Angielski pacjent [The English Patient - pl]
- Автор: Ондатже Майкл
- Год: 1994
- Язык: польский
- Год: Muza
- ISBN: 83-7079-253-7
- Переводчик: Waclaw Sadkowski
- Жанр: Современная русская и зарубежная проза
Электронная книга - «Angielski pacjent [The English Patient - pl]». Краткое содержание книги:
Miała twarz o klasycznej urodzie. Jej rodzice znani byli dobrze w świecie prawniczym. Należałem do ludzi, którzy nie zachwycają się poezją — póki nie usłyszałem, jak ją nam ta kobieta recytowała. I na pustynię przywołała swe dni uniwersyteckie, pomiędzy nas tam, aby opisać gwiazdy w taki sam sposób, w jaki Adam czule pouczał kobietę, używając pełnych gracji metafor:
Tego wieczora zakochałem się w jej głosie. Tylko w głosie. Nie chciałem słuchać niczego innego. Wstałem i odszedłem dalej.
Była wierzbą. Jak też by wyglądała zimą, będąc już w moim wieku? Ciągle i zawsze widzę ją oczyma Adama. Plątanina jej rąk i nóg, kiedy się zsuwa po skrzydle samolotu, kiedy się pochyla pośród nas, by podsycić ogień, jej wycelowany we mnie łokieć, kiedy pije z manierki.
W kilka dni później tańczyła ze mną, kiedyśmy poszli całą grupą na tańce w Kairze. Nawet lekko wstawiona, twarz zachowywała niewzruszoną. I jeszcze teraz myślę, że w największym stopniu odsłaniała ją ta właśnie twarz z chwili, kiedy oboje byliśmy podpici, nie zaś twarz z tego czasu, kiedy byliśmy kochankami.
Przez wszystkie te lata starałem się dociec, co się kryło w spojrzeniu, którym mnie darzyła. Wydawało się, że pogarda. Tak mi się zdawało. Teraz myślę, że mnie nim badała. Była niewinna, zadziwiona czymś we mnie. Zachowywałem się tak, jak zwykłem się zachowywać w barach, ale tym razem znalazłem się w nieodpowiednim towarzystwie. Jestem człowiekiem, który wyróżnia się swym sposobem bycia. I nie brałem pod uwagę, że ona jest młodsza ode mnie.
Studiowała mnie. Po prostu. A ja czyhałem na jakiś nie kontrolowany grymas na jej posągowej twarzy, na coś, co by ją odsłoniło.
Podaj mi mapę, a odtworzę ci miasto. Podaj mi ołówek, a narysuję ci pokój w południowej dzielnicy Kairu, mapy pustyni rozwieszone na ścianach. Zawsze była pomiędzy nami pustynia. Otwierałem oczy i spoglądałem na mapę dawnych osiedli rozmieszczonych wzdłuż wybrzeża Morza Śródziemnego — Gazala, Tobruk, Mersa Matruh i na południe, na odręcznie dorysowane wadi oraz na żółte plamy przedstawiające okolice, w które się wdzieraliśmy, by się w nich tracić. Moim zadaniem będzie krótkie opisanie kilku ekspedycji, wdzierających się w Gilf Kebir. Doktor Bermann przeniesie nas później na pustynię, jaka istniała przed tysiącami lat…
W taki oto sposób Madox przemawiał do geografów w Kensington Gore. Ale nie znajdziesz wzmianki o cudzołóstwie w protokołach Geographical Society. Nasz pokój nigdy się nie pojawia w szczegółowych sprawozdaniach, które odnotowują każdy pagórek na naszej drodze i każde zdarzenie z naszej historii.
Na ulicy, gdzie sprzedają sprowadzone ze świata papugi, jeden rewir wydzielono dla ptaków gadających. Ptaki szczekają i gwiżdżą w rozgwarze, na zasłanej piórami alejce. Wiedziałem, które to plemię wędrujące jedwabnym lub wielbłądzim szlakiem przeniosło je w maleńkich palankinach przez pustynię. Czterdziestodniowa wędrówka, od kiedy niewolnicy schwytali ptaki i zasadzili je jak kwiaty w podzwrotnikowych ogrodach, a później wsadzili do bambusowych klatek i spuścili na wody rzeki, którą jest handel. Pojawiały się jak panny młode ze średniowiecznych romansów.
Stanęliśmy pośród nich. Pokazywałem jej miasto, jakiego nie znała.
