Бесплатная библиотека
Читайте книгу на сайте или телефоне

Электронная книга - «My, Dzieci Z Dworca Zoo». Краткое содержание книги:

Ta książka jest dla mnie niesamowita. Wokół słyszymy wciąż: narkomani, nie, narkotyki, nie, to niezdrowe, nie, to szkodliwe, nie, trucizna, nie, narkotyki, nie, złe towarzystwo, nie, nie i nie… A (może nie mnie, ale wielu) to wcale nie odstrasza, wręcz zaciekawia. Ta książka mówi o psychice młodej narkomanki, o skutkach nałogu, o tym, że nie mogła spełnić swych marzeń, o miłości w narkotykach, o tym, kim się staje człowiek, gdy zaczyna brać narkotyki.
Książka opowiada o narkomance z Berlina Zachodniego. Przedstawia problem wciąż aktualny, lecz nie mówiąc medycznie o chorobach, tylko o psychice narkomana. I to jest niezwykle ciekawe. Można niezwykle płakać nad tą książką. Ja sama czułam bezsilność, jakbym była w nałogu, czułam ten wstręt. Do czego? Do siebie samej. Bo czułam się, jakbym to JA była tą narkomanką. Nie Christiane. Nie. JA.
Niezwykle wciągająca książka.
1 ... 28 29 30 31 32 33 34 35 36 ... 78
Перейти на страницу:

W końcu zapytałam ją prosto z mostu i powiedziała: – Mam stałego faceta. Trochę stary, ale klient jak cię mogę. Po południu jeżdżę do niego taryfą. Nie daje mi forsy, tylko towar. Dostaję trzy ćwiartki dziennie. Przychodzą też inne, one też dostają od niego w towarze. Ale na razie chce tylko mnie. W godzinę załatwiam całą sprawę. Oczywiście żadnego dymania. Tylko się rozbieram, daję się sfotografować, trochę pogadam no i, wiesz, mineta. Ale o dymaniu nie ma mowy.

Facet nazywał się Heinz. Miał sklep papierniczy. Też już o nim słyszałam, że jest w porządku, bo od razu daje herę i człowiek oszczędza sobie ganiania. Normalnie zazdrościłam Babsi, która najpóźniej o ósmej była już w domu, zawsze mogła się wyspać i nie miała całej tej nerwowy.

Babsi miała wszystko. Nawet sprzętu jej nie brakowało. Strzykawki, które właściwie były przecież do jednorazowego użytku, dosyć trudno było już wtedy dostać. W mojej igła znowu była już taka tępa, że za każdym razem musiałam ją podostrzyć na drasce, żeby w ogóle weszła mi w kanał. Babsi miała strzykawek od metra. Od razu mi obiecała trzy pompki i trzy kojki.

Parę dni później spotkałam też na dworcu Stellę, kumpelkę Babsi, która wtedy była razem z nią na gigancie i nawet wcześniej od niej zaczęła z herą. Uściski, buzi, niesamowita radość. Oczywiście Stella przez ten czas też już zdążyła wejść w ciąg. Jej nie szło tak dobrze jak Babsi. Przecież dwa lata temu jej ojciec zginął w czasie pożaru mieszkania, mama razem ze swoim włoskim galopantem otworzyła knajpę i rozpiła się. Stella ciągle podprowadzała z knajpy forsę na towar. Kiedy raz podwędziła facetowi mamy pięć dych prosto z portfela, wszystko się wydało. Nie miała teraz odwagi wrócić do domu i znowu była na gigancie.

Na górze, w barku, rozmowa od razu automatycznie zeszła na klientów. Na początek Stella oświeciła mnie co do swojej najlepszej kumpelki, Babsi. No więc z nią już kompletnie źle. Ten jej Heinz to fatalny facet. Parszywy, stary, zapocony typ, któremu Babsi normalnie daje się dymać.

