Rozbuchana Wyobraźnia Olivii Joules
- Автор: Филдинг Хелен
- Язык: польский
- Жанр: Современные любовные романы
Электронная книга - «Rozbuchana Wyobraźnia Olivii Joules». Краткое содержание книги:
* Ściechy – paski, w które sypie się kokainę, żeby potem wciągać ją przez nos.
Ani na chwilę nie udało jej się zapomnieć o obecności Mortona C. Obserwowała go kątem oka, wpadając w lekką panikę, ilekroć zdarzyło mu się porozmawiać z jakąś inną dziewczyną. Czuła się jak nastolatka i szalenie jej się to podobało. Morton C niby to nie zwracał na nią uwagi, ale ich spojrzenia spotkały się kilka razy i Olivia wiedziała. Usiadła po drugiej stronie ogniska i popijała drinka, za kokę dziękując, skręta natomiast nie odmawiała, ani na chwilę nie przestając obserwować poważnej twarzy Mortona C oświetlonej przez płomienie ogniska. Nagle zniknął jej z pola widzenia, bo zasłonił go Dwayne, nachylając się ku niej.
– Rachel – szepnął z kamienną powagą. – Widzisz? Tam, za drzewami, stoi helikopter. Zasłonili go.
Rozejrzał się wkoło nerwowo, po czym poruszając się jak małpa, skoczył między drzewa.
Kokaina najwyraźniej zaczynała działać. Po prawej stronie Olivii rozgorzała ożywiona dyskusja, polegająca w całości na tym, że wszyscy ochoczo przyznawali rację pozostałym.
– Tak jest, stary, tak jest! Stuprocentowa racja.
– Tak, to znaczy, to jest, no wiesz, jak…
– Święte słowa! Dokładnie tak samo uważam! Dokładnie!
Ktoś zaczął zbliżać się do ognia, mamrocząc do siebie pod nosem:
– …nasze zmysły mogą nam mówić, że to rzeczywistość, która wydaje się rzeczywistością, która faktycznie ma związek z rzeczywistością, ale tak naprawdę rzeczywistością nie jest.
Nagle wsadził palec u nogi w ognisko, zaklął i przewrócił się.
Olivia położyła się i zamknęła oczy. Ktoś przyniósł odtwarzacz i rozbrzmiała nastrojowa francuska muzyka. Trawa była wspaniała – tak delikatnie, seksownie łaskotała.
– Zmieniłaś uczesanie.
Otworzyła oczy. Obok niej siedział Morton C i patrzył w ogień.
– To przez słońce.
– Jasne.
Wsparł się na łokciu i patrzył na nią. Gdyby nachylił się jeszcze kilka centymetrów, mógłby ją bez trudu pocałować.
– Przejdziemy się?
Pomógł jej wstać i trzymając za rękę, poprowadził za sobą. Dłoń miał chłodną, szorstką i mocną. Ścieżka powiodła ich za skałę, skąd nie było widać ogniska. Morton C przystanął i wpatrując się w Olivię tymi przenikliwymi, szarymi oczami, odgarnął jej włosy z twarzy. W świetle księżyca widziała piękny zarys jego policzków i szczęki. Wydawał się taki dojrzały i silny, jak ktoś, kto niejedno w życiu widział. Ujął jej twarz w obie dłonie i pocałował ją, mocno i bezczelnie, przyciskając do skały. Wspaniale całował.
Pewnie wodził rękami po jej ciele. Zarzuciła mu ramiona na szyję i rozkoszując się pocałunkiem, dotykiem poznawała mięśnie jego pleców. Pod koszulą wyczuła jakiś pasek. Wodząc po nim palcami, dotarła aż do biodra, gdy on gwałtownie odepchnął jej rękę.
– Nosisz broń?
– Nie, dziecinko – wyszeptał. – Po prostu cieszę się tobą.
– W trochę dziwnym miejscu.
– Lubimy zaskakiwać – odparł, wprawnie wsuwając jej rękę w dżinsy.
Boże, zupełnie jakby naprawdę znowu miała szesnaście lat. Rozległy się krzyki. Zza skały wychynął Dwayne. Spojrzał na nich, wściekle żując jakiś kawał gumy. Na chwilę niesamowicie posmutniał, po czym się odwrócił.
– Hej, stary, kasujemy się – mruknął zduszonym głosem.
Wyprostowali się i poprawili ubrania. Morton C objął ją ramieniem i powoli wrócili do pozostałych. Na ich widok roześmiał się krótko.
– Jezu, jak my tę bandę załadujemy na łodzie?
Rik siedział w połowie wysokości palmy, prawdopodobnie szukając zamaskowanego helikoptera. Dwayne jak szalony biegał tam i z powrotem po plaży, nie przestając żuć gumy. Część ekipy weszła do wody, gdzie skakali i tańczyli, wymachując uniesionymi nad głowami rękoma. Przy wygasającym z wolna ognisku zebrała się reszta i przekrzykując się nawzajem, toczyła ni to rozmowę, ni kłótnię.
