Enklawa Wolski w shortach (2)
- Автор: Wolski Marcin
- Язык: польский
- Жанр: Научная фантастика
Электронная книга - «Enklawa Wolski w shortach (2)». Краткое содержание книги:
– Przyjmiesz to zlecenie? Cena nie gra roli! – naciskał agent.
– A przy okazji spełnisz aż dwa dobre uczynki – ocalisz wielkiego człowieka i oczyścisz świat z kreatury.
– Tak, to rzeczywiście interesujące – powiedziałem powoli.
– A wolno wiedzieć, jak się skontaktowaliście z Orką?
– Ogłoszenie! Nasz agent w Paryżu dał w „Paris Match” anons: „Potrzebny partner dla Orki. Hodowla prywatna. Warunki do uzgodnienia.” Mieliśmy cynk, że w ten sposób można złapać kontakt.
– No i?
– Po trzech dniach odezwał się telefonicznie pośrednik z Bazylei. Potem nadszedł mail z Wiednia zawierający szczegóły poprzedniego zamachu. Szczegóły, które mógł znać tylko wykonawca. Załączył nawet drobne „portfolio” z ofiarą w tle. Wreszcie zatelefonowała jakaś kobieta. Podała numer faksu oraz klucz szyfrowy, według którego mieliśmy nadać treść zamówienia. Przekazała również numer konta banku w Genewie, na które mieliśmy przelać zaliczkę. Potem przyszło krótkie „zgoda” i kontakt się urwał.
– A pozostawione ślady?
– Nie było żadnych. Pośrednik zniknął. Zleceniodawczyni, którą udało się nam namierzyć – młoda emigrantka ze Wschodniej Europy – wypadła z pociągu na wysokości Lozanny. Orka przystąpiła do zadania, a my nie jesteśmy w stanie jej powstrzymać.
Kończąc rozmowę z Hansenem, zapragnąłem na chwilę oderwać się od tego wszystkiego. Odprężyć. A przede wszystkim – oddalić się od działającego na nerwy agenta. Miałem przed sobą bezsenną noc. Czekało mnie analizowanie wycinków dotyczących osiągnięć Orki i jej nieszablonowych metod działania. Druga teczka zawierała dane o tarczy strzelniczej, to znaczy o senatorze „Kukułce”: jego nawykach, reakcjach, pragmatyce ochrony osobistej, miałem też precyzyjny, wręcz minutowy program jego pobytu w Chicago.
– Pojadę zameldować się do mojego hotelu, a potem biorę się do roboty – rzekłem, wstając.
– Przecież zarezerwowaliśmy dla pana apartament w… – zaczął Hansen, ale mu przerwałem.
– Zamówiłem sobie z lotniska pokój w Sheraton Plazza.
– Tego nie było w umowie.
– Ma sporo zalet. Jest w centrum miasta, ma dobry dojazd i miłe towarzystwo.
Nie zamierzałem tłumaczyć Hansenowi, że głównym argumentem przemawiającym na rzecz Plazzy były zgrabne nogi Marthy Aldridge, która właśnie tam się zatrzymała. Nie miałem jednak szczęścia tego wieczoru. Nie zastałem pięknej projektantki mody ani w hotelowej restauracji, ani w żadnym z barków. Telefon w jej pokoju milczał. Klucz wisiał w recepcji. Pozostała mi praca. Zabrałem się do wertowania wycinków z prasy, odpisów protokołów, tajnych raportów. Ciekaw byłem, co urzędy federalne wiedzą o najemnym mordercy.
Niestety, na temat Orki nie zgromadzono zbyt wielu danych. Trzy duże sprawy, których realizacja przez Orkę nie budziła wątpliwości oraz osiem jej przypisywanych. A więc zabójstwo irlandzkiego terrorysty ukrywającego się w Szkocji. Zuchwałe i bezwzględne. Wraz z Patrykiem O’Rurke zgładziła również jego żonę, jedenastoletniego syna i dwójkę staruszków, którzy udzielili im gościny. Druga sprawa – likwidacja ministra jednej z bananowych republik, bawiącego incognito w Europie. Śmierć poniosły jeszcze dwie postronne osoby, mimo że bomba była z gatunku „kieszonkowych”. Wreszcie otrucie szejka Ayuba Massaniego, szefa grupy fundamentalistów dorabiających handlem narkotykami. To były bez wątpienia akcje Orki. W żadnym z tych przypadków nie znaleziono ani świadków, ani wspólników, ani podejrzanych. Orka atakowała z dystansu, skutecznie i natychmiast znikała, nie pozwalając sobie na najmniejsze ryzyko. Ochroniarz szejka zginął tylko dlatego, że poprzedniego dnia przed zamachem mógł spotkać Orkę podczas, jak przypuszczano, rekonesansu.
