Enklawa Wolski w shortach (2)
- Автор: Wolski Marcin
- Язык: польский
- Жанр: Научная фантастика
Электронная книга - «Enklawa Wolski w shortach (2)». Краткое содержание книги:
Wszystko byłoby dobrze, gdyby Mike zamiast pewności siebie wykazał więcej spostrzegawczości. Absolutnie przegapił faceta, który stał ukryty za wieszakiem i miał czas złożyć się z automatu. Na szczęście Ronson strzelił, zanim tamten pociągnął cyngiel. Seria z „kałasza” poszła w podłogę, a goryl Szprycera runął razem z wieszakiem, obficie bluzgając krwią. Jego szef zamierzał przesadzić bar, ale nagle zmienił zamiar. Wbijając lufę pistoletu w szyję swojej rozmówczyni, wrzasnął:
– Spokój, jeśli nie chcecie, bym uszkodził tę lalunię! Ronson nie czekał, zanim tępawy umysł Mike’a wykoncypuje coś nieodpowiedzialnego. Wysunął się z cienia i rzucając na podłogę broń, zawołał do policjanta:
– Zrób to samo, Mike!
Jest coś takiego, że podwładni mają respekt dla swych byłych szefów. Mike upuścił lugera, który spadł na podłogę gdzieś w okolicach stopy Ronsona. Ten kopnął spluwę z wprawą wyniesioną z czasów, kiedy jako chłopak udzielał się w „Granatowych Koszulach”. Broń z impetem trafiła dostawcę w łydkę. Moment rozproszenia i nieuwagi wystarczył, aby Mark strzelił mu między oczy z maleńkiego damskiego pistoleciku zwanego „małą piątką”, tak skutecznie, że Szprycer w mgnieniu oka zamienił się w to, czym zawsze był, czyli (wybaczcie, panie) kupą łajna.
Wszystko nastąpiło tak szybko, że dwaj pomagierzy Mike’a nie zdążyli nawet pomyśleć, a nieznajoma platynowa piękność na dobre się przestraszyć.
Mike wybełkotał chmurne „dziękuję”, bo w końcu Ronson był teraz dla niego jedynie współpracującym cywilem, i zajął się przeszukiwaniem lokalu. Konsumenci poczęli wyłazić spod mebli, a niedoszła ofiara, odrobinę pobladła, poprosiła o koniak.
– Właściwie dwa! Drugi dla pana inspektora.
Ronson sprostował, że nie jest już żadnym inspektorem i prawdopodobnie nigdy nie będzie. A jeśli idzie o koniak, nie pije.
– Mam jednak nadzieję, że nie odmówi pan kobiecie?
– Kobiecie nigdy nie odmawiam, nawet, jeśli zawiera czasami niezbyt odpowiedzialne znajomości.
Popatrzyła na niego kpiąco.
– Poznaliśmy się dopiero dzisiaj. Jestem dziennikarką i piszę reportaż o marginesie społecznym.
– Ryzykowne zajęcie, teraz będzie pani musiała opowiedzieć o tym wszystkim naszemu kochanemu Mike’owi.
– Proszę mówić do mnie Irene – odparła, ignorując zbliżającego się funkcjonariusza.
– Mark – powiedział, ściskając jej drobną, lecz zaskakująco silną dłoń. – Muszę niestety zostawić panią na chwilę sam na sam ze stróżem prawa. On uzyska informacje, pani – materiał do reportażu. Korzyść będzie obopólna.
– Kandydatów do moich wywiadów wybieram sama. – Jej źrenice zwęziły się. – Ostatnio szukam kogoś, kto pasowałby do reportażu pod tytułem „Byłem gliną”.
Kiedy tak stała nonszalancka, lekceważąca wobec martwego ciała u swych stóp i krwi, która ochlapała jej żakiet, Mark zrozumiał, że powinien uciekać. Podobała mu się. Za bardzo. A kiedy jakaś babka podobała mu się za bardzo, w mózgu zaprzysięgłego kawalera i wytrawnego podrywacza zapalało się ostrzegawcze światełko – niebezpieczeństwo!
Mike chrząknął, nie wiedząc, jak zacząć rozmowę. Irene nie spuszczała wzroku z Ronsona.