– Właśnie tak to, stary, widzę, dokładnie tak, nie inaczej!
– Dokładnie! Dokładnie o to chodzi!
Morton C westchnął i zaczął zbierać całe towarzystwo.
Wiatr ucichł zupełnie i morze, smoliście czarne, było gładkie jak stół. Rozmowa zeszła na Feramo. Dwayne, wyraźnie pobudzony, wpatrywał się w widoczne na krańcu wyspy światła, ani na chwilę nie przestając nerwowo żuć.
– Teraz na Popayan musisz uważać na każde pieprzone słowo. Nigdy nie wiadomo, kto dla nich pracuje, a kto nie. Tak jest, stary, jutro tam idę. Zejdę tam na dół i zrobię coś, co da im trochę do myślenia.
– Hej – mitygował go Morton C. – Uspokój się, stary. Jesteś nieźle naćpany.
– Powinniśmy je przejąć – powiedział Dwayne. – To wariactwo, chłopie. Znamy te jaskinie lepiej od nich. My powinniśmy je przejąć. – Patrzył prosto przed siebie, żuł i jak jakiś maniak wymachiwał jedną nogą.
Olivia zadrżała. Morton C przyciągnął ją do siebie i otulił jej ramiona swoim swetrem.
– W porządku? – szepnął. Uszczęśliwiona pokiwała głową. – Wiesz coś o tych ludziach?
Potrząsnęła przecząco głową, unikając jego wzroku. Nagle poczuła się potwornie zawstydzona znajomością z Feramo.
– Tylko tyle, co inni gadają. A ty?
Ktoś podał Mortonowi C skręta. Zaciągając się nim głęboko, zaprzeczył ruchem głowy. Po sposobie, w jaki wydmuchnął dym, Olivia domyśliła się, że tylko udawał, iż się zaciąga.
– Chciałbym sobie obejrzeć to miejsce. A ty?
– Taki miałam zamiar. Pomyślałam, że przydałoby mi się to do artykułu. Ale teraz trochę się boję.
– Jesteś dziennikarką? – Gdy podawał jej skręta, ich palce się zetknęły.
Dwayne nie przestawał się rozwodzić nad Feramo i Pumpkin Hill.
– Powinniśmy coś wymyślić, żeby ich porządnie nastraszyć. Przygotować im jakąś niespodziankę. Na przykład zrobić w jaskini coś tak okropnego, żeby już nigdy tam nie wrócili.
– Dla kogo pracujesz?
– Jestem wolnym strzelcem. Teraz piszę artykuł o nurkowaniu dla „Elan”. A co t y tutaj robisz?
Olivia przygryzła dolną wargę, czując, jak Morton C kładzie jej rękę na kolanie i wolno przesuwa ją w górę, mocno uciskając udo kciukiem.
Pod domem panny Ruthie schronili się w cieniu drzewa. Przez chwilę wydawało jej się, że widzi, jak w oknie pensjonatu porusza się zasłona i w świetle lampy rysuje się czyjaś sylwetka. Szybko cofnęła się głębiej pod drzewo.
– Mogę wejść? – wyszeptał z twarzą wtuloną w jej szyję.
Z ogromnym wysiłkiem odsunęła się od niego i tylko pokręciła przecząco głową.
Dysząc ciężko, spuścił na chwilę wzrok. Kiedy nieco się uspokoił, spojrzał na nią znowu.
– Co? Zakaz wstępu nocnym gościom?
– Chyba że z przyzwoitką.
– Nurkujesz jutro?
Kiwnęła głową.
– O której?
– Mniej więcej o jedenastej.
– Później cię znajdę.
Po powrocie do pokoju, nie mogąc się uspokoić, gorączkowo chodziła tam i z powrotem. To świętoszkowate odmawianie każdemu było dla niej prawdziwą torturą. Nie umiała powiedzieć, czy i jak długo jeszcze uda jej się wytrwać.
29
Gdy wczesnym rankiem następnego dnia Olivia szła główną ulicą miasteczka, słyszała pianie koguta, a z mijanych małych drewnianych domków czuła dochodzące smakowite zapachy podawanych właśnie śniadań. Na balkonach bawiły się dzieci, drzemali staruszkowie, bujając się leniwie na ustawionych na werandach huśtawkach. Bladolicy, smętny mężczyzna w garniturze przedsiębiorcy pogrzebowego mijając ją, uchylił kapelusza. Obok niego kroczyła młoda, czarnoskóra dziewczyna o rudych włosach i dziecko o jasnej skórze, płaskim nosie, szerokich ustach i mocno skręconych włosach. Blada blond dama, którą widziała zaraz po przyjeździe, szła, jak zwykle chroniona przez parasolkę i przystojnego towarzysza. Olivia zaczęła sobie wyobrażać, że znalazła się oto w cudacznej krainie kazirodztwa i genetycznych krzyżówek, gdzie ojcowie sypiali ze swymi bratankami, a cioteczne babki utrzymywały potajemne stosunki z osłami.