Niebezpieczny Krok
- Автор: Бэлоу Мэри
- Язык: польский
- Жанр: Современные любовные романы
Электронная книга - «Niebezpieczny Krok». Краткое содержание книги:
– Nie – przyznała Christine. – Nie był.
Spojrzały po sobie i wybuchnęły gromkim śmiechem, choć Christine miała raczej ochotę się rozpłakać.
Dzięki Bogu jutro wracają do domu. Lecz ta myśl tylko jeszcze bardziej ją przygnębiła.
A potem, wczesnym popołudniem, gdy pakowała się w swoim pokoju – choć Melanie próbowała ją przekonać, by skorzystała z pomocy służącej – usłyszała pukanie. W drzwiach stanął lokaj i powiedział, że milady oczekuje jej w salonie. Zeszła, żeby się dowiedzieć, o co chodzi przyjaciółce, i zastała ją siedzącą przy kominku z bardzo zadowoloną miną. W fotelu naprzeciw Melanie siedział książę Bewcastle. Na widok Christine wstał.
– Pani Derrick. – Książę się ukłonił.
– Wasza Wysokość. – Dygnęła.
Melanie milczała z wymownym uśmieszkiem na twarzy.
– Madame, mam nadzieję, że po wczorajszych wypadkach nie poniosła pani większego uszczerbku na zdrowiu? – spytał, zwracając na Christine srebrzyste spojrzenie.
– To bardzo uprzejmy eufemizm – odparła. – Zapewniam pana, że nic mi nie jest, ucierpiała tylko moja duma. – Omal nie dostała ataku histerii, gdy zdjęła jego płaszcz i zobaczyła w lustrze, jak wygląda.
Z pewnością nie przyszedł tylko po to, by zapytać ojej zdrowie. Po co więc?
– Pani Derrick, czy zechciałaby pani wybrać się ze mną na spacer?
– Na spacer? – Christine kątem oka zauważyła, jak uśmieszek na twarzy Melanie zastyga w nieruchomy grymas.
– Tak – potwierdził. – Odprowadzę panią na podwieczorek.
Melanie pomachała lorgnon.
– To bardzo uprzejme z pana strony, Bewcastle – powiedziała. – Christine jeszcze dzisiaj nie wychodziła. Przez cały poranek przyjmowałyśmy gości.
Książę nie spuszczał z Christine wzroku, unosząc pytająco brwi. Jeśli powie „nie”, Melanie będzie się z niej niemiłosiernie natrząsać po jego wyjściu. Jeśli zaś się zgodzi, przyjaciółka będzie z niej równie niemiłosiernie żartować po jej powrocie.
– Chętnie – usłyszała własną odpowiedź. – Pójdę włożyć kapturek i pelisę.
Pięć minut później szła z nim pod rękę w stronę parku. Zapomniała, jaki jest wysoki. Zapomniała, jaką aurę władzy wokół siebie roztaczał. Ale pamiętała, że przeżyła z tym mężczyzną intymne zbliżenie. Nagle zabrakło jej powietrza, nie mogła wykrztusić słowa. Lecz co właściwie miałaby powiedzieć? Wszystko zostało powiedziane już wczoraj.
Po co, u licha, zaprosił ją na spacer?
Dopóki szli ulicą, mogła skupić uwagę na mijanych ludziach, na tym, co się dzieje wokół. Wkrótce jednak znaleźli się w Hyde Parku, który z powodu chłodnej i wietrznej pogody był cichy i opustoszały.
Odwróciła głowę, by zerknąć na księcia.
– I cóż, Wasza Wysokość? – rzuciła.
– I cóż, pani Derrick? – odparł.
Pomyślała z idiotyczną próżnością, że ma na sobie ładną niebieską suknię, pelisę i szary kapturek przybrany błękitnym jedwabiem, który doskonale pasował do jej stroju. Przynajmniej nie wygląda jak strach na wróble, jak zeszłego lata, ani jak topielica, tak jak wczoraj.
Przeszli chyba kilometr w całkowitym milczeniu. Mogłaby teraz pakować bagaż. A on mógłby pójść tam, gdzie zwykle chadzał popołudniami. Oboje przyjemniej spędziliby ten czas.
– Czasami ludzie bawią się w taką grę, że jedno patrzy na drugie i przegrywa ten, kto pierwszy odwróci spojrzenie – odezwała się. – My bawiliśmy się w ten sposób nieraz, choć dla pana to nigdy nie była gra. Pan po prostu spodziewa się, że osoby stojące w hierarchii towarzyskiej niżej od niego spuszczą wzrok, napotkawszy pańskie spojrzenie. Czy to jest jakaś kolejna gra? Kto pierwszy przerwie milczenie? Każdy stara się nie odezwać pierwszy?