Stella powiedziała: – Dla mnie to już dno. Dymać się z takim. W ogóle dymać się z klientem. To już od razu można zacząć z kasztanami. Od czasu do czasu jakaś minetka, okay. Ale dymać się, to już dno.

Byłam wtedy autentycznie wstrząśnięta, do czego ta Babsi doszła. Nie mogłam się jeszcze wtedy domyślić, czemu Stella mi to wszystko opowiada. Dopiero potem dowiedziałam się od Babsi, że ten Heinz był najpierw stałym klientem Stelli. Stąd Stella tak dokładnie wiedziała, czego on żąda za trzy ćwiartki. Później miałam to zresztą sprawdzić na własnej skórze.

Potem, jeszcze w barku, Stella powiedziała mi, że dla niej to już dno, chodzić na zarobek na ten dworzec: Przecież tu są normalnie same najgorsze zdziry. i łażą kasztany. Ona by tam nie zniosła, żeby te śmierdziele ją tak bez przerwy zaczepiały.

Stella zajmowała się tymi z samochodów, na Kurfürstenstrasse. Chodziły tam prawie same narkomanki, przede wszystkim trzynaste – i czternastolatki. Piekielnie bałam się tego interesu, gdzie człowiek właściwie nie wie, do czyjego wozu wsiada. Powiedziałam: – Ten biznes z samochodziarzami to kompletne dno. Przecież oni dają po dwadzieścia marek. Dwóch klientów za działkę, wżyciu by mi się nie chciało.

W końcu prawie całą godzinę się kłóciłyśmy, co jest bardziej denne, puszczać się na dworcu Zoo, czy na Kurfürstenstrasse. Przy okazji doszłyśmy zgodnie do wniosku, że Babsi to już ostatnie dno, jak daje się rypać temu facetowi.

Nasze spotkanie zaczęło się więc sporem o honor. Przez następne miesiące prowadziłyśmy go zresztą wszystkie trzy prawie codziennie. Za każdym razem chodziło o to, która z nas najgłębiej siedzi już w tym syfie. Każda chciała udowodnić pozostałym, że wcale nie jest z nią jeszcze tak najgorzej. Jak byłyśmy we dwie, to mówiłyśmy źle o trzeciej.

Oczywiście idealnie było, jak sobie człowiek radził bez klientów. Pierwszego dnia, jak się spotkałyśmy, wmawiałyśmy sobie nawzajem ze Stellą, że damy sobie radę i bez klientów. Chciałyśmy kombinować forsę kradnąc i kołując od ludzi. Stella znała całą kupę grepsów.

Od razu poszłyśmy do Kadewe, znaczy Kaufhaus des Westens, żeby wypróbować jeden taki supergreps. Robi się go w damskich kiblach. Trzeba poczekać, aż parę bab wlezie do kabin. Przeważnie każda wiesza torebkę od środka na klamce. Jak się wypłaczą z tych swoich gorsetów i siądą na kiblu, trzeba błyskawicznie nacisnąć każdą klamkę. Torebki spadają na ziemię i łatwo je wyciągnąć przez szeroką szparę pod drzwiami. Oczywiście żaden babsztyl nie wyskoczy z gołym tyłkiem. Zanim się wbiją z powrotem w łachy, nie ma po nas śladu.

No więc kikowałyśmy w damskiej toalecie tego Kadewe. Ale za każdym razem, jak Stella mówiła, że teraz można, ja dostawałam cykora. A Stella nie chciała sama. Zresztą potrzebne są cztery ręce, żeby wystarczająco szybko sprzątnąć wszystkie torby. No więc nici z wielkiej forsy z babskiego kibla. Nigdy nie miałam nerwów do kradzieży, a teraz było z nimi coraz gorzej.

