Szminka w wielkim mieście
- Автор: Бушнелл Кэндес
- Язык: польский
- Жанр: Романы для взрослых
Электронная книга - «Szminka w wielkim mieście». Краткое содержание книги:
Victory pokiwała głową ze zrozumieniem.
– Przy okazji, widziałaś Seldena Rose'a? Wychodził, kiedy ja wchodziłam. Z całą pewnością zrobił coś z włosami. Wyglądają na wyprostowane. To pewnie ta nowa japońska technika, całymi godzinami trzeba siedzieć w salonie…
Na wzmiankę o Seldenie Rosie i o jego włosach Wendy poczerwieniała.
– Selden jest w porządku – oświadczyła. – Bardzo miło zareagował, kiedy opowiedziałam mu o Shanie.
– Sądzisz, że był… zainteresowany?
Wendy gorączkowo pokręciła głową. W ustach miała pełno sałaty.
– Na pewno ma dziewczynę – oświadczyła, przełykając. – A Shane zatrudnił terapeutkę małżeńską!
– Co z Rumunią?
– Może nie będę musiała jechać. Dowiem się na pewno za godzinę albo dwie. Jeśli cholerny reżyser raczy zadzwonić – powiedziała Wendy. Wzięła do ręki komórkę i popatrzyła na nią podejrzliwie, a następnie położyła aparat obok talerza, żeby na pewno usłyszeć dzwonek. – Poza tym to terapia, wiesz? Warczymy na siebie przez godzinę, a potem czuję, że wszyst- ko jest w porządku i jakoś mogę przeżyć następny tydzień. – Telefon zadzwonił, chwyciła go błyskawicznie. – Tak?
Umilkła i spojrzała na Victory, a wyraz jej twarzy wskazywał, że nie o tę rozmowę chodziło.
– Tak, aniele – powiedziała nieco zbyt dziarsko. – To brzmi cudownie. Będzie zachwycona… Nie, jeszcze nie wiem… Tylko na parę dni. Pewnie wrócę w sobotę po południu. – Skrzywiła się. – Aha, dzięki, że się tym zająłeś, aniele. Kocham cię.
– Shane? – zapytała Victory.
Wendy pokiwała głową, a jej oczy się rozszerzyły, jakby nie mogła uwierzyć w to, co przed chwilą usłyszała.
– Planuje wyjechać na weekend do Pensylwanii. Szukać kucyka dla Magdy. – Umilkła i popatrzyła na minę Victory. – Tak będzie lepiej, naprawdę. W zeszłym tygodniu Tyler zrobił kupę w majtki, a to się nie zdarzyło od ponad trzech lat…
Victory ze zrozumieniem kiwała głową. Pewnie lepiej dla Wendy, że Shane wrócił, nawet jeśli był męskim wcieleniem snobistycznej, bogatej i zepsutej gospodyni domowej. Poza samym sobą interesowali go jedynie znani ludzie, których poznawał przez Wendy, a także wspaniałe przyjęcia oraz modne kurorty, gdzie jeździli na wakacje, oraz chwalenie się kosztami tego wszystkiego, co było tym bardziej irytujące, że wiódł boskie życie, choć w żaden sposób na nie nie zapracował. Nawet w restauracji Wendy zawsze za niego płaciła. Podobno ktoś poprosił kiedyś Shane'a o pięć dolarów na napiwek, a Shane wzruszył ramionami i odparł beztrosko: „Wybacz, nie mam ani grosza".
– Nie miał nawet pięciu dolarów! – wykrzyknęła Nico z niedowierzaniem. – Za kogo on się uważa? Za królową?
Nico i Victory zgodnie stwierdziły, że najgorzej Shane zachował się na swoich zeszłorocznych urodzinach. Wendy kupiła mu skuter marki Vespa i kazała dostarczyć go do Da Silvano, gdzie zorganizowała przyjęcie urodzinowe. Planowanie wszystkiego musiało jej zająć wiele godzin, ale znakomicie wywiązała się z zadania. Gdy w sali pojawił się tort, przed restauracją przystanęła biała ciężarówka z napisem Vespa Motors, drzwi z tyłu się otworzyły i wyłoniła się vespa Shane'a przewiązana czerwoną wstążką. Wszyscy w restauracji zaczęli wiwatować, ale Shane nie byt zadowolony. Vespa miała jasnoniebieski kolor, a on oświadczył bezczelnie:
– Cholera, Wen, chciałem czerwoną.
Wendy wciąż jednak powtarzała, że Shane to wspaniały ojciec (czasem nawet skarżyła się, że zbyt wspaniały i dzieci zawsze domagają się jego, nie jej, przez co czuła się jak frajerka) i lepiej, żeby dzieci miały tatę w domu. Wobec tego Victory powiedziała:
– To wspaniale, że przyjęłaś go z powrotem, Wen. Tak trzeba.
Wendy nerwowo skinęła głową. Zawsze się niepokoiła w trakcie kręcenia ważnego filmu, ale teraz była szczególnie podminowana.