Dotknęła mej ręki przy nadgarstku.
— Gdybym ci poświęciła życie, odrzuciłbyś mnie, prawda?
Nic jej nie odpowiedziałem.
V
Katharine
Kiedy po raz pierwszy jej się przyśnił, obudziła się obok męża z krzykiem.
Przerażonym wzrokiem wodziła po prześcieradle, siedząc z otwartymi ustami. Mąż położył jej rękę na plecach.
— Sen mara. Nie przejmuj się.
— Tak.
— Podać ci łyk wody?
— Tak.
Siedziała bez ruchu. Nie mogła położyć się z powrotem, powrócić na to terytorium, na którym oboje przebywali.
Sen rozgrywał się w tym pokoju — jego ręka na jej szyi (czuła ją teraz), jego złość zwrócona ku niej, złość, którą odczuwała już od pierwszych chwil ich znajomości. Nie, nie złość, brak zainteresowania, irytacja na zamężną kobietę, która się między nimi znalazła. Byli objuczeni jak zwierzęta, a on zawiesił jej na plecach taki ciężar, że nie była w stanie oddychać pod tym jarzmem.
Mąż podał jej szklankę na tacy, ale nie mogła rozłączyć splecionych rąk, drżały. Niezgrabnie przybliżył jej szklankę do ust, tak by mogła łyknąć chlorowanej wody, kilka kropel spłynęło jej po brodzie i skapywało na brzuch. Kiedy się na powrót położyła, ledwo miała czas pomyśleć o tym, czego była świadkiem w swych majakach, a natychmiast zasnęła głębokim snem.
To było pierwsze rozpoznanie. Przypominała je sobie chwilami następnego dnia, ale była bardzo zajęta i nie zajmowała się nim dłużej, usuwała je z myśli; takie tam przypadkowe zetknięcie w zatłoczonej wizjami nocy, nic ponadto.
W rok później nadeszły inne, niebezpieczniejsze, bo spokojne sny. Ale jeszcze w pierwszym z nich odczuwała jego rękę na szyi i oczekiwała, w jaki sposób ją ukoi, by ją przygotować na przemoc.
Kto rozsiewa te okruszynki jadła, by cię zwabić? Wiodące do człowieka, któremu nigdy nie ufałaś. To tylko sen.
A potem dalsza seria snów.
Powiedział później, że to było pokrewieństwo. Pokrewieństwo na pustyni. To się zdarza. Lubił to słowo — pokrewieństwo wody, pokrewieństwo dwóch lub trzech osób w samochodzie przemierzającym przez sześć godzin Morze Piaskowe. Jej spocone kolano obok drążka zmiany biegów w ciężarówce, kolano umykające, podskakujące na wybojach. Na pustyni masz czas na wpatrywanie się we wszystko, na rozważanie choreografii wszystkich rzeczy wokół ciebie.
Kiedy tak rozprawiał, nienawidziła go, oczy jej zachowywały wyraz uprzejmy, ale umysł czekał na sposobność, by go skarcić. Zawsze chciała go karcić i zrozumiała, że to pragnienie miało charakter seksualny. Wedle niego wszelkie związki zmierzały do form skrystalizowanych. Zawierasz powinowactwo — albo się wyłączasz. Tak jak, jego zdaniem, w Dziejach Herodota formowały się społeczeństwa. Zapewniał, że wyniósł ze świata, który opuścił przed laty, doświadczenie niezbędne w walce o odkrycie na poły wymyślonego świata pustyni.
Ekwipunek załadowali na samochody na lotnisku w Kairze, jej mąż doglądał napełniania baków motha benzyną przed wyruszeniem w drogę. Madox pobiegł do jednej z ambasad, by wysłać telegram. On sam wybrał się jeszcze do miasta, żeby się upić — taki zwyczajowy pożegnalny wieczór w Kairze, najpierw Madame Badin’s Opera Casino — a potem błądzić uliczkami wokół Pasha Hotel. Spakował się już przed nastaniem wieczoru i dzięki temu mógł po prostu wskoczyć na ciężarówkę następnego rana.
Zawiózł ją więc do miasta, w wilgotnej duchocie, w powolnym o tej godzinie, tłocznym ruchu ulicznym.
— Straszny upał. Napiłabym się piwa. A ty?
— Nie. Mam sporo spraw do załatwienia przez te kilka godzin. Wybacz.
11
John Milton, Raj utracony, przekład Macieja Słomczyńskiego.