Z Nienaturalnych Przyczyn
- Автор: Джеймс Филлис Дороти
- Язык: польский
- Жанр: Другие детективы
Электронная книга - «Z Nienaturalnych Przyczyn». Краткое содержание книги:
Bardzo ciekawy kryminał, interesujący już od pierwszych stron. Zakończenie jest takie, jakiego oczekuje każdy miłośnik kryminałów: zaskakujące.
– A jaki był jako człowiek?
– Och, nieznośny. Absolutnie nieznośny, biedaczek! Myślałem, że go znałeś. Pedantyczny, apodyktyczny, nerwowy człowieczek, bez końca martwiący się o sprzedaż, promocję albo obwoluty. Przeceniał własny talent i nie doceniał cudzego, co nie przysparzało mu bynajmniej popularności.
– Czyli typowy pisarz? – wtrącił Dalgliesh drwiąco.
– Zaraz, zaraz, Adamie, to nieładnie. A ze strony pisarza, to zdrada. Dobrze wiesz, że nasi ludzie pracują równie ciężko, są równie utalentowani i mili jak wszyscy inni, z wyłączeniem, być może, wariatów. Nie, nie był typowy. Znacznie bardziej denerwował się i przejmował. Czasem nawet było mi go szkoda, ale wszelkie miłosierne odruchy gasły po dziesięciu minutach przebywania z nim.
Dalgliesh zapytał, czy Seton nie wspominał o tym, że zamierza zmienić gatunek literacki.
– Owszem. Kiedy widziałem go ostatnio około dwóch miesięcy temu, musiałem najpierw wysłuchać zwykłej diatryby na temat ogólnego obniżenia się poziomu oraz panoszenia się seksu i sadyzmu, ale potem powiedział, że sam też chce napisać powieść sensacyjną. Teoretycznie powinienem się cieszyć, ale jakoś nie sądziłem, że sobie poradzi. Nie znał tego jeżyka ani nie miał odpowiedniej wiedzy. To zabawa dla zawodowców, a Seton gubił się natychmiast, gdy coś wykraczało poza jego doświadczenie.
– To chyba spora przeszkoda również dla autora kryminałów?
– Och, o ile wiem, do tej pory nie popełnił morderstwa, przynajmniej nie w imię swej twórczości. Ale trzymał się miejsc i osób, jakie dobrze znał. Wiesz o co mi chodzi; przytulne angielskie wioski lub małe miasteczka, miejscowe postacie, przesuwające się po planszy zgodnie z pozycją i stanowiskiem. Pocieszające złudzenie, że przemoc to coś wyjątkowego, że wszyscy policjanci są uczciwi, że angielski system klasowy od dwudziestu lat się nie zmienił, że morderca nie może być dżentelmenem. Był niesłychanie dokładny w szczegółach. Na przykład nigdy nie opisał morderstwa przez zastrzelenie, gdyż nie znał się na broni palnej. Nieźle orientował się w toksykologii i miał sporą wiedzę na temat medycyny sądowej. Bardzo wiele uwagi poświęcał takim sprawom jak stężenie pośmiertne. Złościło go, że recenzenci tego nie dostrzegają, a czytelnikom jest wszystko jedno.
– A więc widziałeś go dwa miesiące temu?
– Napisał, że chce się ze mną zobaczyć. Przyjechał specjalnie do Londynu i spotkaliśmy się u mnie w biurze piętnaście po szóstej, gdy większość personelu już wyszła. Potem przyszliśmy tutaj na kolację. O tym właśnie chciałem z tobą rozmawiać, Adamie. Pragnął zmienić testament i w tym liście tłumaczy, dlaczego.
Wyjął z portfela złożony arkusz papieru i podał go Dalglieshowi. Nagłówek głosił: „Seton House, Monksmere, Suffolk”, zaś napisany na maszynie list datowany był 30 lipca. Aczkolwiek wyglądał na poprawny, to spacjowanie i podziały wyrazów na końcu wierszy zdradzały rękę amatora; Dal-gliesh natychmiast zorientował się, że niedawno widział inny tekst pisany przez tego samego człowieka. Zaczął czytać.
