Бесплатная библиотека
Читайте книгу на сайте или телефоне
Przejście - Читать Любимую Русскую Полную Книгу 👉 Read-E-Book.com

Przejście

Электронная книга - «Przejście». Краткое содержание книги:

Jedna z rzadkich, niezapomnianych powieści, zarówno dramatycznych, jak i głęboko refleksyjnych oraz pełnych napięcia. Zdumiewająca mieszanka suspensu i nauki. Joanna Lander jest psychologiem prowadzącym badania nad śmiercią. Kiedy decyduje się na udział w projekcie polegającym na symulowaniu śmierci klinicznej, okazuje się, iż może rozwiązać największą tajemnicę życia, albo też stać się ofiarą nauki. Poddaje się jednak eksperymentowi młodego, błyskotliwego neurologa, zainteresowanego symulowaniem śmierci klinicznej za pomocą psychoaktywnego leku…
1 ... 34 35 36 37 38 39 40 41 42 ... 225
Перейти на страницу:

— To nie jest śmieszne. Ilu ochotników nam zostało? Trzech?

— Czterech. Teraz kolej na panią Coffey. Przyjdzie o dziesiątej.

— Specjalistka od zarządzania systemami danych — rozchmurzył się Richard. — Świetnie. Ma tytuł MBA i pracuje dla Colotechu.

To niczego nie gwarantuje, pomyślała Joanna, chociaż musiałam przyznać Richardowi rację. Biznesmeni z wyższym wykształceniem zwykle nie należeli do wielbicieli filmu Harold i Maude, a pani Coffey prezentowała się niezwykle obiecująco. Miała na sobie stylową czarną garsonkę, a jej dopracowana fryzura i makijaż świadczyły o utożsamianiu się z wizerunkiem kobiety interesów. Kiedy Joanna poprosiła ją o powiedzenie kilku słów o sobie, pani Coffey otworzyła swój notatnik bizneswoman i wyciągnęła starannie złożoną kartkę papieru welinowego w kolorze kremowym.

— Mają państwo moje zgłoszenie, ale przyszło mi do głowy, że resume również się przyda. — Uśmiechnęła się i wręczyła kartkę Richardowi.

— Dlaczego zdecydowała się pani wziąć udział w badaniach? — spytała Joanna.

— Jak pani widzi w moim resume… — Pani Coffey wyciągnęła jeszcze jedną złożoną kartkę i uśmiechnęła się. — Przyniosłam jeszcze jedno, na wszelki wypadek. W mojej pracy należy z wracać baczną uwagę na szczegóły. — Wręczyła papier Joannie. — Jak pani widzi w punkcie „Praca” — wskazała miejsce na kartce — wiele pracuję społecznie. W ubiegłym roku uczestniczyłam w badaniach dotyczących snu, prowadzonych przez Szpital Uniwersytecki. — Posłała Richardowi ciepły uśmiech. — A kiedy pan doktor opisał projekt, pomyślałam, że to brzmi niezwykle interesująco.

— Czy kiedykolwiek miała pani doświadczenia graniczne? — zainteresowała się Joanna.

— Chodzi pani o to, kiedy się niemalże umiera, a następnie widzi tunel i światło? Nie.

— A czy kiedykolwiek doświadczyła pani zjawiska opuszczania własnego ciała?

— Ma pani na myśli to, jak ludziom się wydaje, że fruwają nad swoimi ciałami? — powtórzyła, sceptycznie marszcząc brwi. — Nie.

— Czy miała pani okazję zapoznać się z książkami Maurice’ a Mandrake’a? — Joanna uważnie ją obserwowała, lecz nie dostrzegła choćby śladu zrozumienia, kiedy pani Coffey pokręciła ufryzowaną głową.

Richard poruszył się nerwowo, usiłując nawiązać kontakt wzrokowy z Joanną. Najwyraźniej nie miał wątpliwości co do pani Coffey. Joanna również uznała, że w zachowaniu ochotniczki nie ma nic podejrzanego.

— Gdybyśmy zdecydowali się zaprosić panią do uczestnictwa w badaniach — zaczęła Joanna — w jakie dni moglibyśmy na panią liczyć?

— W środy rano i w czwartki po południu — wyjaśniła pani Coffey — ale najlepsze dla mnie byłyby poniedziałki. Moje moce metapsychiczne są najpotężniejsze w dni rządzone przez boginię Księżyca. To wynika ze współczulnych wibracji harmonicznych.

— Damy pani znać — zakończyła Joanna. Pani Coffey wręczyła obojgu po wizytówce. — Tu są moje numery telefonów do domu i biura oraz komórka. Mogą państwo zawiadomić mnie także pocztą elektroniczną.

— Albo telepatycznie. Chryste Panie! — jęknął Richard, gdy pani Coffey starannie zamknęła za sobą drzwi. — Czy oni wszyscy powariowali?

Mam nadzieję, że nie, pomyślała Joanna i wyciągnęła teczkę pani Troudtheim. Zapisała sobie, żeby zapytać ją, dlaczego dobrowolnie zgłosiła się do badania, na które będzie musiała dojeżdżać aż z Deer Trail. Miała nadzieję, że istnieje jakieś racjonalne wytłumaczenie. Małe miasteczka i wsie w Kolorado słynęły ze sporej liczby osób porwanych przez UFO i wyznawców teorii potajemnego rozczłonkowywania bydła.

