Бесплатная библиотека
Читайте книгу на сайте или телефоне
Przejście - Читать Любимую Русскую Полную Книгу 👉 Read-E-Book.com

Przejście

Электронная книга - «Przejście». Краткое содержание книги:

Jedna z rzadkich, niezapomnianych powieści, zarówno dramatycznych, jak i głęboko refleksyjnych oraz pełnych napięcia. Zdumiewająca mieszanka suspensu i nauki. Joanna Lander jest psychologiem prowadzącym badania nad śmiercią. Kiedy decyduje się na udział w projekcie polegającym na symulowaniu śmierci klinicznej, okazuje się, iż może rozwiązać największą tajemnicę życia, albo też stać się ofiarą nauki. Poddaje się jednak eksperymentowi młodego, błyskotliwego neurologa, zainteresowanego symulowaniem śmierci klinicznej za pomocą psychoaktywnego leku…
1 ... 31 32 33 34 35 36 37 38 39 ... 225
Перейти на страницу:

— Zamiast obsobaczać pacjentów, lekarzy i ciągle nieczynny bufet — uzupełniła Vielle.

— Nigdy go nie otwierają, prawda? — wtrącił Richard. — Za każdym razem, gdy do niego schodzę, jest zamknięty.

Vielle podniosła palec w ostrzegawczym geście.

— Zasada numer jeden.

— Więc postanowiłyśmy spotykać się raz na tydzień i oglądać dwa filmy fabularne — wyjaśniła Joanna.

— I jeść — dorzuciła Vielle, wyciągając z lodówki opakowanie parówek. — Zasada numer dwa, dozwolone tylko śmieciarskie żarcie — popcorn, żelki…

— Dip z pikantną szynką — dopowiedziała Joanna.

Vielle wpatrzyła się w nią z uwagą.

— Zasada numer trzy, musisz zostać na obydwu filmach…

— Ale nie musisz zwracać uwagi na akcję — dokończyła Joanna. — Możesz rozmawiać podczas seansu i wygłaszać urągliwe komentarze o filmie lub filmach w ogóle.

Vielle przytaknęła.

— Tańczący z wilkami dawał szczególne pole do popisu pod każdym względem.

— Zasada numer cztery, nie oglądamy filmów z Sylvestrem Stallone’em, filmów Woody’ego Allena i Titanica. Znajdujesz się w strefie wolnej od Titanica.

— A dlaczego nazywacie to wieczorem smakołyków? Zdawało mi się, że zasada numer jeden to żadnych plotek.

— To prawda — stwierdziła Vielle. — Nazwa wieczór smakołyków wzięła się stąd, że…

— Stąd, że moja babcia opowiadała mi kiedyś, jak w latach trzydziestych chodziło się do kina — wtrąciła się pośpiesznie Joanna. — I organizowało wieczór smakołyków, serwując rozmaite dania, a my urządzamy sobie podobny staromodny wieczór w domu. Vielle, gdzie są filmy?

— Tutaj. — Wręczyła kasety Joannie. — Poza tym obydwie jesteśmy niezłymi smakołykami. A zwłaszcza Joanna. Może puścicie film, a ja pójdę dokończyć dipa. — Wepchnęła ich do salonu.

Czy można się zachować w bardziej oczywisty sposób?, pomyślała Joanna.

— Chciałabym przeprosić za głupkowate pomysły mojej przyjaciółki — zwróciła się do Richarda. — I za nieporozumienie z dzisiejszego popołudnia. Zapomniała mi powiedzieć, że przychodzisz.

— Domyśliłem się. — Wyszczerzył zęby w uśmiechu.

— Czego chciał pan Mandrake? — Joanna spojrzała w stronę kuchni.

— Powiedział, że słyszał o moim nowym współpracowniku.

— Stara dobra szpitalna plota. — Joanna pokręciła głową. — Wiedział, że to o mnie chodzi?

— Nie sądzę. On…

— Zasada numer jeden! — wrzasnęła z kuchni Vielle.

— Od którego filmu chciałabyś zacząć? — odkrzyknęła Joanna. — Od Woli zwycięstwa, czy raczej… — spojrzała na drugie pudełko — …od Zakochanego kundla?

— Chciałaś, żeby nie było o śmierci! — krzyknęła Vielle.

— Czy to jedna z zasad? — zainteresował się Richard.

— Nie. — Joanna włączyła telewizor. Właśnie puszczali reklamę linii Karnawałowy Rejs. Na pokładzie statku stała para, wychylając się za burtę. — Co powiedział Mandrake?

— Wszedł, kiedy pracowałem przy skanach. — Richard uśmiechnął się. — Tak na marginesie, okazało się, że Amelia Tanaka ma niższy poziom aktywności w receptorach endorfin. Powiedział, że słyszał o moim nowym współpracowniku, i wyraził nadzieję, że jeszcze nie podjąłem ostatecznej decyzji, bo może mi polecić kilka świetnych osób.

— No pewnie. — Joanna wepchnęła Wolę zwycięstwa do magnetowidu i przewinęła początkowe reklamówki. Gdy dotarła do napisów, zatrzymała taśmę.

