Бесплатная библиотека
Читайте книгу на сайте или телефоне
READ-E-BOOK » Научная фантастика » Krolowa Zimy [The Snow Queen-pl]
Krolowa Zimy [The Snow Queen-pl] - Читать Любимую Русскую Полную Книгу 👉 Read-E-Book.com

Krolowa Zimy [The Snow Queen-pl]

Электронная книга - «Krolowa Zimy [The Snow Queen-pl]». Краткое содержание книги:

Planeta Tiamat należy do konfederacji skolonizowanych przez ludzkość światów, zwanej Hegemonią. Faktyczną władzę dzierży technokracja z planety Kharemough. Tiamat jest cywilizacyjnie zacofana, pokryta w większości oceanem, z osadnictwem rozlokowanym na licznych archipelagach. Na Tiamat występuje jednak wielkie bogactwo — woda życia, wyciąg z krwi merów — morskich zwierząt. Jej zażywanie pozwala przedłużać życie.
Ze względów astronomicznych Tiamat ma tylko dwie pory roku, trwające po około 150 lat — Lato i Zimę. Podczas Lata rządzą Letniacy, lud zabobonny, odrzucający technikę, a Zimą Zimacy, lud współpracujący z Hegemonią i bezlitośnie eksploatujący swoją planetę. W czasie lata Tiamat, z powodu bliskości czarnej dziury, jest niedostępna dla statków kosmicznych i transport wody życia urywa się.
Nadchodzi czas zmiany warty. Ustępująca Królowa Zimy nie zamierza ustąpić i nie chce się pogodzić ze swoją rytualną śmiercią na zakończenie Zimy. Sprawia, że kilka kobiet Letniaków urodzi jej klony… Spisek ma doprowadzić do przedłużenia jej panowania.

Zdobyła nagrody Hugo i Locusa w 1981.
Nominowana do nagrody Nebula w 1981.
1 ... 39 40 41 42 43 44 45 46 47 ... 138
Перейти на страницу:

Musiały jednak ginąć ze względu na dobro, jakie mogły przynosić ludziom — najwyższe dobro wiecznej młodości. Zawsze wierzył, że mity o nieśmiertelności merów, ich darze dawania jej ludziom są tylko starymi bajkami… dopóki nie przybył do Krwawnika. A potem spotkał Królową, panującą przez sto pięćdziesiąt lat… Arienrhod dała mu fiolkę lepkiego, srebrnego płynu, wpuścił sobie jego mgiełkę do gardła i zrozumiał, że i on może na zawsze zachować młodość.

Dlatego stał tam, płacąc swą obecnością za nieśmiertelność, zdradzając wszystko, czym był i w co wierzył, podczas gdy gdzieś w głębi Psy zaganiały i topiły bezradne ofiary.

Potem wciągnęły na statki ich ciała i jakby mu pokazując, jaki jest bezsilny, przycupnęły z nożami, by rozcinać cętkowane gardła. Zbierały cenną krew merów, aż macki im poczerwieniały, a pokład stał się śliski.

Czerwień spłynęła do morza, za nią trafiły okaleczone ciała, z oczami wpatrującymi się z niedowierzaniem w śmierć. Zmarnowane… wszystkie zmarnowane! Odwrócił się, z bolącym sercem, na długo przed zakończeniem rzezi, starał się zatopić w nieskończonej dali oceanu i nieba. Nigdzie jednak nie mógł uciec przed pluskiem wpadających do morza kadłubów, za późno, za późno, ani przed dzikimi rozbryzgami wody, gdy gromadziły się ścierwojady, kalając zielono-błękitną czystość ekstazą swej uczty. Matka Morza w swej bezlitosnej mądrości nie marnowała niczego, przeklinał beztroskę tych, którzy to robili…

— Sparks? — Głos Fate ściągnął go z powrotem, pancerz miasta osłonił, broniąc przed przekleństwami Pani, przecząc, by istniały kiedykolwiek.

