Бесплатная библиотека
Читайте книгу на сайте или телефоне
READ-E-BOOK » Научная фантастика » Ślepowidzenie [Blindsight - pl]
Ślepowidzenie [Blindsight - pl] - Читать Любимую Русскую Полную Книгу 👉 Read-E-Book.com

Ślepowidzenie [Blindsight - pl]

Электронная книга - «Ślepowidzenie [Blindsight - pl]». Краткое содержание книги:

„Ślepowidzenie” w genialny sposób na nowo definiuje historię o pierwszym kontakcie. U Petera Wattsa obcy nie są ani cudacznie przebranymi ludźmi, ani kompletnie niezrozumiałymi czarnymi monolitami — są czymś nowym, o wiele bardziej bulwersującym, zmuszającym nas do wyciągnięcia dość nieprzyjemnych wniosków co do natury świadomości. Gdy przestaniesz o tym myśleć, poczujesz ciarki na plecach!
1 ... 38 39 40 41 42 43 44 45 46 ... 88
Перейти на страницу:

Szpindel nazywał to „wskaźnikami w głowie”. Ale były tam i inne rzeczy. Na przykład model świata, w którym w ogóle nie wyglądamy na zewnątrz; nasze świadome jaźnie widzą w głowie tylko symulację, interpretację rzeczywistości, bez końca odświeżaną danymi wejściowymi ze zmysłów. A co się stanie, gdy zmysły zawiodą, ale model, zepsuty przez jakiś uraz czy guz, się nie odświeży? Jak długo będziemy się gapić w tę nieaktualną interpretację, w kółko obracając te same stare dane w desperackim, podświadomym akcie uczciwego wyparcia? Ile trzeba czasu, żeby dotarło do nas, że widziany świat już nie odzwierciedla tego, w którym mieszkamy? Ze jesteśmy ślepi?

Według archiwów czasami trwa to całe miesiące. U jednej nieszczęsnej kobiety trwało ponad rok.

Odwołania do logiki całkowicie tu zawodzą. Jak mogłeś widzieć ptaka, skoro tu nie ma okna? Skąd wiesz, gdzie kończy się postrzegany przez ciebie półświat, jeśli nie widzisz tej drugiej połówki dla przeciwwagi? Skoro nie żyjesz, jak możesz czuć zapach własnego rozkładu? Jeśli nie żyjesz, Amando, to kto do nas mówi?

Bez sensu. W kleszczach zespołu Cotarda albo jednostronnej nieuwagi nie przekonają cię żadne argumenty. Natomiast w szponach obcego artefaktu wiesz, że twoja jaźń zniknęła, że rzeczywistość kończy się na linii środkowej. Wiesz to z taką samą niezachwianą pewnością, z jaką każdy zna położenie własnych kończyn, z tą wbudowaną świadomością niepotrzebującą dalszych potwierdzeń. Czymże jest wobec niej rozum? Czymże jest logika?

We wnętrzu Rorschacha nie ma na nie miejsca.

* * *

Za szóstą orbitą zadziałał.

— Mówi do nas — powiedziała James. Oczy za szybką miała rozszerzone. Wokół nas bebechy Rorschacha pływały i pełzały na skraju pola widzenia; nadal trzeba było się wysilić, żeby nie zwracać uwagi na to złudzenie. Obce słowa łaziły mi poniżej pnia mózgu jak małe zwierzątka, gdy próbowałem skoncentrować się na pierścieniu palczastych występów sterczących jak paliki ze ściany.

— Nie mówi — powiedział Szpindel z drugiej strony tętnicy. — Po prostu znowu masz halucynacje.

Bates się nie odezwała. Dwa trepy polatywały na środku, rozglądając się po trzech osiach.

— Tym razem to coś innego — upierała się James. — Geometria nie jest symetryczna. Wygląda prawie jak dysk z Fajstos. — Obróciła się powoli, wskazała w dół korytarza. — Tu chyba jest silniejsze…

— Daj Michelle — poprosił Szpindel. — Może ona tchnie w ciebie trochę rozumu…

James zaśmiała się niewyraźnie.

— Nie odpuszczasz, co? — Zakręciła pistoletem i odpłynęła w głębszy mrok. — Tak, tu faktycznie jest silniejsze. Tu jest treść, nałożona na…

Rorschach odciął ją, szybko jak błyskawica.

Nigdy nie widziałem, żeby coś poruszało się tak szybko. Żadnej ociężałości, do której przyzwyczaiły nas Rorschachowe przegrody, ani leniwości skurczu; tęczówka zwarła się momentalnie. Nagle tętnica po prostu kończy się trzy metry od nas matowoczarną błoną zdobioną w filigranowe spirale.

A Banda Czworga jest po drugiej stronie.

Trepy zareagowały natychmiast, z sykiem laserów. Bates krzyczała:

— Za mnie! Pod ściany!

Wyskoczyła w powietrze jak akrobatka na przyspieszonym filmie, zajmując dogodną pozycję, oczywistą przynajmniej dla niej. Przesunąłem się na bok. Powietrze cięły drżące nitki przegrzanej plazmy. Dostrzegłem kątem oka, że Szpindel przywarł do ściany naprzeciwko. A ściany pełzały. Widziałem, jak lasery zbierają żniwo — przegroda łuszczyła się pod ich naporem, jak spalony papier, z kruchych brzegów sączył się czarny tłusty dym i…

Nagła światłość, wszędzie. Tętnicę zalała feeria rozproszonego we wszystkie strony światła, pod tysiącami zmiennych kątów padania i odbicia. Jakbyśmy się znaleźli we wnętrzu wycelowanego w słońce kalejdoskopu. Światło…

…ostry jak igła ból w boku, w lewej ręce. Odór spalonego mięsa. Krzyk, ucięty.

