Las Ma Wiele Oczu
- Автор: Сандему Маргит
- Язык: польский
- Жанр: Современные любовные романы
Электронная книга - «Las Ma Wiele Oczu». Краткое содержание книги:
Armas jednak zatrzymał się w drzwiach.
– Co ci się w tej lasce wydawało obce? – zapytał sucho.
Rustan nie bardzo znajdował odpowiedź, marszczył czoło, próbował sobie uświadomić, jak to było. Na rączce miała coś jakby ostry kant, a przedtem niczego takiego nie było…
Armas głęboko wciągnął powietrze.
– Mógłbyś stwierdzić, że to była inna laska?
– Nie… Owszem… Kiedy teraz o tym myślę. Nigdy przedtem nie przyszło mi to do głowy.
Pielęgniarka ponaglała.
– Bardzo mi przykro, ale musimy przygotować pacjenta do podróży dziś wieczorem.
– Oczywiście! – Armas wziął Irsę za rękę. – Chodźmy. Teraz ty będziesz musiała przeczesać dobrze swoją pamięć. Gdzie wyrzuciłaś tę laskę?
Pociągnął ją za sobą. Irsa odwróciła się, żeby powiedzieć do widzenia Rustanowi.
– Teraz muszę już iść…
Nie dokończyła, bo energiczny komisarz wyprowadził ją na korytarz. Ale Rustan zrozumiał.
– Do zobaczenia! – krzyknął.
– Do zobaczenia, miejmy nadzieję, że wkrótce się zobaczymy naprawdę.
ROZDZIAŁ XII
Na ulicy komisarz Vuori powtórzył pytanie:
– Gdzie wyrzuciłaś tę laskę?
– Och, pewnie już dawno temu została znaleziona – odparła Irsa. – Gdzie to było? Staliśmy wtedy na brzegu, na wyspie, kiedy mieliśmy ułożyć Rustana w łodzi policyjnej. Viljo powiedział: „Pomóż nam. Wyrzuć nareszcie tę połamaną laskę i przytrzymaj tutaj”, albo coś w tym rodzaju. No i ja posłuchałam.
– Wyrzuciłaś laskę na brzeg?
– Nie.
– Wrzuciłaś ją do jeziora?
– Nie. Poczekaj, niech się zastanowię. Nosze… Trzymałam, o tak… O mój Boże, ja tę laskę wrzuciłam do łodzi!
– Do łodzi? W takim razie powinna tam nadal leżeć. Prośmy teraz wszystkich świętych, by tak było, by żaden niedomyślny policjant nie wyrzucił jej na śmieci! Albo by ktoś, kto jej szukał, nie zabrał jej po kryjomu, a to jest, niestety, najbardziej prawdopodobne.
– Nie, zaczekaj! – zawołała Irsa i pobiegła do samochodu, – Ja ją przecież wyjęłam… tak mi się zdaje…
– Kiedy wychodziliśmy na ląd?
– Tak. Przepraszam cię, nie potrafię przypomnieć sobie szczegółów, bo wszystko, o czym wtedy byłam w stanie myśleć, to zdrowie Rustana.
– No to zastanów się teraz – ponaglał Armas. – Sprawa jest naprawdę bardzo ważna, chyba rozumiesz!
Owszem, zaczynała się domyślać, do czego policjant zmierza, podążała tokiem jego rozumowania. Vuori starał się przypomnieć jej sytuację.
– Dzwoniliśmy po ambulans, pamiętasz. I karetka pojawiła się rekordowo szybko. Do tego czasu ty byłaś przy Rustanie, a ja kazałem ci przesiąść się do mojego samochodu. Tam czekałaś…
– Tak! – zawołała. – Tak! Wsunęłam laskę pod przednie siedzenie!
Armas spoglądał na nią z niedowierzaniem.
– Chcesz powiedzieć, że leżała tam przez cały czas?
– I samochód był zamknięty?
– Oczywiście. Nikt nie byłby w stanie się do niego dostać.
W gorączkowym pośpiechu otworzył auto.
Złamana laska leżała za siedzeniem kierowcy. W miejscu złamania tkwiło coś bardzo dziwnego.
– Widziałaś coś podobnego? – mruczał Vuori. – Jeśli się nie mylę, to mamy tu szkic jednego z wielkich wynalazków Rustana Garpa seniora!
Irsa próbowała zebrać myśli.
– Rustan został wykorzystany jako nieświadomy kurier do przenoszenia tajnych dokumentów…
– Masz czas, żeby pojechać ze mną do komisariatu? – przerwał jej Armas.
– Mam dość czasu na co tylko chcesz.
W milczeniu, każde pogrążone w swoich myślach, dotarli na policję i w towarzystwie kilku innych policjantów zajęli się oględzinami laski. Miała ona na rączce niewidoczną szczelinę. To kant tej szczeliny nieprzyjemnie uwierał dłoń Rustana.
