Niebezpieczny Krok
- Автор: Бэлоу Мэри
- Язык: польский
- Жанр: Современные любовные романы
Электронная книга - «Niebezpieczny Krok». Краткое содержание книги:
Do diabła! Nawet owinięta jego obszernym płaszczem, z mokrymi i potarganymi włosami wyglądała olśniewająco.
Wulfric czuł się trochę nieswojo, gdyż w przeciwieństwie do pani Derrick nie zwykł znajdować się w kłopotliwych sytuacjach, które potem stawały się tematem rozmów w każdym salonie. A zdarzenie sprzed kilku minut na pewno będzie szeroko komentowane, choćby dlatego, że uczestniczyła w nim pani Beavis. No i on.
Ale czy mógł zostawić panią Derrick drżącą z zimna na brzegu rzeki, kiedy zorientował się, że nikt z obecnych nie jest w stanie udzielić jej odpowiedniej pomocy? Chyba nie byłoby jej wówczas do śmiechu. Chociaż może mylił się w tym względzie.
– Czy nadal dziwi się pan, że Oscar uważał mnie za kulę u nogi? – spytała.
– Niczemu się nie dziwię – odparł.
Dziwne, ale jego gniew zaczął ustępować miejsca zupełnie innemu uczuciu. Ogarnęła go ochota, by się roześmiać tak jak ona i tłum gapiów przed chwilą. Odrzucić głowę do tyłu i ryknąć śmiechem. Nawet incydent z wdrapywaniem się na drzewo w zeszłym roku nie mógł konkurować z tą sceną. Nigdy w życiu nie widział czegoś równie zabawnego.
Nie roześmiał się jednak. Po drodze do domu lady Renable mijali licznych przechodniów i ściągnęli na siebie mnóstwo zaciekawionych spojrzeń. Plotki były nieuniknione, ale nie chciał ich podsycać niespotykanym widokiem roześmianego księcia Bewcastle'a. A poza tym pani Derrick, choć się śmiała, na pewno była zmarznięta i nieszczęśliwa. Grzeczność nakazywała nie stwarzać wrażenia, że z niej szydzi, a jego śmiech mógł być odczytany właśnie w ten sposób.
– Przypuszczam, że gdy wpadłam do wody, nie wyglądałam zbyt dystyngowanie – rzuciła.
– Nie istnieje dystyngowany sposób wpadania do wody – odparł bez ogródek.
Westchnęła.
– I zapewne zwróciłam na siebie powszechną uwagę.
– Niewątpliwie – przyznał bezlitośnie.
– Ale przynajmniej uratowałam rękawiczkę tej biednej damy – stwierdziła. – Ona nawet nie zdawała sobie sprawy, że ją upuściła.
Jak na kobietę, która kilka lat była zamężna i dobiegała trzydziestki, pani Derrick wydawała się zdumiewająco naiwna. Mógłby pozostawić ją w nieświadomości, ale znów ogarnęła go irytacja. Jak to możliwe, że wpadła do wody? Przecież rękawiczka pływała przy samym brzegu.
– Ta dama upuściła ją celowo – powiedział. – Lord Powell miał ją dla niej wyłowić. I oczywiście nie wpaść przy tym do wody.
– Ale po co? – spytała szczerze zdumiona.
– To kobieta… lekkich obyczajów – odparł. – Powell stara się zdobyć jej względy, a ona wodzi go za nos.
Patrzyła na niego bez słowa, a jej szczere spojrzenie wytrącało go z równowagi. Zapomniał, jak niebieskie są jej oczy. I że potrafi się nimi śmiać. Tak jak w tej chwili.
– Ojej, zepsułam mu taką piękną, pełną galanterii scenę – westchnęła. – Biedaczek.
Znów miał ochotę wybuchnąć śmiechem. Na szczęście musiał się skupić na ominięciu zamiatacza ulic, który przebiegł tuż przed koniem.
– I sprawiłam panu okropny kłopot – dodała. – Widzi więc pan, jakie to szczęście, że zeszłego lata odrzuciłam pańską nierozsądną propozycję.
– Widzę to wyraźnie – przyznał szorstko.
Odwróciła głowę i spojrzała przed siebie.
– Bardzo się z tego cieszę – powiedziała po chwili. – I choć czuję się głęboko upokorzona, że był pan świadkiem tego, co się stało, jestem też wdzięczna, że pan się tam znalazł. Jestem tak przemoczona, że pewnie strasznie bym zmarzła podczas długiej drogi do domu.
A w dodatku wszyscy by się na nią gapili. Co pewnie uświadomi sobie, jak tylko zerknie w lustro, gdy będzie się przebierać. Na litość boską, suknia przylgnęła jej do ciała niczym druga skóra!
Zbliżali się do domu Renable'a.
– Bardzo dziękuję za pomoc – powiedziała. – Proszę się nie obawiać, że znów wprawię pana w zakłopotanie. Pojutrze wracamy do Gloucestershire.