– Poprawił się – powiedziała, jakby chcąc przekonać samą siebie. – Może ta terapeutka pomaga.
Victory umierała z ciekawości, ale w tej samej chwili zadzwonił jej telefon.
– Dobrze się bawisz? – zagruchał Lyne Bennett.
Victory rozejrzała się wokół. Lyne siedział dwa stoliki dalej, razem z opasłym miliarderem George'em Paxtonem. Obaj popatrzyli na nią i pomachali.
– Witaj. – Nawet nie była niezadowolona. Nie widzieli się co najmniej od tygodnia, ze względu na nadmiar obowiązków.
– George chce wiedzieć, czy przyjmiemy zaproszenie do jego domu w St. Tropez – oświadczył Lyne niskim, przyjemnym głosem.
– Nie mogłeś podejść i spytać mnie osobiście?
– Tak jest bardziej seksownie.
Victory parsknęła śmiechem i przerwała połączenie.
„Jestem zajęta, pamiętasz? Pokaz mody", napisała w esemesie.
Odwróciła się do Wendy. Rozmawiały przez kilka minut, po czym telefon Victory znów zadzwonił.
– Chciałem tylko, żebyś wiedziała, że nie znam się na esemesach – oświadczył Lyne.
– Upośledzony technicznie, co? Cieszę się, że istnieje coś, na czym się nie znasz.
– Nie chcę się znać.
– Może poprosisz Ellen, żeby ci pisała esemesy? – Victory odwróciła głowę, żeby Wendy nie widziała jej uśmiechu. Znów się rozłączyła.
Wtedy zadzwoniła komórka Wendy. Podniosła ją i spojrzała na numer. Dzwonili z jej biura.
– To on – powiedziała ponuro.
Wstała, żeby wyjść przed restaurację. Jeśli faktycznie dzwonił Bob Wayburn, reżyser, rozmowa mogła być ostra.
– Tak? – powiedziała.
– Zadzwonił. – To był Josh, jej asystent. – Bob?
– Nie, Hank.
– Cholera! – Hank był jej zastępcą. Oznaczało to, że reżyser, Bob Wayburn, nie chce z nią rozmawiać, żeby w ten sposób zademonstrować swoją przewagę i zmusić Wendy do przylotu do Rumunii. – Dawaj go.
– Wendy? – Połączenie nie było zbyt dobre, ale i tak usłyszała strach w głosie Hanka. Jeszcze jeden zły znak. – Stoję pod jego przyczepą.
Chodziło o przyczepę Boba Wayburna.
– I? – zapytała.
– Zatrzasnął drzwi. Powiedział, że jest zbyt zajęty, żeby gadać przez telefon.
– Już mówię, co masz robić. – Wendy wyszła na chodnik przed restauracją. – Idź do przyczepy, wyciągnij przed siebie aparat i powiedz Bobowi, że jestem na linii. I że lepiej dla niego, żeby wziął telefon.
– Nie mogę mu tego powiedzieć – oświadczył Hank. – Wyrzuci mnie z planu.
Wendy odetchnęła głęboko, modląc się o cierpliwość.
– Nie bądź mięczakiem, Hank. Doskonale wiesz, że na tym polega twoja praca.
– On mi zamieni życie w piekło.
– Ja też mogę – zauważyła. – Wejdź po schodkach i otwórz drzwi. Nie pukaj. Musi wiedzieć, że nie ujdzie mu to na sucho. Poczekam – dodała po chwili.
Potarła ramię, żeby się rozgrzać, i oparła się o ścianę budynku, jakby dzięki temu mogła mniej marznąć. Po Szóstej Alei przejechały dwa wozy policyjne, a ich syreny przeszyły powietrze, podczas gdy tysiące kilometrów stąd buty Hanka stukały na metalowych schodkach prowadzących do przyczepy w górach Rumunii.
Hank ciężko dyszał.
– No i? – zapytała.
– Zamknięte – odparł. – Nie mogę wejść.
Świat nagle złożył się w harmonijkę i Wendy odniosła wrażenie, że spogląda w wielką czarną dziurę. Znowu głęboko odetchnęła, powtarzając sobie, że nie wolno jej wybuchnąć. To nie wina Hanka, że Bob nie chce z nią rozmawiać, chociaż wolałaby, żeby Hank lepiej sobie radził z wykonywaniem obowiązków.
– Powiedz Bobowi, że zobaczymy się jutro – oświadczyła ponuro.
Hank się rozłączył.
– Josh? – powiedziała Wendy do słuchawki. – Jak tam loty?
– O piątej Air France leci do Paryża, o siódmej rano masz przesiadkę do Bukaresztu. Na miejscu jesteś o dziesiątej, stamtąd przewozimy wszystkich helikopterem do Braszowa. Trwa to mniej więcej godzinę. Tym, którzy nie chcą latać trzydziestoletnim rosyjskim gratem, pozostaje pociąg. Ale to zajmie ze cztery godziny.