Las Ma Wiele Oczu
- Автор: Сандему Маргит
- Язык: польский
- Жанр: Современные любовные романы
Электронная книга - «Las Ma Wiele Oczu». Краткое содержание книги:
– To przecież nie była wasza wina – wtrąciła zaskoczona.
– Bezpośrednio nie. Ale on był z nas najmłodszy, a to my wymyśliliśmy te wybuchy. Oczywiście, nie mogliśmy przewidzieć wszystkiego, a on był zbyt niecierpliwy i za szybko wybiegł do przodu, ale wiesz, po czymś takim człowiek ma zawsze wyrzuty sumienia, czuje się winny…
– Tak, rozumiem.
– Chciałbym ci też powiedzieć, że ci dwaj, którzy was ścigali i zginęli potem w wypadku koło Trysil w Norwegii, zostali potem zidentyfikowani. Od tego wieczora, kiedy zepchnęli Hansa Lauritssona w przepaść, mieszkali w pobliskim hotelu. Byli to Szwedzi ze Sztokholmu, jeden z nich urodził się w USA, ale ich nazwiska nie mówią nam absolutnie nic, w ogóle nie pasują do całej tej historii.
– A co pasuje?
– To na razie są tylko teorie, na nic nie ma żadnych dowodów i szczerze mówiąc, nie wyobrażam sobie, jak je zdobędziemy. Ale uważam, że Rustan w dalszym ciągu znajduje się w niebezpieczeństwie. Musimy spróbować przemycić go jakoś z wyspy na ląd.
– Z wielką radością! – zawołała Irsa, bo to potwierdzało jej własne obawy co do bezpieczeństwa Rustana. – Ale jak go stamtąd zabrać? Wyspa jest przecież jego domem, nie można go zmuszać, by z niej po kryjomu uciekał.
– Nie, oczywiście, że nie.
W ciągu dnia zerwał się wiatr i powierzchnię jeziora pokryła piana. Irsa bała się trochę, ale Vuori najwyraźniej nie sądził, by wyprawa motorówką była w najmniejszej mierze niebezpieczna.
Zatrzymał samochód przy brzegu daleko od przystani. Tam czekał na nich jeszcze jeden policjant. Powitał Irsę milczącym ukłonem i w ogóle się nie odzywał. Zamknięty w sobie Fin z głębokich borów.
Szybka, cicha motorówka płynęła wzdłuż brzegu, dopóki pokryty lasem kraniec wyspy nie znalazł się za nimi. Wtedy Armas skierował łódź ku wyspie przez wodę tak wzburzoną, że Irsa poczuła ssanie w dołku.
Wkrótce znaleźli się w zacienionej zatoczce.
Kiedy szli przez gęsty sosnowy las, wiatr w koronach drzew szumiał niczym potężne, głucho brzmiące organy.
– W nocy będzie sztorm – oświadczył Armas Vuori spokojnie.
Naprawdę? pomyślała Irsa. Według niej sztorm szalał już od dłuższego czasu, a i noc zapadła co najmniej przed godziną. Nieoczekiwanie uświadomiła sobie, że ten milkliwy policjant całkiem po prostu mówi tylko po fińsku i dlatego się do niej nie odzywa. On i Armas wymieniali od czasu do czasu jakieś uwagi po fińsku właśnie.
– Dowiedzieliście się czegoś na temat Hansa Lauritssona? – zapytała.
– Są pewne dane na temat jego tożsamości, ale to wszystko na razie nie bardzo się ze sobą łączy. To morderstwo w Norwegii jest absolutnie niezrozumiałe.
– Więc nie sądzisz, że może chodzić o kidnaping?
– Nad tą teorią również pracujemy, ale tymczasem nie znaleźliśmy jeszcze niczego, co by ją potwierdzało.
Nic więcej powiedzieć nie chciał, więc Irsa musiała sama borykać się ze wszystkimi swoimi wątpliwościami, na które nie znajdowała odpowiedzi. Nie miała pojęcia, w jakim miejscu na wyspie się znajdują, ale Armas zdawał się znać tu każdy kamień.
– Uff – rzekła z drżeniem. – Rustan powiedział kiedyś, że las ma wiele oczu, i teraz rozumiem, co miał na myśli. Czuję się tak, jakby nas ktoś obserwował, czyjeś niewidzialne oczy.
– Bo też i jesteśmy obserwowani. Każdy ptak, każda wiewiórka siedząca na drzewie, śledzi nas teraz z uwagą. Sowy, lisy, wszystkie leśne zwierzęta przyglądają się nam przestraszone. Tak jest, las ma wiele oczu.
– Żeby tylko żaden człowiek się nam nie przyglądał, to już będę zadowolona.
– Nie, ludzie siedzą raczej w swoich… Cicho!
Zatrzymał się i chwycił ją za ramię. Wiatr wiał w ich stronę i przez jego głośny szum usłyszeli czyjś głos.
