Pętla wstecznego czasu [Петля обратного времени - pl]
- Автор: Снегов Сергей Александрович
- Год: 1988
- Язык: польский
- Год: Wsp
- ISBN: 83-7018-083-3
- Переводчик: Tadeusz Gosk
- Жанр: Космическая фантастика
Электронная книга - «Pętla wstecznego czasu [Петля обратного времени - pl]». Краткое содержание книги:
Byłem na stanowisku dowodzenia, kiedy Olega i mnie jednocześnie poprosili pilnie do siebie Głos i Ellon. „Koziorożec” w tym czasie wymijał niebezpieczne skupisko gwiazd. MUK pracował ze swą dawną precyzją, więc Osima i Kamagin, dublując siebie nawzajem, musieli jedynie nadawać jego zaleceniom kształt konkretnych rozkazów.
— Idź do laboratorium, a ja pójdę do Głosu zwróciłem się do Olega.
Głos powitał mnie pełnym lęku okrzykiem:
— Eli, Eli, Ellon zamyśla coś niedobrego. Zapobiegnij temu!
— Co to jest? — zapytałem szybko. — Muszę znać szczegóły!
— Nie wiem — jęknął Głos. — Coś bardzo niedobrego. Pospiesz się, Eli!
Popędziłem na złamanie karku do laboratorium, gdzie w oczy natychmiast rzuciła mi się Irena. Wychudła po przebytej chorobie dziewczyna w milczeniu stała przy kolapsanie. Uśmiechnąłem się do niej, co skwitowała zdawkowym skinieniem głowy. Ellon coś zapalczywie tłumaczył Olegowi, a kiedy podszedłem do nich, wykrzyknął agresywnie:
— Posłuchaj i ty, co powiedziałem dowódcy. Nie mam zamiaru dłużej tolerować twojego ulubionego mózgu. Wsadźcie go sobie w jakieś smocze albo ropusze cielsko. W takiej postaci potrafię go jeszcze jakoś strawić…
— Co powiedział dowódca? — poinformowałem się spokojnym tonem.
— Że smoków na statku nie ma, wobec czego mózg musi pozostać w swojej lewitującej kuli. Chyba wytłumaczysz dowódcy, że jego decyzja jest niesłuszna i skłonisz go do jej zmiany?
— Nie mam prawa zmieniać rozkazów dowódcy, a ponadto uważam jego decyzję za słuszną.
Gdyby wzrok mógł zabijać, zostałaby ze mnie tylko garstka popiołu. Ellon świdrował mnie oczyma i milczał. Ja z Olegiem również się nie odzywałem.
— Wasza decyzja jest ostateczna? — zapytał wreszcie Demiurg.
— Ostateczna! — odparliśmy niemal chórem. Ellon uniósł wysoko głowę na cienkiej szyi i z takim złowieszczym chrzęstem wbił ją w ramiona, że ciarki przeszły mi po grzbiecie.
— Skoro dwaj admirałowie są tego samego zdania, to dalsza dyskusja nie ma sensu — rzucił niemal obojętnie. Ten jego podstępnie udawany spokój całkowicie nas zmylił.
— Zawołałeś nas tylko po to, żeby zgłosić pretensje wobec Głosu? — zapytał Oleg.
— Nie, admirale! — wykrzywił się straszliwie Demiurg. — Jak wiesz, na rozkaz Orlana przerwałem pracę nad udoskonaleniem transformatora czasu, żeby zająć się stabilizatorem. Teraz go dokończyłem. Popatrzcie!
Pokazał nam nowy pulpit sterowniczy wyposażony w dźwignie czasu postępującego i wstecznego, dźwignie sterujące powrotem podróżnika w czasie do teraźniejszości i odcinające kolapsan od transformatora. Potem wróciliśmy do głównej części maszyny. W kuli transformatora stał fotel, a przy nim miniaturowy pulpit z dźwigniami o takim samym przeznaczeniu.
— W poprzedniej wersji urządzenia przebiegiem podróży w czasie sterował operator od pulpitu przy kolapsanie — powiedział Ellon. — Widzieliście, jak się to odbywało podczas doświadczenia z Mizarem. Teraz sam podróżnik decyduje o własnym losie.
Zrobił krok w kierunku otwartego włazu. Odruchowo chwyciłem go za ramię.
— Obawiasz się, że umknę do innego czasu? — zapytał z gryzącą ironią. — I sądzisz, że potrafisz mi w tym przeszkodzić? Zastanów się, admirale! Przecież mógłbym uciec wtedy, kiedy tu nie ma nikogo!…
Uwolniłem go, a Ellon spokojnie wszedł do wnętrza kuli i usiadł na fotelu, po czym zatrzasnął właz.
