Бесплатная библиотека
Читайте книгу на сайте или телефоне
READ-E-BOOK » Научная фантастика » Miasto i miasto [The City & The City - pl]
Miasto i miasto [The City & The City - pl] - Читать Любимую Русскую Полную Книгу 👉 Read-E-Book.com

Miasto i miasto [The City & The City - pl]

Электронная книга - «Miasto i miasto [The City & The City - pl]». Краткое содержание книги:

China Miéville stworzył swą najdoskonalszą dotąd powieść — egzystencjalny thriller rozgrywający się w mieście najniezwyklejszym ze wszystkich, realnych czy wyimaginowanych…
Gdy w ponurym, chylącym się ku upadkowi mieście Besźel położonym gdzieś na skraju Europy znaleziono ciało zamordowanej kobiety, wydawało się, że inspektora Tyadora Borlú z Brygady Najpoważniejszych Zbrodni czeka kolejna rutynowa sprawa. W miarę postępów śledztwa Borlú odkrywa jednak dowody wskazujące na spiski znacznie dziwniejsze i groźniejsze niż wszystko, co mógłby sobie wyobrazić. Wkrótce inspektorowi i bliskim mu ludziom zaczyna grozić niebezpieczeostwo. Borlú musi przekroczyć granicę niepodobną do żadnej innej i wyruszyć do jedynego miasta na Ziemi, które jest równie dziwne jak to, w którym mieszka…

Powieść nagrodzona „Arthur C. Clarke Award 2010” oraz „Hugo Award 2010”.
1 ... 36 37 38 39 40 41 42 43 44 ... 85
Перейти на страницу:

Minąłem Most Wahida, mając tory kolejowe po lewej. Przyjrzałem się rzece, która tutaj nosiła nazwę Shach-Ein. Czy woda przeplatała się sama ze sobą? Gdybym był w Besźel, jak ci niedostrzegalni przechodnie, widziałbym teraz rzekę Colinin. Z Hiltona do Bol Ye’an było dość daleko, godzina drogi ulicą Ban Yi. Zdawałem sobie sprawę, że mijam świetnie mi znane przeplotowe, besźańskie ulice, z reguły o charakterze zupełnie odmiennym niż ich ulqomańskie miejscowtóry. Przeoczałem je, ale wiedziałem, że zaułki odchodzące od ulqomańskiej ulicy Modrass znajdują się wyłącznie w Besźel, a zakradający się do nich ukradkiem mężczyźni to klienci najtańszych besźańskich prostytutek. Same dziwki — gdybym ich nie przeoczył — wyglądałyby jak widma w minispódniczkach, ledwie dostrzegalne w besźańskim mroku. Gdzie były ulqomańskie burdele? Z jakimi okolicami w Besźel sąsiadowały? Kiedyś, na początku pracy w policji, pracowałem przy ochronie festiwalu muzycznego w przeplotowym parku. Bardzo wielu widzów było naćpanych i masowo uprawiało seks publicznie. Ja i mój partner nie mogliśmy powstrzymać wesołości, gdy ulqomańscy przechodnie, których staraliśmy się nie zauważać — musieli w swej wersji parku ostrożnie przechodzić nad pieprzącymi się parami, skrzętnie je przy tym przeoczając.

Zastanawiałem się, czy nie pojechać metrem. Nigdy tego nie robiłem — w Besźel nic takiego nie mamy — ale spacer był bardzo przyjemny. Słuchałem ulicznych rozmów, by wprawiać się w illitańskim. Widziałem, jak grupki tubylców przeoczają mnie z uwagi na strój i postawę ciała, a potem z opóźnieniem zauważają odznakę gościa i dostrzegają mnie. Pod salonami gier automatycznych, z których dobiegały głośne dźwięki, zbierali się młodzi ulqomanie. Widziałem zapory balonowe, małe, pionowo ustawione sterowce uwięzione w labiryncie stalowych lin. Kiedyś chroniły miasto przed atakiem z powietrza, ale od wielu dziesięcioleci były już tylko kiczowatym wyrazem architektonicznej nostalgii. W dzisiejszych czasach wieszano na nich reklamy.

Rozległa się syrena, którą pośpiesznie przeoczyłem. Po chwili minął mnie radiowóz besźańskiej policzai. Skupiłem uwagę na tubylcach, którzy szybko i bez żadnego wyrazu na twarzy schodzili mu z drogi. To był najgorszy rodzaj wtargu. Zaznaczyłem na planie Bol Ye’an. Zastanawiałem się, czy przed wyjazdem do Ul Qomy nie wybrać się do jego miejscowtóra, okolicy Besźel położonej w fizycznej bliskości, by dostrzec kącikiem oka przeoczone wykopaliska, ale nie chciałem podejmować takiego ryzyka. Nie wybrałem się nawet na ich pobrzeże, gdzie ruiny i park w paru miejscach przechodzą w Besźel. Ludzie u nas mówili, że nie ma tam nic ciekawego, podobnie jak w większości historycznych miejsc, ponieważ naprawdę interesujące zabytki niemal bez wyjątku znajdują się na ulqomańskiej ziemi.

Minąłem stary gmach, ulqomański, ale w europejskim stylu, i — ponieważ starannie zaplanowałem trasę — spojrzałem w dół zbocza wzdłuż ulicy Tyan Ulma. Usłyszałem w oddali — nim sobie uświadomiłem, że muszę go przeoczyć — dzwonek odległego o niespełna kilometr tramwaju, przejeżdżającego przez ulicę za granicą, w mieście, gdzie się urodziłem, a potem zobaczyłem wypełniający równinę u końca ulicy półksiężyc parku i ruiny Bol Ye’an.

