткое содержание книги:
Akcja rozgrywa się w środowisku amerykańskich nastolatków naznaczonych wampiryzmem, uczęszczających do specjalnej szkoły, pozwalającej im zdobyć kwalifikacje dorosłego wampira.
Początkująca wampirzyca, Zoey Redbird, trafia do szkoły Domu Nocy. To tu będzie musiała przejść nieodzowną Przemianę, by zdobyć kwalifikacje dorosłego wampira.
Pomimo początkowych trudności, przyzwyczaja się do nadprzyrodzonych zdolności, jakimi obdarzyła ją Nyx, Bogini Wampirów, i coraz lepiej wchodzi w rolę nowej przywódczyni Cór Ciemności. I co najważniejsze – zaczyna czuć się w Domu Nocy, jak w swym własnym. Ma swego chłopaka, a nawet… dwóch. Ale oto zdarza się coś niewyobrażalnego. Pewnego dnia w zewnętrznym świecie ludzi ginie kilkoro nastolatków, a wszystkie ślady prowadzą do Domu Nocy. Zoey zaczyna zdawać sobie sprawę, że nadprzyrodzone siły, które wyróżniają ją spośród innych, mogą też obrócić się przeciwko jej najbliższym. Dziewczyna zwraca się o pomoc do swych nowych przyjaciół, a wtedy śmierć zakrada się również do Domu Nocy. Zoey musi pogodzić się ze zdradą, która łamie jej serce i podkopuje fundamenty jej nowo zbudowanego świata.
Autorki to matka i córka. P.C. Cast jest znaną i nagradzaną autorką powieści fantastycznych i o zjawiskach nadprzyrodzonych, a także doświadczoną nauczycielką i wykładowczynią. Ma na swym koncie wiele nagród, jak prestiżowa Prism, Dafne du Maurier, Affair du Coeur. Mieszka i pracuje w Oklahomie.
Kristin Cast zdobyła nagrody za swoje wiersze i osiągnięcia dziennikarskie. Ponadto jest słuchaczką Northeastern State University, gdzie stara się osiągnąć swój następny życiowy cel – zostać nauczycielką biologii.
– Widzę, że wyzdrowiałaś od wczoraj.
– Tak, bez trudu. Nic mi nie jest. I tym razem mówię prawdę.
– Słyszałem, że wstępujesz do Cór Ciemności. Shaunee i Erin wciągnęły głośno powietrze i wstrzymały oddech. Obie jednocześnie.
– Aha.
– To dobrze. Tej grupie przyda się trochę świeżej krwi.
– Mówisz o nich: „ta grupa", jakbyś do niej nie należał. A przecież jesteś Synem Ciemności, prawda?
– Tak, ale to nie to samo co być Córą Ciemności. My jesteśmy dla ozdoby. Trochę na odwrót niż u ludzi. Wszyscy chłopcy wiedzą że jesteśmy tam po to, by dobrze się prezentować i zabawiać Afrodytę.
Spojrzałam na niego, ale w jego oczach wyczytałam coś całkiem przeciwnego.
– Nadal się tym zajmujesz? Zabawianiem Afrodyty?
– Już nie, mówiłem ci o tym wczoraj, co jest jedną z przyczyn, dla których nie uważam się za członka tej grupy. Wydaje mi się, że dawno by mnie już oficjalnie wykopały, gdyby nie ta mała rólka, którą odgrywam.
– Mówisz: „mała", a w Los Angeles i na Broadwayu już się tobą interesują.
– Owszem, mówię „mała". – Uśmiechnął się szeroko.
– Bo to nie jest coś poważnego. Granie jest udawaniem. Ja nie odgrywam siebie. – Nachylił się do mnie i szepnął mi do ucha: – Naprawdę jestem czubkiem.
– Daj spokój. Czy ta kwestia w czymś ci pomaga? Rzucił mi spojrzenie z udawaną obrazą.
– Kwestia? Nie, Z, to żadna kwestia. Mogę udowodnić.
– Aha, już to widzę.
– Udowodnię ci. Przyjdź do mnie, zobaczysz mój ulubiony film na DVD.
– A czego to może dowodzić?
– To Gwiezdne wojny w oryginalnej wersji. Znam całą ścieżkę dialogową tego filmu. – - Przysunął się bliżej do mnie i znów szepnął mi do ucha: – - Mogę odegrać nawet rolę Chewbaki.
Roześmiałam się.
– Miałeś rację. Wariat z ciebie.
– Mówiłem ci.
Doszliśmy razem do końca lady baru sałatkowego, po czym Erik towarzyszył mi aż do stolika, przy którym siedzieli już Damien, Stevie Rae i Bliźniaczki. Bez żenady gapili się na nas.
– Więc spotkasz się ze mną… dziś wieczorem? Niemal słyszałam, jak cała czwórka wstrzymała oddech.
– Chciałabym, ale… dziś nie mogę. Zaplanowałam już… coś innego.
– Trudno. W takim razie… może kiedy indziej. Cześć.
– Kiwnął wszystkim głową na pożegnanie i odszedł. Usiadłam. Teraz gapili się na mnie.
– O co chodzi? – zapytałam.
– Kompletnie zwariowałaś – orzekła Shaunee.
– Pomyślałam dokładnie to samo – zgodziła się z nią Erin.
– Mam nadzieję, że masz jakiś naprawdę poważny po wód, że go odtrąciłaś – powiedziała Stevie Rae. ~ Było widać, że go ranisz.
– Jak myślisz, będę mógł go pocieszyć? – zapytał Damien, nadal patrząc tęsknym wzrokiem za Erikiem.
– Przestań – powiedziała Erin.
– On nie gra w twojej drużynie – uzupełniła Shaunee.
