Cerber: Wilk w owczarni [Cerberus: A Wolf in the Fold - pl]
- Автор: Чалкер Джек Лоуренс
- Серия: Czterej wladcy Rombu #2
- Год: 1994
- Язык: польский
- Год: Zysk i S-ka
- ISBN: 83-86211-28-8
- Переводчик: Konrad Majchrzak
- Жанр: Научная фантастика
Электронная книга - «Cerber: Wilk w owczarni [Cerberus: A Wolf in the Fold - pl]». Краткое содержание книги:
Ktoś porywał ludzi i podstawiał zamiast nich doskonałe syntetyczne sobowtóry. Gdzieś w kosmosie obcy prowadzili badania nad Federacją, stosując doskonałe technologie. Trop prowadził na planetę Cerber i do jej władcy. Planeta Cerber była jednym ze światów Wardena. Istniejąca tam mikroskopijna forma życia wnikała we wszelką materię i każdy, kto został nią zainfekowany, umierał w momencie oddalenia się stamtąd. Można było tam dotrzeć, ale bez możliwości powrotu. Federacja miała jednak swoje własne technologie. Dzięki nim pozbawiła pamięci i osobowości umysł kryminalistki o imieniu Qwin Zhang, zastępując je pamięcią i osobowością swojego najlepszego agenta. Agenta tego — w ciele kobiety — zesłała na Cerber, planetę-więzienie. Cel misji: odnaleźć władcę, zabić go i przejąć ster rządów! Na Cerberze istniały jednak rzeczy i sprawy, o których Federacja nie miała pojęcia…
— Nie mów w ten sposób! — zganiłem ją. — To jeszcze nie koniec świata.
— Mojego tak — wyszeptała.
Na posterunku, mieszczącym się w Budynku Municypalnym, zabrano obydwie kobiety do małego pokoiku, gdzie zbadano ich karty i prześwietlono mózgi. Nie wolno mi było tam wejść; chodziłem więc nerwowo w tę i z powrotem po małej poczekalni. Nawet wspomnienie polowania na borki zbladło w porównaniu z tym, co teraz czułem. Było to uczucie największego przygnębienia, jakiego zdarzyło mi się kiedykolwiek doświadczyć. Po około pół godzinie pozwolono mi zobaczyć się z Dylan na kilka chwil, podczas gdy policjanci zajmowali się swoimi rutynowymi sprawami związanymi z zatrzymaniem podejrzanych. Sandę przetrzymywano w oddzielnym pomieszczeniu, tak więc nie miałem okazji jej zobaczyć.
— No cóż, to już koniec — westchnęła.
— Hm? Co chcesz przez to powiedzieć?
— Czaili się na mnie, Qwin. Podejrzewam, iż przez całe ostatnie pięć lat. Nie akceptowali tego, że udało mi się wyrwać z kręgu macierzyństwa, więc jedynie czekali na okazję. Urzędniczka w biurze — znam ją osobiście, pracuje tam prawie tak długo jak ja — była ich informatorką. Mieli coś na nią. Jakieś drobne przestępstwo, czy coś w tym sensie, a miała zbyt mierne umiejętności, by być użyteczna gdzie indziej. Musiała więc mnie nakryć; w przeciwnym razie po osiągnięciu odpowiedniego wieku zostałaby zesłana do kopalni.
Kręciłem głową z niedowierzaniem. — Pięć lat?
Skinęła potwierdzająco głową. — Potrzebny im był przykład. Za dużo było gadania i pomruków w środowisku matek, odkąd ja się stamtąd wydostałam. Byłam dla nich symbolem nadziei… i wiedziałam o tym. Władze musiały mnie dopaść, niezależnie od tego, ile miałoby to im zabrać czasu. Powiedzieli mi, że mój profil psychologiczny wskazywał, że wcześniej czy później zrobię to, co właśnie zrobiłam, i najwyraźniej mieli rację.
— I co teraz? — spytałem, jednocześnie zaniepokojony i wściekły na system, który zdolny jest czekać tak długo, żeby kogoś unicestwić.
— Wyrok — odpowiedziała. — Świadkowie, policjanci i badanie mózgu automatycznie udowodniły winę.
Umysł mój pracował z maksymalną szybkością. — Kto wydaje wyrok? Jaka jest jego ranga?
— Profesjonalny skład sędziowski. Trzynastoosobowy. Zgodnie z harmomogramem mam się przed nim stawić za niecałą godzinę. Na ogól nie wydają werdyktów o tak późnej porze, ale dla mnie czynią wyjątek.
Przebiegałem w myślach wszystkie ważne osobistości, które znałem. — Czy mógłbym do kogoś zadzwonić? Do kogoś, kto byłby w stanie wstawić się za wami?
Pokręciła przecząco głową. — Nie sądzę. Być może później, ale nie teraz. Nie znamy jeszcze wyroku… a może być praktycznie każdy. Wiem jedynie, że od dawna to zaplanowano. — Spojrzała mi w oczy. — Nie obwiniaj się! Zrobiłam to całkowicie z własnej i nieprzymuszonej woli. Cała odpowiedzialność spoczywa na mnie.
— Ale ja ci na to pozwoliłem.
Uśmiechnęła się, lecz był to jedynie cień uśmiechu. — Wiesz dobrze, że nie mógłbyś mnie powstrzymać.
— Czy pozwolą mi tam wejść? Czy zechcą wysłuchać oświadczenia na temat okoliczności łagodzących?
Wzruszyła ramionami. — Nie wiem.
