Бесплатная библиотека
Читайте книгу на сайте или телефоне
READ-E-BOOK » Научная фантастика » Krolowa Zimy [The Snow Queen-pl]
Krolowa Zimy [The Snow Queen-pl] - Читать Любимую Русскую Полную Книгу 👉 Read-E-Book.com

Krolowa Zimy [The Snow Queen-pl]

Электронная книга - «Krolowa Zimy [The Snow Queen-pl]». Краткое содержание книги:

Planeta Tiamat należy do konfederacji skolonizowanych przez ludzkość światów, zwanej Hegemonią. Faktyczną władzę dzierży technokracja z planety Kharemough. Tiamat jest cywilizacyjnie zacofana, pokryta w większości oceanem, z osadnictwem rozlokowanym na licznych archipelagach. Na Tiamat występuje jednak wielkie bogactwo — woda życia, wyciąg z krwi merów — morskich zwierząt. Jej zażywanie pozwala przedłużać życie.
Ze względów astronomicznych Tiamat ma tylko dwie pory roku, trwające po około 150 lat — Lato i Zimę. Podczas Lata rządzą Letniacy, lud zabobonny, odrzucający technikę, a Zimą Zimacy, lud współpracujący z Hegemonią i bezlitośnie eksploatujący swoją planetę. W czasie lata Tiamat, z powodu bliskości czarnej dziury, jest niedostępna dla statków kosmicznych i transport wody życia urywa się.
Nadchodzi czas zmiany warty. Ustępująca Królowa Zimy nie zamierza ustąpić i nie chce się pogodzić ze swoją rytualną śmiercią na zakończenie Zimy. Sprawia, że kilka kobiet Letniaków urodzi jej klony… Spisek ma doprowadzić do przedłużenia jej panowania.

Zdobyła nagrody Hugo i Locusa w 1981.
Nominowana do nagrody Nebula w 1981.
1 ... 36 37 38 39 40 41 42 43 44 ... 138
Перейти на страницу:

Ponownie spostrzegła tajemniczą paczkę, przesunęła ją po biurku, by zająć czymś ręce i myśli. Rozplatała sznurek, rozwinęła szorstką brązową tkaninę, otulającą niezdarne pudełko. Wyglądało na dostarczone z daleka statkiem kupieckim, a nie było nikogo na terenach, które odwiedzała, kto mógłby wysłać paczkę inspektorowi policji.

Otworzyła pudełko i wyjęła ostrożnie jego zawartość — muszlę wielkości dwóch otwartych dłoni, z jednym kolczastym wyrostkiem odłamanym od kruchej skorupki. Była barwy zachodzącego słońca, powierzchnię miała cierpliwie wypolerowaną — lśniła niby niebo o świcie. Ostatnio widziała ją i podziwiała na półce ponad kominkiem w domu na plantacji Ngeneta ran Ahase Miroe… kiedy to wsłuchiwała się w płomienie trzaskające w ciszy, popijając mocną czarną herbatę, którą wmusił w nią gospodarz, nim odleciała do Krwawnika. Przypomniała sobie teraz z ukojeniem bardzo wyraźnie tę zdumiewająco spokojną chwilę. Co za ironia losu, że jedyne przyjemne odwiedziny towarzyskie, jakie mogła sobie przypomnieć spośród dziesięciu lat, jakie przeżyła na tej planecie, to piętnaście minut spędzonych z mężczyzną, który prawdopodobnie złamał prawo…

Pogrzebała palcami we wnętrzu muszli, wyjęła wszystko z pudełka, lecz nie znalazła żadnej wiadomości dla siebie. Westchnęła — nie wiedziała, czego się spodziewać, lecz mimo to poczuła rozczarowanie. — Winszuję ci awansu, Geio Jerusho — powiedziała znużonym głosem. Podniosła znów muszlę i zamknęła oczy. Trzymając ją przy uchu w sposób wskazany przez Ngeneta, wsłuchiwała się w głos Morza.

18

HEJ, SPARKS, NIE ODCHODŹ ROZGRZANY. DAJ NAM SZANSĘ NA REWANŻ.

