Бесплатная библиотека
Читайте книгу на сайте или телефоне

Электронная книга - «Wyspa Nieszczęść». Краткое содержание книги:

Sharon, dziewczyna wychowana w sierocińcu, mimo niełatwego życia zachowała pogodę ducha, życzliwość dla innych ludzi. Tym większego szoku doznała na wieść, że jest oskarżona o zbrodnię, której nie popełniła. Aby uniknąć skazującego wyroku, Sharon decyduje się na ucieczkę z kraju. Jednak nad małą wysepką u wybrzeży Kanady, na którą rzuci ją los, od trzystu lat ciąży straszliwa klątwa…
1 ... 40 41 42 43 44 45 46 47 48 ... 52
Перейти на страницу:

– Wiem, że nie przydam się wam na wiele – rzekła. – Ale wolę wszystko od rozmyślania nad przykrymi sprawami.

I tak się stało. Peter i Sharon pracowali przez resztę popołudnia w biurze, Gordon natomiast poszedł do kopalni. Dzień dłużył się wszystkim trojgu niemiłosiernie, dokuczał im silny ból głowy i z trudem koncentrowali się na pracy. Nawet Gordon pojawił się w domu wcześniej niż zwykle. Podszedł do biurka Sharon, mówiąc:

– Miałaś rację. Właśnie po raz drugi zważyliśmy wydobytą dzisiaj rudę. Brakowało około jednej setnej najwartościowszego chalkopirytu, w którym często spotyka się pewne ilości złota.

– Co ty mówisz? – krzyknął zdumiony Peter, podrywając się na równe nogi. – To znaczy, że skradziona ruda znajduje się jednak na dole?

– Na to wygląda. W każdym razie tam była. Dziś wieczór musimy jeszcze raz przeszukać cały teren kopalni. Chociaż nie udało się nam wyjaśnić tajemnicy zamku, może przynajmniej znajdziemy rozwiązanie drugiej tajemnicy. Sharon, zrobiłabyś nam coś do zjedzenia?

– Teraz? To zajmie mi trochę czasu. Nie spodziewałam się ciebie tak wcześnie.

– Daj spokój, Gordon, niech Sharon dziś odpocznie – rzekł Peter. – Pójdziemy razem do świetlicy i tam coś zjemy.

Tym razem w jadalni było dość przyjemnie. Gordon podsunął Sharon krzesło, w ogóle obaj panowie prześcigali się, by jej usługiwać.

Sharon obserwowała Gordona z rosnącym zdumieniem. Trudno było nie zauważyć, że się zmienił. Odnosiła wrażenie, że chce jej coś powiedzieć, lecz powstrzymuje go obecność Petera. Przeważnie jednak patrzył nieobecnym wzrokiem gdzieś w przestrzeń. Wydawał się jakiś smutny.

Sharon drgnęła, słysząc, że ktoś do niej mówi:

– Pani Saint John…

Początkowo nie zorientowała się, że kelnerka zwraca się do niej. Po raz pierwszy ktoś użył jej nowego nazwiska. Poczuła ogromne wzruszenie. Uniosła głowę i spojrzała na zawstydzoną dziewczyną, która, oblewając się rumieńcem, powiedziała:

– Chciałam przekazać, jak bardzo wszystkie jesteśmy szczęśliwe, że została pani uniewinniona.

– Serdecznie dziękuję – uśmiechnęła się Sharon.

– Wielu mieszkańców wyspy także jest z tego powodu uradowanych – ciągnęła dziewczyna. – Tylko że teraz się wstydzą, bo jeszcze tak niedawno sami panią prześladowali.

– Jestem naprawdę rada, że tak myślicie. A poza tym mów mi po prostu Sharon.

– Tak nie można. Jest pani przecież żoną dyrektora kopalni! – zdumiała się dziewczyna.

– To prawda – przyznała Sharon. – Jakoś o tym nie pomyślałam. W każdym razie dziękuję za wasze dobre słowa. Proszę, pozdrów wszystkich ode mnie.

– Dlaczego dzisiaj tu tak pusto? – spytał Peter kelnerkę.

Dziewczyna rozejrzała się dookoła.

– Ludzie boją się opuszczać domy. Ale jesteśmy państwu ogromnie wdzięczni, że jutro wreszcie uwolnicie nas od złego demona! – zawołała spontanicznie.

Wszyscy troje spuścili oczy. Żadne z nich nie odważyło się powiedzieć tej miłej dziewczynie, że już byli na zamku, że musieli się poddać i naprawdę nie wiedzą, jak uwolnić mieszkańców od koszmaru.

Gdy kelnerka odeszła, Gordon ze zdumieniem popatrzył na rozradowaną twarz żony.

– To niesamowite! – wykrzyknęła. – Oni mnie naprawdę lubią!

Ciepłe spojrzenie Gordona sprawiło, że serce Sharon zaczęło szybciej bić.

Kończyli już obiad, gdy Gordon z troską w głosie zapytał:

– Sharon, a co my zrobimy z tobą? Wygląda na to, że zły demon ma na ciebie oko. Może lepiej posiedziałabyś u kogoś?

– Nie chcę do nikogo iść. Pozwól mi zostać przy tobie – poprosiła.

Odetchnął z ulgą i wyciągnął rękę, by położyć ją na dłoni Sharon, lecz w ostatniej chwili zrezygnował. Na jego twarzy pojawił się uśmiech.

