Las Ma Wiele Oczu
- Автор: Сандему Маргит
- Язык: польский
- Жанр: Современные любовные романы
Электронная книга - «Las Ma Wiele Oczu». Краткое содержание книги:
To może dziwne, ale Irsa zasnęła natychmiast, gdy tylko znalazła się w hotelowym łóżku.
Komisarz Vuori zdawał się niezwykle spięty, kiedy odbierał ją o umówionej godzinie.
– Coś się stało? – zapytała już w drodze do szpitala.
– I to dużo – rzekł krótko. – Znaleźliśmy dzisiaj naprawdę niewiarygodny trop. O to właśnie chodzi.
Irsa czekała dłuższą chwilę, ale żadne bliższe wyjaśnienia nie nastąpiły.
– Dowiedziałeś się czegoś nowego na temat Rustana?
Armas odetchnął głęboko.
– Dowiedziałem się. I są to wiadomości pozytywne! Otóż on się już obudził i okazało się, że widzi dość wyraźnie! Wstał i chodzi.
– Ale czy w tej sytuacji nie powinien leżeć? – zapytała niepewnie. – Co będzie, jeśli znowu mu się pogorszy?
– Wierz mi, lekarze wiedzą, co robią! Zostanie przewieziony do Helsinek i tam poddany operacji, sam profesor będzie go operował. Wtedy w czasie wybuchu w jego oczach coś się odkleiło, doktor powiedział co, ale nazywał to po łacinie, nie pojąłem ani słowa. Zaraz po wybuchu nikt tego nie zauważył, bo przecież Rustan przez kilka lat jeszcze widział. I nagle doszło do pogłębienia tego, że tak powiem, uszkodzenia i wtedy Rustan stracił wzrok. Już wtedy wszyscy uważali, że operacja to właściwie dość prosty zabieg. Ale on nie zgłosił się w odpowiednim czasie, stracił kolejkę, lata mijały i nic się nie działo. Dopiero teraz od tego ciosu w głowę coś tam znowu się przesunęło, tym razem w stronę właściwego miejsca, przynajmniej trochę. No, przedstawiłem ci to w bardzo uproszczony sposób, pewnie żaden lekarz by tego nie uznał, ale jest to coś w tym stylu.
– Rozumiem – rzekła Irsa.
Wysiedli przed szpitalem.
– Jeszcze jedno – powiedziała Irsa. – Czy to ty stukałeś do mojego pokoju dziś przed południem?
– Ja? Nic podobnego! Słyszałaś coś?
– Nie ja. Ja spałam. Ale sprzątaczka mówiła, że widziała kogoś, kto próbował otworzyć moje drzwi, szarpał klamką, ale zniknął natychmiast za rogiem, kiedy ona się ukazała na korytarzu.
– To był mężczyzna?
– Nie była tego pewna, bo na korytarzu panował mrok. W każdym razie ten ktoś miał na sobie długie spodnie.
Armas wyglądał na przestraszonego.
– Czyżby teraz i ciebie ktoś zaczynał tropić? Nie była to w każdym razie Edna, bo ona by raczej umarła, niż pokazała się w spodniach. Mam nadzieję, że zamknęłaś się na klucz? To dobrze. Numer pokoju z łatwością mogli znaleźć w książce hotelowej.
Zostali skierowani do pokoju dla odwiedzających i tam miał przyjść Rustan. Ale czekała ich niespodzianka: w pokoju była już Veronika, a towarzyszył jej Viljo. Stali pośrodku pokoju i rozmawiali.
– Nic nie mów o jego wzroku – mruknął Armas. – Oni o niczym nie wiedzą.
W tej samej chwili wszedł Rustan prowadzony przez pielęgniarkę. Krok w krok za nimi postępował policjant. Irsa poczuła, że robi jej się gorąco. Jakiż on przystojny! Wysoki, silnie zbudowany, o mocnych, wrażliwych rękach. I te jego czarne, smutne oczy! Przypomniała jej się poprzednia noc…
Zrobiła krok do przodu i wtedy wydarzyło się coś potwornego.
– Rustan! – zawołał Viljo, który stał najbliżej drzwi. – No i jak się masz?
Rustan rozjaśnił się w uśmiechu.
– Viljo! – odpowiedział i zatrzymał się przed Veroniką. – Irsa! Zawsze wiedziałem, że jesteś bardzo piękna! – wykrzyknął. – Wiedziałem!
Irsa jęknęła zdławionym głosem i chciała pójść za pierwszym impulsem, po prostu uciec z tego pomieszczenia, zostawić to wszystko. Armas trzymał ją jednak mocno za rękę, słyszała, że zaklął szpetnie pod nosem, i pojęła, że stoi po jej stronie.
Rustan zwrócił głowę ku niej i widziała, jak radość gaśnie na jego twarzy, jakby coś w nim umierało. Wypuścił Veronikę z objęć, powoli i z bólem, w jego oczach widziała pustkę.
