Бесплатная библиотека
Читайте книгу на сайте или телефоне

Электронная книга - «My, Dzieci Z Dworca Zoo». Краткое содержание книги:

Ta książka jest dla mnie niesamowita. Wokół słyszymy wciąż: narkomani, nie, narkotyki, nie, to niezdrowe, nie, to szkodliwe, nie, trucizna, nie, narkotyki, nie, złe towarzystwo, nie, nie i nie… A (może nie mnie, ale wielu) to wcale nie odstrasza, wręcz zaciekawia. Ta książka mówi o psychice młodej narkomanki, o skutkach nałogu, o tym, że nie mogła spełnić swych marzeń, o miłości w narkotykach, o tym, kim się staje człowiek, gdy zaczyna brać narkotyki.
Książka opowiada o narkomance z Berlina Zachodniego. Przedstawia problem wciąż aktualny, lecz nie mówiąc medycznie o chorobach, tylko o psychice narkomana. I to jest niezwykle ciekawe. Można niezwykle płakać nad tą książką. Ja sama czułam bezsilność, jakbym była w nałogu, czułam ten wstręt. Do czego? Do siebie samej. Bo czułam się, jakbym to JA była tą narkomanką. Nie Christiane. Nie. JA.
Niezwykle wciągająca książka.
1 ... 24 25 26 27 28 29 30 31 32 ... 78
Перейти на страницу:

Spanikowałam się i zaczęłam się wściekać: – Stary, co ty, nic nie kapujesz? Jak sobie jutro rano nie właduję, to znowu będę na głodzie i jak pójdę do szkoły?

Detlef: – Słuchaj, zawsze ci o tym mówiłem. Teraz się doigrałaś.

Po południu poszliśmy jednak na dworzec. Miałam dużo czasu namyślenie. Pierwszy głód. Byłam teraz uzależniona od heroiny i od Detlefa. To, że byłam uzależniona od Detlefa, przerażało mnie bardziej. Co to za miłość, jak jedno jest kompletnie zależne od drugiego? Co by było, jakby Detlef kazał mi wieczorem, żebrać o działkę? Wiedziałam, jak ćpuny potrafią, żebrać na głodzie. Jak dają się poniżać i upadlać. Jak się z nich potem robią szmaty. Nie umiałabym prosić. A już na pewno nie Detlefa. Jakby kazał mi u siebie, żebrać, toby był z nami koniec. Nigdy w życiu nie umiałam kogoś o coś prosić.

Detlef podłapał w końcu jakiegoś klienta i niesamowicie długo czekałam, zanim wreszcie wrócił. Teraz musiałabym już zawsze czekać, aż Detlef da mi działkę na następny dzień.

Tego popołudnia byłam całkiem jak struta. Rozmawiałam ze sobą półgłosem. Mówiłam sobie: No więc, Christiane, doszłaś już właściwie tam, gdzie zawsze chciałaś być. Czy tak to sobie wyobrażałaś? Nie, skąd. Ale przecież tego chciałaś. Zawsze przecież imponowali ci starzy narkomani. A teraz sama jesteś jedną z nich. Teraz nikt nie może ci wcisnąć kitu. Nie będziesz już patrzyła z niedowierzaniem, jak inni będą opowiadać o głodzie. Nikt cię tu już nie zrobi w konia. Teraz ty możesz robić w konia.

Tak naprawdę, to mi się nie udało dodać sobie tym otuchy. Bez przerwy myślałam o tym głodzie. Przypominałam sobie, jak załatwiałam ćpunów, co byli na głodzie. Przecież właściwie nie miałam tak naprawdę pojęcia, co się z nimi wtedy wyprawia. Widziałam tylko, że są niesamowicie wrażliwi, łatwo ich zranić i są kompletnie bezsilni. Narkoman na głodzie nie ma nawet odwagi się sprzeciwić, taka się z niego robi szmata. Nieraz wyżywałam na nich swoją żądzę władzy Jak się dobrze zabrać do rzeczy, to można ich zwyczajnie wykończyć, doprowadzić do tego, że dostają szoku. Trzeba tylko porządnie przycisnąć te ich prawdziwie słabe miejsca, powiercić tam, gdzie ich boli, i od razu się załamują. Na głodzie zdają sobie przecież wystarczająco jasno sprawę, jakie z nich łachy. Wtedy znika cała ta narkomańska wyniosłość, człowiek nie czuje się już wcale taki ponad wszystko i wszystkich.