Po kilku dalszych niepowodzeniach w kradzieży i kołowaniu forsy, postanowiłyśmy ze Stellą chodzić razem na zarobek. Uparłam się, żeby to robić na dworcu. Zaczęłyśmy chodzić z klientem zawsze we dwie. Miało to wiele zalet, ale o jednej nigdy ze sobą nie rozmawiałyśmy: Każda z nas miała kontrolę nad drugą, więc wiedziała, na co ta druga tak naprawdę pozwala sobie z klientami. Ale też czułyśmy się pewniej we dwójkę. Jak byłyśmy we dwie, to trudniej było nas wykiwać i łatwiej mogłyśmy się bronić, jak klient nie trzymał się umowy. No i we dwójkę szło szybciej. Jedna obrabiała faceta od góry, druga od dołu i raz dwa było po wszystkim.

Z drugiej strony trudniej było znaleźć facetów, którzy by chcieli bulić za dwie dziewczyny. Byli też doświadczeni klienci, którzy po prostu bali się bycz dwiema naraz. Bo wtedy łatwo można go wyrolować. Jedna obrabia go jak należy, a druga łapie za portfel. To Stella najchętniej chodziła ze mną albo z Babsi. Jej było trudniej podłapać klienta, bo nie wyglądała już tak bardzo dziecinnie jak my.

Najłatwiej miała z tym Babsi. Zaczęła z nami zarabiać jeszcze wtedy, jak miała tego Heinza, tylko po to, żeby móc odpalić nam czasem działkę. Nigdy nie malowała tej swojej niewinnej dziecięcej twarzyczki. Bez zadka i bez piersi, akurat właśnie trzynastoletnia, była dokładnie tym, czego szukają klienci, napaleni na siusiary. Normalnie bywało i tak, że czasem zrobiła w godzinę pięciu klientów za 200 marek.

Babsi i Stella od razu weszły do naszej paczki, do Detlefa, Axela i Bernda. Były więc teraz trzy dziewczyny i trzech chłopaków. Jak wyłaziliśmy gdzieś razem, ja brałam za rękę Detlefa, a każdy z chłopaków którąś z dziewczyn. Nic więcej między nimi nie było. Po prostu stanowiliśmy idealną paczkę. Jeszcze każdy mógł przyjść do każdego ze swoimi kłopotami. Mimo ciągłych kłótni o duperele, co u narkomanów jest na porządku dziennym. W tej fazie hera i związane z nią problemy jeszcze nas łączyły. Nie jestem pewna, czy między młodymi ludźmi, którzy nie są narkomanami, w ogóle zdarzają się takie przyjaźnie, jak w naszej paczce. Takie idealne przyjaźnie, jakie spotyka się przynajmniej wśród początkujących ćpunów, niesamowicie pociągają całą resztę małolatów.

Kiedy do paczki doszły te dwie dziewczyny, między mną a Detlefem zaczęły się problemy. Kochaliśmy się tak jak przedtem, ale coraz częściej dochodziło do kłótni. Detlef był często wnerwiony. Dużo czasu spędzałam teraz ze Stellą i z Babsi, i jakoś nie za bardzo mu się to podobało. Ale chyba najbardziej go wpieniało, że nie miał już kontroli nad tym, z jakimi chodzę klientami. Wyszukiwałam ich teraz sama albo ze Stellą czy z Babsi. Detlef zaczął mi zarzucać, że na pewno daję się dymać. Był normalnie zazdrosny.

1 ... 28 29 30 31 32 33 34 35 36 ... 78
Перейти на страницу:
0
Сюжет
  • 1
  • 2
  • 3
  • 4
  • 5
  • 6
  • 7
  • 8
  • 9
  • 10
0
Атмосфера
  • 1
  • 2
  • 3
  • 4
  • 5
  • 6
  • 7
  • 8
  • 9
  • 10
0
Главный герой
  • 1
  • 2
  • 3
  • 4
  • 5
  • 6
  • 7
  • 8
  • 9
  • 10
0
Общее впечатление
  • 1
  • 2
  • 3
  • 4
  • 5
  • 6
  • 7
  • 8
  • 9
  • 10
Итоговая оценка: 0.0 из 10 (голосов: 0 / История оценок)