Oczy Heisenberga [The Eyes of Heisenberg - pl]
- Автор: Херберт Фрэнк
- Год: 1993
- Язык: польский
- Год: Amber
- ISBN: 83-7082-147-2
- Переводчик: Izydor Dudziak
- Жанр: Научная фантастика
Электронная книга - «Oczy Heisenberga [The Eyes of Heisenberg - pl]». Краткое содержание книги:
Wynikiem jednego z nie kończących się eksperymentów demiurgów świata są Cyborgi, ludzie-maszyny. Obracają się oni przeciwko swoim stwórcom, chcąc ich za wszelką cenę unicestwić. Wykorzystują do tego rodzący się wśród Masy ruch oporu. Wspólne działąnia niszczą istniejący od tysiącleci ład.
— Cyborgi udoskonaliły sposób utrzymywania uczuć na mniej więcej stałym poziomie — wyjaśnił Srengaard. — Kiedy osiągniecie już tę równowagę, myślę, że znajdę sposób na ograniczenie wahań poziomu enzymów.
Nad Calapiną kamery zaczęły mrugać. Obserwatorzy dawali znaki, że mają pytanie do postawienia. Ona też je miała, ale nie odważyła się go sformułować. Odbicie własnej twarzy na jednym z ekranów przypomniało jej blask oczu Lizabeth, w chwili gdy uwięziona na wózku kobieta błagała ją o ratunek.
— Nie mogę wam przyrzec nieśmiertelności — ciągnął Srengaard — ale chyba większość z was mogłaby pożyć jeszcze kilka tysięcy lat.
— Dlaczego mielibyśmy im pomóc? — spytał Glisson. Srengaardowi wydało się, że w jego głosie zabrzmiała nuta skargi.
— Bo też jesteście skończeni! — krzyknął lekarz. — Nie zdajesz sobie z tego sprawy?
— Nie mów do mnie tym tonem! — warknął Glisson. „Tak więc uczucia nie są im obce” — pomyślał chirurg.
„Duma i złość…”
— Myślisz, że jesteście panami sytuacji? — spytał Srengaard wskazując palcem Calapinę. — Ta kobieta może jeszcze zniszczyć wszystkich nie-Nadludzi na Ziemi.
— Słyszałeś, ty durny Cyborgu? — spytała Calapiną.
— Proszę nie używać tak lekko słowa ,,dureń” — odparł Srengaard, nie spuszczając oczu z Nadkobiety.
— Uważaj na to co mówisz, Srengaard. Moja cierpliwość ma swoje granice.
— I wasza łaskawość też, nieprawdaż? Gorzko się uśmiechnęła.
— Mówiliśmy o przeżyciu — zauważyła. Srengaard westchnął zastanawiając się, czy kiedykolwiek dojdzie do zmiany starych przyzwyczajeń. Ona mówiła tak, jakby nic się nie stało. Nie pierwszy raz stwierdził, że jest uparta.
Harreya zaniepokoiła ta sprzeczka. Ciągle bał się o Lizabeth. Obserwując chirurga i Cyborga starał się opanować wściekłość i lęk. Widok sali przypominał o masakrze, która miała tu miejsce. Rezerwy energii były wystarczające, aby zgnieść ich wszystkich jak muchy, a sterująca tym wszystkim Calapiną nadal znajdowała się w kuli.
— Mówmy więc o przeżyciu — rzekł Srengaard.
— Najpierw musimy sobie coś wyjaśnić — zaczęła Nadkobieta. — Niektórzy spośród nas są zdania, że spełniliście tylko swój obowiązek. Inni nadal uważają was za jeńców i żądają, abyście zostali ukarani, i wydali nam cały Ruch Oporu.
— Dobrze, wyjaśnijmy wszystko — odparł chirurg. — Spójrzcie, z kim macie do czynienia. Ja nie należę do Ruchu Oporu i nie wiem nic o jego członkach. Glisson pewnie coś wie, ale jest to tylko drobna cząstka. Bonmur, jeden z waszych zbuntowanych aptekarzy, wie jeszcze mniej niż Glisson. Durantowie wiedzą tylko to, co zechciano im powiedzieć. Co zyskacie, zmuszając nas do mówienia?
— Plan, który ułożyliście, aby nas uratować.
— Mój plan wymaga współdziałania.
— I da nam tylko przedłużenie życia, bez powrotu do poprzedniego stanu, nie mylę się chyba.
— Powinniście być zadowoleni. Będziecie mieli okazję, aby dojrzeć i stać się pożytecznymi. — Gestem ręki objął całą salę. — Jesteście skamieniali w niedojrzałości! Cały czas bawiliście się jak dzieci. Ja daję wam możliwość życia w pełnym znaczeniu tego słowa.
„Czy to prawda?” — zastanawiała się Calapina. — „Czy ta chęć życia, która nas ogarnia, jest spowodowana faktem, iż wiemy o swojej śmiertelności?”