— Och, rzecz w tym, że nigdzie nie muszę jeździć — wyjaśniła Joannie. — Dentysta musi solidnie popracować nad moimi zębami, a o tej porze roku nie wiadomo, jaka będzie pogoda następnego dnia, więc zatrzymałam się u syna do czasu, kiedy skończą mi się problemy stomatologiczne. Sama jednak pani wie, jak to jest mieszkać z dziećmi. Pomyślałam, że zgłoszę się do badań i pozwolę mojej synowej odetchnąć ode mnie na jakiś czas. Poza tym nie cierpię siedzieć i nic nie robić.

To nie ulegało wątpliwości.

— Pozwolą państwo, że podczas rozmowy będę szydełkowała? — spytała Joannę na samym początku wywiadu, a kiedy uzyskała pozwolenie, wyciągnęła kłębek wełny oraz na wpół gotowy szal w kolorze pomarańczowo-żółto-zielonym i zaczęła poruszać spracowanymi dłońmi.

Joanna spytała ją o Deer Trail i życie na ranczo. Odpowiedzi pani Troudtheim okazały się wiarygodne i precyzyjne, a kiedy Joanna poprosiła o opisanie rancza, zdumiała ją szczegółowość i plastyczność obrazu ziemi oraz bydła. Gdyby wzięła udział w badaniach, byłaby świetnym obserwatorem. Spore wrażenie wywarł na Joannie także swobodny, przyjacielski sposób bycia i szczera twarz pani Troudtheim.

— Powiedziała pani doktorowi Wrightowi, że nigdy nie miała pani doświadczeń granicznych. — Joanna sprawdziła w notatkach. — Zna pani kogoś, u kogo wystąpiły tego typu wizje?

— Nie. — Pani Troudtheim okręciła włóczkę wokół haczyka szydełka i przeciągnęła ją przez krawędź szala. — Na dzień przed swoją śmiercią moja ciotka stwierdziła, że widziała swoją siostrę — czyli moją matkę — stojącą u stóp jej łóżka, ubraną w długą białą suknię. Moja matka nie żyła wówczas od kilku lat, ale moja ciotka utrzymywała, że ją zobaczyła, białą jak prześcieradło, i wiedziała, że po nią przyszła. A następnego dnia zmarła.

— I pomyślała pani o tym? — spytała Joanna.

— Sama nie wiem. — Pani Troudtheim w zamyśleniu wyciągnęła kawałek włóczki. — Lekarz podał jej niezwykle silne lekarstwo. Poza tym nie wyobrażam sobie mojej matki w długiej sukni. Nie cierpiała zbyt długich spódnic. Ludzie niekiedy widzą to, co chcą zobaczyć.

Założę się, że w pani wypadku jest inaczej, przyszło Joannie do głowy i zapytała o możliwy czas spotkania.

— To jak dotąd najbardziej obiecujący materiał na badanego — wyznała Richardowi po tym, jak pani Troudtheim upchnęła szal do torby i wyszła. — Przypomina mi moich krewnych z Kansas, twardych i miłych realistów, takich, którzy przetrwają wszystkie przeciwności losu i pewnie niejedno mają już za sobą. Wydaje mi się, że jest stworzona do naszych badań. W szczególności zrobiła na mnie wrażenie jej spostrzegawczość.

— Poza tym, że najwyraźniej jest daltonistką. Widziałaś ten szal? — Richard zadrżał ze zgrozy.

— Od razu widać, że nigdy nie zawitałeś w Kansas. Ten szal nawet w połowie nie był tak zły, jak tamtejsze.

— Skoro tak twierdzisz.

— Twierdzę, że to będzie wyśmienita ochotniczka — uśmiechnęła się Joanna.

— Zwykła też załatwiałaby sprawę.

To prawda, pomyślała Joanna, zadowolona, że wreszcie znalazła kogoś, kto nieźle się zapowiada. Zerknęła do rozpiski. Następny powinien się zjawić pan Sage, a po nim pan Pearsall, ale nie wcześniej niż o wpół do drugiej. Jeśli wywiad z panem Sage’em nie potrwa przesadnie długo, powinna zdążyć na spotkanie z panią Woollam. Zabraknie jej czasu na pełną rozmowę, ale przynajmniej się pokaże i przedstawi, podsunie zgodę do podpisu i umówi na wywiad po południu. O ile pan Sage nie okaże się gadułą.

Nie okazał się. Przeciwnie, z trudem cokolwiek z niego wyciągnęli. Udzielał zwięzłych, lakonicznych odpowiedzi na wszystkie zadawane mu pytania, co trochę zaniepokoiło Joannę. Zastanawiała się, jak otwarty się okaże, opowiadając o tym, co widział podczas doświadczeń granicznych. Nie interesował się jednak metapsychiką i niespecjalnie zajmowała go śmierć. Przebił wszystkich kandydatów swoim uzasadnieniem zgłoszenia się na badania. „Żona mi kazała”.

1 ... 34 35 36 37 38 39 40 41 42 ... 225
Перейти на страницу:
0
Сюжет
  • 1
  • 2
  • 3
  • 4
  • 5
  • 6
  • 7
  • 8
  • 9
  • 10
0
Атмосфера
  • 1
  • 2
  • 3
  • 4
  • 5
  • 6
  • 7
  • 8
  • 9
  • 10
0
Главный герой
  • 1
  • 2
  • 3
  • 4
  • 5
  • 6
  • 7
  • 8
  • 9
  • 10
0
Общее впечатление
  • 1
  • 2
  • 3
  • 4
  • 5
  • 6
  • 7
  • 8
  • 9
  • 10
Итоговая оценка: 0.0 из 10 (голосов: 0 / История оценок)