Бесплатная библиотека
Читайте книгу на сайте или телефоне
Przejście - Читать Любимую Русскую Полную Книгу 👉 Read-E-Book.com

Przejście

Электронная книга - «Przejście». Краткое содержание книги:

Jedna z rzadkich, niezapomnianych powieści, zarówno dramatycznych, jak i głęboko refleksyjnych oraz pełnych napięcia. Zdumiewająca mieszanka suspensu i nauki. Joanna Lander jest psychologiem prowadzącym badania nad śmiercią. Kiedy decyduje się na udział w projekcie polegającym na symulowaniu śmierci klinicznej, okazuje się, iż może rozwiązać największą tajemnicę życia, albo też stać się ofiarą nauki. Poddaje się jednak eksperymentowi młodego, błyskotliwego neurologa, zainteresowanego symulowaniem śmierci klinicznej za pomocą psychoaktywnego leku…
1 ... 29 30 31 32 33 34 35 36 37 ... 225
Перейти на страницу:

— Dzień dobry! — wykrzyknęła radośnie. — Wiedziałam, że pani przyjdzie. Siostra Barbara nie chciała wysyłać pani wiadomości na pager, ale powiedziałam jej, że chciałaby pani o tym wiedzieć natychmiast. Pamięta pani tego faceta z Hindenburga, który miał doświadczenia graniczne?

— Tak. Dowiedziałaś się, jak się nazywał?

— Jeszcze nie — zaprzeczyła Maisie — ale znalazłam na to sposób. Bibliotekarka z mojej szkoły, pani Sutterly, zawsze przynosi mi książki do czytania, więc następnym razem, kiedy przyjdzie, poproszę ją, żeby to sprawdziła. Ona świetnie wyszukuje rozmaite informacje.

A ty świetnie wymyślasz powody, żeby mnie tutaj ściągnąć, dopowiedziała w myślach Joanna.

— Dobry pomysł, prawda? — dopytywała się Maisie.

— Świetny. Kiedy się czegoś od niej dowiesz, koniecznie prześlij mi wiadomość na pager. — Tylko nie wcześniej, pomyślała i podeszła do drzwi.

— Niech pani zaczeka, nie może pani jeszcze iść — sprzeciwiła się Maisie. — Dopiero pani przyszła. Mam pani mnóstwo do powiedzenia.

— Dwie minuty — przykazała Joanna. — Potem muszę iść.

— Umówiła się pani na randkę?

— Nie, na wieczór smakołyków.

— Wieczór smakołyków? Co to takiego?

Joanna wyjaśniła, jak spotyka się z Vielle przy popcornie i filmach na wideo.

— Dlatego naprawdę muszę iść. — Poklepała stopy Maisie przez koc. — Trzymaj się, mała. Przyjdę do ciebie jutro, żebyś opowiedziała mi o Hindenburgu.

— Nie o Hindenburgu — zaprzeczyła Maisie. — To mnie już nie interesuje.

— Jak to? — Joanna posłała jej zdumione spojrzenie. Czy to możliwe, aby katastrofy stały się zbyt okropne nawet dla Maisie?

— Znudziłam się.

— Więc co teraz czytasz? — Joanna sięgnęła po porzuconą na łóżku książkę. — Piotruś Pan. Dobra lektura, prawda?

Maisie wzruszyła ramionami.

— Wydaje mi się, że fragment, w którym Dzwoneczek o mało co nie umiera, a udaje się jej przeżyć tylko dlatego, że wszyscy zaczynają wierzyć w duchy, jest głupi.

Można się było spodziewać, pomyślała Joanna.

— Podoba mi się fragment o tym, jak Piotruś Pan twierdzi, że śmierć jest także wielką przygodą. Wiedziała pani, że na pokładzie Lusitanii podróżowało bardzo dużo niemowląt?

— Lusitanii? Chodzi ci o ten statek storpedowany przez Niemców podczas pierwszej wojny światowej?

— Tak — zaświergotała radośnie dziewczynka. Sięgnęła pod koc i wydobyła stamtąd ogromną książkę ze zdjęciem trąby powietrznej na okładce. Joanna zrozumiała, dlaczego wchodząc miała poczucie, że chwilę wcześniej coś się tu działo.

— Te wszystkie dzieci płynęły na statku — oznajmiła Maisie i otworzyła książkę. — Do ich łóżeczek przywiązano kamizelki ratunkowe, ale to nic nie dało. I tak wszystkie utonęły.

Tyle tytułem teorii zbyt okropnych katastrof.

— To są Dean i Willie. — Maisie pokazała Joannie zdjęcie dwóch chłopców w białych ubrankach marynarskich. — Oni też utonęli. A tutaj jest pogrzeb. — Joanna pilnie spojrzała na fotografię rzędu księży w komżach stojących nad licznymi trumnami.

— Jeden ze stewardów na Lusitanii przez cały czas powtarzał, że wszystko jest w porządku, że nie toną i nie ma się czym przejmować — powiedziała Maisie. — Nie powinien był tego robić, prawda?

— Nie, jeśli statek tonął.

— Nie cierpię ludzi, którzy kłamią. Pamięta pani psa Ulla z Hindenburga?

— Tego owczarka niemieckiego?

Maisie skinęła głową.

