Pętla wstecznego czasu [Петля обратного времени - pl]
- Автор: Снегов Сергей Александрович
- Год: 1988
- Язык: польский
- Год: Wsp
- ISBN: 83-7018-083-3
- Переводчик: Tadeusz Gosk
- Жанр: Космическая фантастика
Электронная книга - «Pętla wstecznego czasu [Петля обратного времени - pl]». Краткое содержание книги:
— To było do przewidzenia — powiedziałem do Romera. — W maszynach uległa zerwaniu więź przyczynowo-skutkowa, dlatego same nie zdołają powrócić do poprzedniego stanu. Jednak po przywróceniu drożności obwodów będą jak nowe. Interesuje mnie bardziej MUK „Koziorożca”, którego uczył pan historii, kurując w ten sposób z utraty osobowości…
— Na cóż więc pan czeka, drogi admirale? Podeszliśmy do maszyny-wierszokletki.
— Czy możesz mi powiedzieć, co się z tobą działo? MUK znów mi odpowiedział słowem wiązanym:
Polowałem wśród słów gęstwiny, Jedno słowo splatałem z drugim. To zajęcie niegodne maszyny Uprawiałem długo za długo!
— Widzę, że ci powraca samokrytycyzm. Gratuluję, MUK! A teraz jeszcze jedno pytanie: jak się czujesz?
Maszyna odpowiedziała tym razem dobrze nam znanym. niespiesznym barytonem:
— Dziękuję. Wszystkie obwody w porządku. Reakcje w normie. Mogę przystąpić do pracy.
Romero rozpłakał się jak dziecko. Tak wiele ostatnio widziałem łez, tak często sam nie mogłem się od nich powstrzymać, że widok płaczącego człowieka stał się dla mnie czymś najzupełniej normalnym. Ale Romero był zawsze tak powściągliwy, tak wielką wagę przywiązywał do dobrych manier, że jego zapłakana twarz przyprawiła mnie o wstrząs, z którego wyrwał mnie dopiero jego oburzony okrzyk:
— Admirale, ma pan tak ponurą minę, jakby nie cieszył się pan z powrotu do zdrowia! — Romero zaraz się jednak zreflektował i zapytał już spokojniejszym tonem: — A może pana coś dręczy?
— Dręczy mnie wiele rzeczy. Najbardziej to, że nie wiem jak się czuje Głos! — powiedziałem pierwsze, co mi przyszło do głowy i pomyślałem, że naprawdę muszę to jak najszybciej sprawdzić.
Pobiegłem do kabiny Głosu.
— Włóczęgo, przyjacielu, czas się ustabilizował powiedziałem i dopiero wówczas zauważyłem Gracjusza, który powrócił na swój posterunek. — Czujesz, że znów znaleźliśmy się w zdrowym czasie?
— Czuję, że czas się ustabilizował — odparł Włóczęga ze smutkiem — ale nie czuję w sobie jedności. Obawiam się, że we mnie po prostu utrwaliła się wyrwa między przeszłością a przyszłością.
Nie mogłem w to uwierzyć. W porze pogmatwanego czasu Głos był ochrypły i jakby rozdygotany, a teraz znów brzmiał czysto i melodyjnie.
— Przesadzasz, Głosie! — powiedziałem lekceważąco. — W zdrowym czasie nie może być przyszłości. Ślady przeszłości pozostają, ale przyszłość dopiero będzie. Widzę cię i słyszę, a zatem jesteś w teraźniejszości, w ustabilizowanej teraźniejszości!
— Zbyt wiele we mnie jest tych śladów przeszłości, Eli!
— W tobie — zwróciłem się do Gracjusza — luka czasowa chyba się nie ustabilizowała?
Galakt zatrzymał się, pomyślał chwilę i odpowiedział niespiesznie:
— We mnie nie było żadnej luki czasowej, Eli.
A jeśli nawet była, to jej nie czułem. Wiesz przecież, admirale, że nasza przyszłość powtarza naszą przeszłość. Jesteśmy nieśmiertelni, a zatem zawsze przebywamy w najlepszym z możliwych czasów.
Miał rację. Glaktowie są tak doskonali, że przyszłość nie może ulepszyć ich przeszłości. To jednak nie dotyczyło Głosu, który wprawdzie genetycznie wywodził się z Galaktów, ale w jego życiu cierpienia ustępowały miejsca radości, a radość przeradzała się w cierpienia. Dla niego istnienie w różnych czasach na raz oznaczało nakładanie się przeciwstawnych form istnienia, co musiało w ostatecznym rezultacie doprowadzić do rozdwojenia psychiki. Nie powiedziałem tego Głosowi, ale zdradziłem się ze swymi obawami Romerowi, kiedy odwiedził mnie w kabinie mieszkalnej.
— To chyba przedwczesny pesymizm, Eli! Wszystkie maszyny są już niemal stuprocentowo sprawne, a w każdym razie nie stwierdziliśmy śladowych zaburzeń w ich psychice.