– Co z moim wywiadem, Mark? Będę czekała jutro o dziewiątej w „Czarnym Kocie”. Oczywiście możesz nie przychodzić. Podobno – tu po raz pierwszy zaszczyciła uwagą trupa Szprycera – przynoszę nieszczęście.
– Nieszczęścia to moja specjalność – odpowiedział Mark, parafrazując Marlowe’a i już chciał wyjść, kiedy zobaczył na progu – jeszcze jednego policjanta, który uśmiechając się, kiwał do niego zachęcająco.
Doktor Loser był szczupłym, nerwowym krótkowidzem. Wielkie wypukłe szkła nadawały jego twarzy wygląd lemura. Dodajmy do tego wyschnięte wargi i długie żylaste ręce, aby dopełnić całości obrazu. Komisarz nie cierpiał takich typów, tym bardziej, że reprezentowały same szczyty Władz Bezpieczeństwa. Loser jeszcze raz przyglądał się wybranym ze sterty fotografiom, ułożonym przez komisarza na skraju biurka.
– Martinez, Legrand, Ronson, piękna wieloetniczna mozaika – powiedział i wykonując piruet, skierował swój wskazujący paluszek prosto w brzuch komisarza. Dlaczego właściwie pan ich wybrał?
– Skoro domagacie się najlepszych i w dodatku niezwiązanych z aktualnym aparatem, to lepszych nie widzę.
– Zastanawiałem się nad kimś z prowincji – zaczął Loser.
– Do akcji w metropolii? – Komisarz z trudem pohamował się, aby nie rzec doktorowi, co myśli o jego legendarnej inteligencji. – Prowincjusze odpadają. Zgubiliby się, a poza tym wioskowa rutyna potrafi ogłupić nawet geniusza, a my mamy za mało czasu, aby uczyć ich od zera.
– Racja – przyznał sucho Loser. – Chciałbym jednak wiedzieć o nich trochę więcej.
Komisarz podał mu trzy gęsto zapisane fiszki. Delegat ministerstwa wziął je niechętnie.
– Z faktami zapoznam się później. Chcę wiedzieć, jacy to ludzie. Alkoholik, sadysta, erotoman?
– To jedna strona medalu. Martinez, gdy nie pije, działa jak komputer – nieszablonowe rozwiązania, trafne koncepcje, wytrwałość…
– A Legrand?
– Przez lata zajmował się rozpracowywaniem gangów. Ma psi węch! Czasem siódmy zmysł.
– A Ronson, też geniusz?
– Nie, natomiast jest z nich najsprawniejszy w akcji. Inteligentny, o rozległych kontaktach w rozmaitych środowiskach. Czasem tylko zbyt niezależny w sądach. No i nie cierpi regulaminu.
Doktor Loser przerwał tę wypowiedź skinieniem ręki, podszedł do okna i lekko uchylił firankę. Latarnia słabo oświetlała podjazd otoczony zdziczałym parkingiem. Wystarczająco jednak, aby dojrzeć trzy nadjeżdżające samochody. Zajechały prawie równocześnie.
– Już są – rzekł do Komisarza.
Jeżeli nawet którykolwiek z byłych policjantów zdumiał się, spotykając na podjeździe swoich dawnych kolegów, żaden nie pokazał po sobie ani radości, ani zdziwienia. W milczeniu uścisnęli sobie ręce. Komisarz pełnił honory pana domu z pewnym zakłopotaniem, czuło się, że zapuszczona rezydencja nie podlega w pełni jego władzy.
– Chłopcy – powiedział. – Jest sprawa, którą moglibyście się zająć. Doktor Loser reprezentujący… hm… władze naszego państwa, zapozna was bliżej ze szczegółami. Muszę jedynie zapytać, czy podejmiecie się ciekawej, trudnej, choć chyba niezbyt ryzykownej roboty?
Pytanie zawisło w powietrzu. Martinez siedział apatycznie w miejscu, które mu wskazano. Legrand oglądał własne paznokcie. Ronson doszedł do wniosku, że jeżeli on nie zabierze głosu, to nikt inny tego nie zrobi.