– Jeśli tak, to chyba zgodzi się pani, że wygrałem – odparł.
– O tak – przyznała. – Ale dlaczego, na Boga, zaprosił mnie pan na spacer? Po wczorajszym dniu, po lecie zeszłego roku myślałam, że jestem ostatnią osobą, z którą chciałby pan spędzać czas.
– Być może pani się myli, madame – powiedział.
Przeszli w milczeniu sto metrów.
– W tej grze na pewno przegram – odezwała się w końcu. – Przyznaję, że jestem ciekawa. Dlaczego zaprosił mnie pan na spacer? Najwyraźniej nie dla ożywionej konwersacji.
Zbliżyło się do nich dwóch dżentelmenów na koniach. Zjechali ze ścieżki, wymienili pozdrowienia z księciem i dotknęli kapeluszy na powitanie Christine.
– Moje rodzeństwo przyjedzie z rodzinami do Lindsey Hall na Wielkanoc – odezwał się nagle.
Rzuciła mu ukradkowe spojrzenie.
– Na pewno sprawi to panu radość – odparła grzecznie, zastanawiając się, czy rzeczywiście tak będzie. Nie potrafiła wyobrazić go sobie w otoczeniu sióstr, braci i ich dzieci. Jacy są? Nie przypominała sobie, by kogoś z nich poznała. Czy są do niego podobni? Ta myśl ją rozbawiła.
– Zastanawiałem się, czy nie zaprosić pani szwagra i szwagierki, a także kuzynów pani męża – ciągnął.
Spojrzała na niego zaskoczona. Wiedziała, że książę przyjaźni się z Hectorem, ale nie przypuszczała, że łączy go bliższa znajomość z resztą jego rodziny.
– Potrzebna mi będzie pani pomoc w podjęciu decyzji – oznajmił.
– Moja pomoc? – Nie spuszczała wzroku z jego surowego profilu.
– Zaproszę ich, jeśli pani też przyjedzie – dokończył.
– Słucham?
Zatrzymała się i odwróciła, by spojrzeć mu w oczy. Zbliżała się do nich grupa czterech mężczyzn na koniach, więc książę wsunął jej dłoń pod ramię i skłonił, by szli dalej. Dopiero gdy jeźdźcy ich minęli, wymieniwszy powitania, puścił jej rękę. Zatrzymali się oboje.
– Nie mogę zaprosić tylko pani – powiedział. – To wysoce niestosowne, nawet jeśli będzie obecna moja rodzina. Nie mogę pani zaprosić w towarzystwie jej matki, sióstr i szwagra. Nie jesteśmy przecież zaręczeni. Muszę więc panią zaprosić jako osobę skoligaconą z rodziną, z którą, oprócz mego rodzeństwa, życzyłbym sobie spędzić Wielkanoc.
Poczuła, jak ogarniają gniew.
– Zamierza mnie pan uwieść? – spytała. Nie powiedziała: znów. Tamtej nocy zeszłego lata wcale nie musiał jej uwodzić.
– We własnym domu? W obecności mojego rodzeństwa i rodziny pani zmarłego męża? Pani Derrick, uważa pani, że mnie zna, ale pani pytanie świadczy, że pani nic o mnie nie wie.
– I zapewne nie powtórzy pan propozycji, bym została jego kochanką – powiedziała.
– Nie – odparł. – Nie powinienem był nigdy jej składać. Nie chcę, by pani została moją kochanką.
– Więc po co? – spytała. – Niemożliwe, by nadal chciał się pan ze mną ożenić.
– Zastanawiam się, pani Derrick, czy pani sądzi, że zna myśli i intencje wszystkich swoich znajomych – rzekł. – To bardzo irytująca cecha.
Zacisnęła usta, dotknięta do żywego, i ruszyła wolno przed siebie, wystawiając twarz na wiatr, by ochłodził jej rozpalone policzki. Dogonił ją i szedł u jej boku.
– Pani Derrick, chciałbym uzyskać pani zapewnienie, że jeśli zaproszę rodzinę pani zmarłego męża, pani również przyjedzie.
– Po co? – powtórzyła pytanie. – Chce pan, bym zobaczyła wszystko, co straciłam, odmawiając panu?
– Nie jest moim zamiarem odegrać się na pani – przekonywał.
– Poza tym, gdyby to był rzeczywiście mój motyw, pani tylko spojrzałaby na mój dom i po prostu zaczęła się śmiać.
– Teraz to pan sądzi, że mnie zna.