Zsiadł z konia, a potem zdjął ją z siodła i postawił na ziemi. Chciała od razu oddać mu płaszcz, ale przytrzymał go na jej ramionach.
– Wejdę z panią do środka – oznajmił. – Proszę zdjąć płaszcz dopiero w swoim pokoju i odesłać go przez pokojówkę.
– To bardzo uprzejme z pana strony – stwierdziła.
– Tylko rozsądne, madame.
– Ma pan rację – zgodziła się po krótkim namyśle. – Rozumiem.
I chyba rzeczywiście zrozumiała. Gdy odwrócił się, by na nią spojrzeć, jej policzki płonęły rumieńcem.
– Do widzenia – powiedziała, kiedy znaleźli się w holu. Dwaj obecni tam lokaje przyglądali się jej z obojętnymi minami. – Pan z pewnością bardzo się ucieszy, uwalniając się wreszcie ode mnie. – Tym razem nie patrzyła mu w oczy, a w jej spojrzeniu nie było już śmiechu.
– Czyżby? – ukłonił się, gdy ruszyła niezgrabnie w stronę schodów. Jedną ręką przytrzymywała poły płaszcza, a drugą unosiła jego rąbek z podłogi.
Okropna kobieta. Nic dziwnego, że zmarły mąż uważał ją za kulę u nogi. Nic dziwnego, że Elrickowie byli do niej wrogo nastawieni i nawet próbowali go przed nią ostrzec. Miała niestosowne poczucie humoru. Zamiast wstydliwie zwiesić głowę, jeszcze pomachała do tłumu. Przyciągała kłopoty niczym magnes żelazo.
Jakie to szczęście, że pojutrze wyjedzie z miasta. Mało prawdopodobne, by jeszcze kiedyś ją zobaczył. Dzięki Bogu, że wyszła z domu, akurat gdy zamierzał ją odwiedzić.
Powinien się pożegnać. Powiedzieć „do widzenia”.
Tak, bardzo by się ucieszył, gdyby wreszcie się od niej uwolnił.
Gdyby tylko mógł ją wyrzucić z myśli… i z serca!
Po kilku minutach pokojówka zniosła na dół jego przemoczony płaszcz. Wulfric wyszedł z domu, wsiadł na konia i odjechał. Uwolnił się od Christine Derrick. Wreszcie i na zawsze.
Cieszył się, że uniknął prawdziwej katastrofy.
Christine była trochę przygnębiona.
A właściwie wcale nie trochę. Rano odwiedzili ją Hermione i Basil. Powiedzieli, że przyszli się dowiedzieć, czy nie przeziębiła się po wczorajszej kąpieli. Oczywiście, że już słyszeli. Musieliby być głusi, żeby nie usłyszeć, co wydarzyło się w parku. Christine zdawała sobie sprawę, że prawdziwym powodem ich wizyty była chęć upewnienia się, czy na pewno wyjedzie następnego dnia.
Na pewno.
Melanie miała ochotę zostać dłużej, ale przypomniała sobie, że za tydzień Phillip, jej jedyny syn, ma urodziny. Ledwie zdąży wrócić i poczynić odpowiednie przygotowania.
Wyjeżdżali. Christine nigdy w życiu nie czuła się tak szczęśliwa. I tak przygnębiona.
Gdy tylko jej szwagier z żoną wyszli, pojawił się hrabia Kitredge. Również po to, by się upewnić, że pani Derrick nic się nie stało po pechowym wypadku w Hyde Parku. Upewniwszy się, z wielką pompą i sugestywnym mruganiem poprosił lady Renable, by zechciała na chwilę zostawić go sam na sam z panią Derrick. Melanie, podła zdrajczyni, tylko uśmiechnęła się szelmowsko do przyjaciółki i wybiegła z pokoju.
Christine odrzuciła oświadczyny hrabiego, choć w ciągu piętnastu minut zaproponował jej małżeństwo cztery razy na cztery różne sposoby. Nie mógł uwierzyć, że naprawdę go odrzuca. Obiecał przyjechać do Gloucestershire w czasie letniej przerwy w pracach parlamentu. Miał nadzieję odnowić znajomość z panią i panną Thompson, a także zastać panią Derrick w nieco łaskawszym nastroju.
Wizyta hrabiego bardzo Christine zirytowała, choć gdy opowiadała o niej Melanie, ta śmiała się do łez.
– Jesteś po prostu zbyt pociągająca – powiedziała, ocierając oczy chusteczką obszytą koronką. – Gdyby tylko Kitredge był trzydzieści lat młodszy i przystojny. I jeszcze inteligentny, i w ogóle do rzeczy. Niestety nie jest i chyba nigdy nie był. Kiedy wczoraj odjeżdżałaś z Bewcastle'em, wyglądałaś bardzo romantycznie. Tyle że siedziałaś owinięta obszernym płaszczem księcia, woda kapała ci z mokrych włosów i nie sądzę, by był zachwycony, że znów musiał pospieszyć ci na pomoc.