Бесплатная библиотека
Читайте книгу на сайте или телефоне

Электронная книга - «My, Dzieci Z Dworca Zoo». Краткое содержание книги:

Ta książka jest dla mnie niesamowita. Wokół słyszymy wciąż: narkomani, nie, narkotyki, nie, to niezdrowe, nie, to szkodliwe, nie, trucizna, nie, narkotyki, nie, złe towarzystwo, nie, nie i nie… A (może nie mnie, ale wielu) to wcale nie odstrasza, wręcz zaciekawia. Ta książka mówi o psychice młodej narkomanki, o skutkach nałogu, o tym, że nie mogła spełnić swych marzeń, o miłości w narkotykach, o tym, kim się staje człowiek, gdy zaczyna brać narkotyki.
Książka opowiada o narkomance z Berlina Zachodniego. Przedstawia problem wciąż aktualny, lecz nie mówiąc medycznie o chorobach, tylko o psychice narkomana. I to jest niezwykle ciekawe. Można niezwykle płakać nad tą książką. Ja sama czułam bezsilność, jakbym była w nałogu, czułam ten wstręt. Do czego? Do siebie samej. Bo czułam się, jakbym to JA była tą narkomanką. Nie Christiane. Nie. JA.
Niezwykle wciągająca książka.
1 ... 31 32 33 34 35 36 37 38 39 ... 78
Перейти на страницу:

Stałam przed lustrem i przygotowywałam działkę. Byłam szczególnie napalona, bo akurat miałam coś ekstra. Normalna heroina, która chodzi na rynku, to biały albo lekko brązowy proszek. A ta była szarozielonkawa. To taki najbardziej zanieczyszczony towar, ale daje niesamowitego kopa. Strasznie rozwala serce i trzeba uważać przy dawkowaniu. Jak się właduje za dużo, to można wykitować. Ale ja byłam niesamowicie napalona na tego specjalnego kopa.

Wkłułam się w żyłę, pociągnęłam tłok i od razu w strzykawce pokazała się krew. Niby parę razy przefiltrowałam ten proszek, ale on jest kompletnie zanieczyszczony. No i stało się. Zatkała się igła. To jest chyba najgorsza rzecz, jaka może się przytrafić ćpunowi. Zatkana igła w takiej chwili. Bo jak zakrzepnie krew, którą się wciąga do strzykawki, to wtedy koniec. Cała działka do wyrzucenia.

No więc nie mogłam nic wydusić. Naciskałam z całej siły, żeby tylko to świństwo przelazło przez igłę. No i rzeczywiście miałam fart. Udało mi się w końcu władować. Jeszcze raz wciągnęłam krew do strzykawki, żeby wypłukać wszystko do końca. Wtedy igła znowu się zatkała. Wściekłam się. Miałam jeszcze tylko osiem albo dziesięć sekund, potem przyjdzie kop. Cisnęłam z całej siły. Pompka wyleciała mi z ręki i zachlapałam krwią całą łazienkę.

Ten kop był wspaniały. Musiałam sobie przytrzymać głowę. W okolicy serca czułam niesamowity kurcz. W głowie m i huczało, jakby mi kto walił w nią młotem, skóra na głowie mrowiła, jakby mi wbijali milion igiełek. A potem normalnie sparaliżowało mi lewą rękę.

Kiedy mogłam się znowu poruszać, wzięłam papierową chusteczkę, żeby zetrzeć krew. Była wszędzie. W umywalce, na lustrze, na ścianach. Na szczęście wszystko było pomalowane na olejno, tak, że łatwo było zmyć. Jeszcze kiedy wycierałam krew, mama zaczęła się dobijać do drzwi, i dawaj przytruwać: – Otwieraj. Masz mnie zaraz wpuścić. A w ogóle co to za zamykanie drzwi. Jakieś nowe zwyczaje.

Powiedziałam – Przymknij się. Zaraz wychodzę. – Byłam niesamowicie wpieprzona, że akurat teraz musiała się do mnie przyczepić, i w wariackim pośpiechu ścierałam te plamy. Z tego wszystkiego parę przegapiłam i na dodatek zostawiłam zakrwawioną chusteczkę w umywalce. Otworzyłam drzwi i mama wpadła do łazienki. Niczego nie podejrzewałam i myślałam, że po prostu musi szybko siusiu. Wróciłam z moją plastikową torbą do pokoju, położyłam się do łóżka i zapaliłam papierosa.

Nie zdążyłam się jeszcze dobrze zaciągnąć, a tu mama wpada do pokoju Krzyczy: – Bierzesz narkotyki!

Ja na to: – Bzdura. Co ci strzeliło do głowy?

Wtedy ona normalnie się na mnie rzuciła i siłą wyprostowała mi ręce. Nawet się specjalnie nie broniłam. Od razu zobaczyła świeży ślad po igle. Wzięła moją plastikową torbę i wysypała na łóżko wszystko, co tam w niej było. Wypadła strzykawka, okruchy tytoniu z papierosów i cała masa prostokącików staniolu. W staniolu była przedtem heroina. Jak nie miałam czasem towaru, a dostałam febry, to zdrapywałam paznokciem ostatnie resztki pyłku z tych papierków i z tego robiłam sobie działkę.

To, co wysypało się z torby, było oczywiście dla mamy wystarczającym dowodem mojej narkomanii. Zresztą, już w łazience nie miała wątpliwości. Odkryła tam nie tylko zakrwawioną chusteczkę i plamy krwi, ale także sadzę na łyżeczce, w której podgrzewałam herę. Zdążyła się już naczytać o heroinie w gazetach i szybko sobie dośpiewała całą resztę.