— Poza tym miał nadzieję, że wybrany przeze mnie współpracownik nie okaże się osobą o „wąskich horyzontach myślowych”, „skoncentrowaną na tradycyjnych, tak zwanych naukowych interpretacjach przeżyć związanych ze śmiercią kliniczną” i dowiedzie swojej „otwartości na alternatywne możliwości”.

Joanna się roześmiała.

— Najwyraźniej nie rozmawiacie o pracy. — Do pokoju weszła Vielle z dwiema puszkami coli. Wręczyła im po jednej. — Kaseta się zacięła?

— Nie — zaprzeczyła Joanna. — Czekaliśmy na ciebie.

— Nie przejmujcie się mną i włączcie film. Zaraz przyjdę. I usiądźcie.

Usadowili się na kanapie. Joanna podniosła pilota i puściła film. Zaczęli wpatrywać się w telewizor, w którym wokół łóżka zajmowanego przez starca zgromadziła się rodzina. Obok stała pielęgniarka badająca tętno chorego.

— Zebrałem was tutaj, bo umieram — oznajmił starzec.

— Hej, Vielle! — ryknęła Joanna. — Miałaś wybrać film bez śmierci.

— Przecież wybrałam. — Vielle pojawiła się w drzwiach, ściskając w rękach nóż i puszkę chili. — Nie podoba się wam?

Joanna wskazała na ekran, na którym starzec przyciskał dłonie do klatki piersiowej i sapał: „Moje tabletki!”

— O Boże. — Vielle obeszła kanapę, żeby się lepiej przyjrzeć. — Facet w wypożyczalni zarzekał się, że to komedia.

— Nie kłamał — wtrącił się Richard. — Widziałem zajawki. Ten staruszek umrze, nie powiedziawszy nikomu, gdzie ukrył testament, więc wszyscy spadkobiercy będą usiłowali go znaleźć.

Starzec zaczął stękać i świszczącym głosem przemówił do zebranych:

— Muszę… powiedzieć wam… — Zakrztusił się i wszyscy, łącznie z pielęgniarką, pochylili się, żeby lepiej słyszeć. — …o moim testamencie…

— To zupełnie nieprawdopodobne — odezwała się Vielle. — Już dawno zadzwoniliby pod dziewięćset dziewięćdziesiąt dziewięć i wszyscy ci ludzie odegraliby swoją scenę na moim oddziale nagłych wypadków.

— Faktycznie, pracujesz na nagłych wypadkach. — Richard zwrócił się do Vielle: — Słyszałem o wypadku z dzisiejszego popołudnia.

— Jakim wypadku? — ostro spytała Joanna.

— Łamiesz zasadę numer jeden — sprzeciwiła się Vielle. — Nie rozmawiamy o pracy.

— Co słyszałeś? — Joanna zwróciła się do Richarda.

— Jakaś kobieta nawaliła się tym nowym narkotykiem, rogue, wpadła na oddział i wymachiwała brzytwą — wyjaśnił Richard.

— Brzytwą — sapnęła Joanna. — Vielle, musisz koniecznie…

— Skończyć przygotowywać dipa. — Vielle machnęła nożem. — Nie przeszkadzajcie sobie. Zaraz wracam. — Zniknęła za drzwiami.

— Przepraszam cię na moment — odezwała się Joanna i pomaszerowała do kuchni. — Dlaczego nic mi nie powiedziałaś?

— Mamy wieczór smakołyków. — Vielle mieszała dipa z pokrojonymi papryczkami. — Zresztą to nic wielkiego. Nikt nie został ranny.

— Vielle…

— Wiem, wiem, muszę zmienić oddział. Myślisz, że przyda się nam nóż, czy wystarczy, że będziemy maczać jedzenie w dipie?

— Nie potrzeba noża. — Joanna dała za wygraną. Vielle wręczyła jej talerz krakersów, podniosła miskę z dipem i wróciły do salonu.

— Co przegapiłyśmy? — Vielle postawiła dipa na stoliku.

— Niewiele. Zatrzymałem taśmę — wyjaśnił Richard. Podniósł pilota i wycelował nim w telewizor.

— Sprowadziłem… was tutaj… — dyszał starzec leżący na licznych poduszkach. — …Niewiele mam życia przed sobą… — Rodzina pochyliła się jak stado sępów. — Sporządziłem nowy testament… ukryłem go… w… — Starzec rozpostarł ramiona i z zamkniętymi oczyma opadł na poduszki. Członkowie rodziny wymienili spojrzenia.

1 ... 31 32 33 34 35 36 37 38 39 ... 225
Перейти на страницу:
0
Сюжет
  • 1
  • 2
  • 3
  • 4
  • 5
  • 6
  • 7
  • 8
  • 9
  • 10
0
Атмосфера
  • 1
  • 2
  • 3
  • 4
  • 5
  • 6
  • 7
  • 8
  • 9
  • 10
0
Главный герой
  • 1
  • 2
  • 3
  • 4
  • 5
  • 6
  • 7
  • 8
  • 9
  • 10
0
Общее впечатление
  • 1
  • 2
  • 3
  • 4
  • 5
  • 6
  • 7
  • 8
  • 9
  • 10
Итоговая оценка: 0.0 из 10 (голосов: 0 / История оценок)