Armas ostrożnie wyciągnął zwój cieniuteńkiego papieru i rozwinął go na biurku.
– Owszem, zgadza się, to są wynalazki Garpa.
– Tak jest – potwierdził jeden z policjantów. – Mamy tu pomniejszoną kopię fotograficzną projektu.
– Ale jakim sposobem to wszystko znalazło się w lasce Rustana? – zastanawiał się Armas. – Te plany są przecież bardzo pilnie strzeżone. Znajdują się w bankowym skarbcu w mieście.
Irsa wtrąciła przejęta:
– Z pewnością kopie znajdują się w banku, ale ja wiem też, że w rezydencji na wyspie znajduje się specjalny pokój z ogniotrwałymi kasami, w których przechowuje się oryginały. Sam Rustan mi o tym mówił.
– Kto ma klucz do tego pokoju?
– Pomieszczenie zamykane jest na kodowy zamek, a kod zna tylko Rustan. Zapis kodu, zamknięty na klucz, znajduje się w jego pokoju i nikt nie ma do niego dostępu. Rustan nalegał, żeby tylko on się mógł tym opiekować, bo to jego jedyny związek ze zmarłym ojcem.
– Ale przecież on jest niewidomy? Każdy członek rodziny mógł wziąć klucz i odczytać kod.
– On zawsze ma ten klucz przy sobie – stwierdziła Irsa. – Nosi go na szyi, sama widziałam.
Zarumieniła się i urwała, ale żaden z mężczyzn zdawał się tego nie zauważać.
Armas był zamyślony. Stał przy oknie i oglądał znalezisko na wszystkie strony.
– Tak, to nam otwiera całkiem nowe perspektywy! Muszę natychmiast pomówić z Rustanem!
Zatelefonował do szpitala, ale Rustan znajdował się w laboratorium, bo trzeba było wykonać mnóstwo różnych badań przed jutrzejszą operacją.
Irsa słyszała, że Vuori prosił pielęgniarkę, by zapytała Rustana, kto mógł się dostać do tajnego pomieszczenia w domu albo zdobyć kod do jego drzwi.
Nastąpiła długa przerwa, po czym pielęgniarka odezwała się ponownie i powiedziała komisarzowi coś, czego Irsa nie mogła usłyszeć.
– Nikt? – powtórzył Vuori. – Nikt oprócz samego Rustana? Dziękuję, już nie będę więcej przeszkadzał. Proszę go bardzo serdecznie pozdrowić! Miałaś rację – oznajmił, odkładając słuchawkę. – Rustan ma zawsze klucz przy sobie. A poza tym on sypia bardzo czujnie, natychmiast by zauważył, gdyby do pokoju ktoś wszedł. Nikt też nie wiedział dotychczas, gdzie Rustan klucz przechowuje. Tak mówił Rustan.
W zamyśleniu komisarz znowu podjął słuchawkę i wykręcił jakiś numer.
– Czy to strażnik na wyspie? Czy Viljo Halonen już wrócił? Aha, właśnie jest u pana? To świetnie się składa.
Kolejna przerwa.
– Cześć, Viljo! Czy mógłbyś mi powiedzieć, jak to było z tymi atakami bólów głowy u Rustana? Czy one były bardzo silne? Aha. Tak że musiał się zawsze położyć? Utrata przytomności? Rozumiem. Czy ktoś z rodziny się wtedy nim opiekował? Nie chciał, żeby mu przeszkadzać? Tak, tak, rozumiem. Dziękuję ci bardzo. Nie, nic specjalnego, miejmy nadzieję, że po operacji te ataki również ustąpią.
Irsa przyglądała mu się z drżącymi wargami, on jednak udawał, że jej nie widzi. Patrząc w okno podszedł do swego biurka i usiadł.
– Jeśli dobrze zrozumiałam to wszystko – powiedziała Irsa niepewnie. – Jeśli dobrze zrozumiałam, to ktoś zamienił laskę Rustana na taką, która ma skrytkę, i chciał przy jego pomocy wywieźć z kraju plany starego pana Garpa. Na wyspie obowiązują bardzo surowe przepisy aż do kontroli osobistej, ale nikt by przecież nie podejrzewał niewidomego Rustana, który na dodatek jest właścicielem tego wszystkiego. Czy też, dokładniej biorąc, był właścicielem. Miał wywieźć plany z kraju, zabrać je ze sobą do Sztokholmu, gdzie czekali ci dwaj agenci. Mam rację?
– Myślę, że tak, ale wniosków nie można zbyt pospiesznie formułować. I najpierw musimy się zastanowić nad tym, kto tu jest głównym winowajcą. Kto mógł mieć dostęp do klucza?