Enklawa Wolski w shortach (2)
- Автор: Wolski Marcin
- Язык: польский
- Жанр: Научная фантастика
Электронная книга - «Enklawa Wolski w shortach (2)». Краткое содержание книги:
Osobiście uważałem, że naszą największą szansą mogło być wczucie się w psychikę zabójcy, w jego przyzwyczajenia i uprzedzenia.
– Prawie każdy z zawodowców opiera się na pewnych standardach. Niestety, Orka programowo jest nieszablonowa – mruczał Hansen.
– Sądzę jednak, że wybierze sytuację optymalną…
– Czyli czas po konwencji, kiedy będzie wiedziała, że „Kukułka” został już oficjalnie kandydatem w wyborach prezydenckich.
– Wręcz przeciwnie. Według sondaży opinii publicznej trzydzieści procent ma kontrkandydat ze stanu Maine. Może więc się zdarzyć, że „Kukułka” nie przejdzie. Wtedy „Orka” stanęłaby przed dylematem: czy warto zabijać kogoś, kto jest przegrany.
– Rzeczywiście – zgodził się agent.
– A z tego, co już wiemy o tym człowieku, to lubi zabijać. Cieszy się z tej roboty i nie zrezygnuje z emocji związanych z rozgrywką. Toteż uderzy albo przed konwencją, albo w jej trakcie.
Hansen popatrzył na mnie z podziwem.
– Nie wpadłbym na to. A takie założenie redukuje bardzo poważnie liczbę miejsc, w których można dokonać zamachu.
Cały dzień poprzedzający krytyczną dobę poświęciłem wizje lokalne. Najpierw odwiedziłem stanowe centrum kongresowe – ogromny biurowiec w kształcie wydrążonego ula z krytymi windami i okrągłym patio poniżej poziomu ulicy. Tutaj zwyczajowo odbywały się konwencje.
Czy jednak było to wygodne miejsce dla zamachowca? Już teraz zauważyłem aktywność służb ochrony i wszechobecność kamer. Bomba nie wchodziła w grę, a atak bezpośredni nie dawał szansy odwrotu. Podobnie nienagannie działało zabezpieczenie obu hoteli, które senator miał odwiedzić. Zbliżony stopień trudności prezentowało lotnisko O’Hare. Michigan Avenue odrzuciłem: kandydat na prezydenta podróżował opancerzonym cadillakiem i miał asystę helikopterów, wykluczającą strzał z bazooki. W zasadzie należało skoncentrować się na dwóch punktach programu. Po pierwsze, na starym cmentarzu, gdzie w drodze z lotniska senator miał pomodlić się nad grobami przodków – tyle, że ten przystanek do końca nie był pewny. Po drugie, na długim Cyplu, między oceanarium a obserwatorium astronomicznym, gdzie przewidziano spotkanie z młodzieżą stanu Illinois. Teren z trzech stron otoczony morzem był niby trudny, a zarazem, dzięki łodziom patrolowym, łatwy do upilnowania. Senator miał tam otworzyć kwiatowe korso.
Po południu jeszcze raz spotkałem się z Hansenem. Agent zdradzał pewne podenerwowanie.
– Mam wszystko, o co pan prosił. Przepustkę, odznakę policji stanowej i federalnej, broń. Domyśla się pan, gdzie to nastąpi?
– Tak.
– Gdzie?
– Powiedziałem, że robotę odwalę sam. Awaryjnie w trzech wskazanych miejscach proszę o podstawienie trzech samochodów. Z kluczykami przylepionymi taśmą pod lewym progiem. To na wypadek, gdybym musiał zmienić plan. I improwizować.
– Jest pan bardzo pewny siebie.
– Założyłem określony wariant i mam nadzieję, że się nie mylę. Chciałbym jeszcze pomówić o warunkach.
Hansen zmieszał się.
– Przecież honorarium zostało ustalone.
– Honorarium tak, ale ponieważ sprawa jest wyjątkowo trudna, chciałbym jeszcze…
– Do rokowań finansowych nie mam upoważnienia – wypalił agent.
– Nie chodzi mi o pieniądze. Podczas ostatniej bezsennej nocy powziąłem poważne postanowienie. Wycofuję się.
– Co takiego? – Hansen patrzył na mnie, jakbym nagle okazał się następcą carskiego tronu.
– Jeśli mi się uda, będzie to ostatnia robota Dinga. Mocny akord przedemerytalny. Dość mam prowokowania losu. Chcę osiąść gdzieś w spokoju, założyć rodzinę. Nosiłem się z tym zamiarem od lat. Sądzę, że teraz będę mógł sobie na to pozwolić. Oczywiście, jeśli zapewnicie mi nowy życiorys, papiery, ochronę przed zbyt natarczywymi tropicielami.
