Niebezpieczny Krok
- Автор: Бэлоу Мэри
- Язык: польский
- Жанр: Современные любовные романы
Электронная книга - «Niebezpieczny Krok». Краткое содержание книги:
Wraz z Melanie odwiedziła lady Mowbury i rozmawiała z Audrey o zbliżającym się weselu. Wybrała się też z Justinem na przejażdżkę po parku.
Dwa dni przed ślubem pojechała z Melanie i Bertiem na kolację do Hermione i Basila. Bała się tego spotkania, lecz oboje przyjęli ją bardzo uprzejmie, choć bez wylewności. W trakcie wieczoru Basil wziął ją na stronę i oznajmił, że zamierza raz na kwartał wypłacać jej pewną sumę, ponieważ czuje się odpowiedzialny za wdowę po swoim bracie. Gdy próbowała protestować, nie ustąpił. Wyjaśnił, że omówili to z Hermione i wspólnie doszli do wniosku, iż tego by chciał Oscar. Christine zrozumiała, jakie to dla niego ważne, i już nie oponowała.
Kiedy się żegnali, Hermione pocałowała powietrze przy jej policzku i poddała się serdecznemu uściskowi szwagierki.
Zawarli więc coś w rodzaju pokoju. Christine była zadowolona, zwłaszcza że bratankowie Oscara powitali ją z entuzjazmem, jakby nigdy nie przestała być ich ulubioną ciotką.
Cieszyła się, że przyjechała do Londynu na ślub Audrey. Jej radość nie osłabła nawet wtedy, gdy weszła do kościoła Świętego Jerzego przy Hanover Square i zauważyła, że zaproszono mnóstwo gości także spoza rodziny. Na szczęście miała na sobie najładniejszą ze świeżo kupionych sukni i przybyła w towarzystwie Hermione, Basila i ich synów.
Dopiero kiedy spojrzała, by sprawdzić, cóż to za dżentelmen był na tyle ważny, że posadzono go przed wicehrabią Elrickiem, jego żoną i kuzynami panny młodej, zmartwiała. Rozpoznała bowiem księcia Bewcastle'a.
Powiedzieć, że poczuła się wytrącona z równowagi, byłoby eufemizmem. Ogarnęła ją panika. Niewiele brakowało, a zerwałaby się z ławki i rzuciła do wyjścia, czym na pewno wystawiłaby się na pośmiewisko. Opanowała się jednak i szybko odwróciła wzrok, gdy na chwilę ich spojrzenia się spotkały. Potem nie widziała nic ze ślubu Audrey i Lewisa, choć odbywał się tuż przed jej oczami.
Widziała tylko dumną, wyprostowaną sylwetkę Bewcastle'a. Wróciły wspomnienia okropnych dwóch tygodni w Schofield, tamtego ostatniego wieczoru nad jeziorem i wizyty księcia w Hyacinth Cottage dziesięć dni później.
Nawet przez moment nie przyszło jej do głowy, że on może być na ślubie Audrey. Gdyby wiedziała, jej noga nie postałaby w Londynie.
Po ślubie zupełnie nie zwracała uwagi ani na pięknie przystrojoną salę balową, ani na wspaniałe śniadanie. Pamiętała tylko, że uśmiechała się zbyt promiennie do hrabiego Kitredge'a i rozmawiała z nim ze zbytnim ożywieniem. Zdołała odzyskać równowagę w trakcie posiłku i nie spuszczała wzroku, ilekroć napotkała spojrzenie księcia. Tak czy inaczej, był to jeden z najbardziej nieprzyjemnych dni w jej życiu.
Gdy Bewcastle wreszcie wyszedł, poczuła ogromną ulgę.
Potem przez resztę dnia była przygnębiona i choć cały czas śmiała się, żartowała i tryskała humorem, nie mogła się doczekać, kiedy wróci z Melanie i Bertiem do ich domu i zamknie się bezpiecznie w swej sypialni.
Myślała, że przez tych sześć miesięcy, które minęły od ich ostatniego spotkania, zupełnie zapomniała o księciu. Wstrząsnęła nią własna reakcja na jego widok. Ależ była głupia. Jak mogła przypuszczać, że zbliżenie z nim tamtej nocy nad jeziorem będzie czymś, co przeżyje tylko powierzchownie i łatwo zapomni? Lecz czy teraz zareagowałaby inaczej, gdyby tamto się nie stało? I gdyby on nie wrócił po dziesięciu dniach, by zaproponować jej małżeństwo?
Nie wiedziała. Nie mogła zrozumieć, dlaczego tak ją ciągnie do mężczyzny, który po prostu nie jest atrakcyjny. Owszem, przystojny, ale nie atrakcyjny. A przynajmniej nie dla niej.
