Бесплатная библиотека
Читайте книгу на сайте или телефоне
READ-E-BOOK » Научная фантастика » Ślepowidzenie [Blindsight - pl]
Ślepowidzenie [Blindsight - pl] - Читать Любимую Русскую Полную Книгу 👉 Read-E-Book.com

Ślepowidzenie [Blindsight - pl]

Электронная книга - «Ślepowidzenie [Blindsight - pl]». Краткое содержание книги:

„Ślepowidzenie” w genialny sposób na nowo definiuje historię o pierwszym kontakcie. U Petera Wattsa obcy nie są ani cudacznie przebranymi ludźmi, ani kompletnie niezrozumiałymi czarnymi monolitami — są czymś nowym, o wiele bardziej bulwersującym, zmuszającym nas do wyciągnięcia dość nieprzyjemnych wniosków co do natury świadomości. Gdy przestaniesz o tym myśleć, poczujesz ciarki na plecach!
1 ... 34 35 36 37 38 39 40 41 42 ... 88
Перейти на страницу:

Taki szkicownik, uświadomiłem sobie. Interaktywna rekonstrukcja naocznej relacji, całkiem bez słów. Mózgowy program rozpoznawania wzorców w głowie Susan reagował na obrazy — nie, było ich więcej; nie, do góry nogami; tak, taki, tylko większy — a urządzenie Szpindla odczytywało te sygnały bezpośrednio z kory i w czasie rzeczywistym korygowało obraz. Był to milowy krok naprzód od niedorobionego półśrodka zwanego językiem. Ktoś, komu łatwo zaimponować, mógłby to nawet nazwać czytaniem w myślach.

Ale to nie było czytanie w myślach. Tylko sprzężenie zwrotne i korelacja. Żeby zmienić jeden wzór w kolejny, nie potrzeba telepaty. Na szczęście.

— Jest! Jest! — zawołała Susan.

Trójkąty dawno wyiterowały się w niebyt. Teraz ekran był pełen splecionych, asymetrycznych pięciokątów, jak sieć rybich łusek.

— I nie mów nam, że to przypadkowy szum — dodała triumfalnie.

— Nie — odparł Szpindel. — To jest stała Klüvera.

— Kogo?

— Halucynacja, Suze.

— No jasne. Ale ktoś ją nam podrzucił do głów, prawda? I…

— Ona tam siedzi cały czas. Od urodzenia.

— Nie.

— To artefakt zaszyty głęboko w mózgu. Nawet ślepi od urodzenia czasem je widzą.

— Tyle że nikt z nas wcześniej tego nie widział. Nigdy.

— No dobrze. Ale to nie zawiera żadnej informacji, nie? To nie mowa Rorschacha, to tylko… zakłócenia. Jak wszystko.

— Ale ja to widziałam tak wyraźnie. Nie jak te migotliwe rzeczy gdzieś na skraju pola widzenia, których tam było pełno. To było konkretne, trójwymiarowe. Bardziej realne niż rzeczywistość.

— No i właśnie, po tym widać, że nieprawdziwe. Ponieważ naprawdę tego nie widzisz, kiepska optyka oczu nie psuje ci rozdzielczości.

— Och — powiedziała James, a potem dodała cicho: — Cholera.

— Otóż to. Przykro mi. — Po czym: — Jak tylko będziesz gotowy.

Uniosłem wzrok; Szpindel kiwał na mnie. Z fotela wstała James, Michelle objęła go na chwilę, niepocieszona, a Sascha, mijając mnie, powlokła się do namiotu.

Zanim do niego dotarłem, rozłożył fotel w półleżankę.

— Połóż się.

Posłuchałem.

— Nie chodziło mi o Rorschacha, wiesz? Ja coś widziałem tutaj, przed chwilą. Jak tylko się zbudziłem.

— Podnieś lewą rękę — polecił. Potem: — Ej, ale tylko lewą.

Opuściłem prawą, skrzywiłem się, czując ukłucie.

— Trochę prymitywne masz metody.

Przyjrzał się trzymanej między kciukiem i palcem wskazującym probóweczce z krwią: drżącej rubinowej kropelce wielkości paznokcia.

— Do niektórych rzeczy mokra próbka jest niezastąpiona.

— Przecież wszystko powinna robić kapsuła?

Szpindel kiwnął głową.

— Powiedzmy, że to taka kontrola jakości. Niech statek uważa, co robi. — Upuścił kropelkę na najbliższy blat. Rozpłaszczyła się i pękła; powierzchnia wypiła ją, jak wysuszona. Szpindel cmoknął. — Podwyższone inhibitory cholinesterazy w retikulocytach. Mniam.

Z tego co wiedziałem, wyniki mojej krwi naprawdę mu smakowały. On ich nie czytał tak po prostu — czuł je dotykiem, węchem, wzrokiem, doświadczając każdej danej jak kropli soku z cytryny na języku. Cały subbęben BioMedu był dlań jedną z wielu protez: rozszerzonym ciałem z tuzinem sposobów postrzegania zmysłowego, zmuszonym do komunikacji z ciałem znającym ich tylko pięć.

Nic dziwnego, że ciągnęło go do Michelle. Też był prawie synestetykiem.

— Siedziałeś tam trochę dłużej niż reszta — zauważył.

— To coś znaczy?

Nerwowe wzruszenie ramionami.

