Inny wiatr [The Other Wind - pl]
- Автор: Гуин Урсула К. Ле
- Серия: Ziemiomorze #6
- Год: 2001
- Язык: польский
- Год: Pr
- ISBN: 83-7337-353-5
- Переводчик: Paulina Braiter-Ziemkiewicz
- Жанр: Фэнтези
Электронная книга - «Inny wiatr [The Other Wind - pl]». Краткое содержание книги:
W „Innym wietrze” powracamy do Ziemiomorza, Archipelagu, w którym mieszkają magowie i smoki, i do bohaterów znanych z poprzednich tomów: Geda, Tenar, Tehanu, Arrena, Irian… Czas bowiem połączyć rozproszone wątki, czas pokazać, ku czemu wiodło przeznaczenie.
Ponownie skłonił głowę. Teraz on poczuł się nieswojo. Spojrzał na Tehanu i kątem oka na Tenar, która wraz z Olchą wyszła na taras. Nikt nie odezwał się nawet słowem.
Wzrok Irian powędrował ku stojącemu tuż za królem Onyksowi w szarym płaszczu. Jej twarz znowu pojaśniała.
— Panie, czy jesteś z wyspy Roke? Znasz Mistrza Wzorów?
Onyks ukłonił się, czy może skinął głową. On także uporczywie unikał jej wzroku.
— Czy dobrze się miewa? Wciąż wędruje pośród drzew?
Kolejny ukłon.
— A Odźwierny, Mistrz Ziół i Kurrremkarmerruk? Obdarzyli mnie przyjaźnią i stanęli u mego boku. Jeśli kiedyś tam powrócisz, przekaż im, proszę, wyrazy szacunku i miłości.
— Tak uczynię — oznajmił mag.
— Jest tu moja matka — powiedziała cicho Tehanu. — Tenar z Atuanu.
— Tenar z Gontu — poprawił z naciskiem Lebannen.
Irian zmierzyła ją spojrzeniem pełnym podziwu.
— To ty wraz z Arcymagiem przywiozłaś Pierścień Runiczny z Krainy Mroźnych Ludzi?
— Tak. — Tenar równie otwarcie patrzyła wprost na Irian.
Nad nimi, na balkonie otaczającym Wieżę Miecza, tuż pod jej szczytem coś się poruszyło. To trębacze wyszli ogłosić godzinę. W tej chwili jednak wszyscy czterej zebrali się po południowej stronie, patrząc na taras w nadziei ujrzenia smoka. W każdym oknie każdej wieży widać było ludzkie twarze. Z ulicy dobiegał pomruk głosów, narastający niczym fala przypływu.
— Gdy ogłoszą pierwszą godzinę — powiedział Lebannen — rada znów się spotka. Jej członkowie widzieli twoje przybycie, pani, albo o nim usłyszą. Jeśli zatem zechcesz, najlepiej będzie cię im przedstawić. A jeśli zechcesz przemówić, obiecuję, że cię wysłuchają.
— Doskonale — odparła Irian. Przez chwilę było w niej coś wyniosłego, obojętnego, gadziego. Gdy się poruszyła, owo ulotne wrażenie zniknęło. Pozostała jedynie wysoka młoda kobieta idąca trochę niezręcznie.
— Czuję się, jakbym lada moment miała poszybować w górę niczym iskra — rzekła ze śmiechem do Tehanu. — W ogóle nic nie ważę.
Czterej trębacze na wieży wznieśli swe trąby ku zachodowi, północy, wschodowi i południu, i odegrali pierwszą zwrotkę lamentu, który król sprzed pięciuset lat napisał po śmierci swego przyjaciela.
Przez moment obecny król wspomniał owego przyjaciela, Erreth-Akbego, stojącego na plaży Selidoru — ciemne oczy, pełną smutku twarz śmiertelnie ranionego człowieka pośród kości smoka, który go zabił. Wydało mu się dziwne, że może rozmyślać o tak odległych sprawach, jakby wydarzyły się zaledwie przed chwilą. A przecież w istocie nie było w tym nic dziwnego, albowiem żywi i umarli, ludzie i smoki łączyli się w oczekiwaniu wielkiego wydarzenia, którego nie potrafił dostrzec.
Odczekał, póki nie podeszły Irian i Tehanu. Wraz z nimi przekroczył próg pałacu.
— Pani Irian, chciałbym zapytać cię o wiele rzeczy, lecz mój lud i rada przede wszystkim zechcą usłyszeć, czy twoi pobratymcy zamierzają wydać nam wojnę i czemu.
Skinęła głową mocno, zdecydowanie.
— Powiem im wszystko, co wiem.
Kiedy dotarli do przesłoniętych kotarą drzwi za podwyższeniem, w sali tronowej panował chaos. Słyszeli podniecone głosy tak donośne, że niemal zupełnie zagłuszały stukot laski księcia Sege’a. Potem zapadła gwałtowna cisza. Wszyscy odwrócili się, by spojrzeć na króla przybywającego ze smokiem.
Lebannen nie usiadł. Stanął obok tronu, a Irian zatrzymała się u jego lewego boku.
— Wysłuchajcie króla — polecił Sege w martwej ciszy.