Jeśli chodzi o sprawy przypisywane tajemniczemu zabójcy, to najbardziej spektakularna była katastrofa samolotu multimilionera Androutulosa Juniora. Maszyna roztrzaskała się o skalisty grzbiet wyspy Andros. Na podstawie przedśmiertelnych majaczeń kochanki przyrodniego brata Androutulosa, który zagarnął całą schedę po greckim miliarderze, za sprawcę wypadku uznano Orkę. Oczywiście nie było nawet śledztwa. Także przypuszczenia o udziale Orki w przyspieszeniu zgonu magnata prasowego Owensa opierały się głównie na opiniach fachowców od mokrej roboty. Owens zmarł, rzekomo wskutek wylewu, na pokładzie swojego jachtu. Ciało wpadło do wody i zostało wyłowione po dwóch dniach. Zwłoki nie zawierały rzecz jasna szybko rozkładającego się alkaloidu. Świadectwa lekarzy, u których magnat prasowy dzień wcześniej poddał się rutynowym badaniom, wykluczały jednak możliwości apopleksji. Założono, iż morderca przybył z morza, wykonał swoje zadanie i morzem odpłynął. Jak orka. Podobnie było we wszystkich ośmiu pozostałych przypadkach. Doskonała, precyzyjna robota.
Pannę Aldridge spotkałem następnego dnia, podczas śniadania. Najwyraźniej należała do rannych ptaszków i wolała zejść do kawiarni, niż jeść w pokoju. Dość bezceremonialnie przysiadłem się do niej.
– Czy pan mnie śledzi, mister Sowley? – zapytała z udanym oburzeniem.
– Raczej los mi sprzyja, bo natrafiam na tych, których gorąco pragnąłem spotkać – roześmiałem się. – A poza tym proszę mi mówić, Graham.
Była śliczna. Dawno nie widziałem równie pięknej kobiety. Od czasu śmierci Katherine żadna kobieta nie zrobiła na mnie takiego wrażenia. Maud miała może bardziej zmysłowe usta (szelmowskie, zapamiętałem je doskonale z igraszek w wielkiej wannie w pensjonacie pod Monachium), ale to jednak nie ta klasa. Nagle wszystko przestało być ważne. Zapragnąłem mieć Marthę. Szybko i tylko dla siebie… Zastanawiałem się, jak jej to powiedzieć, by nie spłoszyć. Tymczasem prowadziliśmy lekką rozmowę właściwie o niczym. W pewnej chwili Martha spojrzała na zegarek.
– O jedenastej jestem umówiona. Potem mam ważny lunch.
– Może zjedlibyśmy razem kolację?
Uśmiechnęła się.
– Nie wiem, czy znasz obyczaje tego kontynentu, Graham?
– Zależy, o którym myślisz.
– Przyjęcie od mężczyzny zaproszenia na kolację oznacza, że jednocześnie akceptuję propozycję wspólnego spędzenia nocy.
– Tylko wtedy, gdy mężczyzna płaci za posiłek – uzupełniłem, może nazbyt pośpiesznie.
– Dlatego tym razem ja zapłacę – potrząsnęła burzą blond włosów i dodała, patrząc mi bezczelnie prosto w oczy. – Za nas oboje!
Nie można powiedzieć, że Hansen pozbawiony jest jakichkolwiek zalet. Posłusznie dostarczył wszystko, o co go prosiłem.
Dostałem zamówione komputerowe analizy: przepuszczono przez maszyny listy wszystkich podróżnych przybyłych w ostatnich dniach samolotami do Chicago, na podstawie rezerwacji nie wcześniejszej niż sprzed pięciu dni i nie późniejszej niż przedwczoraj. Priorytet mieli naturalnie przybysze zza oceanu. Z list odrzucono stałych mieszkańców miasta, ludzi przylatujących do Chicago wielokrotnie (w naszym fachu do tego rodzaju zadań używa się jednorazowego paszportu i takiej samej osobowości), dzieci i Azjatów. Zsumowano raporty detektywów hotelowych i meldunki z biur wynajmu samochodów. Oczywiście, było to szukanie igły w stogu siana. Nadto zarzucona sieć miała tak szerokie oka, że prześliznęłaby się nie tylko orka, ale i płetwal błękitny. Inna sprawa – zdaniem Hansena Orka nie miała pojęcia, że ktokolwiek na nią poluje, nie powinna więc podjąć dodatkowych środków ostrożności.