Mówiłam sobie: Teraz jak będziesz na głodzie, to cię załatwią. Już oni wykapują, jakie z ciebie właściwie nic. Tylko, że przecież wiedziałaś o tym od początku. Śmieszne, że dopiero teraz przyszło ci to do głowy.

Te rozmowy z samą sobą nic nie dały. Musiałabym porozmawiać z kimś drugim. Powinnam po prostu pójść do któregoś z narkomanów na dworcu. Zamiast tego zaszyłam się w jakimś kącie pod dworcową pocztą. Tak właściwie, dokładnie przecież wiedziałam, co mi mogą powiedzieć. Wystarczająco często słuchałam tego, jeszcze jako prawie nie zainteresowana: Stary, co się tak przejmujesz. Na razie jeszcze nie ma sprawy. Jakoś to będzie. Jak ci się naprawdę zechce, to zawsze możesz zrobić odwyk. W końcu jest chyba valeron, nie? Detlef też miał takie same gadki, jak szło o heroinę.

Tylko z mamą mogłabym porozmawiać. Ale to było wykluczone. Pomyślałam sobie, że nie mogę jej tego zrobić: Ona cię kocha, ty też ją kochasz na swój sposób. Jakbyś jej to wszystko opowiedziała, toby normalnie padła. Pomóc zresztą też by ci nie mogła. Może wsadzi cię do zakładu. A to już w ogóle nic nie da. Wtedy dopiero zatniesz się na dobre i pryśniesz z zakładu na giganta. Wszystko by było tylko jeszcze gorzej.

Znowu mówiłam do siebie półgłosem: Też problem, możesz z tym zwyczajnie skończyć. Te troszkę febry na początku, swobodnie dasz sobie radę. Jak wróci Detlef, to mu powiesz: Nie chcę swojej działki. Przestaję brać. i albo ty też przestaniesz, albo się rozstaniemy. Aha, masz jeszcze w kieszeni dwa razy po ćwierć. Okay, stary. Dzisiaj sobie jeszcze władujemy, ale od jutra koniec. Zauważyłam, że od tych rozmów normalnie znowu dostałam chcicy. Potem zaczęłam mówić szeptem, jakbym miała sobie zdradzić nie wiem jaką tajemnicę: Detlef i tak nie będzie chciał. A ty co, miałabyś rozstać się z Detlefem? Christiane, co ty, przestań bredzić. Puknij się w głowę i mów, co naprawdę jest. Zwyczajnie koniec. Wysiadka. Normalnie z tobą już koniec. Nie za dużo miałaś z tego swojego życia. Ale sama tego przecież chciałaś.

Wrócił Detlef. Bez słowa poszliśmy na Kurfürstenstrasse, do naszego stałego dostawcy. Dostałam swoje ćwierć, pojechałam kolejką do domu i zaszyłam się w swoim pokoju.

Dwie niedziele później byliśmy z Detlefem sami w mieszkaniu Axela. Było to po południu. Czuliśmy się parszywie. W sobotę nie znaleźliśmy naszego stałego handlarza i jakiś inny diabelnie nas orżnął. Towar, jaki nam sprzedał, był tak beznadziejny, że rano musieliśmy władować sobie podwójną dawkę, wszystko, co mieliśmy, żeby jakoś wydolić. Detlef znowu zaczynał się pocić, ja też czułam, że niewiele mi brakuje do febry.

