Бесплатная библиотека
Читайте книгу на сайте или телефоне

Электронная книга - «Wyspa Nieszczęść». Краткое содержание книги:

Sharon, dziewczyna wychowana w sierocińcu, mimo niełatwego życia zachowała pogodę ducha, życzliwość dla innych ludzi. Tym większego szoku doznała na wieść, że jest oskarżona o zbrodnię, której nie popełniła. Aby uniknąć skazującego wyroku, Sharon decyduje się na ucieczkę z kraju. Jednak nad małą wysepką u wybrzeży Kanady, na którą rzuci ją los, od trzystu lat ciąży straszliwa klątwa…
1 ... 36 37 38 39 40 41 42 43 44 ... 52
Перейти на страницу:

Sharon pomyślała o Lindzie, która teraz ukrywa się gdzieś w mroku nocy i jest sama jak palec.

Przebrała się w nocną koszulę i usiadła na brzegu łóżka. Była bardzo zmęczona, ale mimo to nie chciało jej się spać. Dręczyły ją złe, przygnębiające myśli.

Na stoliku stał bukiet ostatnich jesiennych kwiatów. Dostała je od Petera, który w ten sposób, bez słów, prosił o wybaczenie. Rzeczywiście, nie raz boleśnie zranił Sharon, ale teraz to nie miało dla niej żadnego znaczenia.

Od chwili, gdy pomyślała, że już nigdy nie spojrzy Gordonowi w oczy, minęły dwa długie dni. A dziś… Sharon westchnęła.

Najgorsze było to, że wciąż nie potrafiła odnosić się do niego obojętnie. Gdyby mogła przestać go kochać, nie cierpiałaby aż tak bardzo. Kiedy jednak pojawiał się w pobliżu, odczuwała ból w sercu. Choć Gordon nie kochał Sharon, ze wszystkich sił próbował okazać żal i skruchę. Ale to i tak nie miało żadnego sensu. Sharon miała świadomość, że już nigdy nie zdoła się przed nim otworzyć. Zupełnie jakby między nimi wyrósł wysoki mur. Gdyby go kiedyś zburzyła, mąż znów mógłby ją zranić.

Westchnęła głęboko i położyła się do łóżka.

W chwilę potem zerwała się na równe nogi. Okno zadrżało pod wpływem silnego uderzenia.

Może to wiatr, pomyślała.

Sharon podeszła do okna i ostrożnie odsunęła firankę.

Po niebie pędziły ciemne chmury, wicher giął gałęzie drzew. Na tle szyby dostrzegła dziwny, duży cień, ale gęsty mrok sprawiał, że nie mogła określić, co właściwie widzi. W pewnej chwili na szybie odbiły się dwa lśniące punkty.

Co się dzieje? Przecież w pokoju mam tylko jedną lampę!

Cień pochylił się w kierunku okna i wtedy Sharon ujrzała przerażającą twarz o żółtych, płomiennych ślepiach.

ROZDZIAŁ XIX

Sharon krzyknęła przerażona i odskoczyła od okna. W okamgnieniu znalazła się przy drzwiach i teraz mocowała się z zamkiem. W końcu udało jej się wydostać z pokoju. Wpadła prosto w ramiona Gordona.

– Usłyszałem najpierw jakiś głuchy stuk, a zaraz potem twój krzyk. Co się stało? – zapytał zdenerwowany.

Dziewczyna długo nie mogła wydobyć z siebie głosu.

– Demon! Czarownik! Tam, za oknem!

Gordon przytknął twarz do szyby.

– Coś się tam poruszyło, ale już zniknęło! Poczekaj na mnie, zaraz wrócę.

– Nie! Błagam, nie zostawiaj mnie samej! Boję się też o ciebie!

Gordon zatrzymał się.

– Może rzeczywiście najlepiej będzie, jeśli zostanę z tobą. Na dworze jest całkiem ciemno, więc i tak nic nie zobaczę. Ale że odważył się przyjść aż tutaj? Zaczyna mnie to naprawdę niepokoić, nigdzie nie jesteśmy już bezpieczni. Właściwie należałoby chyba ostrzec wszystkich mieszkańców wyspy, a może nawet podjąć poszukiwania. Ale czuję, że moje miejsce jest dziś tutaj. Pojutrze będę miał wolne i wtedy spróbujemy go poszukać. Gdybym tylko wiedział, w jaki sposób moglibyśmy uchronić się przed ranami…

– Czy myślisz, że tym razem chciał zabrać księgę?

– Nie, nie wydaje mi się – uśmiechnął się Gordon.

– A co by było, gdyby tu wszedł?

– Słonko, nie daj się ponieść fantazji! Ów rzekomy duch z pewnością nie potrafi przenikać przez ściany, za to ręczę!

– Gordonie – zaczęła niepewnie Sharon. – Nie odważę się zostać sama. Tak okropnie się boję. Czy mogłabym posiedzieć do rana w twoim pokoju w fotelu?

Twarz Gordona rozjaśniła się w ciepłym uśmiechu.

– Moja mała Sharon! Jeśli chcesz, możesz nawet spać w moim łóżku. Jest wystarczająco szerokie, zmieścimy się w nim oboje. Pomiędzy nami położę miecz, niczym za czasów Tristana i Izoldy. Obiecuję, że nic ci nie zrobię.

Po chwili namysłu Sharon się zgodziła.