Holograficzne popiersie nad zniszczonym miastem na stole gry zaprotestowało, gdy zdejmował kruche nakrycie głowy. Mimo to zawiesił je na miejscu, wycofując się ostatecznie.

— Przykro mi — uśmiechnął się, zadowolony z siebie, zwracając się bardziej do patrzących wrogo innych graczy niż do komputera sterującego zjawą krupiera. — Znudziłem się. — Włożył w szczelinę kartę kredytową, zobaczył, jak wyskakuje z nową sumą — parę miesięcy temu nie wyobrażał sobie nawet, że na całym świecie istnieje tyle pieniędzy. Świadomość, że wszystko to należy do niego, już niemal przestała robić na nim jakiekolwiek wrażenie. Wiedział teraz, jakie bogactwa krążą po spiralnej Ulicy Krwawnika. Zaczynał nawet nabierać pojęcia, ile pieniędzy wypływa Czarnymi Wrotami do innych światów Hegemonii uczył się szybko. Ale jednak za wolno.

Odsunął się od stołu, popijając różowe wino samathańskie, nie tyle jednak, by stracić głowę. W tym także jest dobry, pomyślał, zna swoje możliwości i ograniczenia, to dlatego wygrywał coraz więcej i częściej. Arienrhod dostarczała mu pieniędzy i czas wolny od pełnienia obowiązków Starbucka spędzał w barach i kasynach na górze i dole Ulicy; wraz z towarzyszami wyszukiwał tyle przyjemności, na ile miał ochotę. Słuchał, pytał, obserwował przesuwanie się podziemnych prądów; usiłował wyczuć, skąd płyną informacje i dokąd zmierzają.

Bardzo się starał wydostać z otchłani głębokiej niewiedzy i gdy wino i narkotyczne perfumy zbyt licznych pokojów zaczynały tępić mu zmysły, rosło w nim zdenerwowanie, aż do bólu. Nic w mieście nie mogło już sprawić mu przyjemności. Rzeczy zachwycające chłopca Letniaka nadal chyba istniały w drżących zwojach Labiryntu, lecz teraz ich nie zauważał. Im dłużej przebywał w Krwawniku, tym mocniej pogardzał ludźmi tworzącymi jego życie.

Zaczynał nienawidzić widoku wszystkiego i wszystkich, nie wiedząc dlaczego; mrok plamił jego przeszłość i przyszłość, a nawet jego własną twarz. Wszystkich — z wyjątkiem Arienrhod. Ona rozumiała ciemność leżącą jak trujące sadzawki w najgłębszych zakątkach jego umysłu; wiedziała, jak wykrwawiać jego wrogość; zapewniała go, że czarne jest sedno każdej duszy. Arienrhod pocieszała go, przynosiła mu spokój, spełniała każde życzenie… Arienrhod go kochała. A strach, że może stracić jej miłość, że pożałuje, iż pozwoliła mu zostać Starbuckiem, że rzuci go, jak rzuciła jego przeciwnika, był chmurą wiszącą zawsze nad powierzchnią tego spokojnego morza.

Wykorzystywała rozległy system elektronicznych szpiegów i łatwowierną szlachtę, by rozbudowywać skrawki wiadomości dostarczane przez niego, lecz pozaziemcy, którzy rzeczywiście mieli coś do ukrycia, strzegli tego skutecznie. Wiedział też, że brak jej wiedzy prawdziwego Starbucka, człowieka, który między nimi wzrastał. Nadejdzie dzień, kiedy to zacznie gardzić jego Letnią niewiedzą. Może, będąc pijanym wtedy, już zgubił świadomość swych możliwości…

Sparks wsunął kartę kredytową za podszewkę pasa, poczuł gorzką dumę, odchodząc od stołu. Zastanowił się przelotnie, czy te gry przynoszą coś dobrego albo czy Arienrhod nawet tu obserwuje go potajemnie i załatwia tak, by wygrywał.

