Niebezpieczny Krok
- Автор: Бэлоу Мэри
- Язык: польский
- Жанр: Современные любовные романы
Электронная книга - «Niebezpieczny Krok». Краткое содержание книги:
Głośno rżący ojcowie z piszczącymi chłopcami na ramionach stali się normalnym widokiem na korytarzach i schodach Lindsey Hall. Czasami Wulfric widział w roli jeźdźca jedną z bliźniaczek, ale nie potrafił powiedzieć którą.
Aidan i jego żona Eve przyjechali z panią Pritchard, ciotką Eve, i trójką dzieci, dziesięcioletnim Davym, ośmioletnią Becky i niemal roczną Hannah. Davy i Becky byli właściwie przybranymi dziećmi, lecz Aidan i Eve nie pozwalali, by tak o nich mówiono. Traktowali całą trójkę jednakowo. Davy zwracał się do nich: ciociu i wujku, a Becky: mamo i papo.
Davy stał się ulubieńcem chłopców. Bezlitośnie porzucili ojców na rzecz starszego kuzyna, który zjeżdżał po poręczach, gdy nikt z dorosłych nie widział. Natomiast dziewczynki zgromadziły się wokół Becky, niczym pisklęta wokół kwoki.
Wulfric, choć szczęśliwy, był też trochę zmęczony. A że gwar rozmów rósł z przyjazdem każdego kolejnego członka rodziny, wycofał się do swego sanktuarium – do biblioteki – tak jak wtedy, gdy jeszcze wszyscy mieszkali razem.
Jako ostatni przybyli ciotka i wuj, markizostwo Rochester. Ciotka była siostrą ojca i zasłużenie cieszyła się opinią groźnego smoka. Przywiozła ze sobą siostrzenicę męża, który chyba niewiele miał w tej sprawie do powiedzenia. Dziewczę owo więdło gdzieś na północy kraju, aż w wieku dwudziestu trzech łat zostało wysłane do krewnych w Londynie. Ciotka Rochester postanowiła wziąć pannę pod swoje skrzydła, przedstawić na dworze i w nadchodzącym sezonie wprowadzić do towarzystwa.
Nie kryła się też z zamiarem, by wydać Amy Hutchinson za swego najstarszego bratanka.
– Znajdziemy Amy męża, nim sezon dobiegnie końca – oznajmiła bez ogródek podczas kolacji w dniu przyjazdu. – A może nawet zanim się zacznie. Dwadzieścia trzy lata to dla kobiety najwyższy czas na małżeństwo.
– Ja wyszłam za mąż w wieku lat dwudziestu pięciu – przypomniała jej Freyja.
Ciotka Rochester podniosła wysadzane klejnotami lorgnon i pogroziła nim bratanicy.
– Ty czekałaś niebezpiecznie długo – powiedziała, zwracając lorgnon w kierunku Joshuy. – Gdyby ten chłopak nie zjawił się w porę, by cię oczarować i okiełznać, pewnie byś skończyła jako stara panna. To nieciekawy los dla kobiety, nawet jeśli jest siostrą księcia.
Joshua wymownie poruszył brwiami. Freyja spiorunowała go wzrokiem, jakby to nie ciotka, a on sam właśnie przypisał sobie niewymowny czar, a jej zarzucił dzikość i upór.
Parę minut później ciotka przerwała ogólną rozmowę kolejną uwagą.
– Bewcastle, czas już najwyższy, byś ty też się ożenił – oznajmiła. – Trzydzieści pięć lat to dla mężczyzny piękny wiek, ale i niebezpieczny. Piękny do ożenku, a niebezpieczny, jeśli będziesz nadal zwlekał. Mężczyzna nie powinien cierpieć na podagrę, gdy jego syn i dziedzic tytułu dopiero raczkuje.
Wszyscy spojrzeli na Wulfrica z rozbawieniem.
– Ciotka ma rację – powiedział Alleyne. – Masz już trzydzieści pięć lat. Nie wolno ci zwlekać ani chwili, bo to się może dla ciebie źle skończyć.
– Wulf, wierz mi, ojcowie z podagrą nie nadają się na wierzchowce, ich synowie mają o to do nich słuszne pretensje – dodał Rannulf.
– Dziękuję za dobre rady, ciociu – odparł Wulfric, świadom, że aluzje markizy dotyczące jego i panny Hutchinson były jasne dla wszystkich obecnych, nie tylko dla niego. – Ale nie widzę jeszcze u siebie żadnych symptomów podagry. A jeśli kiedykolwiek wybiorę odpowiednią kandydatkę na księżną, z pewnością poinformuję rodzinę o moim wyborze i intencjach.
Bedwynowie się roześmiali. Podobnie Joshua i Gervase. Nawet Eve i Rachel się uśmiechnęły.
