Бесплатная библиотека
Читайте книгу на сайте или телефоне
Planeta śmierci 2 - Читать Любимую Русскую Полную Книгу 👉 Read-E-Book.com

Planeta śmierci 2

Электронная книга - «Planeta śmierci 2». Краткое содержание книги:

Ścigany listem gończym międzyplanetarny szuler Jason dinAlt zostaje schwytany przez szalonego fanatyka. Mikah Samon zamierza dostarczyć swojego jeńca na Cassylię, gdzie czeka go sąd i pewna śmierć. W czasie podróży Jasonowi udaje się doprowadzić do awarii pokładowego komputera nawigacji. Pozbawiony systemów sterowania statek rozbija się na tajemniczej planecie…
The Ethical Engineer also known as Deathworld II finds our hero Jason dinAlt captured to face justice for his crimes, but the ever-wily gambler crashes his transport on a primitive planet populated by clans that hoard knowledge. It’s a difficult situation for a guy who just wants to get back to Pyrrus.
1 ... 31 32 33 34 35 36 37 38 39 ... 46
Перейти на страницу:

— Znajduje się tu magiczna woda płonąca, która spali cię na węgiel, gdy tylko cię dotknie…

— Dajże spokój! Nie ma w tej kuli nic szczególnego, tylko jakiś zwykły kwas, pewnie siarkowy, wszystkie inne kwasy bowiem produkuje się na jego bazie. No a poza tym, ten smród zgniłych jaj w kommacie.

Jego przypuszczenie najwyraźniej było wyjątkowo celne. Siedem postaci poruszyło się i zaczęło szeptać między sobą. W tym samym czasie Jason, korzystając, że ich uwaga była zaprzątnięta czym innym, wstał i zbliżył się powoli do podwyższenia. Miał już dość tych naukowych kwizów i ciągłego porywania go, wiązania, nagabywania i chodzenia po nim. Wszyscy w Appsali czuli lęk przed Mastreguloj i starali się ich unikać, ale nie byli oni wystarczająco wielkim klanem, by mogli mu dopomóc w realizacji jego zamierzeń. Miał wiele poważnych powodów, by popierać Persso-noj i nie chciał tego zmieniać.

Wśród błahostek, które zaśmiecały zakamarki jego umysłu, było również pewne stwierdzenie dotyczące słynnych ucieczek. Zapamiętał je, wiązało się bowiem ono z jego zawodowymi zainteresowaniami. W końcu, w wielu przypadkach jego cele i cele policji diametralnie się różniły. Wniosek, jaki wyciągnął z owych studiów na temat ucieczek był jeden — najlepszą sposobność do ucieczki ma się tuż po schwytaniu. Czyli teraz.

Mastreguloj popełnili błąd, spotykając się z nim sam na sam. Byli też starymi ludźmi. Ich głosy, sposób działania, pozwalały mu wyciągnąć wniosek, że na podwyższeniu nie ma ani jednego młodego człowieka i że mężczyzna siedzący po prawej stronie jest w bardzo podeszłym wieku. Zdradził to jego głos, a kiedy Jason zbliżył się, mógł dostrzec starczą drżączkę, która wprawiała w wibrację trzymany miecz.

— Kto zdradził tajemnicę i świętą nazwę sulfurika acido? — zagrzmiała środkowa postać. — Odpowiadaj, szpiegu, inaczej każemy wyrwać ci język i napełnimy ogniem wnętrzności…

— Nie czyńcie tego… — Jason padł na kolana, składając ręce jak do modlitwy. — Wszystko tylko nie to! Powiem! — Podczołgał się na kolanach do samego podwyższenia, świadomie zbaczając w prawo. — Wyznam prawdę, nie mogę jej dłużej ukrywać. Oto człowiek, który przekazał mi święte tajemnice. — Wskazał staruszka siedzącego po prawej stronie i dzięki temu jego ręka zbliżyła się do rękojeści miecza.

Jason poderwał się, wyrwał miecz ze słabej dłoni i popchnął starca na siedzącego obok sąsiada. Obaj mężczyźni upadli z imponującym łomotem.

— Śmierć niewiernym! — wrzasnął i zerwał czarną zasłonę pokrytą wzorem składającym się z czaszek i demonów. Zarzucił ją na dwu siedzących najbliżej Mastreguloj, którzy właśnie usiłowali zerwać się z krzeseł i w tej samej chwili, zobaczył niewielkie drzwi, ukryte dotąd za draperią. Otworzył je, wyskoczył na oświetlony lampami korytarz i omal się nie zderzył z dwoma stojącymi tam wartownikami. Zaskoczenie sprawiło, że przewaga była po jego stronie. Pierwszy strażnik upadł, gdy Jason stuknął go płazem miecza w głowe>, drugi zaś wypuścił broń, gdy sztychem przebił mu ramię. Taraz przydawał mu się Pyrrusański trening. Umiał poruszać się szybciej i szybciej zabijać niż każdy Appsalańczyk. Udowodnił to, biegnąc w stronę wyjścia. Gdy tylko skręcił za węgieł, nieomal zderzył się z Benn'tem.

Dzięki ci za to, że mnie tu sprowadziłeś… Zupełnie jakbym nie miał innych zmartwień — rzekł Jason parując cios Benn'ta. — I choć to, że jesteś płatnym zdrajcą, stanowi normę dla Appsali, zamordowanie własnego żołnierza było czynem karyp>dnym. — Jego miecz zatoczył łuk i podciął Benn'tow»§»rdło, nieomal odrąbując mu głowę. Miecz był ciężki i trudno było zrobić nim zamach, ale gdy się go raz puściło w ruch, przecinał wszystko. Jason z entuzjazmem rzucił się do ataku na straż w przednim holu.

