Ostrze Darwina [pl]
- Автор: Симмонс Дэн
- Язык: польский
- Жанр: Триллеры
Электронная книга - «Ostrze Darwina [pl]». Краткое содержание книги:
Pewnego dnia cudem unika śmierci, gdy strzelają do niego mężczyźni z podrasowanego mercedesa. Śledztwo w tej sprawie prowadzi prokurator Sydney Olson oraz sam Dar, który dobiera sobie współpracowników z Departamentu Policji San Diego, LAPD, kalifornijskiej policji drogowej i FBI. Szybko okazuje się, że do Minora strzelali zabójcy rosyjskiej mafii. Czym zdenerwował ich pracodawców? Ostatnimi czasy oceniał jedynie dziwne wypadki samochodowe. Zaczyna badać sprawy głębiej i zaczynają ginąć ludzie…
Powieść obfituje w nieprawdopodobne zwroty akcji, bogate tło obyczajowe i historyczne (Darwin walczył kiedyś w Wietnamie, badał też sprawę wybuchu Challengera), a także w strzelaniny, ucieczki i pościgi samochodowe.
– Jestem ciekawa – wtrąciła Sydney – w jaki sposób wybiera się, że tak powiem… nieświadomy… pojazd do tych sfingowanych wypadków.
– Gra tu rolę wiele czynników – wyjaśniła Trudy.
– Auto musi być oczywiście drogie…
– Dobrze jeśli ma też na zderzaku nalepkę firmy ubezpieczeniowej State Farm albo innej, równie dużej i bogatej – dodał Lawrence.
– Poza tym zwykle namierza się starszego kierowcę – podjęła Trudy. – Kogoś, kto nie zareaguje zbyt szybko i nie zdąży w odpowiednim momencie zahamować.
– Oczywiście nikt nie chce ranić ludzi w pojeździe docelowym – powiedział Dar. – Chodzi jedynie o to, aby współsprawca wystąpił o odszkodowanie z powodu utraty sprawności… zwykle wybiera się urazy niewidoczne i trudne do sprawdzenia, takie jak uraz kręgów szyjnych, piersiowych lub lędźwiowych, chociaż firmy ubezpieczeniowe podejrzliwie patrzą na takie wnioski.
– Ale tu mamy klasyczny sfingowany wypadek z wymuszeniem pierwszeństwa, czyli ten z udziałem Hernandeza zakończył się śmiercią kierującego pojazdem – zauważyła Syd. – A wypadek Phonga w ogóle nie pasuje do tego typu zorganizowanych akcji…
– To prawda – zgodził się Minor, kiwając głową. – Nie sposób uwierzyć, że ktokolwiek dobrowolnie pozwoliłby się nabić na takie sterczące pręty zbrojeniowe.
– Chyba że Phong po raz pierwszy brał udział w takim przedsięwzięciu – zastanowiła się Sydney. – Albo że ktoś go oszukał. Podobnie Hernandeza…
– Którego znaleziono w typowej dla tego typu wypadków pozycji – dodała Trudy. – Kucał pod kierownicą. Bagażnik jego starego buicka wypełniały worki z piaskiem i opony, które często stanowią swego rodzaju dodatkowe zabezpieczenie mające złagodzić skutki zderzenia. Tyle że wszystko spłonęło… wraz z Hernandezem… gdy eksplodował zbiornik na benzynę.
– Odszkodowanie?
– Sześćset tysięcy – odparł Lawrence.
– Więc teraz dochodzimy do prawnika, który pracował przy obu sprawach – powiedziała Syd. – Jorge Murphy Esposito. Od dawna podejrzewamy, że facet szuka klientów wśród ofiar wypadków.
Trudy roześmiała się niewesoło.
– Esposito mógłby wręcz kierować karetki do wypadków – oznajmiła. – Wie, gdzie dojdzie do kraksy, jeszcze zanim ona się zdarzy.
Sydney pokiwała głową.
– Dar, uważasz, że właśnie Esposito poszczuł na ciebie Rosjan?
Minor westchnął.
– Instynkt mi mówi, że nie. Esposito to trzeciorzędny adwokacina. Występuje w imieniu oszustów z marginesu i biedoty. Nie widzę go po prostu w tej roli. Przy takiej klienteli, skąd kontakty z zabójcami z mafii rosyjskiej?
– Mamy jednak jakąś wskazówkę – zauważyła Syd. – Kim są inni prawnicy i lekarze na wysokich pozycjach waszej listy?
– Na naszej liście oszustów żądających odszkodowań? – spytała Trudy.
– Właśnie.
– Oprócz Esposito mamy tam jeszcze Rogeta Velliersa, Bobby’ego Jamesa Tuckera, Nicholasa van Dervana, Abrahama Willisa… – zaczęła wymieniać Trudy.
– Hej, hej – przerwał jej Lawrence. – Willis nie żyje.
Darwin uniósł brwi.
– Od kiedy? Zeznawałem w sądzie przeciwko jego powodowi zaledwie miesiąc temu.