– Cicho! – włączyła się Stevie Rae. Spojrzała mi pro sto w oczy. – Dlaczego mu odmówiłaś? Co może być ważniejszego niż randka z nim?
– Pozbycie się Afrodyty – odpowiedziałam po prostu.
ROZDZIAŁ DWUDZIESTY DRUGI
– Ma powód – uznał Damien.
– Przystała do Cór Ciemności – przypomniała Shaunee.
– Co?! – zaskrzeczał Damien głosem wyższym przy najmniej o dwie oktawy od swojego normalnego tonu.
– Zostawcie ją- wstawiła się za mną Stevie Rae. – To jest rekonesans.
– Ładny mi rekonesans – oburzył się Damien. – Skoro przystąpiła do Cór, to znaczy, że przystaje do wrogiej partii.
– Rzeczywiście przystąpiła – zgodziła się Shaunee.
– Wszyscy słyszeliśmy – dodała Erin.
– Ej, ja tu jestem – powiedziałam.
– Co zamierzasz zrobić? – zapytał Damien.
– Właściwie nie wiem – przyznałam.
– Lepiej, żebyś coś wymyśliła, i to szybko, bo inaczej te wiedźmy z piekła rodem pożrą cię na obiad – prorokowała Erin.
– No – zawtórowała Shaunee, wbijając z wściekłością widelec w porcję sałatki.
– Słuchajcie! W końcu ona nie musi sama wszystkiego wymyślać. Przecież ma nas. – Stevie Rae skrzyżowała ręce na piersiach i popatrzyła wyzywająco na Bliźniaczki.
Uśmiechnęłam się z wdzięcznością do Stevie Rae.
– No, jakiś pomysł to j a mam…
– Dobrze. W takim razie powiedz nam, a my zrobimy burzę mózgów – zaproponowała Stevie Rae.
Wszyscy popatrzyli na mnie wyczekująco. Westchnęłam ciężko.
– No więc… – Zawahałam się, żeby nie wyjść na idiotkę, ale zaraz pomyślałam, że ostatecznie mogę im powiedzieć, co zamierzam zrobić po tym, jak rozmawiałam z Babcią. – Na początek powinnam odprawić tradycyjne modły oczyszczające według obrzędów Czirokezów i prosić Nyks, by mnie natchnęła pomysłem, co mam robić.
Przy stole zapadła ciszą która zdawała się nie mieć końca. W końcu odezwał się Damien:
– To nie jest zły pomysł: poprosić Nyks o pomoc.
– Czy ty jesteś Czirokezką? – zapytała Shaunee.
– Wyglądasz na Czirokezkę – zauważyła Erin.
– Halo! Przecież jej nazwisko brzmi: Redbird. Ona jest Czirokezką ostatecznie rozstrzygnęła Stevie Rae.
– To dobrze w takim razie – powiedziała Shaunee, ale nie wyglądała na przekonaną.
– Po prostu wydaje mi się, że Nyks może mnie wysłuchać i podsunąć jakiś pomysł, co mam zrobić z tą okropną Afrodytą. – - Popatrzyłam po twarzach swoich przyjaciół.
– Coś mi mówi, że to byłoby nie w porządku pozwolić, żeby wszystko uszło jej płazem.
– Może im powiedzieć? – poddała pomysł Stevie Rae.
– Oni nikomu nie powtórzą. Naprawdę. Lepiej, żeby się do wiedzieli.
– Co do ku…? – zainteresowała się Erin.
– Teraz już nie masz wyjścia – oceniła Shaunee, wskazując Stevie Rae końcem widelca. – Skoro ona tak mówi, to znaczy, że wie, co ty ukrywasz. – Teraz widelec skierowała w moją stronę.
Popatrzyłam gniewnie na Stevie Rae, która tylko wzruszyła bezradnie ramionami i powiedziała skruszonym tonem:
– Przepraszam…
Czując, że nie mam wyboru, zniżyłam głos do szeptu i pochylona do nich powiedziałam: – - Musicie obiecać, że nikomu nie powiecie.
– Obiecujemy.
– Wydaje mi się, że podczas tworzenia kręgu odczuwam pięć żywiołów.
Cisza. Tylko patrzą na mnie. Troje zszokowanych, jedna Stevie Rae z zadowoloną miną.
– Nadal myślicie, że ona nie da rady obalić Afrodyty? – zapytała Stevie Rae.
– Wiedziałam, że ten jej Znak to nie tylko wynik upadku i rozbicia głowy – triumfowała Shaunee.
– No – powiedziała z uznaniem Erin. – - To dopiero nowina!
– Nikt nie może się dowiedzieć – przypomniałam im natychmiast.
– Nie, ja tylko mówię, że pewnego dnia to będzie wspaniała nowina – broniła się Shaunee.
– Potrafimy trzymać język za zębami ~ oświadczyła
Erin.
Damien zignorował je obie.
– Wydaje mi się, że żadne przekazy nie wspominają o jakiejkolwiek starszej kapłance, która by reagowała bezpośrednio na pięć żywiołów. – Damien stawał się coraz bar dziej tym podniecony. – Wiecie, co to znaczy? – Nawet nie dał mi szansy odpowiedzieć. – - To znaczy, że możesz być wszechmogącą starszą kapłanką jakiej jeszcze wampiry nie znały.
– Wszechmogącą?
Tak, silną potężną- sprecyzował niecierpliwie. -Mogłabyś rzeczywiście usunąć Afrodytę.
– Ale numer!… ~ powiedziała Erin, a Shaunee miną wyraziła swój entuzjazm.
– Więc kiedy i gdzie spotykamy się na modły oczyszczające? – zapytała Stevie Rae.