Jego jedyną przewagą był element zaskoczenia i dlatego poruszał się najszybciej jak potrafił. Gdy się zjednoczą, zdołają go pojmać i zabić, ale była już późna noc i zmęczeni wartownicy nie spodziewali się tak wściekłego ataku od tyłu. Jeden padł, drugi uciekł zataczając się, z krwią tryskającą z głębokiej rany w ramieniu. Jason zaczął mocować się z belką ryglującą wejście. Kątem oka dostrzegł, że z sali obrad wyłonił się jeden z zamaskowanych Mastreguloj.

— Giń! — wrzasnął mężczyzna i cisnął szklaną kulą prosto w głowę Jasona.

— Dzięki — odparł Jason, chwytając kulę w powietrzu. Wsunął ją za pazuchę i otworzył drzwi.

Pościg zdołano zorganizować dopiero, gdy zbiegł po śliskich stopniach i wskakiwał do najbliższej łodzi. Była zbyt duża, by mógł nią swobodnie kierować, ale odciął cumę i odepchnął się wiosłem w kształcie liścia. Leniwy prąd w kanale zaczai go nieść, a on tymczasem wkładał wiosła w dulki. Wreszcie naparł na nie z całych sił. Na schodach pojawiły się postacie, rozległy się krzyki i rozbłysły pochodnie, ale w tej chwili szkwał niosący deszcz ze śniegiem zasłonił prześladowców. Jason wiosłował w ciemności, uśmiechając się do siebie.

Rozdział 13

Wiosłował do chwili, kiedy udało mu się rozgrzać, a potem dał się nieść prądowi. Łódź uderzała o niewidzialne w ciemności przeszkody i zaczęła wirować, gdy zbliżyła się do następnego kanału. Jason energicznymi ruchami wioseł skierował ją nową drogą i płynął przez ledwo widoczny labirynt szlaków wodnych między niskimi wyspami i podobnymi do stromych urwisk murami fortecznymi. Wreszcie uznał, że w wystarczającym już stopniu zmylił tropy i skierował łódź w stronę najbliższego brzegu, na którym mógłby wylądować. Łódź zatrzymała się. Jason wyskoczył z niej grzęznąc po kostki w wilgotnym piachu i wyciągnął ją dalej na brzeg.

Gdy nie mógł przysunąć jej ani o cal, znowu wlazł do środka i by nie rozgnieść przez przypadek szklanej kapsuły, schował ją w zęzie. Usiadł i czekał na świt. Był tak przemarznięty, że aż dygotał i zanim przez deszcz ze śniegiem przebiło się szare światło poranka, humor zdążył mu się popsuć całkowicie.

Z ciemności zaczęły wyłaniać się niewyraźne kształty — nie opodal kilka małych łodzi wyciągniętych na brzeg i przymocowanych łańcuchami do pali, a nieco dalej małe, płaskie budynki. Jakiś człowiek wyczołgał się z takiej właśnie budy, ale gdy tylko ujrzał Jasona i jego łódź, wrzasnął i zniknął z powrotem w środku. Dobiegały stamtąd jakieś odgłosy ruchu, szmery i szepty, Jason wiec wyszedł znowu na brzeg i kilkakrotnie machnął mieczem, by rozgrzać mięśnie.

Na brzeg zeszło, wahając się, około tuzina mężczyzn ściskających kurczowo pałki oraz wiosła i niemal dygocących z przerażenia.

— Odejdź, zostaw nas w pokoju — rzekł przywódca, wysuwając przed siebie wskazujący i mały palec, by zapobiec rzuceniu uroku. — Weź swą przebrzydłą łódź i opuść nasz brzeg Mastregulo. Jesteśmy tylko nędznymi rybakami.

— Żywię do was jedynie uczucia przyjaźni — odparł Jason opierając się na mieczu. — I podobnie jak wy, wcale nie kocham Mastreguloj.

— Lecz twoja łódź… tam jest znak… — Przywódca wskazał obrzydliwą rzeźbę umieszczoną na dziobie.

— Ukradłem ją im.

Rybacy jęknęli unisono i najwyraźniej wpadli w panikę. Niektórzy rzucili się do ucieczki, kilku padło na kolana i zaczęło się modlić. Ktoś cisnął pałką, którą Jason odbił bez najmniejszego wysiłku.

— Jesteśmy zgubieni — jęknął przywódca. — Mastreguloj podążają jej tropem, odnajdą ten przynoszący nieszczęście statek i zabiją nas. Odpłyń, odpłyń stąd natychmiast!

— Coś w tym jest — przyznał mu rację Jason. Łódź istotnie była jak kula u nogi. Z trudem dawał sobie z nią radę, a poza tym jest tak charakterystyczna, że nie sposób płynąć nią niezauważenie. Obserwując bacznie rybaków wydobył z zęzy swą szklaną kulę, po czym oparł się ramieniem o dziób i zepchnął ją na wodę. Prąd natychmiast porwał ją i wkrótce była już niewidoczna.

1 ... 31 32 33 34 35 36 37 38 39 ... 46
Перейти на страницу:
0
Сюжет
  • 1
  • 2
  • 3
  • 4
  • 5
  • 6
  • 7
  • 8
  • 9
  • 10
0
Атмосфера
  • 1
  • 2
  • 3
  • 4
  • 5
  • 6
  • 7
  • 8
  • 9
  • 10
0
Главный герой
  • 1
  • 2
  • 3
  • 4
  • 5
  • 6
  • 7
  • 8
  • 9
  • 10
0
Общее впечатление
  • 1
  • 2
  • 3
  • 4
  • 5
  • 6
  • 7
  • 8
  • 9
  • 10
Итоговая оценка: 0.0 из 10 (голосов: 0 / История оценок)