Od razu przestałam się zapierać. Chociaż przed chwilą władowałam sobie ten nieziemski towar, normalnie się wtedy załamałam. Zaczęłam ryczeć i nie mogłam wydusić z siebie ani słowa. Mama też nic nie mówiła. Cała się trzęsła. Była kompletnie zaszokowana. Wyszła z mojego pokoju i słyszałam, że rozmawia z Klausem. Wróciła do mnie. Wyglądała na trochę spokojniejszą i zapytała: – Da się coś na to poradzić? Nie masz zamiaru z tym skończyć?

Powiedziałam: – Mamusiu, niczego bardziej nie chcę. Słowo ci daję. Wierz mi. Naprawdę chcę się wyrwać z tego bagna.

A ona: – Dobrze, w takim razie spróbujemy wspólnie. Wezmę urlop, żeby cały czas być przy tobie, kiedy przestaniesz brać narkotyki. Od razu dzisiaj zaczniemy odwyk.

Powiedziałam: – Świetnie, zgoda. Tylko jeszcze jedno. Bez Detlefa nie ma mowy. Ja go potrzebuję i on mnie też. On też chce przestać. Często o tym rozmawialiśmy, i tak mieliśmy to niedługo zrobić. Razem.

Mama kompletnie straciła głowę i zapytała: – Co? Detlef też bierze? – Uważała zawsze, że Detlef jest taki miły, i cieszyła się, że mam takiego miłego chłopaka. Odpowiedziałam: – Oczywiście, że tak. Myślisz, że sama bym to robiła? Detlef nigdy by na to nie pozwolił. Ale też nie pozwoli, żebym robiła odwyk bez niego.

Nagle poczułam się zupełnie dobrze. Zaczęłam się normalnie cieszyć, że razem z Detlefem będę mogła przejść odwyk. No bo autentycznie już od tak dawna chcieliśmy to zrobić. Za to mama była kompletnie załatwiona. Pozieleniała na twarzy i myślałam, że zaraz dostanie szoku. Ta sprawa z. Detlefem to był dla niej drugi cios. Zaszokowała ją chyba jej własna nieświadomość przez całe ostatnie dwa lata. A teraz miała coraz więcej wątpliwości. Koniecznie chciała wiedzieć, skąd bratam pieniądze na heroinę. Oczywiście od razu załapała, że może jakieś puszczanie się itepe.

Nigdy bym się nie zdobyta, żeby powiedzieć jej prawdę. Skłamałam: – Eee, zawsze jakoś można skołować trochę forsy. Prosiło się ludzi, żeby dali parę marek. Najczęściej wychodziło. Trochę sprzątałam to tu, to tam.

O więcej już mama nie pytała. Widać znowu uspokoiła sobie sumienie tą odpowiedzią, bo to przynajmniej nie potwierdzało jej najgorszych przypuszczeń. To, czego się dowiedziała tej niedzieli, i tak już wystarczyło, żeby ją kompletnie załamać Strasznie mi jej było żal i miałam z jej powodu wyrzuty sumienia.

Zaraz pojechałyśmy poszukać Detlefa. Na dworcu Zoo go nie było. Nie było go też u Axela i Bernda.

Wieczorem pojechałyśmy do jego ojca. Rodzice Detlefa też byli rozwiedzeni. Jego ojciec był urzędnikiem. Od dawna wiedział, co się dzieje z Detlefem. Moja mama zaczęła mu robić wyrzuty, że nic jej o tym nie powiedział. O mało się wtedy nie rozpłakał. Było mu niesamowicie głupio, że jego syn ćpa i zarabia u pedałów. Teraz się cieszył, że mama chce się tym wszystkim zająć. Co chwila powtarzał: – Tak, coś trzeba zrobić.

Ojciec Detlefa miał w szufladzie biurka całą kolekcję tabletek nasennych i uspokajających. Dał mi wszystkie, bo powiedziałam, że nie mamy valeronu, a odwyk bez valeronu to właściwie tortura. Dostałam cztery czy pięć mandraksów, całą fiolkę gemetryny i pięćdziesiąt sztuk 10 mg valium. Jeszcze w drodze do domu, jak jechałyśmy kolejką, połknęłam całą garść pigułek, bo powoli zaczynał mnie brać głód. Na tych pigułkach nieźle nawet ciągnęłam i udało mi się przespać noc.

Rano rzeczywiście zjawił się Detlef. Ojciec zaraz go znalazł. Detlef był już całkiem na febrze. Uważałam, że to bezbłędnie z jego strony, że sobie nie władował, chociaż przecież mógł, tylko przyszedł do mnie już na głodzie. A przecież na pewno zdawał sobie sprawę, że nie mam już towaru. Powiedział, że chce być równo ze mną, jak zaczniemy odwyk. To było naprawdę bezbłędne.

1 ... 31 32 33 34 35 36 37 38 39 ... 78
Перейти на страницу:
0
Сюжет
  • 1
  • 2
  • 3
  • 4
  • 5
  • 6
  • 7
  • 8
  • 9
  • 10
0
Атмосфера
  • 1
  • 2
  • 3
  • 4
  • 5
  • 6
  • 7
  • 8
  • 9
  • 10
0
Главный герой
  • 1
  • 2
  • 3
  • 4
  • 5
  • 6
  • 7
  • 8
  • 9
  • 10
0
Общее впечатление
  • 1
  • 2
  • 3
  • 4
  • 5
  • 6
  • 7
  • 8
  • 9
  • 10
Итоговая оценка: 0.0 из 10 (голосов: 0 / История оценок)