– Byłaby to wielka strata dla sił niekonwencjonalnego wymiaru sprawiedliwości – stwierdził Hansen.
– Czy mogę liczyć na waszą pomoc? – naciskałem.
– Porozumiem się z szefami. Ale sądzę, że tak. Chociaż uważam, że dla takiego znakomitego fachowca myślenie o przejściu w stan spoczynku jest zdecydowanie przedwczesne.
– Chciałbym umrzeć we własnym łóżku obok młodej i możliwie pięknej żony, panie Hansen.
Zapach mleka i miodu z odrobiną piołunu… Martha pachniała jak nastolatka. Ale poza tym miała wszelkie cechy kobiety dojrzałej. Uprawiała miłość z kontrolowanym entuzjazmem. Chyba chciała czegoś więcej. Ja osiągnąłem wszystko. Była maksymalizacją mych marzeń. Spełnieniem chęci posiadania. Realizacją snu.
A potem leżeliśmy wśród ciszy i paliliśmy papierosy.
– Jesteś dobry, Graham. Powiem więcej – świetny. A tak przy okazji, jesteś żonaty?
– Jeszcze nie. A ty mężatka?
– Przelotnie. Ale jeśli chcesz mi złożyć jakieś propozycje, z góry uprzedzam, że nie mam zamiaru się z nikim wiązać.
Poczułem przykry skurcz zawodu.
– Ale nie przejmuj się, traktuję tak wszystkich mężczyzn.
Jeśli miało to być pocieszenie, wywarło dokładnie odwrotny skutek. Chyba zauważyła to, bo mnie pocałowała. Potem lekko ugryzła. Znów wziąłem ją w ramiona, mając wrażenie, że wbijam się w ciało luksusowego androida stworzonego do miłości…
Potem znów rozmawialiśmy. Zapaliłem nocną lampkę. Potargana i rozluźniona Martha przypominała dzikie zwierzątko. Znów odniosłem wrażenie, że znamy się dużo dłużej i lepiej, niż mogłoby się wydawać. Tylko ten koktajl w Glasgow? Przelotna rozmowa? Chyba wówczas mieliśmy się jeszcze raz spotkać, ale oboje utknęliśmy w korkach, które powstały podczas gigantycznej obławy zabójców irlandzkiego terrorysty, który zginął tego dnia w mieście.
– A nie byłaś półtora roku temu w Egipcie? – zapytałem, bawiąc się jej koniuszkiem ucha. – Przysiągłbym, że spotkałem cię na statku płynącym do Abu Simbel. Tylko, przysiągłbym, że byłaś wtedy brunetką.
– Co pewien czas zmieniam upierzenie, jak każda szanująca się kobieta, mister Sowley.
– Mam nadzieję, że nie zmienisz go do jutrzejszego lunchu i uda mi się ciebie rozpoznać.
– Niestety, nie mogę ci obiecać, że zjemy razem lunch. Mam zaproszenie na korso kwiatowe na Northerly Island. Obowiązki towarzyskie.
– Znasz może senatora…? – tu rzuciłem nazwisko rodu od stu lat obecnego w historii USA.
– Mam nadzieję poznać go osobiście. Ale możemy przecież zobaczyć się wieczorem…
– Tu, w hotelu?
– Tak. Ale pod jednym warunkiem. Żadnych głupstw, zakochiwań. Jesteśmy dorosłymi, wolnymi ludźmi. Mamy swoje interesy i swoje rozrywki. Nasz flirt potraktujmy jak jedną z nich. A teraz chodź już do mnie.
Przygarnąłem ją, ale tym razem nie czułem już pożądania. Bardziej uczucie zawodu. Dlaczego, Martho, nie chcesz iść na całość?
Przed świtem opuściłem jej pokój. Spała jak dziecko. Ufna i bezbronna. Czy tak samo miała wyglądać u boku innych facetów, szukając nowych wrażeń, a może nanosząc nowe punkty na skali porównawczej? Z zawodowego nawyku przetrząsnąłem jej torebkę. Obejrzałem dokumenty, zanurzyłem się w świat babskich drobiażdżków. Wychodząc po gzymsie z apartamentu, odczuwałem bezbrzeżny smutek. Na tę drogę zdecydowałem się nie tyle w ramach porannej gimnastyki, ale nie chciałem, żeby ktoś z ludzi Hansena wiedział zbyt wiele o mych związkach z panną Aldridge. Sądzę, że wieczorem, kiedy podążałem na spotkanie, udało mi się zmylić ich czujność.