Бесплатная библиотека
Читайте книгу на сайте или телефоне
READ-E-BOOK » Исторические детективы » Diamentowa karoca 1: Łowca ważek
Diamentowa karoca 1: Łowca ważek - Читать Любимую Русскую Полную Книгу 👉 Read-E-Book.com

Diamentowa karoca 1: Łowca ważek

Электронная книга - «Diamentowa karoca 1: Łowca ważek». Краткое содержание книги:

Rosja, maj roku 1905. Trwa na wpół przegrana wojna z Japonią. Wybuchła już, ale nie rozhulała się jeszcze rewolucja. Losy wojny i rewolucji przechylić chce nieuchwytny japoński dywersant, zwany Akrobatą. Ten istny geniusz zagłady ma tylko jednego godnego siebie wroga. Nieubłaganie tropi go cywilny doradca rządowy do spraw bezpieczeństwa kolei, Erast Pietrowicz Fandorin…
1 ... 28 29 30 31 32 33 34 35 36 37
Перейти на страницу:

Wasyl Aleksandrowicz odpowiedział na uśmiech uśmiechem. Drozd ani podejrzewał, że w tej sekundzie jego życie, jak i życie jego ośmiu towarzyszy, wisiało na włosku.

– Doprawdy, niedobrze. Nie dogadaliśmy się. – Rybnikow z rezygnacją rozłożył ręce.

W oczach wodza rewolucji błysnęły drwiące iskierki.

– Dotrzymywanie słowa przedstawicielowi imperialistycznego mocarstwa to burżuazyjny przesąd. – Popykał fajeczkę. – A jak będzie po waszemu „zwycięstwo”?

Podszedł robotnik, załadował na grzbiet ostatnie pudło i zdziwił się:

– Jakieś to za lekkie. Nie puste aby?

Postawił pudło na ziemi.

– Nie – objaśnił Wasyl Aleksandrowicz, podnosząc wieczko. – To zestaw lontów na różne okazje. O, to Bickforda, ten maskujący, a ten w gumowej koszulce do minowania pod wodą.

Drozd zainteresował się. Wyjął jasnoczerwony kłębek i obejrzał. Dwoma palcami wyciągnął metaliczny rdzeń – ów łatwo wylazł z wodoodpornej osłonki.

– Nieźle wymyślone. Podwodne minowanie? Może wywalić carski jacht? Mam tam w załodze człowieka, szalona pałka… Trzeba będzie pomyśleć.

Tragarz podniósł pudło, pobiegł na przystań. Tymczasem Rybnikow podjął decyzję.

– No cóż. Jesienią to jesienią. Lepiej późno niż wcale – rzekł. – A strajk za trzy tygodnie. Liczymy na was.

– A co wam zostało? – rzucił przez ramię Drozd. – I na tym koniec, samuraju. Rozstajemy się. Pruj do swojej japońskiej mamusi.

– Jestem sierota – uśmiechnął się samymi wargami Wasyl Aleksandrowicz i znów pomyślał, jak dobrze byłoby skręcić temu człowiekowi kark, żeby popatrzeć, jak przed śmiercią wyłażą i szklą mu się oczy.

I w owej chwili skończyła się cisza.

* * *

– Panie inżynierze, już chyba wszystko. Skończyli – szepnął Smurow.

Fandorin sam widział, że załadunek się kończy. Barka zagłębiła się niemal do linii wodnej. Była nieduża, lecz najwyraźniej pojemna – to nie byle co, wziąć na pokład tysiąc skrzynek z bronią.

Jeszcze po trapie wbiegła ostatnia postać, sądząc po chodzie, z brzemieniem całkiem lekkim, i na barce jeden po drugim zapłonęło siedem, nie – osiem ogników papierosów.

– Skończyli. Teraz popalą i odpłyną – dyszał Fandorinowi w ucho filer.

Kroszkin pobiegł po wsparcie za kwadrans trzecia, obliczał inżynier. Przypuśćmy, że o trzeciej dotarł do telefonu. Pięć, jeśli nie dziesięć minut zajmie mu tłumaczenie Daniłowowi lub dyżurnemu oficerowi, o co chodzi. Ech, trzeba było posłać Smurowa – wymowniejszy. Powiedzmy – dziesięć, nie, piętnaście po trzeciej zaalarmują straż. Przed wpół do czwartej nie ruszą. A jazda od Kałanczowki do mostu Kożuchowskiego drezyną – dobre pół godziny. Przed czwartą nie ma co czekać na żandarmów. A tu dopiero trzecia dwadzieścia pięć…

– Gotuj broń – rozkazał Fandorin, biorąc do lewej ręki swój brauning, a do prawej Kroszkinowski nagan. – Na trzy-cztery walcie w stronę barki.

– Po co? – wpadł w popłoch Smurow. – Ich cała kupa! Gdzie z rzeki prysną? Przyjdzie wsparcie, to dogoni się ich brzegiem!

– A skąd pan wie, że nie przeciągną barki za miasto, na odludzie, albo że jeszcze przed świtem nie przeładują broni na podwody? Nie, trzeba ich z-zatrzymać. Ile ma pan naboi?

– Siedem w bębenku, siedem zapasowych, i koniec. Myśmy filerzy, a nie baszybuzuki jakieś.

– K-kroszkin też ma czternaście. Ja tylko siedem. Zapasowego magazynka nie noszę. Też, niestety, nie jestem janczarem. Trzydzieści pięć strzałów – na pół godziny przymało. No, ale cóż robić. Działamy tak. Pierwszy bębenek wywalcie na wiwat, żeby zrobić wrażenie. A potem każdą kulę na pewniaka, z sensem.