— Członkowie rady — zaczął Lebannen — oto dzień, o którym długo jeszcze będą wspominać pieśni. Córki waszych synów i synowie córek będą mawiać: Jestem wnukiem jednego z ludzi zasiadających w Smoczej Radzie. Uczcijcie zatem tę, która zaszczyca nas swą obecnością. Wysłuchajcie Orm Irian.
Niektórzy z członków Smoczej Rady mówili potem, że gdy patrzyli na nią wprost, widzieli jedynie wysoką kobietę, lecz kątem oka dostrzegali olbrzymią, mglistą, migocącą złocistym blaskiem postać, przy której król wydawał się maleńki. Wielu innych, wiedząc, że człowiek nie może spojrzeć w oczy smoka, odwracało wzrok. Nadal jednak zerkali ukradkiem. Niektóre kobiety uważały, że Irian jest brzydka, inne, że piękna, jeszcze inne litowały się nad biedaczką, która chodzi boso po pałacu. A kilku członków rady, nie do końca zrozumiawszy słowa króla, zastanawiało się, kim jest ta kobieta i kiedy pojawi się smok.
Mówiła w absolutnej ciszy. Jej głos, wysoki, kobiecy, niósł się po całej sali. Przemawiała powoli i uroczyście, jakby w myślach tłumaczyła swe słowa z dawniejszej mowy.
— Niegdyś nazywałam się Irian, ze starej Irii na Way. Obecnie jestem Orm Irian. Kalessin, Najstarszy, nazywa mnie córką. Jestem siostrą Orm Embara, którego znał król, i wnuczką Orma, który zabił królewskiego towarzysza Erreth-Akbego i zginął z jego ręki. Zjawiłam się tu, bo wezwała mnie moja siostra Tehanu.
Gdy Orm Embar zginął na Selidorze, niszcząc śmiertelne ciało czarnoksiężnika Coba, Kalessin przybył spoza zachodu i zaniósł króla wraz z wielkim magiem na Roke. Potem Najstarszy powrócił na Smoczy Szlak i wezwał do siebie lud zachodu, któremu Cob odebrał mowę i którego wciąż nie opuszczało szaleństwo. Kalessin rzekł: „Pozwalacie, by zło skaziło was także. Oszaleliście. Teraz odzyskaliście zmysły, lecz póki wieje wiatr ze wschodu, nie możecie stać się znowu istotami wolnymi od dobra i zła”.
Kalessin powiedział: „Dawno temu dokonaliśmy wyboru. Wybraliśmy wolność. Ludzie wybrali jarzmo. My wybraliśmy ogień i wiatr, oni wodę i ziemię. My wybraliśmy zachód, oni wschód”.
I powiedział: „Wśród nas zawsze znajdowali się tacy, którzy zazdroszczą im bogactw, a wśród nich zazdroszczący nam naszej wolności. W ten sposób między nas wtargnęło zło i znów nas ogarnie, póki nie zdecydujemy się na zawsze pozostać wolni. Wkrótce powrócę poza zachód, by wzlecieć na innym wietrze. Poprowadzę was tam albo zaczekam, jeśli zechcecie przybyć”.
Wtedy wiele smoków tak rzekło do Kalessina: „Zdjęci zazdrością ludzie dawno temu ukradli nam połowę naszej krainy poza zachodem i wznieśli mury z zaklęć, które nas powstrzymują. Pozwól nam zatem przegnać ich na najdalszy wschód i odebrać im wyspy. Ludzie i smoki nie mogą dzielić się tym samym wiatrem”.
Na co Kalessin odpowiedział: „Kiedyś byliśmy jednością. Na znak tego w każdym pokoleniu ludzkim rodzi się dziecko bądź dwoje, które są także smokami, a w każdym naszym pokoleniu, żyjącym dłużej niż ulotne ludzkie istoty, pojawia się jedno z nas, które jest także człowiekiem. Ktoś taki żyje teraz na Wyspach Wewnętrznych, podobnie jedno z nich, które jest także smokiem. Ta dwójka to posłańcy, zwiastuni wyboru. Nikt więcej taki nie przyjdzie już na świat ani wśród nas, ani wśród nich. Równowaga bowiem ulega zmianie”.
I powiedział Kalessin: „Wybierajcie. Odejdźcie ze mną, by wzlecieć na najdalszym końcu świata, na innym wietrze, albo zostańcie, przywdziewając jarzmo dobra i zła, zmieńcie się w bezrozumne zwierzęta. Jako ostatnia wyboru dokona Tehanu. Po niej nie pozostanie już żaden wybór. Droga na zachód będzie zamknięta. Zostanie tylko, jak zawsze, las pośrodku świata”.
Członkowie rady królewskiej siedzieli bez ruchu niczym kamienie, zasłuchani. Irian stała nieruchomo, spoglądając na nich, poprzez nich.
— Minęło kilka lat i Kalessin odleciał poza zachód. Niektórzy podążyli za nim, inni nie. Gdy przybyłam, by dołączyć do mego ludu, wyruszyłam w ślad za Kalessinem. Teraz podążam tam i wracam, póki wiatry zechcą mnie nieść.