Бесплатная библиотека
Читайте книгу на сайте или телефоне
READ-E-BOOK » Исторические детективы » Diamentowa karoca 1: Łowca ważek
Diamentowa karoca 1: Łowca ważek - Читать Любимую Русскую Полную Книгу 👉 Read-E-Book.com

Diamentowa karoca 1: Łowca ważek

Электронная книга - «Diamentowa karoca 1: Łowca ważek». Краткое содержание книги:

Rosja, maj roku 1905. Trwa na wpół przegrana wojna z Japonią. Wybuchła już, ale nie rozhulała się jeszcze rewolucja. Losy wojny i rewolucji przechylić chce nieuchwytny japoński dywersant, zwany Akrobatą. Ten istny geniusz zagłady ma tylko jednego godnego siebie wroga. Nieubłaganie tropi go cywilny doradca rządowy do spraw bezpieczeństwa kolei, Erast Pietrowicz Fandorin…
1 ... 24 25 26 27 28 29 30 31 32 ... 37
Перейти на страницу:

– Właśnie! Nie wyobraża pan sobie, jak obmierzła jest ta Samara! A jej rodzice, bracia – bydło! Stuprocentowe bydło! Niech mnie nie kocha, trudno! Czemu niby miałaby kochać żywego trupa, wypluwającego płuca? Ale ja z tamtego świata wyciągnę do niej rękę i wydźwignę ją z bagna… To znaczy, wyciągnąłbym…

Młody człowiek zajęczał i zatrząsł się tak, że czarny papier zaszeleścił mu w rękach.

– Nie dostanie pieniędzy, bo nie zdołał pan wysadzić mostu? Albo tunelu? – spytał szybko Erast Pietrowicz, nie spuszczając wzroku ze śmiercionośnego pakietu.

– Mostu, Aleksandrowskiego. Skąd pan wie? Zresztą co za różnica… Tak, samuraj nie zapłaci. Ginę na próżno.

– Czyli że wszystko to dla niej, za dziesięć tysięcy?

Okularnik zaprzeczył ruchem głowy.

– Nie tylko. Chcę się zemścić na Rosji. Ohydny kraj, ohydny!

Fandorin rozsiadł się na ławce, założył nogę na nogę i wzruszył ramionami.

– Większej szkody Rosji już pan nie wyrządzi. Dobra, wysadzi pan wagon. Zabije pan i porani czterdziestu biednych pasażerów trzeciej klasy, a pańska dama serca wciąż będzie kisła w Samarze. – Pomilczał, by młody człowiek rozważył to jak należy, po czym energicznie oznajmił:

– Mam lepszy pomysł. Odda mi pan materiał wybuchowy, a wtedy osoba, którą pan kocha, dostanie dziesięć tysięcy. A już Rosję proszę zostawić własnym losom.

– Oszuka mnie pan – wyszeptał gruźlik.

– Nie. Daję panu słowo honoru – powiedział Erast Pietrowicz, i to takim tonem, że nie sposób było nie wierzyć.

Na policzkach bombiarza wystąpiły czerwone wypieki.

– Nie chcę umrzeć w więziennym szpitalu. Lepiej tu, zaraz.

– Jak pan sobie życzy – cicho odrzekł Fandorin.

– Dobrze, napiszę do niej liścik…

Młodzieniec wyjął z kieszeni notes, gorączkowo zaskrzypiał w nim ołówkiem. Zawiniątko z bombą leżało na ławce, nic nie wzbraniało już Fandorinowi, by nim zawładnąć, lecz inżynier nie ruszył się z miejsca.

– Tylko krótko, jeśli łaska – poprosił. – Pasażerów szkoda. Przecież dla nich każda sekunda to męka. Nie daj Boże, a ktoś dostanie udaru.

– Tak, tak. Zaraz, zaraz…

Skończył pisać, złożył starannie karteczkę, oddał.

– Tam jest nazwisko i adres.

Teraz dopiero Fandorin wziął bombę, po czym, wezwawszy żandarmów, wręczył ją im przez okno.

Za nią podążyło pozostałych siedem.

Okularnik ostrożnie brał je, przekazywał Erastowi Pietrowiczowi, ten zaś podawał w dół.

– A teraz łaskawie wyjdź pan – powiedział desperat, odwodząc kurek. – I proszę pamiętać: dał pan słowo honoru.

Erast Pietrowicz wejrzał w jasnobłękitne oczy młodzieńca, zrozumiał, że namowy nie mają sensu, i ruszył do wyjścia.

Niemal w tej samej chwili z tyłu huknął wystrzał.

* * *

Do domu inżynier wrócił u schyłku dnia, zmęczony i przybity. W Moskwie, na dworcu, wręczono mu telegram z Petersburga: WSZYSTKO DOBRE CO SIĘ DOBRZE KOŃCZY ALE POTRZEBNY JAPOŃCZYK STOP CO DO DZIESIĘCIU TYSIĘCY MAM NADZIEJĘ ŻART.

Oznaczało to, że płacić samarskiej belle dame sans merci przyjdzie inżynierowi z własnej kieszeni, ale nie to go martwiło. Nie wychodził mu z głowy samobójca z jego miłością i jego nienawiścią. A przy tym myśli Erasta Pietrowicza wciąż i wciąż przykuwał człowiek, który wpadł na to, jak z cudzego nieszczęścia wyciągnąć praktyczną korzyść.

Od aresztowanego pocztowca na jego temat dowiedziano się niewiele. Rzec można – nic nowego. Gdzie owego pomysłowego człowieka szukać, nadal nie było wiadomo Jeszcze trudniej – przewidzieć, gdzie wymierzy kolejny cios.