Przeszukaliśmy całe mieszkanie, żeby tylko znaleźć coś, co by się dało opylić. Ale i tak z góry wiedzieliśmy, że tu już nic takiego nie ma. Od zaparzacza do kawy po radio, wszystko poszło, wszystko przećpane. Poniewierał się jeszcze tylko odkurzacz. Ale był taki stary, że nie było siły, żebyśmy dali radę go opchnąć.

Detlef powiedział: – Słuchaj, nie ma siły, musimy jak najszybciej skombinować jakąś forsę. Najdalej za dwie godziny oboje będziemy na kompletnym głodzie, a wtedy klapa, nie damy rady nic zrobić. O tej porze, w niedzielę, nie zarobię sam tyle, ile trzeba. Musisz mi pomóc. Najlepiej idź do „Soundu” i skołuj od ludzi. Musisz mieć czterdzieści marek. Jak mi się uda podłapać klienta za czterdzieści albo pięćdziesiąt, to zostanie nam jeszcze trochę na jutro rano. Dasz radę?

Powiedziałam: – Jasne, że tak. Wiesz przecież, że z kołowaniem forsy nigdy nie miałam kłopotów. – Umówiliśmy się, że spotykamy się najpóźniej za dwie godziny. Nieraz już przecież kołowałam forsę w „Soundzie”. Często tak sobie, dla zabawy. Zawsze się udawało. Ale tego wieczora była kompletna klapa. Miało być szybko, a na to trzeba czasu. Takiego typa, co się go chce zahaczyć, trzeba sobie najpierw dokładnie obejrzeć. Trzeba się na niego dostroić, nawet trochę pogadać i przede wszystkim człowiek musi być swobodny. Zwyczajnie trzeba mieć w tym przyjemność.

A u mnie zaczął się głód i nie poszło mi tak, jak zawsze. Po półgodzinie miałam 6,80. Pomyślałam sobie, nie dasz rady. Pomyślałam o Detlefie, który pewnie stoi teraz na dworcu, gdzie o tej porze, w niedzielę, były tylko rodziny z dziećmi, wracające z kawki u babuni i dziadziusia. A do tego był jeszcze na głodzie. Więc i tak nie podłapie nikogo. Wpadłam w panikę.

Bez konkretnych planów wyszłam na ulicę. Miałam jeszcze cichą nadzieję, że pod „Soundem” lepiej mi pójdzie. Przed wejściem stanął supermercedes. Tam często zatrzymywały się superwozy albo przejeżdżały sobie wolniutko. Bo nigdzie nie jest tak tanio, jak pod „Soundem”. Są tam dziewczyny, które nie mają nawet marki na wejście, bo skończyło im się kieszonkowe. Robią to za bilet wstępu i parę coli.

Facet z mercedesa pokiwał na mnie. Poznałam go. Często był pod „Soundem” i nawet mnie już kiedyś zagadywał. Czy nie chciałabym zarobić stówy. Raz go zapytałam, co za to chce, a on powiedział, że „nic takiego”. Wyśmiałam go. Nie pamiętam dokładnie, co wtedy myślałam. Pewnie niewiele. Może: Podejdź do niego i spróbuj się dowiedzieć, czego naprawdę chce. Może ci się uda wykołować od niego parę marek. W każdym razie kiwał na mnie jak wariat i nagle znalazłam się przy samochodzie. Powiedział, żebym jednak może wsiadła. Nie może tu dłużej stać. No i wsiadłam.

1 ... 24 25 26 27 28 29 30 31 32 ... 78
Перейти на страницу:
0
Сюжет
  • 1
  • 2
  • 3
  • 4
  • 5
  • 6
  • 7
  • 8
  • 9
  • 10
0
Атмосфера
  • 1
  • 2
  • 3
  • 4
  • 5
  • 6
  • 7
  • 8
  • 9
  • 10
0
Главный герой
  • 1
  • 2
  • 3
  • 4
  • 5
  • 6
  • 7
  • 8
  • 9
  • 10
0
Общее впечатление
  • 1
  • 2
  • 3
  • 4
  • 5
  • 6
  • 7
  • 8
  • 9
  • 10
Итоговая оценка: 0.0 из 10 (голосов: 0 / История оценок)