— Wcale się nie uratował. Mama i tata tylko powiedzieli dzieciom, że przeżył. Tak naprawdę się spalił, a mama i tata kupili innego owczarka niemieckiego i wmówili dzieciom, że to Ulla. Żeby im nie było smutno. — Spojrzała wyzywająco na Joannę. — Uważam, że rodzice nie powinni mówić dzieciom kłamstw o umieraniu, prawda?

— Zgadzam się — potwierdziła Joanna, zaniepokojona przebiegiem rozmowy i następnym pytaniem Maisie.

— Na Lusitanii podróżował pudel — oświadczyła dziewczynka i pokazała Joannie zdjęcie psa oraz ciał wyrzuconych przez fale na brzeg, a także spowitej dymem i ogarniętej płomieniami Lusitanii, która pogrążała się w wodzie.

— Muszę już iść, Maisie. Powiedziałam przyjaciółce, że kupię serek homogenizowany, i po drodze muszę wpaść do sklepu.

— Serek homogenizowany? Zdawało mi się, że mówiła pani o popcornie.

— Zwykle jemy popocorn — potwierdziła Joanna i znowu zaczęła się zastanawiać, o co chodzi Vielle i o czym chce porozmawiać, skoro umówiła się z nią tak wcześnie. — Ale tym razem jemy serek i muszę go gdzieś kupić. — Joanna pomaszerowała do drzwi.

— Niech pani zaczeka! — krzyknęła Maisie. — Muszę pani opowiedzieć o Helen.

— O Helen?

— Takiej małej dziewczynce z Lusitanii — wytłumaczyła Maisie i zaczęła trajkotać, zanim Joannie udało się cokolwiek powiedzieć. — Wszędzie szukała swojej mamy, ale nigdzie nie mogła jej znaleźć, więc pobiegła do jednego mężczyzny i powiedziała: „Proszę pana, może mnie pan wziąć ze sobą?”, a on odparł: „Poczekaj tutaj, Helen” i pobiegł poszukać dla niej kamizelki ratunkowej.

I nigdy już nie zobaczył Helen, dopowiedziała w myślach Joanna, wiedząc, jakiego rodzaju opowieści interesują Maisie. O dziwo, tym razem dalszy ciąg wyglądał inaczej.

— …a potem wrócił, zapiął jej kamizelkę, podniósł ją i pobiegł znaleźć łódź ratunkową, ale marynarze już ją opuszczali na wodę. — Maisie zrobiła dramatyczną przerwę. — Jak pani myśli, co wtedy zrobił?

Starał się uratować dziewczynkę, ale mu się nie udało, pomyślała Joanna, spoglądając na Maisie. I utonęła.

— Nie wiem — odparła Joanna.

— Rzucił Helen na łódź — zatriumfowała Maisie. — I sam skoczył za nią, i oboje ocaleli.

— Podoba mi się ta historia — stwierdziła Joanna.

— Mnie też, bo uratował Helen. Poza tym nikomu nie mówił, że wszystko będzie dobrze.

— Ludzie niekiedy powtarzają takie rzeczy, bo mają nadzieję, że będzie dobrze — wyjaśniła Joanna — albo boją się, że kogoś przestraszą lub zasmucą, jeśli powiedzą mu prawdę. Myślę, że właśnie dlatego rodzice skłamali dzieciom w sprawie Ulli: po prostu chcieli je ochronić.

— Mimo to nie powinni. — Maisie zacisnęła zęby. — Ludzie powinni mówić prawdę, nawet jeśli dzieje się coś złego. Prawda?

— Tak — odpowiedziała Joanna i z zapartym tchem czekała na nieuchronne pytanie, ale Maisie poprosiła tylko:

— Może pani odłożyć moją książkę? Trzymam ją w torbie. Żeby nie bałaganić w pokoju.

I żeby twoja matka cię z nią nie złapała, przyszło Joannie do głowy. Otworzyła szafkę, wsunęła książkę do różowej torby i oddała Maisie Piotrusia Pana.

W samą porę. Rozpromieniona matka Maisie pojawiła się na progu, trzymając w rękach wielkiego różowego misia.

— Jak się miewa moja stokroteczka Maisie? Pani doktor, niech pani sama przyzna, czyż ona nie wygląda cudownie? — Wręczyła Maisie misia. — O czym rozmawiałyście?

— O psach — wyjaśniła Maisie.

Rozdział 9

„Mildred, dlaczego moje ubranie nie jest gotowe? Mam występ o siódmej”.

Ostatnie słowa komika Berta Lahra

Joanna dotarła do Vielle dopiero za piętnaście siódma.

— Co się stało? — spytała Vielle. — Umówiłyśmy się o wpół.

1 ... 29 30 31 32 33 34 35 36 37 ... 225
Перейти на страницу:
0
Сюжет
  • 1
  • 2
  • 3
  • 4
  • 5
  • 6
  • 7
  • 8
  • 9
  • 10
0
Атмосфера
  • 1
  • 2
  • 3
  • 4
  • 5
  • 6
  • 7
  • 8
  • 9
  • 10
0
Главный герой
  • 1
  • 2
  • 3
  • 4
  • 5
  • 6
  • 7
  • 8
  • 9
  • 10
0
Общее впечатление
  • 1
  • 2
  • 3
  • 4
  • 5
  • 6
  • 7
  • 8
  • 9
  • 10
Итоговая оценка: 0.0 из 10 (голосов: 0 / История оценок)