Park był otoczony płotem, ale z góry mogłem zobaczyć znajdujący się po drugiej stronie teren. Porastały go drzewa i kwiaty, niektóre części były dzikie, inne wypielęgnowane. Na północnym końcu znajdowały się przypominające na pierwszy rzut oka pustkowie ruiny. Wśród krzaków gdzieniegdzie widziało się kamienie zniszczonych świątyń, pokryte płótnem łączącym ze sobą wielkie namioty oraz budynki z prefabrykatów. W niektórych paliły się jeszcze światła. Na ziemi widziałem ślady prac, ale większość wykopów kryła się pod mocnymi namiotami. Na zwiędłą, zimową trawę padał blask latarń. Niektóre jednak były zepsute i nie rzucały nic oprócz cienia. Widziałem chodzące wokół postacie strażników strzegących zapomnianych, a potem odkopanych wspomnień.

W niektórych miejscach park i same wykopaliska przechodziły bezpośrednio w gruzy i chaszcze, w większości leżące w Ul Qomie, choć nie zawsze. Mogłoby się zdawać, że napierają one na ruiny, na samą historię. Wykopaliskom Bol Ye’an został może z rok, nim wymogi wzrostu miasta je zdławią. Pieniądze przebiją się przez granicę z płyt wiórowych i blachy falistej, a potem, przy akompaniamencie oficjalnych wyrazów żalu nad tą smutną koniecznością, w Ul Qomie powstanie kolejny kwartał biurowców — przeszyty wstawkami Besźel.

Znalazłem na planie drogę biegnącą z Bel Ye’an do biur Uniwersytetu Ulqomańskiego i zajmowanych przez Katedrę Archeologii Uniwersytetu Księcia Walii.

— Hej — usłyszałem nagle czyjś głos. To był funkcjonariusz militsyi trzymający dłoń na rękojeści broni. Drugi przystanął krok za nim.

— Co pan tu robi?

— Interesuję się archeologią.

— Bez jaj. Kim pan jest?

Poruszył palcami, domagając się dokumentów. Kilku przeoczających nas besźańskich pieszych przeszło na drugą stronę ulicy, zapewne nieświadomie. Niewiele rzeczy budzi większy niepokój niż zagraniczne kłopoty tuż obok nas. Było już późno, ale w pobliżu znajdowała się też garstka ulqoman, którzy nawet nie udawali, że nas nie słuchają. Niektórzy nawet się zatrzymali, żeby się przyjrzeć.

— Jestem…

Podałem im dokumenty.

— Tye Adder Borlo.

— Mniej więcej.

— Z policji?

Funkcjonariusze i gapie spojrzeli na mnie ze zdumieniem.

— Wasza militsya zaprosiła mnie jako konsultanta pomagającego w międzynarodowym śledztwie. Sugeruję, by skontaktował się pan ze starszym detektywem Dhattem z Wydziału Morderstw.

— O kurwa.

Oddalili się, by naradzić się poza zasięgiem mojego słuchu. Jeden z nich wysłał jakiś komunikat przez radio. Było za ciemno, bym mógł zrobić zdjęcia Bol Ye’an swą tanią komórką. Nozdrza wypełnił mi intensywny zapach jakiejś sprzedawanej na ulicy potrawy. Najwyraźniej to właśnie była najbardziej typowa woń Ul Qomy.

— Wszystko w porządku, inspektorze Borlú — oznajmił jeden z nich i oddał mi dokumenty.

— Przepraszamy — dodał drugi.

— Nie ma sprawy. — Czekali na więcej z poirytowanymi minami. — I tak już wracam do hotelu.

— Odprowadzimy pana, inspektorze — oznajmili i nie dali się przekonać do zmiany zdania.

Dhatt przyjechał po mnie rano i nie powiedział nic poza zdawkowymi uprzejmościami, gdy zastał mnie w jadalni, pijącego „tradycyjną ulqomańską herbatę” ze słodką śmietanką i jakąś nieprzyjemną przyprawą. Dopiero kiedy wsiedliśmy do samochodu i ruszył jeszcze szybciej i gwałtowniej niż jego kierowca wczoraj, usłyszałem od niego:

— Lepiej by było, gdybyś tam wczoraj nie chodził.

* * *

Większość wykładowców i studentów Uniwersytetu Księcia Walii, uczestniczących w ulqomańskim programie archeologicznym, przebywała w Bol Ye’an. Dotarłem tam po raz drugi w ciągu niespełna dwunastu godzin.

— Nie umówili nas na spotkanie — wyjaśnił Dhatt. — Rozmawiałem z profesorem Rochambeaux, kierownikiem projektu, i on się nas spodziewa, ale resztę będziemy musieli jakoś łapać.

1 ... 36 37 38 39 40 41 42 43 44 ... 85
Перейти на страницу:
0
Сюжет
  • 1
  • 2
  • 3
  • 4
  • 5
  • 6
  • 7
  • 8
  • 9
  • 10
0
Атмосфера
  • 1
  • 2
  • 3
  • 4
  • 5
  • 6
  • 7
  • 8
  • 9
  • 10
0
Главный герой
  • 1
  • 2
  • 3
  • 4
  • 5
  • 6
  • 7
  • 8
  • 9
  • 10
0
Общее впечатление
  • 1
  • 2
  • 3
  • 4
  • 5
  • 6
  • 7
  • 8
  • 9
  • 10
Итоговая оценка: 0.0 из 10 (голосов: 0 / История оценок)