W drzwiach służbowego mieszkania powitał Fandorina kamerdyner. W dniu dzisiejszym neutralność dała się Masie szczególnie we znaki. Cały czas pod nieobecność pryncypała Japończyk mruczał sutry, a nawet spróbował modłów przed ikoną, lecz teraz był wcieloną obojętnością. Obrzucił Erasta Pietrowicza bystrym wzrokiem: czy aby cały? Widząc, że cały, zmrużył na mgnienie z ulgą oczy i zaraz obojętnie oświadczył po japońsku:

– Znów list od naczelnika miejskiej żandarmerii.

Inżynier, marszcząc czoło, otworzył liścik, w którym generał lejtnant Szarm usilnie prosił, by zaszczycić go obecnością na obiedzie, dziś, o wpół do ósmej. Liścik kończyły słowa: „Bo jak nie, to się obrażę”.

Wczorajsze, takie samo zaproszenie pozostało, z braku czasu, bez odpowiedzi.

Nieładnie: stary, zasłużony generał. Skoro zaprasza powtórnie, nie wypada go obrażać.

– Mycie, golenie, smoking, biały krawat, cylinder – kwaśno rzekł do sługi inżynier. – Wychodzę na krótko.

Zgłoska trzecia, w której Rybnikow daje upust namiętności

Dwudziestego piątego maja Glikeria Romanowna przejechała bulwarem na próżno – Wasia nie przyszedł. Rozstroiło ją to, ale niezbyt mocno. Po pierwsze, teraz wiedziała już, gdzie go szukać, a po wtóre – miała się czym zająć.

Wprost z bulwaru wpadła do biura Konstantego Fiodorowicza Szarma. Staruszek ogromnie się ucieszył. Wyprosił z gabinetu jakichś oficerów z papierami, kazał podać czekoladę i w ogóle był nadzwyczaj miły w swej staromodnej galanterii.

Sprowadzić rozmowę na Fandorina było całkiem nietrudno. Po konwersacji o wspólnych petersburskich znajomych Glikeria Romanowna opowiedziała, jak niemal padła ofiarą koszmarnej katastrofy na moście, barwnie opisując wszystko, co widziała i przeżyła. Po czym skupiła uwagę na kierującym dochodzeniem tajemniczym panu o siwych skroniach.

Sugestywne określenie, zgodnie z rachubą Lidinej, zrobiło swoje.

– Dla pani może on tajemniczy, ale nie dla mnie. – Generał uśmiechnął się pobłażliwie. – To Fandorin z piterskiej kolejowej. Niezwykle rozumny człowiek, kosmopolita, wielki oryginał. Prowadzi teraz w Moskwie bardzo ważną sprawę. Zostałem uprzedzony, że mogę w każdej chwili być wezwany do pomocy.

Glikeria Romanowna struchlała: „ważna sprawa”. Biedny Wasia!

Lecz nie zdradziła lęku. Zamiast tego udała ciekawość.

– Kosmopolita? Wielki oryginał? Ach, miły Konstanty Fiodorowiczu, proszę mi go przedstawić! Wiem, że dla pana nie ma nic niemożliwego!

– Nie, nie, i nie ma co prosić. Erast Pietrowicz ma reputację pożeracza serc. Być może i pani nie pozostawiło obojętną jego marmurowe oblicze? Proszę uważać, bo będę zazdrosny i zarządzę nad panią tajny nadzór! – Generał żartobliwie pogroził Lidinej palcem.

Lecz, oczywista, wzbraniał się krótko i obiecał dziś jeszcze zaprosić petersburżanina na obiad.

Glikeria Romanowna przywdziała srebrzystą suknię, którą zwała „nieodpartą”, skropiła się korzennymi perfumami, a nawet, wbrew zwyczajom, podkreśliła nieco oczy. Tak spodobała się sobie, że całych pięć minut nie mogła wyjść z domu, wciąż podziwiając się w lustrze.

A obrzydły Fandorin nie przyszedł. Cały wieczór Lidina przesiedziała obok pustego krzesła, słuchając kwiecistych komplementów gospodarza i rozmów nudnych gości.

Przy pożegnaniu Konstanty Fiodorowicz rozłożył ręce.

– No, i nie przyszedł pani „tajemniczy”. Nawet na liścik odpowiedzieć nie raczył.

Zaczęła przekonywać generała, żeby się nie gniewał – być może Fandorin miał pilne śledztwo. I dodała:

– Jak u pana miło! I goście tacy wybitni. Wie pan, a gdyby tak jutro znowu urządzić obiad? W tym samym kręgu? A do Fandorina niech pan napisze jakoś bardziej stanowczo, żeby niechybnie przyszedł. Obiecuje pan?

– Dla przyjemności widzenia pani raz jeszcze u siebie gotów jestem na wszystko. Ale czemu tak się pani uparła na Fandorina?

1 ... 24 25 26 27 28 29 30 31 32 ... 37
Перейти на страницу:
0
Сюжет
  • 1
  • 2
  • 3
  • 4
  • 5
  • 6
  • 7
  • 8
  • 9
  • 10
0
Атмосфера
  • 1
  • 2
  • 3
  • 4
  • 5
  • 6
  • 7
  • 8
  • 9
  • 10
0
Главный герой
  • 1
  • 2
  • 3
  • 4
  • 5
  • 6
  • 7
  • 8
  • 9
  • 10
0
Общее впечатление
  • 1
  • 2
  • 3
  • 4
  • 5
  • 6
  • 7
  • 8
  • 9
  • 10
Итоговая оценка: 0.0 из 10 (голосов: 0 / История оценок)