Desiderium Intimum
- Автор: Gobuss, Lindt Ariel
- Язык: польский
- Жанр: Фанфик
Электронная книга - «Desiderium Intimum». Краткое содержание книги:
Kiedy jedno zdarzenie zmienia całe Twoje życie...
jednak wiadomo, że żadna z ofiar nie była czarodziejem. Cały czarodziejski świat jest wstrząśnięty tą tragedią. Minister Magii obiecał skontaktować się z mugolskim
premierem i ostrzec go przed kolejnymi, możliwymi atakami. Śledztwo w tej sprawie
trwa, jednak nie wiadomo, czy uda się odnaleźć i ukarać sprawców, dopóki działają
oni na zlecenie Tego Którego Imienia Nie Wolno Wymawiać.
Wygląda na to, że teraz już nigdzie nie można czuć się bezpiecznie...
Dalej następowały przypomnienia różnych pomniejszych ataków, z których Harry
nie dowiedział się już niczego nowego. Oddał gazetę Hermionie, która opanowała się
już na tyle, żeby wydusić:
- To okropne!
Ron wyglądał na równie przygnębionego.
Harry pogrążył się w myślach. Voldemort czuł się coraz pewniej. Zabijał bez
opamiętania, jakby wiedział, że nikt mu nie może w tym przeszkodzić. Harry czuł, jak
nienawiść wzrasta w nim z każdym podobnym artykułem, opisującym brutalne
poczynania tego szaleńca i jego popleczników.
Wiedział, że to się nie skończy, dopóki Voldemort nie zostanie pokonany. A cały
czarodziejski świat oczekiwał tego od niego...
Nie, nie będzie teraz o tym myślał! Już i tak ma za dużo na głowie. Nie potrzebuje
dodatkowych, przygnębiających myśli. Musi je od siebie odsunąć, żeby nie
zwariować. I tak nie mógł na razie nic zrobić.
Dokończył śniadanie w milczeniu i wraz z przyjaciółmi opuścił Wielką Salę,
kierując się do lochów.
Artykuł w "Proroku" odciągnął na chwilę jego uwagę od Snape'a i lekcji eliksirów, jednak w miarę zbliżania się do klasy, wspomnienia i uczucia powracały. I nic nie
pomogło odpychanie ich od siebie.
Bał się tego, co może go spotkać na lekcji, a z doświadczenia wiedział, że Snape
na pewno coś wymyśli. Wybuch wściekłości, który Harry wywołał w nauczycielu
swoją nieobecnością na poprzednich zajęciach, wnosił ogromny zamęt do umysłu
chłopaka. Świadomość, że za chwilę się z nim spotka, przygniatała go.
Jednak złość i żal były silniejsze.
Cokolwiek Snape zamierzał, nie pozwoli mu się złamać. Postanowił całkowicie go
ignorować. Wiedział, że to go może tylko rozsierdzić, ale miał to gdzieś.
Drzwi do klasy były otwarte. Część uczniów siedziała już w ławkach. Wchodząc,
Harry poczuł chłodne spojrzenie od strony stołu Ślizgonów. Przybrał najbardziej
groźny wyraz twarzy, na jaki go było stać, po czym posłał Malfoyowi miażdżące
spojrzenie. Zaskoczyło go to, że Ślizgon, zamiast wykrzywić twarz w pogardliwym
uśmiechu, jak to zazwyczaj czynił, zmrużył tylko oczy i odwrócił wzrok.
Ich wczorajsza utarczka i słowa Malfoya wciąż go niepokoiły. Miał szczerą
nadzieję, że Ślizgon o niczym nie wie i tylko udawał, żeby go sprowokować i zmusić
do przyznania się. To było najrozsądniejsze wyjaśnienie jego zachowania, jakie
przychodziło Harry'emu do głowy. O jakimkolwiek innym wolał nawet nie myśleć.
Usiadł pomiędzy Ronem i Hermioną, ustawił na ławce kociołek oraz książki.
Serce waliło mu jak szalone i na nic nie zdały się próby uspokojania go.
W chwili, kiedy poprzez panujący w klasie gwar przebił się odgłos odbijających się
echem w korytarzu kroków, Harry zamarł. Snape wpadł do klasy i kiedy stanął na
środku sali, obrzucił wszystkich uczniów spojrzeniem. Harry wyczuł, że to spojrzenie
zatrzymało się na nim. Wstrzymał oddech.