– Bardzo mnie to cieszy. No, a co ty o tym sądzisz, Peter?

– Hm. Skoro Sharon nie ma nic przeciwko kolejnej wyprawie, tym razem pod ziemię, niech idzie z nami.

Także Peter ostatnio się zmienił. W największym stopniu przyczyniło się do tego zniknięcie Lindy. Sharon uważała go teraz za swojego przyjaciela; zamiast niedomówień i podejrzeń, zapanowały wreszcie między nimi zrozumienie i szacunek. Ogromnie to Sharon cieszyło.

Wstali od stołu. Peter odszedł na chwilę, by porozmawiać z jednym z górników. Gordon, korzystając z tego, że jest z żoną sam, powiedział:

– Kochanie, tak niewiele ofiarowałem ci dotychczas. Może masz jakieś szczególne życzenie, które mógłbym spełnić? Czego sobie życzysz? Dam ci nawet gwiazdkę z nieba.

Jej twarz od razu posmutniała.

– Tego, czego pragnę najgoręcej, nie jesteś mi w stanie dać. Zresztą i tak nie mogłabym tego przyjąć.

Powoli zbliżał się do nich Peter. Gordon popatrzył na Sharon pytająco.

– Chodzi ci o miłość? Sharon, ja…

– Nie – przerwała mu w pół słowa, wciąż smutna. – Nie to miałam na myśli.

– No to jak? Idziemy? – zapytał Peter, biorąc Sharon pod rękę.

Gordon popatrzył za nimi, niczego nie rozumiejąc. O czym ona mówiła?

I poszli, by rozwikłać drugą zagadkę Wyspy Nieszczęść: kradzieże rudy miedzi.

Silny głos Gordona odbijał się dźwięcznym echem o ściany korytarza.

– Rozdzielimy się na dwie grupy. Peter, weź Andy’ego i jeszcze dwóch innych, ja i Sharon też weźmiemy dwóch. Percy będzie czuwać przy windzie. Jeśli zajdzie taka potrzeba, użyjcie broni.

Gordon wybrał do udziału w ekspedycji tylko tych górników, których uczciwości był całkowicie pewien. Poszedł z nim także pastor. Doktor Adams również miał ochotę im towarzyszyć, lecz obowiązki zatrzymały go przy pacjentach. Percy, dumny z powierzonego mu zadania, stał koło windy, ściskając swoją strzelbę. Drugą windę dla pewności unieruchomiono.

Rozeszli się w różne strony. Sharon podążała za Gordonem, trzymali się głównych, największych chodników. Co jakiś czas górnicy wpełzali do odchodzących od chodnika mniejszych korytarzy, by sprawdzić, czy nie złożono tam skradzionej rudy.

Sharon nie mogła pojąć, w jaki sposób Gordon tak doskonale się orientuje, w którym miejscu w danej chwili się znajdują. Kopalnia wydawała się dziewczynie przeogromna.

Z trudem nadążała za szybko idącym Gordonem; zdarzało się, że niekiedy musiała podbiegać. Za nimi posuwali się pastor i dwaj górnicy. Kiedy znowu pojawili się w umówionym miejscu przy windzie, grupa Petera już na nich czekała.

– I co? Znaleźliście coś? – spytał Gordon.

– Ani śladu rudy.

Gordon zmarszczył w skupieniu czoło.

– Czy mogę coś zaproponować? – spytała nieśmiało Sharon. Gdy wszyscy zwrócili się w jej kierunku, zarumieniła się ze wstydu.

– Ja…ja… – zaczęła.

– No, co chcesz powiedzieć? – starał się dodać jej odwagi Gordon.

– Mam pewną teorię, choć możliwe, że okaże się ona błędna. Winda rezerwowa położona jest po drugiej stronie, na wysokości lasu. Niedaleko od niej znajduje się też wejście do zamkniętego chodnika, gdzie przed laty nastąpiło tąpnięcie…

– Owszem, ale wiele razy sprawdzaliśmy ten chodnik. Nic tam nie znaleźliśmy. Jedyne, co nas zdziwiło, to stary, zapomniany wózek na węgiel. Sam chodnik jest bardzo krótki i nie widzieliśmy sensu, by go dalej drążyć. Nie znaleźliśmy tam znaczących ilości chalkopirytu.

– Czy chodnik kończy się tam, gdzie nastąpiło zawalenie?

– Tak.

Sharon nie poddawała się:

– Czy nie można założyć, że mimo to ukryli rudę pod zwalonymi kamieniami?

Mężczyźni milczeli, na ich twarzach malował się sceptycyzm. Sharon spuściła głowę i nerwowo wierciła w ziemi czubkiem buta.

1 ... 40 41 42 43 44 45 46 47 48 ... 52
Перейти на страницу:
0
Сюжет
  • 1
  • 2
  • 3
  • 4
  • 5
  • 6
  • 7
  • 8
  • 9
  • 10
0
Атмосфера
  • 1
  • 2
  • 3
  • 4
  • 5
  • 6
  • 7
  • 8
  • 9
  • 10
0
Главный герой
  • 1
  • 2
  • 3
  • 4
  • 5
  • 6
  • 7
  • 8
  • 9
  • 10
0
Общее впечатление
  • 1
  • 2
  • 3
  • 4
  • 5
  • 6
  • 7
  • 8
  • 9
  • 10
Итоговая оценка: 0.0 из 10 (голосов: 0 / История оценок)