— Kto powiedział, że będziemy współpracować? — spytał Glisson.
Harrey miał już tego dość.
— Chcieliście zlikwidować ludzką rasę, ty głupi robocie! To nie wy wyciągnęliście nas z kłopotów.
— Bzdury — odparł Glisson.
— Słuchajcie. — Calapina włączyła głośnik. Strzępki zdań Nadludzi wypełniły salę.
— Możemy sami doprowadzić do równowagi enzymatycznej… Zniszczyć ich… Jaki jest jego plan?… Natychmiast wysterylizować… Jego plan, jego plan… Czy to potrwa długo, jeśli… Na pewno możemy…
Wyłączyła głośnik.
— Trzeba będzie głosować. Przypominani wam o tym.
— Jeśli odrzucicie współpracę, umrzecie, i to szybko. To wszystko — stwierdził Glisson. — Musicie to sobie uświadomić.
— Czy znasz plan Srengaarda? — spytała Calapina.
— Jego intencje są jasne.
— Ale nie dla mnie — stwierdziła Nadkobieta. — Widziałam jak zajmował się Nurse. Rozwalił dozomierz, aby otrzymać niebezpieczną dawkę aneuryny. Kiedy o tym myślę, zastanawiam się, ilu z nas zginie podczas prób zahamowania procesu naszego wymierania. Czy sama ośmieliłabym się wziąć niebezpieczna dawkę? Czy ci spośród nas, którzy zasmakowali przemocy, zechcą powrócić do stanu spokoju? — spojrzała na Srengaarda. — Oto kilka pytań, jakie sobie stawiam.
— Ja znam jego plan — roześmiał się Glisson. — Trzeba stłumić emocje i w każdym z was zainstalować dystrybutor enzymów — w szyderczym grymasie ukazał wszystkie zęby. — To wasza jedyna nadzieja. Przyjmijcie ją, a nareszcie zwyciężymy.
Calapina, kompletnie zaszokowana, spojrzała na niego z osłupieniem.
Ton Cyborga zaskoczył Harreya. W Ruchu Oporu ostrzegano go przed Cyborgami, przed ich wyrachowaniem i podłością, ale po raz pierwszy cechy te aż tak nim wstrząsnęły.
— Czy to twój plan, Srengaard? — spytała Calapina.
— Nie, nie o to chodzi! — krzyknął Harrey. Srengaard przytaknął w duchu.
„Oczywiście, jako człowiek i ojciec doskonale to rozumie”.
— Wydaje ci się, że wiesz to, czego nie wie Cyborg taki jak ja — zadrwił Glisson.
— Embriony — powiedział Durant.
Srengaard twierdząco skinął głową i spojrzał na Calapinę.
— Proponuję, aby każdemu z was wszczepić żywy embrion. Prawdziwy ludzki komputer, który nauczy wasz organizm przystosować się do zmiennych sytuacji. W ten sposób stopniowo odzyskacie uczucia i smak życia.
— Chcesz nas przerobić na żywe probówki? — jęknęła Calapina.
— Można opóźnić ich rozwój o setki lat — wyjaśnił chirurg. — Dzięki odpowiednim hormonom nawet mężczyźni będą mogli dawać życie, oczywiście przez cesarskie cięcie. To nie będzie bolesne… ani częste.
Calapina zastanowiła się nad tą propozycją. Dlaczego nie odczuwała niesmaku? Kiedy dowiedziała się, że Lizabeth nosi w brzuchu embrion, pomyślała, że to okropne, ale w dużej części było to spowodowane zazdrością. Wiedziała, że nie wszyscy Nadludzie zgodzą się na to rozwiązanie. Niektórzy kurczowo trzymali się przeszłości. Spojrzała na kamery, wszystkie były włączone. Musieli uznać fakt, że prędzej czy później umrą. Pozostało im tylko wybrać kiedy.
— Nie jesteśmy już nieśmiertelni, mimo iż tak było przez tysiąclecia.
— Calapino — powiedział Glisson. — Nie przyjmiesz chyba tej idiotycznej propozycji?
„Mechaniczny człowiek obraził się na życie” — pomyślała Nadkobieta. — Bonmur, co o tym sądzisz? — spytała.
— Tak! — zawołał Glisson. — Powiedz coś, Bonmur. Wykaż brak logiki tej propozycji.
Usłyszawszy swoje imię, Bonmur odwrócił się i popatrzył na wszystkich po kolei. Miał zmęczoną twarz, ale oczy mu błyszczały.
— Przypomniałem sobie coś… jak to było… Myślę, że było lepiej… zanim zostałem… zmieniony.
— Bonmur! — wrzasnął Glisson. „Dotknięty do żywego” — stwierdził Srengaard. Glisson spojrzał na Calapinę swymi sztucznymi oczami.