Przepełniała go taka radość, z taką euforią przyjął powrót zwartego czasu, że musiałem nieco ochłodzić jego bezkrytyczny zapał.
— To niestety nie jest żadnym argumentem, Pawle, bo intelekt maszyn różni się diametralnie od naszego. Nauczono je konstruowania ciągów logicznych, to znaczy wyciągania prawidłowych wniosków z danych przesłanek, i to wszystko. Rozsądek to jeszcze nie rozum. Natura nie składa się bowiem ze zbiorowiska wyodrębnionych ciągów logicznych, lecz jest zwartą całością, spójną, rozumną, choć pozornie nie zawsze logiczną. Trzeba o tym zawsze pamiętać, Pawle, bo to jest niesłychanie ważne!
— Dlaczego pan mi to mówi, Eli? Czyżbym ja?… — Chwileczkę, Pawle. Jeszcze nie skończyłem. Nasza świadomość jest rozumna, a tak zwany zdrowy rozsądek jest jedynie jej cząstką. Zgadzam się, że każdy z nas tę cząstkę odzyskał, ale jego rozum mógł pozostać rozdarty. Co wtedy? Czy aby w jednym mózgu nie pojawiają się dwie osobowości? A jeśli tak, to czy pogodzą się ze sobą, czy też zaczną się nawzajem zwalczać?
— Jedna z pewnością pokona drugą! — A jeśli zwycięży ta gorsza?…
— Zbyt czarno patrzy pan na świat, Eli!
— Po prostu staram się przewidzieć niebezpieczeństwa, aby im w porę zapobiec albo przynajmniej ograniczyć skutki tych zagrożeń…
— Taką przezorność nazywano w dawnych czasach czarnowidztwem! — zauważył ironicznie Paweł. Najwidoczniej nadal mnie nie rozumiał! Spróbowałem zatem wyłożyć mu rzecz inaczej, uciekając się do elementarnej matematyki, której Romero, jak wszelki człowiek daleki od techniki, przypisywał sens magiczny i wierzył bez zastrzeżeń.
— Weźmy za przykład nas, Pawle. W swym normalnym bycie tworzymy parę Eli-Paweł. Możemy mieć dobre lub złe charaktery, ale nasz wzajemny stosunek zawsze będzie jednoznaczny.
— Możemy zwalczać się lub żyć w zgodzie…
— To nie ma w tym wypadku znaczenia. Powtarzam, nasze stosunki będą zawsze jednoznacznie określone. Załóżmy teraz, że nastąpiło w nas rozdwojenie jaźni. Będę zatem teraz jednocześnie Elim Starym i Elim Nowym, pan zaś Pawłem Starym i Pawłem Nowym, a zatem możemy utworzyć sześć par: Eli Stary — Eli Nowy, Paweł Stary — Paweł Nowy, Eli Stary — Paweł Stary, Eli Stary Paweł Nowy, Eli Nowy — Paweł Stary, Eli Nowy — Paweł Nowy. Inaczej mówiąc zaczyna się walka dwóch osobowości w nas samych, bowiem takie rozdwojenie musi być dramatyczne, jeśli tylko nie jest się Galaktem, w którym nowe i stare jest równie piękne i doskonałe. I cztery różne konfiguracje stosunków między nami zamiast jednej. Proszę się nad tym dobrze zastanowić, Pawle. Czterokrotnie zwiększa się możliwość konfliktów, niezgodności, odmiennych spojrzeń na tę samą sprawę!…
— I tak samo czterokrotnie zwiększa się prawdopodobieństwo zgodności poglądów, sympatii, przyjaźni!… Dlaczego widzi pan tylko czarne strony życia, Eli? Nie poznaję pana, admirale.
— Starzeję się, Pawle. Wszyscy się powoli na swój sposób starzejemy. Ja widocznie wybrałem ten gorszy sposób…
Nie pozwolił mi się wykpić żartem. Nie spuszczając ze mnie uważnego wzroku powiedział wolno:
— Ukrywa pan jakąś tajemnicę, Eli… Proszę mi ją zdradzić, a na pewno poczuje się pan lepiej.
Wstałem. Rozmowa zaszła za daleko.
— Tak, mam pewną gorzką tajemnicę — powiedziałem. — Ale jeszcze nie pora na to, żeby przestała być tajemnicą.
— Wydaje mi się, Eli, że znam pański sekret rzucił Romero już od progu.
Uśmiechnąłem się. Paweł nie mógł znać mojej tajemnicy.
6
Głos i Ellon mieli pecha. Z czterech utworzonych przez nich par górę wzięła najgorsza z możliwych: „Głos Stary — Ellon Stary”, co musiało doprowadzić do nieuchronnej tragedii. Niestety, stało się to jasne dopiero wówczas, kiedy już nie mogliśmy zapobiec nieszczęściu.