– No dobrze, niech tak będzie.

Kwadrans później już leżała wpatrzona w rozbłyskujący w ciemnościach ogieniek z fajki Gordona.

– Nie powinieneś palić przed snem.

– Wiem, ale nie mogę teraz sobie odmówić tej przyjemności.

Co prawda w obecności Gordona Sharon nie bała się już „ducha”, ale mimo to przeżywała męki. Nie chcę o nim myśleć, nie o nim! powtarzała sobie, zaciskając mocno powieki, jak gdyby to właśnie miało pomóc.

Opanowała się w końcu na tyle, że mogła zacząć rozmawiać na neutralne tematy.

– Gordon, wciąż myślę o kradzieży chalkopirytu. A gdybyś tak podjął pewien eksperyment?

– Co masz na myśli? – zapytał, wytrząsając resztkę tytoniu z fajki.

– Waszą rudę waży się skrupulatnie w kopalni na dole, a następnie transportuje na powierzchnię już bez kontroli. Jej ilość sprawdza się po raz drugi dopiero przed załadunkiem. Czy sądzisz, że ginie ona na powierzchni?

– Chyba tak.

– A gdybyś jednak zważył ją jutro zaraz po wydobyciu na powierzchnię?

– Przypuszczasz, że może znika na dole?

– No właśnie.

– Cóż, tę ewentualność także braliśmy pod uwagę. Kilkakrotnie przeszukiwaliśmy bardzo dokładnie cały teren kopalni. A poza tym w jaki sposób złodzieje przetransportowaliby skradzioną rudę na górę?

– Ale czy kiedykolwiek ważyłeś wydobyty surowiec? – Sharon nalegała na odpowiedź.

– Nie, nigdy. Mamy tylko dwie wagi, które stoją w specjalnie wykopanych dołach: jedna z nich znajduje się na dole, druga w porcie; przetransportowanie tej drugiej w okolice szybu sprawiłoby nam wiele kłopotów.

– Ale mógłbyś spróbować – dziewczyna upierała się przy swoim.

Gordon uśmiechnął się.

– Twarda z ciebie sztuka. Rzeczywiście, mógłbym. Można by jeszcze raz zważyć rudę tuż przed samym wywiezieniem jej na powierzchnię, musielibyśmy jednak zrobić to w największej tajemnicy. Ale i wtedy nie uzyskamy odpowiedzi na pytanie, kto kradnie. Twój pomysł chyba nam nie pomoże, ale zrobię, jak radzisz.

– No to dobrze.

– Czy już przestałaś się bać ducha?

– Tak, teraz czuję się dużo pewniej.

Gordon zawahał się, a Sharon wyczuła, że chce zadać jej jakieś ważne pytanie.

– Czy nie uważasz, że teraz moglibyśmy zamieszkać w jednym pokoju? Nie chciałabyś się do mnie przeprowadzić?

Sharon milczała przez chwilę.

– Mogę, to dla mnie bez różnicy. W końcu jestem przecież twoją żoną.

– Nie – powiedział zakłopotany. – Nie o to mi chodzi. Jeśli sama nie odczujesz takiej potrzeby, nie będę cię do tego namawiał.

Sharon westchnęła głęboko i rzekła:

– Zdarzyło się raz, że przyszłam do ciebie z własnej woli. Nigdy więcej się to nie powtórzy.

Gordon żachnął się, jakby chciał zaprotestować, ale się opanował. Teraz leżeli spokojnie, wsłuchani we własne oddechy.

– Gordon, czy w sierocińcu było ci bardzo ciężko? – spytała Sharon po dłuższej chwili.

– Myślę, że było mi tak samo ciężko jak tobie.

Dzieciństwo mieli podobne, to ich zbliżało do siebie.

– Wydaje mi się, że tobie było dużo gorzej.

– Dlaczego tak sądzisz?

– Ponieważ nie stałbyś się taki, jaki jesteś.

Gordon długo nic nie odpowiadał.

– Może masz rację – wyszeptał w końcu.- Było mi tam naprawdę bardzo źle. Z tego okresu pamiętam właściwie tylko głód. Przypominam też sobie jednego chłopaka, który wciąż mi dokuczał, zabierał mi dosłownie wszystko. Gdy skarżyłem się opiekunom, wymierzali mi chłostę, a potem bił mnie kolega. Wtedy zrodziła się we mnie nienawiść.

Sharon pokiwała głową w zadumie:

– Pamiętasz, wtedy spytałeś: „Czy może nie jestem dla ciebie dostatecznie przystojny?”

Gordon westchnął ze smutkiem.

1 ... 36 37 38 39 40 41 42 43 44 ... 52
Перейти на страницу:
0
Сюжет
  • 1
  • 2
  • 3
  • 4
  • 5
  • 6
  • 7
  • 8
  • 9
  • 10
0
Атмосфера
  • 1
  • 2
  • 3
  • 4
  • 5
  • 6
  • 7
  • 8
  • 9
  • 10
0
Главный герой
  • 1
  • 2
  • 3
  • 4
  • 5
  • 6
  • 7
  • 8
  • 9
  • 10
0
Общее впечатление
  • 1
  • 2
  • 3
  • 4
  • 5
  • 6
  • 7
  • 8
  • 9
  • 10
Итоговая оценка: 0.0 из 10 (голосов: 0 / История оценок)