Rozpaczliwy, pełen skargi głos kobiecy. Bardzo się starali zrozumieć słowa.
– Rustan! Ratunku! – wołał głos. – To ja, Irsa! Chodź, pomóż mi!
ROZDZIAŁ X
– To przecież nie ja! – zaprotestowała Irsa, kiedy zaczęli biec. – Nie mam takiego idiotycznego głosu.
– Ktoś udaje ciebie – stwierdził Vuori. – I nie bardzo mu to wychodzi. Tędy! Wołanie dobiega z lasu!
– Może powinniśmy odpowiedzieć, żeby przestrzec Rustana?
– Nie, wiatr wieje ze złej strony, i tak by nas nie usłyszał.
Irsa potykając się biegła za policjantami. Wyspę pokrywał piękny sosnowy las, ale podłoże było nierówne, pełne dziur i zapadlisk, porośnięte mchem, po którym Irsa wciąż się ślizgała, zaczepiała też stopami o wystające korzenie, długie niczym olbrzymie węże.
Po chwili las stał się gęstszy.
– Teraz jesteśmy już w pobliżu domu – powiedział szeptem Armas. – Zatrzymamy się tutaj i posłuchamy.
Wszędzie panowała cisza. Irsa modliła się w duchu, by Rustan leżał teraz spokojnie we własnym łóżku.
Nagle jednak usłyszała jego głos. Bardzo blisko. Rustan miał tę przewagę nad innymi, że nocna ciemność nie sprawiała mu żadnych kłopotów. Poruszał się po wyspie równie pewnie jak w dzień.
– Irsa! – wołał i najwyraźniej oddalał się od nich. – Irsa, gdzie jesteś?
W jego głosie słychać było najwyższy niepokój, czy jej się co nie stało. I nagle, zanim zdążyli mu odpowiedzieć, rozległ się zdławiony, krótki krzyk, który natychmiast umilkł.
– Szybko – szepnął Vuori i ruszył w kierunku głosów, a Irsa i drugi policjant tuż za nim. Policjant zawołał coś głośno, bo zobaczył jakąś biegnącą postać, która przedzierała się przez las. Rzucił się też w tamtą stronę, natomiast Armas nakazał Irsie, by szukała Rustana.
– On jest tutaj! – krzyknęła i z jękiem opadła na kolana przed leżącym na ziemi mrocznym cieniem.
– Zajmij się nim! – polecił Armas i pobiegł za swoim kolegą. – Spróbujemy złapać przestępcę!
Na moment przemknęła jej przez głowę groteskowa myśl, że przed nią na ziemi leży ktoś inny i że to właśnie Rustan ucieka przez las, że to on jest tym głównym winnym, że popełnił jakieś nie znane jej przestępstwo, które próbował zrzucić na kogoś innego. Że wszystko się przemieszało w niezrozumiały sposób jak w jakimś makabrycznym śnie bez początku i bez końca.
Ale, oczywiście, na ziemi leżał Rustan. Ów biedny, nieszczęśliwy człowiek, który nie potrafi znaleźć żadnego oparcia w życiu.
Był przytomny. Jak na zwolnionym filmie uniósł rękę, potarł czoło i skulił się w wielkim bólu.
– Rustan! Och, najdroższy przyjacielu! Jak mogłeś wyjść z domu? To przecież nie ja wzywałam pomocy, jak mogłeś dać się tak oszukać?
Z oddali docierały do nich odgłosy pogoni. Irsa uniosła głowę Rustana, a z oczu nieustannie płynęły jej łzy.
Rustan protestował ruchem dłoni i zrozumiała, że nie powinna go ruszać, sprawiało mu to zbyt wielki ból. Ułożyła więc ostrożnie jego głowę na mchu i przytuliła się do niego.
Ściskała ręce Rustana, pragnąc wyrazić mu swoją miłość i troskliwość.
– Armas Vuori zaraz tu będzie – powtarzała cicho. – Zawieziemy cię do doktora Leino, on jest twoim przyjacielem. Czy bardzo jesteś ranny?
– To głowa… Dostałem silny cios… I bardzo mnie boli w dołku, nie mogę oddychać…
– Upadłeś na laskę – wyjaśniła, obejrzawszy go dokładniej. – Pewnie wbiła ci się między żebra. I oczywiście się złamała.
Rustan nie odpowiadał i Irsa wpadła w popłoch.
– Rustan, słyszysz mnie? – pytała niespokojnie.
– Tak, tak – odpowiedział z ogromnym wysiłkiem.
– Bogu dzięki – odetchnęła. – Czy wiesz, że to nie ja wzywałam pomocy? Byliśmy właśnie w drodze do ciebie… Przez las, żeby cię zabrać z wyspy, i usłyszeliśmy, jak ktoś udając mój głos próbuje cię zwabić, więc jak szaleni pobiegliśmy ci na ratunek. Ale ten ktoś biegł przed nami i zdążył chyba uciec.