— Było to takie wstrętne… wszystko się zmarnowało! Nie mogłem… — Potrząsnął głową. — Tym razem zrobię to prawidłowo. Umiem wypatroszyć martwego mera, nie jestem już przesądnym Maminsynkiem. — Pamiętał pogardę Psów, wyraźną nawet przy braku słów, pamiętał łaskawe pocieszenia Arienrhod, które wyzwoliły go od demonów wątpliwości i wstrętu do siebie, przywiezionych przezeń do Krwawnika. A potem bez żadnych uwag wręczyła mu złoconą fiolkę wody życia.

— Nie, nie sądzę, a ty? — Znów żal. — Zetknięcie się ze śmiercią nie jest nigdy łatwe. To dlatego wszyscy tęsknimy za smakiem wody życia. Zabieramy ją dla siebie, bo najtrudniejszą z wszystkich rzeczy jest nasza śmierć… Robimy to, co uważamy za konieczne. — Wyciągnęła rękę w powietrze.

— Och, nie przerywaj… — Usłyszał za sobą obcy głos. — Połóż tu dostawę.

Sparks odwrócił się, patrząc wraz z Fate na dwie figurki stojące w alejce, jedną szarą, drugą nieludzką.

— Ty!

Pozbawiona twarzy głowa robota Polluksa spojrzała na niego z niezmienną obojętnością, lecz szare oczy Tor przeszły od wyrazu niezrozumienia do wielkiego zakłopotania.

— Dawntreader? — Przestępowała z nogi na nogę. — Hej, no… Jak się masz, dzieciaku? Wygląda na to, że dobrze sobie radzisz — powiedziała, unosząc brwi. — Ledwo cię poznałam.

— Nie zawdzięczam tego tobie.

— No cóż… — Nieśmiało odwróciła wzrok. — Cześć, Fate. Masz wreszcie cały nowy ładunek. Czy Polluks ma go dla ciebie ustawić?

Fate zaczęła odsuwać tace, umożliwiając dostęp do drzwi.

— Pokażę mu gdzie. Nie wiedziałam, Tor, że jesteś przyjaciółką Sparksa.

— Nie jest. — Sparks wstał i usunął się na bok, gdy Polluks wchodził obojętnie na schody, wlokąc za sobą unoszącą się w powietrzu platformę z pojemnikami. Patrzył na Fate znikającą w środku, poruszającą się swobodnie w znajomym otoczeniu, za nią wszedł Polluks. Zatrzymał jednak próbującą im towarzyszyć Tor, zastawiając jej ramieniem drzwi.

— Och. — Odwrócił ją i przycisnął do ściany budynku. — Pogadamy. O tym, co mi zrobiłaś, nęcąc gwiazdolem. I na co zużyłaś wszystko, co mi ukradłaś.

Tor przyciskała plecy do łuszczącej się farby, patrzyła wszędzie, tylko nie na niego.

— Posłuchaj, Sparks, naprawdę bardzo mi przykro z tego powodu, rozumiesz? Naprawdę niechętnie cię załatwiłam w ten sposób, byłeś taki ufny… i taki głupi… Lecz byłam winna życie Twardego Supła, właścicielki Morza i Gwiazd; zgubiłam część dziennego utargu kasyna. Gdybym nie zwróciła forsy, wyrwałaby mi ją ze skóry, wiesz, co to znaczy? Szczerze, szło o ciebie albo o mnie. Pomyślałam też, że dam ci lekcję, którą i tak byś musiał zaliczyć. — Wzruszyła ramionami, zaczęła przychodzić do siebie.

— Co zrobiłaś z moimi rzeczami?

— Zastawiłam, a co myślałeś?

Roześmiał się.

— Dużo za nie dostałaś? — zapytał niemal obojętnie.

— Ziarnka, a co my… — Zadławiła się, gdy uniósł dłoń i ścisnął jej gardło, znów przygniatając do ściany. — Na bogów! — skrzeknęła, próbując uciec przed czymś w jego oczach. — Co ci się stało, chłopcze?

— Nauczyłem się twej lekcji. — Nacisnął mocniej, radując się wyrazem jej twarzy. — Teraz jesteś mi coś winna, Tor, mogę ci to wydrzeć ze skóry.