To zresztą nie miało znaczenia. Wróci do domu po weselu i znów postara się o nim zapomnieć. Jeśli zaangażowała się uczuciowo bardziej, niż sądziła, mogła mieć pretensję tylko do siebie. Nikt jej nie zmuszał, by spacerowała z księciem aleją szczodrzeńców. Nikt jej nie kazał iść z nim nad jezioro.
Melanie zamierzała przyjechać do Londynu na ślub, wrócić do Schofield i ponownie zjechać do stolicy, już bez Christine, dopiero po Wielkanocy, gdy zacznie się sezon. Niespodziewanie zmieniła plany.
– W mieście jest więcej osób niż zwykle o tej porze roku – powiedziała przy śniadaniu nazajutrz po weselu. – Codziennie otrzymuję zaproszenia na spotkania, których nie chciałabym przepuścić. Poza tym czuję, że to mój obowiązek bywać jak najczęściej, bo o tej porze roku gospodarze nie mogą liczyć na tłum gości. Szkoda by było wracać, nie wykorzystując okazji, żeby się dobrze zabawić. Nie chcę też pozbawiać Bertiego jego klubów.
Bertie przekroił soczysty befsztyk i wymamrotał coś pod nosem. Do perfekcji opanował reagowanie w ten sposób na jakąkolwiek sugestię żony. Christine przypuszczała, że dzięki temu uwolnił się od konieczności słuchania tego, co mówiła.
– A ty właśnie sprawiłaś sobie nowe suknie i wyglądasz, jakby ubyło ci połowę lat – ciągnęła Melanie. – Po prostu musisz się w nich pokazać. Mama i Justin będą rozczarowani, jeśli wyjedziemy. Hector też, o ile tylko zauważył, że w ogóle przyjechaliśmy. Poza tym hrabia Kitredge szaleńczo się w tobie zadurzył i lada moment ci się oświadczy. Wiem, że nie chciałabyś męża o trzydzieści lat starszego i z potężną tuszą, nawet mimo gorsetu, ale obserwowanie, jak o ciebie zabiega, będzie nader zabawne. I nie przyniesie ci ujmy, jeśli przyjrzy się temu wytworne towarzystwo, a przynajmniej ta jego część, która już zjechała do miasta.
Christine otworzyła usta, by odpowiedzieć, ale Melanie nie pozwoliła sobie przerwać.
– Zostaniemy jeszcze tydzień – oznajmiła. Odstawiła filiżankę i przykryła ręką dłoń przyjaciółki. – Będziemy zajęte od południa do późnej nocy i świetnie się zabawimy. Spędzimy w mieście cały tydzień, a właściwie dwa, jeśli liczyć ten przed weselem. Będzie cudownie. Co ty na to? Zgódź się. Powiedz „tak”.
Christine uświadomiła sobie, że nie może odmówić. Przyjechała tu powozem baronostwa Renable'ów i była gościem w ich domu. Jak mogłaby im dyktować, kiedy mają wracać na wieś? Mogłaby wprawdzie wrócić do domu dyliżansem pocztowym, wiedziała jednak, że gdyby tylko coś takiego zasugerowała, Melanie dostałaby ataku histerii i pewnie obraziłaby się nie na żarty. Może nawet Bertie zdobyłby się na to, by powiedzieć jej kilka słów do słuchu.
Ale cały tydzień w wytwornym towarzystwie? Przerażająca myśl. Choć z drugiej strony to tylko siedem dni. Już w Schofield słyszała, że książę Bewcastle unika większości imprez towarzyskich. Czy to nie lady Sarah Buchan mówiła, że nie widziała go przez całą wiosnę, a przecież musiała bywać na wszelkich liczniejszych spotkaniach, skoro dopiero co debiutowała w towarzystwie? Ona sama również nigdy go nie spotkała w ciągu siedmiu lat swojego małżeństwa.
– Jeśli naprawdę chcesz zostać, to ja też muszę – oświadczyła.
Melanie trzepnęła ją po dłoni.
– To nie jest odpowiedź – rzuciła. – Tu nie ma żadnego „muszę”. Jeśli chcesz jechać do domu, to pozbawimy Bertiego wizyt w klubach i wrócimy. Ale pojutrze ominie nas wieczorek u lady Gosselin, a to moja bliska przyjaciółka i pewnie się na mnie rozzłości, że wyjechałam przed jej wieczorkiem. I stracimy…
– Melanie. – Christine spojrzała na przyjaciółkę. – Z radością przyjmę twoją gościnę i zostanę jeszcze tydzień.
– Wiedziałam, że się zgodzisz – zawołała rozpromieniona Melanie i ścisnęła ją za ręce. – Bertie, kochanie, będziesz mógł pochodzić do klubów i na aukcje koni u Tattersalla. I pograsz w karty u lady Gosselin, bo tam stawki są na tyle wysokie, że pewnie się skusisz.