Czekaliśmy w nerwowym podnieceniu na wywołanie jej nazwiska.
Sala wyroków przypominałaby zwykłą salę sądową, gdyby nie obecność trzynastu mężczyzn i kobiet w czarnych togach siedzących za półkolistym stołem. Ponieważ mikrofon stał tylko przed jednym z nich, było oczywiste iż jest on przewodniczącym składu sędziowskiego. Pozwolono mi wejść do środka, usiadłem więc i w tym momencie zobaczyłem Sandę siedzącą na krześle w pierwszym rzędzie, podczas gdy pozostałe rzędy krzeseł były puste. Wyglądała, jak gdyby popłakiwała przed chwilą, choć w tej chwili robiła wrażenie całkowicie spokojnej.
— Państwo kontra Dylan Zhang Kohl — wyrecytował śpiewnie przewodniczący, zupełnie jak gdyby rozpoczynał całą serię podobnych spraw. — Proszę podsądną, żeby wstała i podeszła do stołu sędziowskiego.
Dylan bez wahania zrobiła, co jej kazano, patrząc przy tym przewodniczącemu wprost w oczy. Brawo, moja dziewczyno! — pomyślałem sobie w duchu.
— Dylan Zhang Kohl, uznano cię winną, na podstawie dowodów uznanych przez nas za prawdziwe i niezaprzeczalne, celowego i świadomego pogwałcenia Paragrafu 623,5 Cerberyjskiego Uniwersalnego Kodeksu Karnego, Czy są jakieś powody, dla których można by wyrok odroczyć lub go złagodzić?
— Nie, Wysoki Sądzie — powiedziała stanowczo. Przeklinałem pod nosem, kręcąc się jak szalony na swoim krześle. Dwukrotnie w ciągu jednego dnia odczuwałem lęk i dwukrotnie doświadczyłem uczucia całkowitej bezsilności.
— Niech Sanda Tyne podejdzie do stołu sędziowskiego.
Sanda, drobniutka i zdenerwowana, stanęła obok Dylan. Zauważyłem, iż Dylan ujęła dłoń Sandy i ścisnęła ją jak gdyby dla dodania jej odwagi.
— Sando Tyne, stwierdziliśmy, że celowo i świadomie pogwałciłaś artykuły syndykatu odnoszące się do Domu Akeba. W świetle dowodów uznaliśmy ten fakt za prawdziwy i niezaprzeczalny. Czy są jakieś powody, dla których można by wyrok odroczyć lub złagodzić?
— Ja ją do tego namówiłam — powiedziała Sanda odważnie. — Bez przerwy ją do tego namawiałam. To wszystko moja wina!
— Rozważyliśmy wszystkie okoliczności, włącznie z waszym profilem psychologicznym. Jeden z podstawowych artykułów kodeksu, uwzględniający historię naszej planety i jej założycieli, powiada, że nie można osądzać aktu przestępstwa w izolacji, ale powinien on być osądzany w kontekście społecznym. Możesz, na przykład, iść do jednego z prywatnych banków i prosić o tysiąc jednostek, nie posiadając ani kredytu, ani zastawu, ani żadnych widocznych możliwości spłaty takiej pożyczki. Jeśli bank mimo to udzieli ci pożyczki, a ty jej nie spłacisz, cała odpowiedzialność spadnie nie na ciebie, ale na bank. Być może pieniądze te były ci bardzo potrzebne, być może były sprawą życia lub śmierci i tak to też przedstawiłaś pracownikowi banku. Urzędnik ten może okazać ci współczucie, ale powinien odmówić udzielenia pożyczki, bowiem mogłaby ona narazić na straty jego pracodawcę, a tym samym depozytariuszy banku, i w rezultacie państwo. Każdy, kto wpłacił w dobrej wierze pieniądze do tego banku, zapłaciłby za ten błąd.
— Załóżmy jednak, iż urzędnik ów wzruszył się twoją prośbą i zaaranżował ci dostęp do automatu, tak żebyś mogła ukraść te pieniądze. Ponieważ jesteś zdesperowana, czynisz to, popełniając tym samym przestępstwo. Kto jednak popełnia większe przestępstwo? Ten, kto kradnie, czy ten, kto do takiej kradzieży dopuszcza? Ten sąd uznaje wymienioną powyżej zasadę, uświęconą naszymi prawami i tradycjami, i stosuje ją, ferując wyrok także w niniejszej sprawie. Po zapoznaniu się z twoim profilem psychologicznym, uznajemy cię, Sando Tyne, za stronę drugoplanową w tym przestępstwie, bowiem nie byłaś ani pasażerem na gapę na tym statku, ani nie weszłaś na jego pokład bez zezwolenia kapitana.
— Ten sąd zbadał wszystkie dostępne dane i uzgodnił werdykt, który uważa za słuszny i sprawiedliwy. Wyrokiem tego sądu wy dwie wymienicie swe ciała i zostaniecie w nich na stałe. Ponadto, ty, Dylan Kohl, przejmiesz obowiązki ciała Tyne, a tym samym odejdziesz od poprzedniego zawodu i nie podejmiesz żadnej nowej pracy. W związku z twoim profilem psychologicznym, kierujemy cię do Kliniki Psychologii Publicznej gminy Mediam w celu poddania się zabiegom przepisanym przez ten sąd dla dobra twojego i dla dobra publicznego.
Skoczyłem na równe nogi.
— Nie możecie zamienić mojej żony w roślinę! — wrzasnąłem.