– Coś daleko – zauważył Smurow. – A burta zakrywa ich do połowy. W figurę do pasa na taką odległość i w dzień trafić niełatwo.

– Nie celujcie do ludzi, bądź co bądź, to rodacy. Strzelać tak, aby nikt z barki nie przelazł na holownik. No, trzy-cztery!

Erast Pietrowicz uniósł do góry swój pistolet (tak czy owak, krótkolufowa broń na ten dystans na nic się nie zda) i siedem razy z rzędu nacisnął spust.

* * *

– Masz tobie – skonstatował Drozd, słysząc gęstą palbę.

Ostrożnie wysunął się zza drzwi. Rybnikow także.

Ogniki wystrzałów rozbłyskiwały znad pryzmy szyn zwalonych o pół setki kroków od przystani.

Z barki odpowiedziało bezładną kanonadą osiem luf.

– Szpicle. Wywęszyli nas – z zimną krwią ocenił sytuację Drozd. – Ale ich mało. Trzech, czterech, raczej nie więcej. Zaraz sobie poradzimy z tym fantem. Krzyknę chłopakom, niech obejdą z prawej i lewej…

– Stój! – Wasyl Aleksandrowicz złapał go za łokieć i zaczął szybko tłumaczyć: – Nie trzeba wikłać się w walkę, właśnie tego się po nas spodziewają. Jest ich mało, ale z całą pewnością posłali po wsparcie. Przechwycić barki na rzece nietrudno. Niech pan powie, jest ktoś na holowniku?

– Nie, wszyscy byli przy załadunku.

– Policjanci zjawili się niedawno – z przekonaniem powiedział Rybnikow. – Inaczej byłaby tu jak nic kompania żandarmów. Czyli że załadunku głównej barki nie widzieli, dobrą godzinę marudziliśmy z sormowską. Oto w czym rzecz, Drozd. Ładunek sormowski można poświęcić. Ratujcie dużą barkę. Uciekajcie. Wrócicie jutro. Idźcie, idźcie. Ja pociągnę policję za sobą.

Wziął od eserowca kłębek czerwonego lontu, wsunął go do kieszeni i wybiegł zygzakami na zewnątrz.

* * *

Czarne sylwetki na barce jakby wiatr zdmuchnął, znikły i purpurowe ogniki. Miast nich po sekundzie znad burty mignęły białe błyski strzałów.

Z magazynu na statek przebiegła, pętląc, jeszcze jedna postać. Tę odprowadził inżynier szczególnie uważnym wzrokiem.

Z początku kule świstały wysoko nad głową, potem bojowcy się wstrzelali. Od szyn, sypiąc iskrami i wydając obrzydły świst, jęły rykoszetować grudki ołowiu.

– O Boże, śmierć moja przyszła! – pojękiwał Smurow, kryjąc się z głową za pryzmą.

Fandorin nie spuszczał wzroku z barki, gotów strzelać, gdyby tylko któryś próbował przedrzeć się na holownik.

– No, nie jęcz pan – powiedział inżynier. – Czego się bać? Tylu już na mnie i pana na tamtym świecie czeka. Przywitają nas jak swoich. I jacy to ludzie! Z tutejszymi ani p-porównania.

Zaskakujące, lecz zaimprowizowany przez Fandorina argument podziałał. Filer uniósł się.

– I Napoleon czeka?

– I Napoleon. Lubi pan Napoleona? – w roztargnieniu wymamrotał inżynier, mrużąc lewe oko. Jeden z bojowców, bardziej przedsiębiorczy od reszty, popełzł z barki na holownik.

Erast Pietrowicz wsadził kulę w poszycie tuż przed nosem mądrali. Ten dał nura na powrót pod zasłonę burty.

– Uwaga, nie gap się! – powiedział do partnera Fandorin. – Teraz do nich dotarło, że czas uciekać, i polezą jeden za drugim. Nie puszczać ich, odciąć ogniem.

Smurow nie odpowiedział.

Inżynier krótko zerknął na niego i zaklął.

Filer przylgnął policzkiem do szyn, jego włosy lśniły od krwi, otwarte oko bałuszyło się w bok. Zabity…

Ciekawe, czy spotka się z Napoleonem? – przemknęło przez głowę inżyniera, któremu skądinąd w owej chwili było nie do sentymentów.

– Towarzyszu sterniku, do sterówki! – doniósł się dźwięczny głos z barki. – Szybciej!

Ukryta na dziobie postać znów popełzła na holownik. Z ciężkim westchnieniem Fandorin strzelił, żeby trafić – ciało z pluskiem wpadło w wodę.

1 ... 28 29 30 31 32 33 34 35 36 37
Перейти на страницу:
0
Сюжет
  • 1
  • 2
  • 3
  • 4
  • 5
  • 6
  • 7
  • 8
  • 9
  • 10
0
Атмосфера
  • 1
  • 2
  • 3
  • 4
  • 5
  • 6
  • 7
  • 8
  • 9
  • 10
0
Главный герой
  • 1
  • 2
  • 3
  • 4
  • 5
  • 6
  • 7
  • 8
  • 9
  • 10
0
Общее впечатление
  • 1
  • 2
  • 3
  • 4
  • 5
  • 6
  • 7
  • 8
  • 9
  • 10
Итоговая оценка: 0.0 из 10 (голосов: 0 / История оценок)