— Jesteś tam, Susan? Ty giniesz pierwsza.

Światło wokół przygasło; rój mroczków w głowie mieszał je z chronicznymi półwizjami podrzuconymi tam wcześniej przez Rorschacha. W hełmie irytująco świergotał alarm, przebicie, przebicie… dopóki inteligentna tkanina skafandra nie zmiękła i nie zestaliła się na nowo w miejscach dziur. Coś mnie potwornie kłuło w lewym boku. Czułem się jak przypalony żelazem.

— Keeton! Sprawdź Szpindla! — Bates wstrzymała lasery.

— Keeton!

Racja. Szpindel.

Szybka była nietknięta. Laser stopił wylaminowaną na szkle siatkę Faradaya, ale skafander już zdążył zasklepić otwór. Dziura pod spodem, czyściutko wywiercona pośrodku czoła, pozostała. Oczy poniżej niej wpatrywały się w nieskończoność.

— I co? — zapytała Bates. Mogła odczytać jego wskazania równie łatwo jak ja, ale Tezeusz umiał dokonać pośmiertnej odbudowy.

O ile mózg był nieuszkodzony.

— Nic.

Ustało wycie wierteł i pił; rozjaśniło się. Odwróciłem głowę od zwłok Szpindla. Trepy wycięły otwór we włóknistym miąższu przegrody. Jeden przecisnął się na drugą stronę.

Wśród dźwięków pojawił się nowy — cichutkie, zwierzęce zawodzenie, udręczone i dysharmonijne. Przez moment myślałem, że Rorschach znów do nas szepcze; jego ściany jakby się delikatnie kurczyły wokół mnie.

— James? — warknęła Bates. — James!

To nie James. To mała dziewczynka w ciele kobiety w pancernym skafandrze, oszalała z przerażenia.

Trep przepchnął ją, zwiniętą w kłębek, z powrotem ku nam. Bates dotknęła jej delikatnie.

— Susan? Suze, wracaj. Jesteś bezpieczna.

Trepy unosiły się niestrudzenie, pilnując ze wszystkich stron, udając, że wszystko jest pod kontrolą. Bates zaszczyciła mnie spojrzeniem.

— Weź Isaaca. — Odwróciła się z powrotem do James. — Susan?

— N… n-nie — zakwilił głosik małej dziewczynki.

— Michelle? To ty?

— Tam coś było — powiedziała dziewczynka. — Złapało mnie. Za nogę.

— Idziemy stąd. — Bates pociągnęła Bandę korytarzem.

Jeden trep został z tyłu, obserwując otwór; drugi otwierał pochód.

— Już poszło — mruknęła uspokajająco. — Nic tam nie ma. Widzisz obraz?

— Tego nie w-w-widać — szepnęła Michelle. — Jest nie… nie-w-widzialne…

Podczas naszego odwrotu przegroda cofnęła się po krzywej. Wycięta pośrodku dziura patrzyła na nas jak postrzępiona źrenica wielkiego niemrugającego oka. Dopóki miałem ją w zasięgu wzroku, pozostała pusta. Nic nas nie goniło. Nic widzialnego. W głowie kręciła mi się pewna myśl, jakaś niedorobiona mowa pogrzebowa wykradziona z podsłuchanego konfesjonału i nie potrafiłem jej odpędzić, choć bardzo się starałem.

Isaac Szpindel nie dotarł do półfinałów.

* * *

Po drodze na górę Susan James wróciła do nas. Isaac Szpindel nie.

Bez słowa rozebraliśmy się w balonie odkażalniczym. Bates pierwsza pozbyła się skafandra i już chwytała Szpindla, ale Banda powstrzymała ją gestem i kręcąc głową. Gdy go rozbierała, persony przechodziły jedna w drugą. Susan zdjęła hełm, plecak i napierśnik. Procesor zsunął srebrzysto-ołowiową skórę od szyi do stóp. Sascha ściągnęła trykot, pozostawiając blade, bezbronne, nagie ciało. Poza rękawicami. Rękawice interfejsowe zostały na dłoniach — opuszki wrażliwe na wieki, białko pod spodem na wieki martwe. Szpindel przez cały czas patrzył, nie mrugając, spod dziury w czole. Zeszklony wzrok utkwiony w dalekich kwazarach.

1 ... 38 39 40 41 42 43 44 45 46 ... 88
Перейти на страницу:
0
Сюжет
  • 1
  • 2
  • 3
  • 4
  • 5
  • 6
  • 7
  • 8
  • 9
  • 10
0
Атмосфера
  • 1
  • 2
  • 3
  • 4
  • 5
  • 6
  • 7
  • 8
  • 9
  • 10
0
Главный герой
  • 1
  • 2
  • 3
  • 4
  • 5
  • 6
  • 7
  • 8
  • 9
  • 10
0
Общее впечатление
  • 1
  • 2
  • 3
  • 4
  • 5
  • 6
  • 7
  • 8
  • 9
  • 10
Итоговая оценка: 0.0 из 10 (голосов: 0 / История оценок)