— Nie… nie zrobisz tego? — Poczuł, jak dławi się nagłym lękiem, podniosła ręce, chwytając go za ramię. — Co ty…

— Sparks, co ty robisz? — rozległ się zdumiony głos Fate.

Zamrugał, rozpraszając mgiełkę zranionej dumy i puścił Tor.

— Nie jesteś warta kłopotów.

Tor oddychała nosowo, masując gardło.

— To tylko… to tylko nieporozumienie, Fate. Przyniosę ci pieniądze, chłopcze. To znaczy, gdy dostanę pensję…

— Zapomnij o tym. — Odwrócił się, czując, jak twarz mu płonie z gniewu i zakłopotania, zastanawiając się, co z tego dostrzegła Fate. Jego uwagę zwróciło jednak coś z tłumaczeń Tor, sięgnęło do źródła złego humoru — odwrócił się ponownie, okazując jej wyrachowaną zawziętość. — Z drugiej strony… nie, nie zapominaj. Jesteś mi coś winna i powiem ci, jak możesz się odpłacić. A jak dobrze się spiszesz, może nawet zarobisz. — Wyciągnął swą kartę kredytową i przysunął do jej oczu.

Tor spojrzała na nią z roztargnieniem.

— Co? — Sięgnęła z wahaniem; wyrwał jej kartę.

— Powiedziałaś, że jesteś naganiaczem dla Morza i Gwiazd. Musisz dużo wiedzieć o rządzących Labiryntem, znać wiele ciekawych plotek…?

— Och, nie… nic nie wiem, chłopcze, przymykam zawsze oczy. — Pokręciła głową, zamykając powieki przed pokusą. — Najwyżej przyjmuję parę zleceń na boczku, za dodatkowe zyski ze stołów.

— Nie chrzań. — Skrzywił się. — Ale może rzeczywiście wiesz za mało, by dotrzeć do rzeczy, które chcę poznać. — Nagle coś go natchnęło. — Znam kogoś takiego, to wystarczy! Ty coś z niego wyciśniesz, mnie się nie uda. Zajmiesz się tym dla mnie, zajmiesz się nim, rozumiesz?

— Nie. — Znów pokręciła głową. — W co, u licha, się wplątałeś? W co próbujesz mnie wrobić?

— Ja też dla kogoś pracuję, dla kogoś stojącego wyżej. Kto chce wiedzieć, co robi konkurencja. A człowiek zwany Herne wie o tym wszystkim, tylko że mu się nie poszczęściło. Znajdziesz go i pomożesz, będzie taki wdzięczny, że powie ci wszystko, co zechcesz.

— Ha! Znałam Heme'a, wielkiego hulakę, i jeśli opuściło go szczęście, niech gnije. Naćpał się paskudnie z kumplami i próbował… — nie mogła dokończyć, zacisnęła dłonie na zapięciu swego kombinezonu. — Zarobiłam siniaki w miejscach, których bym nie pokazała własnej matce, zanim Polluks nie ściągnął go ze mnie i nie przekonał, by się rozmyślił. — Zerknęła poza słuchającą w milczeniu Fate na flegmatyczny, metalowy kształt w drzwiach. — Może i jest tępą maszyną, lecz więcej w nim człowieka, niż w tym, który go zaprogramował.

1 ... 39 40 41 42 43 44 45 46 47 ... 138
Перейти на страницу:
0
Сюжет
  • 1
  • 2
  • 3
  • 4
  • 5
  • 6
  • 7
  • 8
  • 9
  • 10
0
Атмосфера
  • 1
  • 2
  • 3
  • 4
  • 5
  • 6
  • 7
  • 8
  • 9
  • 10
0
Главный герой
  • 1
  • 2
  • 3
  • 4
  • 5
  • 6
  • 7
  • 8
  • 9
  • 10
0
Общее впечатление
  • 1
  • 2
  • 3
  • 4
  • 5
  • 6
  • 7
  • 8
  • 9
  • 10
Итоговая оценка: 0.0 из 10 (голосов: 0 / История оценок)