— Słyszycie mnie? — dobiegł nas jego głos. — No więc słuchajcie uważnie! Dla mózgu nie ma miejsca na statku, bo tu jedynie przeszkadza. Pożytek z niego może być jedynie w przeszłości, co mogę wam oświadczyć jako niedoszły Nadzorca Czwartej Kategorii Imperialnej, który doskonale wie, jak należy postępować z takimi wstrętnymi stworami. Dowiedzcie się, że transformator został zogniskowany na mózgu i że za chwilę wyrzucę go na Trzecią Planetę w czasy na długo przedtem zanim ją podbiliście.
Oleg skoczył do transformatora, a ja pomknąłem w stronę kolapsanu. Irena zastąpiła mi drogę. Pewnie liczyła na swą kobiecą nietykalność, ale pomyliła się. Odepchnąłem ją, ale leżąc już na ziemi wściekle wczepiła się w moją nogę. Usłyszałem triumfalny okrzyk Ellona:
— Za późno, admirale! Mózg już jest w Perseuszu. A teraz popędzę za nim. Odwiedź nas wczoraj, admirale! Dziś i jutro już nas nie będzie. Oczekujemy cię wczoraj! — Demiurg zaczął szybko znikać.
Oleg rzucił mi się na pomoc. Oderwał ode mnie Irenę, a ja szarpnąłem dźwignię kolapsanu. W transformatorze znów pojawił się cień Ellona: Demiurg wyrzucił się w niedaleką przyszłość i prawie natychmiast wrócił, aby minąć ruchem inercyjnym zero temporalne. Irena krzyknęła rozpaczliwie:
— Nie dotykaj dźwigni powrotu, admirale! On już jest w przeszłości i nie przeżyje ponownego przejścia przez zero czasowe!
Nie słuchałem jej. Bez względu na to, co się miało stać z Głosem, nie mogłem pozostawić go w przeklętej przeszłości. Irena przestała się wyrywać Olegowi i załkała. W kuli transformatora ponownie zmaterializował się Ellon. Sam i martwy. Irena straciła przytomność. Oleg krzyknął, żebym wezwał pomocy, ale ja zamiast tego wywołałem Głos. Ellon mógł się przecież pomylić w swych obliczeniach, tym bardziej że Głos ani razu nie ukazał się wewnątrz transformatora… Ale na moje rozpaczliwe wołanie odpowiedział jedynie przerażony Gracjusz:
— Admirale, Głos nagle zniknął! Potrząsnąłem brutalnie Ireną:
— Mów, co można zrobić! Mów natychmiast!…
— Nic się już nie da zrobić… — wyszeptała nie otwierając oczu. — Zabiliście Ellona.
Znów zaczęła omdlewać, ale ja potrząsnąłem ją jeszcze silniej.
— Ellon nic mnie nie obchodzi, zbrodniarko! Powiedz tylko jak uratować Głos!
Otworzyła oczy. Nigdy nie zapomnę jej spojrzenia. Oleg powiedział:
— Być może Irena istotnie jest zbrodniarką, ale w tej chwili potrzebuje pomocy…
— Nie będzie żadnej pomocy! — wrzasnąłem. Nie otrzyma żadnej pomocy, dopóki nie powie, co mamy teraz robić!…
— Mówiłam już, że nic nie da się zrobić… odezwała się Irena nieco pewniejszym głosem. — Niestety Włóczęga zginął, jest przecież organiczny… W Ellonie było tak wiele składników sztucznych, ale i on nie przeżył drugiego nawrotu. Za wcześnie przełożył pan dźwignię, admirale, a ja panu nie zdołałam przeszkodzić… Jestem taką samą morderczynią, jak pan, Eli! I rozpłakała się.
Staliśmy nad nią w milczeniu. Poczułem, że lada chwila zwalę się bez zmysłów na ziemię, gdy Oleg powiedział:
— Ireno, twój karygodny czyn osądzi cała załoga. Ale powiedz nam przynajmniej, dlaczego to zrobiłaś?
— Ellon mnie uprosił — odpowiedziała przez łzy. — Powiedział, że pochodzimy z różnych czasów i dlatego nie możemy się kochać, że kiedyś kobieta będzie mogła być szczęśliwa z Demiurgiem, ale nie nastąpi to za naszego życia i że najlepiej się rozstać…
— Nie odpowiadasz na pytanie, Ireno…
— Powiedział, że chce zniknąć w przeszłości, ale razem ze smokiem… Obiecałam mu pomóc i stałam się morderczynią. Nigdy sobie tego nie wybaczę!… — Jej głos utonął we łzach.
Wcale mnie tym nie wzruszyła. Powiedziałem:
— Przez próżność Demiurga i głupotę kobiety straciliśmy jednego bezbronnego przyjaciela i jednego genialnego wynalazcę. To tragiczne. Wydobądźmy teraz ciało Ellona, Olegu, aby mógł zająć należne mu miejsce w konserwatorze.