Odsunął tę myśl, zakładając dłonie za pas. Rozejrzał się po mrowiu głów gołych, w turbanach, czapkach, hełmach, wysadzanych klejnotami fryzur, pochylonych w nieświętej czci dla migoczących krajobrazów wybranych przez nich gier losowych. To była jedna ze spelunek najwyższej klasy; bardziej wyszukana, mniej posępna do tańszych dziur w dolnym Labiryncie, w których tłoczyli się przeważnie robotnicy Zimacy. Lecz nawet tu nie było szczerej radości. Gracze śmiali się i klęli z jednaką mściwością, obojętni na żywą muzykę, która utrudniała rozmowy i tłumiła dźwięki z sąsiedniej sali. Znajdowały się tam maszyny marzeń, dzięki którym można było zanurzyć się w straszliwych doznaniach innych planet, popełnić każdą zbrodnię, doświadczyć wszystkiego, niemal aż do chwili śmierci, na przeżywanie czego wystarczało odwagi. Korzystał z nich coraz częściej, choć dawały mu coraz mniej.

Zaczął się przeciskać między stołami w stronę wyjścia, poruszając się z celowością i ostrożnością innego człowieka, noszącego maskę na twarzy i pozaziemski medal na piersi. Sparks Dawntreader miał na sobie sprowadzoną tunikę w jaskrawe pasy i wysokie buty. Włosy przyciął krótko na modłę Zimaków, lecz nie był świadom buty Starbucka, która powodowała, że inni usuwali mu się z drogi.

— Wyglądasz na człowieka, który wie, czego chce. — Jedyna, która się nie odsunęła, śmiało zastąpiła mu drogę. Rozcięcia jej długiej sukni nie skrywały niczego.

Spojrzał na nią i odwrócił wzrok, ciągle nie przywykł do otwartości seksualnych zaczepek tego miasta.

— Nie, dzięki. Chcę tylko stąd wyjść. — Srebro jej sukni przypomniało mu na mgnienie oka srebrnobiałe włosy… Ruszył dalej, starając się jej nie dotknąć. Nie pożądał teraz żadnej kobiety poza Arienrhod, która nauczyła go pragnąć rzeczy, o których nigdy nawet nie śnił. Samo pojęcie seksu za pieniądze wydawało mu się groteskowe i zboczone, choć wiedział, że połowa kobiet i mężczyzn ofiarowujących swe ciała w takich miejscach to Zimacy. Znudzeni lub potrzebujący pieniędzy wykorzystywali swą zwykłą swobodę w sprawach seksu, by rozbudzić kupieckie apetyty pozaziemców.

Były tu także pozaziemskie prostytutki, kontrolowane przez innych pozaziemców i schowane w tajemnej pajęczynie władzy pokrywającej Labirynt. Na niektórych światach Hegemonii niewolnictwo było uznawane lub tolerowane, a Arienrhod nie wtrącała się w obyczaje swych klientów. Niektóre nie różniły się od miejscowych dziewcząt, kupczących swym ciałem (wydawały mu się tylko bardziej egzotyczne), lecz były wśród nich i żywe trupy, ofiary do wynajęcia przez tych, którzy nie zadowalali się marzeniami. Przesuwały się wśród tłumów niemal nagie, pusząc się bliznami — nie, puszenie to niewłaściwe słowo. Były widmami, chodziły z nieobecnymi oczami, jak lunatyczki, śniące koszmary. Dowiedział się, że brały narkotyki, niektórym już zniszczyły one mózgi. Arienrhod powiedziała mu, że niczego nie czują. A kiedyś, gdy wpadł w szczególnie ponury nastrój, sam omal nie…

1 ... 36 37 38 39 40 41 42 43 44 ... 138
Перейти на страницу:
0
Сюжет
  • 1
  • 2
  • 3
  • 4
  • 5
  • 6
  • 7
  • 8
  • 9
  • 10
0
Атмосфера
  • 1
  • 2
  • 3
  • 4
  • 5
  • 6
  • 7
  • 8
  • 9
  • 10
0
Главный герой
  • 1
  • 2
  • 3
  • 4
  • 5
  • 6
  • 7
  • 8
  • 9
  • 10
0
Общее впечатление
  • 1
  • 2
  • 3
  • 4
  • 5
  • 6
  • 7
  • 8
  • 9
  • 10
Итоговая оценка: 0.0 из 10 (голосов: 0 / История оценок)