– Czy planujesz na święta jakieś szczególne rozrywki? – spytała Judith z wyraźnym zamiarem zmiany tematu, który dla niego był tylko irytujący, ale dla panny Hutchinson zapewne wielce drażliwy. Dziewczyna, choć ładna i elegancko ubrana, była nieśmiała i najwyraźniej zalękniona towarzystwem, w którym się znalazła.
– Może sami coś zorganizujemy? Oczywiście najpierw idziemy do kościoła. Ale potem? Jakiś wieczorek? Koncert? Amatorskie przedstawienie? Albo piknik, jeśli pogoda dopisze? Może nawet bal?
– Kochanie, w której kwestii Wulf ma się wypowiedzieć najpierw? – spytał Rannulf.
– Oczywiście amatorskiego przedstawienia – roześmiała się.
– Możemy coś urządzić?
– Jeśli do tego dojdzie, to strasznie popsuje mi humor – ostrzegła Freyja, zerkając na bratową z ukosa. – Znów zagrasz o niebo lepiej od nas wszystkich, a my wyjdziemy na okropnych amatorów.
– Musimy więc zaplanować takie rozrywki, żeby Judith mogła odegrać jakąś rolę, a my zaśpiewać razem w duecie – rzekł Joshua. – Nikt z nas nie chce zepsuć ci humoru.
– Nie rozumiem, czemu mielibyśmy organizować jakieś rozrywki – wtrąciła się Morgan. – Zawsze doskonale się bawiliśmy i bez tego, prawda? Zabrałam ze sobą farby i sztalugi i już nie mogę się doczekać, żeby wyjść z nimi w plener. Nigdy nie miałam szansy namalować parku tak, jak chciałam. Panna Cowper ciągle wisiała nade mną, sugerując, jak powinnam to zrobić. Chyba obawiała się, że jeśli nie nauczy mnie należycie malować, Wulf każe ją przykuć łańcuchem w lochu. Jestem pewna, że do końca pobytu tutaj wierzyła, że pod Lindsey Hall rzeczywiście są lochy.
– A nie ma? – spytał Alleyne, szczerze zdumiony. – To znaczy, że ja i Ralf okłamaliśmy pannę Cowper, gdy opowiedzieliśmy jej o tajemnym przejściu, które do nich prowadzi? Coś takiego!
– Dzieci na pewno chętnie pobawią się w tym pięknym parku – wtrąciła pani Pritchard z silnym walijskim akcentem. – Zwłaszcza że jest ich spora gromadka.
– Ale przygotujemy coś specjalnego, prawda, Wulfric? – nalegała Judith.
– Spodziewam się jeszcze innych gości – rzucił.
Wszyscy natychmiast skupili na nim uwagę. Wprawdzie udzielał się towarzysko i przyjmował gości zgodnie z nakazami etykiety, ale nigdy nie zapraszał nikogo na dłuższy pobyt.
– Przyjedzie Mowbury wraz z wicehrabiną matką – oznajmił Wulfric. – A także jego brat i siostry. Justin Magnus, lady Renable z mężem i dziećmi, lady Wiseman i sir Lewis oraz Elrick, kuzyn Mowbury'ego, z żoną i ich owdowiałą szwagierką, panią Derrick.
– Mowbury? – zdziwił się Aidan. – Ten mól książkowy? I cała jego rodzina? Nie wiedziałem, że zawarłeś z nimi bliższą znajomość.
– Wszyscy się tu zjadą? – Rannulf był nie mniej zdumiony.
– A po co, do licha?
Wulfric odłożył łyżeczkę i zacisnął palce na monoklu.
– Nie wiedziałem, że muszę się tłumaczyć swoim braciom i siostrom z towarzystwa, które miałem ochotę zaprosić do mego domu – odparł.
– Nie mów o siostrach, bo ani ja, ani Morgan nie pisnęłyśmy nawet słowa – powiedziała Freyja. – Ale zaraz, zaraz, czy pani Derrick to nie ta kobieta, którą wyłowiłeś z rzeki w Hyde Parku i ociekającą wodą zawiozłeś do domu na swoim koniu?
– Wulf naprawdę to zrobił? – roześmiał się Alleyne. – Nie do wiary. Free, opowiedz coś więcej.
Chyba nie bardzo mi się udało niepostrzeżenie wymienić jej nazwisko w gronie spodziewanych gości, pomyślał Wulfric.
Tymczasem Freyja, z pomocą Joshuy i Gervase'a, zdała dokładną i stanowczo sensacyjną relację z tego, co wydarzyło się w Hyde Parku.
– Założę się, że nie było ci do śmiechu – orzekł Rannulf, gdy wszyscy przestali się śmiać. – A teraz musiałeś zaprosić tę damę wraz z resztą jej rodziny. Co za pech! Ale nie obawiaj się, stary, obronimy cię przed nią.
– Staniemy wokół ciebie murem najeżonym wrogością – obiecał Alleyne i zachichotał. – Zatrzymamy ją na tej linii. Będziesz mógł w spokoju odzyskać nadszarpniętą dumę.