- Widzę, że pan Potter postanowił wyzdrowieć i zaszczycić nas swoją obecnością -
głos Mistrza Eliksirów był opanowany i trudno było cokolwiek z niego wyczytać. Poza
oczywistym faktem, że postanowił drwić z Harry'ego tak długo, dopóki go nie złamie.
Ale nie tym razem!
- Czy panna Granger przekazała ci moje słowa?
Harry pokiwał głową, patrząc cały czas w swój kociołek. Dobrze pamiętał, jak
Hermiona zamęczała go przez cały weekend i biegała za nim z notatkami, odczytując
je na głos. Harry w końcu poddał się i pozwolił, aby nauczyła go listy ingrediencji,
sposobu przygotowania i opisu działania amortencji. Na nic zdały się protesty, że on
nie ma zamiaru się tego uczyć i że guzik go obchodzi, czy Snape wywali go z zajęć
za brak przygotowania.
- A więc zapraszam, panie Potter - powiedział Snape, wskazując na pierwszą
ławkę, tuż - Harry pomyślał przez chwilę, że się przewróci - przed biurkiem
nauczyciela.
To był cios poniżej pasa. Siedział przez chwilę bez ruchu, niezdolny skłonić
swojego ciała do posłuszeństwa.
Czy on naprawdę kazał mu tam usiąść?
- Nie mamy całego dnia, Potter - warknął Mistrz Eliksirów. Harry przełknął ślinę,
zmusił się, żeby wstać, zebrał swoje rzeczy i bez słowa skierował się do pierwszej
ławki. Przed sobą wyczuwał ciemny kształt biurka, jednak pilnował się, żeby na niego
nie patrzeć. Wspomnienia, które mogłoby pociągnąć za sobą jedno spojrzenie, były
zbyt świeże i zbyt bolesne.
Kiedy padł na niego cień, Harry nie podniósł głowy. Snape położył przed nim
pergamin z pytaniami.
- Masz czas do połowy zajęć - powiedział. - Później uwarzysz eliksir, który
będziemy dzisiaj przerabiać.
Harry widział czarną, falującą szatę tuż obok siebie, Długie, blade palce
trzymające pergamin sprawiły, iż zadrżał, kiedy przypomniał sobie, że te palce
jeszcze niedawno były w nim. Zacisnął wargi, starając się odgonić niechciane myśli i pokiwał głową. Tak bardzo chciał, żeby Snape już sobie poszedł... Zapach eliksirów,
który się wokół niego unosił, wywoływał wspomnienia i całkowicie go rozpraszał.
Kiedy Mistrz Eliksirów odszedł, by zająć się lekcją, Harry odetchnął z ulgą.
Spojrzał na leżący przed nim arkusz. Pytania dotyczyły składników, sposobu
przygotowania i opisu działania amortencji. Dzięki Hermionie znał na nie odpowiedzi.
Jego wzrok mimowolnie powędrował w górę i zatrzymał się na stojącym przed nim
biurku.
Zobaczymy, jak TO ci się spodoba...
Echo słów Mistrza Eliksirów rozbrzmiało w jego głowie, sprawiając, że serce
przeszył mu bolesny skurcz.
Nie oczekuj ode mnie niczego więcej...
Obraz przed jego oczami rozmazał się. Uświadomiwszy sobie, co to oznacza,
szybko opanował się i wziął kilka głębokich wdechów. Odwrócił głowę, wbijając
drżący wzrok w ścianę i jednocześnie odsunął od siebie test.
Nie napisze go. Snape może wywalić go z zajęć. Nic go to nie obchodzi.
Przynajmniej w końcu się od niego uwolni.
Starał się nie trząść, słysząc głos Mistrza Eliksirów, który, poza skrzypieniem piór,
był jedynym dźwiękiem w klasie. Uparcie wpatrywał się w ścianę, ale ciemny kształt
stojącego tuż przed nim biurka przyciągał jego wzrok jak magnes. Nie mógł
powstrzymać się od zerkania na nie od czasu do czasu. Za każdym razem, kiedy
jego wzrok padał na mebel, w głowie rozbrzmiewały mu słowa Snape'a. Czasami
podniecające, czasami bolesne. Jednak zawsze wyjątkowo wyraźne, jakby jego
umysł przechowywał je przez cały czas i tylko czekał, by go nimi zaatakować.
W pewnym momencie uczniowie zabrali się do przygotowywania eliksiru, a Snape