— Może twoje organy bardziej się ugotowały. Może masz delikatniejszą konstrukcję. Kapsuła wykryłaby, gdyby coś się… kroiło… o!

— Co?

— Parę komórek w twojej mózgownicy wchodzi na wysokie obroty. I jeszcze trochę w pęcherzu i nerkach.

— Guzy?

— A co myślisz? Rorschach to nie gabinet odnowy biologicznej.

— Ale kapsuła…

Skrzywił się — jego wersja uspokajającego uśmiechu.

— Pewnie, reperuje dziewięćdziesiąt dziewięć i dziewięć procent uszkodzeń. Ale w rejonie tej ostatniej jednej tysięcznej działa już prawo malejących przychodów. To drobiazgi, komisarzu. Są spore szanse, że twoje ciało samo da sobie z nimi radę. A jeśli nie, to wiemy, gdzie mieszkają.

— Ale te w mózgu. One mogłyby powodować…?

— W życiu. — Przez chwilę ssał dolną wargę. — Ale to coś załatwiło nam nie tylko raka.

— Ja widziałem coś tutaj, w krypcie. Miało centralny korpus i wokół niego kończyny z wieloma stawami. Było wielkości człowieka, albo coś koło tego.

Szpindel kiwnął głową.

— Przyzwyczaj się do tego.

— Inni też je widzą?

— Wątpię. Każdy widzi swoje, tak jak… — wyraz jego wykrzywionej skurczem twarzy mówił: „Ośmielę się to powiedzieć?” — …z testem Rorschacha.

— Spodziewałem się halucynacji na dole — przyznałem. — Ale tutaj?

— Efekty stymulacji magnetycznej — pstryknął palcami — zostają na trochę, nie? Przestawisz neurony w jeden stan, powrót zajmuje im jakiś czas. Nigdy nie robiłeś sobie TREM-u? Taki dobrze ułożony chłopczyk?

— Raz czy dwa — odpowiedziałem. — Chyba.

— Ta sama zasada.

— Czyli ciągle będę to widział.

— Zgodnie z oficjalną linią, z czasem to ustępuje. Tydzień, dwa i wrócisz do normalności. No, ale tutaj, z tym czymś… — Wzruszył ramionami. — Zbyt wiele niewiadomych. A przede wszystkim, przecież będziemy tam wracać, dopóki Sarasti nie zmieni zdania.

— Ale to głównie efekty magnetyczne.

— Prawdopodobnie. Choć w kwestii tego tam jebańca o nic bym się nie zakładał.

— A może je powodować coś jeszcze? Coś z naszego statku?

— Na przykład co?

— No nie wiem, powiedzmy, przeciek w magnetycznym ekranie Tezeusza.

— W normalnych warunkach nie. Oczywiście wszyscy mamy wszczepione w głowy małe sieci, nie? A ty w ogóle masz całą półkulę różnych protez, kto wie, jakie efekty uboczne mogą tam powstawać. A bo co? Rorschach to dla ciebie niewystarczający powód?

Mogłem powiedzieć: „Widziałem je już wcześniej”.

Wtedy Szpindel zapytałby: „O, naprawdę? Gdzie?”.

I ja bym pewnie odpowiedział: „Kiedy podglądałem twoje prywatne życie” i szanse na jakąkolwiek nieinwazyjną obserwację rozpadłyby się na atomy.

— To pewnie nic takiego. Ostatnio po prostu jestem jakiś nerwowy. Wydało mi się, że zauważyłem coś dziwnego na centralnej wiązce, jeszcze przed lądowaniem na Rorschachu. Dosłownie przez chwilkę i zniknęło, gdy tylko skupiłem na tym wzrok.

— Kończyny z wieloma stawami i centralny korpus?

— Jezu, nie. Tylko mi mignęło. Jeśli to w ogóle coś było, to pewnie piłeczka Bates.

— Możliwe. — Szpindel wydawał się niemal rozbawiony. — Nie zaszkodziłoby jednak sprawdzić, czy nie ma przecieku w ekranowaniu. Na wszelki wypadek. Tylko by brakowało, żeby coś jeszcze sprowadzało wizje, nie?

Potrząsnąłem głową, przypominając sobie koszmary.

— A jak inni?

— Banda w porządku, tylko trochę rozczarowana. A pani major nie widziałem. — Wzruszył ramionami. — Chyba mnie unika.

— Nieźle ją trafiło.

— Tak naprawdę to nie bardziej niż resztę. Może nawet tego nie pamiętać.

— Jak… jak w ogóle mogła uwierzyć, że nie istnieje?

1 ... 34 35 36 37 38 39 40 41 42 ... 88
Перейти на страницу:
0
Сюжет
  • 1
  • 2
  • 3
  • 4
  • 5
  • 6
  • 7
  • 8
  • 9
  • 10
0
Атмосфера
  • 1
  • 2
  • 3
  • 4
  • 5
  • 6
  • 7
  • 8
  • 9
  • 10
0
Главный герой
  • 1
  • 2
  • 3
  • 4
  • 5
  • 6
  • 7
  • 8
  • 9
  • 10
0
Общее впечатление
  • 1
  • 2
  • 3
  • 4
  • 5
  • 6
  • 7
  • 8
  • 9
  • 10
Итоговая оценка: 0.0 из 10 (голосов: 0 / История оценок)