– Na Boga, Rustan – wykrztusił Viljo. – Ty widzisz?
– On widzi! – krzyknęła Veronika. – On widzi! Mamo, Rustan widzi!
Irsa ruszyła ku drzwiom, ale Armas Vuori podbiegł do niej błyskawicznie i nie pozwolił jej wyjść.
– Co wy tu, do licha, robicie? – syknął z wściekłością. – Halonen, dlaczego ją tu przyprowadziłeś?
Viljo stał kompletnie oszołomiony, nie wiedząc, co począć.
Łzy przesłoniły Irsie wzrok. Widziała, że Rustan idzie ku niej chwiejnym krokiem, i starała się coś do niego powiedzieć, ale z jej gardła wydobył się jedynie żałosny pisk.
– Tak się cieszę z twojego powodu, Rustan – wybąkała w końcu. – Tak się cieszę…
I teraz, kiedy Armas już jej nie przytrzymywał, nie była w stanie dłużej znosić tego wszystkiego, wybuchnęła głośnym płaczem. Wybiegła z pokoju. Słyszała jeszcze tylko zrozpaczony głos Rustana:
– O Boże, nie możesz mi tego zrobić! Nie możesz być taki okrutny!
ROZDZIAŁ XI
Ktoś dogonił ją na korytarzu i złapał za rękę.
– Irsa! Zaczekaj!
Przystanęła bezradna. Objął ją i przytulił mocno, wstrząsana płaczem stała przy nim bez słowa, z twarzą wtuloną w jego marynarkę.
– No, no, już dobrze – powtarzał uspokajająco. – Musisz po prostu wrócić do własnego życia, zapomnieć o tym. Veronika zawsze go fascynowała, ale przecież sądził, że jest jego siostrą.
– Nieprawda On już od dawna wiedział, że nie jest.
– Rzeczywiście? Nigdy bym nie pomyślał. No nic, a teraz w końcu dowiedział się, jaka ona jest piękna, i myślę, ze oboje pragną poznać się nieco bliżej. Irsa, ja…
– Tak? Co chciałeś powiedzieć?
Viljo wahał się przez chwilę.
– Ze względu na Rustana trzymałem się dotychczas na uboczu. Ale… Ja jestem tobą zainteresowany od pierwszej chwili, kiedy cię tylko zobaczyłem.
Irsa zdołała powstrzymać gwałtowny protest. Jak on może mówić o tym w takiej chwili?
Powoli się uspokajała. A może Viljo mówi prawdę? Nie, to przecież nie do pojęcia, a poza tym jej własne uczucia…
Z wielką ulgą powitała Armasa Vuori, który przerwał tę niezręczną rozmowę i poprosił, by wrócili z nim do pokoju.
Irsa poszła z największą niechęcią. Ocierała po drodze oczy i próbowała jakoś doprowadzić się do porządku, potem kilkakrotnie głęboko wciągnęła powietrze i była gotowa ponownie spotkać Rustana. No, powiedzmy, niemal gotowa. Wciąż czuła się boleśnie zraniona.
Rustan podszedł do niej natychmiast i ujął jej rękę.
– Irso, w jaki sposób mógłbym…
Przerwał mu jednak Armas. Przedtem już odesłał gdzieś Veronikę w towarzystwie policjanta, teraz skierował za nią również Halonena. Irsę i Rustana zabrał ze sobą do jakiegoś gabinetu po drugiej stronie korytarza. Irsa zwróciła uwagę, że towarzyszy im sanitariusz i nie znany jej policjant, zastanawiała się więc, jakie to tajemnice zostaną im ujawnione.
W oczach Armasa dostrzegała niezwykły blask, policjant szedł lekkim, szybkim krokiem, jakby oczekiwał czegoś wyjątkowego.
Ona jednak wciąż była jak ogłuszona rozczarowaniem, jakie dane jej było przeżyć. W głębi duszy wciąż najbardziej bała się właśnie tego, że nie zdoła się opanować w obecności Rustana. Nie ulegało wątpliwości, że Rustan czuje się zawiedziony i gorzko żałuje swojej miłosnej historii z Irsą. Nie wierzyła, że to Veronika wywarła na nim takie piorunujące wrażenie, nie, on doznał po prostu zawodu na widok Irsy. To jej wygląd jest wszystkiemu winien. I nic nie mogło już pomóc, że teraz, kiedy szli korytarzem, wciąż trzymał jej ramię i co chwila mocno je do siebie przyciskał w jakiś żałosny, smutny sposób. Rustan zawsze zachowywał się po rycersku, więc i teraz nie umiał jej tak po prostu zostawić. Ale ona widziała wyraz jego oczu, kiedy wołał: „O Boże, jak możesz być taki niemiłosierny?”, co należało rozumieć: „By postawić na mojej drodze kogoś tak nic nie wartego…”