Drogi Gumey,
przemyślawszy jeszcze raz naszą piątkową rozmowę – tu muszę panu jeszcze raz podziękować za przemiłą kolację -doszedłem do wniosku, że mój pierwszy odruch był właściwy. Nie ma sensu robić niczego połowicznie. Jeśli literacka nagroda im. Maurice’a Setona ma spełnić przewidziany przeze mnie szczytny cel, to musi być wsparta sporym kapitałem; nie tylko dlatego, że jej pieniężna wartość powinna w pełni odpowiadać jej znaczeniu, ale również dlatego, żeby zapewnić jej ciągłość. Nie ma nikogo, kto mógłby rościć sobie prawa do mojego majątku. Są pewne osoby, którym wydaje się, że jest inaczej, ale to inna sprawa. Mój jedyny żyjący krewny odziedziczy sumę, którą ciężka praca i rozwaga niewątpliwie pomnożą, jeśli tylko zechce on kultywować te cnoty. Nie mam ochoty robić nic więcej. Jeśli więc odejmiemy ten oraz inne niewielkie zapisy, pozostanie nam suma wynosząca około 120000 funtów, którą mógłbym przeznaczyć na nagrodę. Komunikuję to panu, aby był pan świadom, moich zamiarów. Jak pan wie, nie cieszę się dobrym zdrowiem i choć nie ma powodu, abym nie pożył jeszcze dobrych kilku lat, chciałbym jednak uruchomić tę sprawę. Moje stanowisko pan zna. Nagroda ma być przyznawana raz na dwa lata za znaczącą pracę w dziedzinie beletrystykl Nie zależy mi szczególnie na popieraniu młodych; zbyt często w ostatnich latach musieliśmy znosić samolubny emocjonalizm piszących nastolatków. Nie jestem również zwolennikiem realizmu; powieść ma być tworem uskrzydlonego rzemiosła, nie zaś popłuczyną po raportach służb socjalnych. Nie chciałbym ograniczać nagrody do powieści kryminalnych; to, co rozumiem przez powieść kryminalną, nie jest już uprawiane.
Może przemyśli pan te uwagi i da mi znać, co proponuje. Będzie nam oczywiście potrzebny zarząd powierniczy, zasięgnę też porady prawnika co do treści nowego testamentu. Na razie nie zamierzam nikomu o tym mówić i ufam, że pan będzie równie dyskretny. Niewątpliwie ujawnienie szczegółów wywoła pewien rozgłos, ale bardzo byłbym nierad wszelkim przedwczesnym wystąpieniom. Przez dwa ostatnie tygodnie października będę jak zwykle mieszkał w Klubie Cadauer i mam nadzieję wówczas skontaktować się z panem.
Pozostaję z szacunkiem
Maurice Seton
Czytając Dalgliesh był świadom, że spoczywa na nim spojrzenie małych, czarnych oczu Gurneya. Gdy skończył, oddał mu list ze słowami:
– Sporo się po tobie spodziewał, prawda? A co miałaby z tego firma?
– Zupełnie nic, drogi Adamie, oprócz pracy i kłopotów, a wszystko to oczywiście ku większej chwale Maurice’a Setona. Nawet nie ograniczył nagrody do naszych autorów, choć przyznaję, że to by nie było rozsądne. Chciał przyciągnać naprawdę wielkie nazwiska i głównie martwił się o to, czy zechcą ubiegać się o tę nagrodę. Powiedziałem mu, że jeśli będzie dostatecznie duża, to zechcą, a jakże. Ale sto dwadzieścia tysięcy funtów! Nie przypuszczałem, że był aż tak bogaty.
– Jego żona miała pieniądze… Nie wiesz, Max, czy mówił o swoich planach jeszcze komuś?
– Twierdził, że nie. Zachowywał się trochę jak uczniak. Musiałem uroczyście przysiąc, że nie będę nawet do niego dzwonił w tej sprawie. Ale rozumiesz mój problem: mam to oddać policji czy nie?
– Naturalnie, że tak. Konkretnie inspektorowi Recklessowi z policji w Suffolk. Dam ci adres. I zadzwoń do niego, że to wysyłasz.
– Myślałem, że tak powiesz. To właściwie oczywiste, ale człowiek ma takie irracjonalne zahamowania. Nie wiem, kto po nim teraz dziedziczy, ale sądzę, że ten list dałby komuś kolosalny motyw.
– O tak. Ale nie mamy dowodów, że spadkobierca o tym wiedział. I jeśli cię to pocieszy, dodam jeszcze, że człowiek z najsilniejszym motywem finansowym ma również najlepsze alibi. W chwili śmierci Setona był w areszcie policyjnym.
– A to spryciarz… A nie mógłbym po prostu oddać tego tobie?
– Przykro mi, Max, ale nie.
Gurney westchnął, schował list do portfela i zajął się posiłkiem. Nie rozmawiali już o Setonie.
Gdy wychodzili, Max otulił się swą czarną peleryną, którą nosił od października do maja jak podupadły magik-amator, i powiedział:
– Jeśli się nie pośpieszę, spóźnię się na zebranie zarządu. Zrobiliśmy się bardzo oficjalni, Adamie. Wszystkie decyzje podejmuje się uchwałą zarządu. To przez te nowe budynki. W dawnych czasach siedzieliśmy w naszych zakurzonych komórkach i sami podejmowaliśmy decyzje. To prowadziło do pewnego rozmycia strategii firmy, ale nie jestem pewien, czy to źle… Podrzucić cię gdzieś? Kogo będziesz teraz śledził?