– Zmarł w ubiegły czwartek – odparł Stewart. – A dokładniej mówiąc, nasz drogi adwokat zginął w wypadku samochodowym. Rozbił się w pobliżu Carmel.
– No cóż, kto mieczem wojuje… – mruknęła Sydney.
– Esposito zajmuje się procesami rodzinnymi – zauważył Lawrence.
Trudy cicho odchrząknęła.
– Tak się tylko mówi.
Syd wstała od stołu i przeciągnęła się.
– No cóż, przejrzymy akta Dara powtórnie, pod tym właśnie kątem. Sprawdzimy, którzy z adwokatów poszukujących klientów wśród ofiar wypadków tkwią najgłębiej w sprawie.
Trudy popatrzyła na nią i na Minora.
– Wracacie do San Diego?
Darwin bez słowa przecząco pokiwał głową.
– Zamierzamy przez weekend ukrywać się przed prasą w domku Dara – powiedziała Syd.
Lawrence jedynie nieznacznie zmarszczył czoło, a spojrzenie, które posłał przyjacielowi, było aż nazbyt wyraziste.
– Sporo czasu minęło, odkąd kogoś tam zaprosiłeś, co, Darwin? To znaczy… oczywiście poza mną i Trudy.
– Nigdy nie zapraszałem tam nikogo poza wami – odparł Minor, posyłając Stewartowi ostrzegawcze spojrzenie. – Zdaje mi się jednak, że moja obecna sytuacja nazywa się aresztem zapobiegawczym.
Przez chwilę panowało pełne konsternacji milczenie. W końcu przerwała je Trudy.
– Och, zanim pani odjedzie – powiedziała pogodnie – śledcza Olson…
– Mówcie mi Syd – wtrąciła Sydney.
– A więc Syd – kontynuowała Trudy. – Zanim odjedziesz, mogłabym cię prosić o profesjonalną opinię na temat pewnej kasety z inwigilacji?
– Jasne.
– Och, Trudy, nie, nie rób tego – oświadczył Lawrence, rumieniąc się nad wąsami. – Jezu…
– Potrzebuję czyjejś opinii – tłumaczyła się.
– Och nie, daj spokój – nalegał Stewart. Zdjął okulary i wytarł je chusteczką, a policzki czerwieniały mu coraz bardziej.
– Nagranie ma ponad godzinę – wyjaśniła Trudy Sydney – ale przewiniemy ją na przyspieszonym podglądzie. Dar, byłeś świadkiem w wielu sprawach. Twoja ocena również będzie dla mnie cenna.
Darwin i Syd podążyli zatem za Trudy do salonu, w którym stał sześćdziesięciocalowy telewizor oraz kanapa marki La-z-Boy.
Na kasecie pojawiła się kobieta w średnim wieku, ubrana w obcisły podkoszulek z lycry, szorty i tenisówki. Wyszła z typowego dla klasy średniej domu i wsiadła do starej poobijanej hondy accord. Kamera skupiła się na twarzy kobiety, gdy ta zakładała ciemne okulary i przepaskę na włosy, dlatego jej rysy nie były widoczne w szczegółach. Nagranie było kolorowe, a w dolnym rogu ekranu widniała data i dokładny czas – godzina, minuty i sekundy.
– Nakręciliście to z waszej furgonetki inwigilacyjnej? – spytała Syd Lawrence’a.
– Yhm – przyznał Stewart, który nie usiadł wraz z resztą na kanapie La-z-Boy, lecz stał w części salonu przeznaczonej na jadalnię. Wyglądał na gotowego do natychmiastowej ucieczki.
Trudy odchrząknęła.
– Kobieta nazywa się Pamela Dibbs. Wytoczyła niedawno trzy sprawy; dwie z nich przeciwko naszym klientom: Jack-in-the-Box i WonderMartowi.
– Żądanie odszkodowania z powodu kalectwa? – domyśliła się Sydney.
– Tak – odparła Trudy.
Widoczna na taśmie honda ruszyła, po czym nastąpił przeskok montażowy i samochód wjechał na parking przy dużym budynku. Lawrence oczywiście znał cel podróży kobiety, toteż czekał na nią pod gmachem w inwigilacyjnym chevrolecie astrovan. A kiedy Pamela Dibbs wysiadła z auta i pospiesznie ruszyła do budynku, kamera Stewarta podążyła za nią.
– Trzy wypadki na budowach – wyjaśniła Trudy. – Kobieta twierdziła, że doznała ciężkiego urazu części lędźwiowej kręgosłupa, z powodu którego nie może opuszczać domu. Według jej własnych słów jest właściwie inwalidką. Przedstawiła pisemne zaświadczenia od dwóch lekarzy. Obaj zresztą współpracują z mecenasem Esposito.
Syd kiwnęła głową.
Nagle widok z kamery zmienił się: z kolorowego w niewyraźny, czarnobiały. Obraz trząsł się teraz, ktoś najwyraźniej niósł kamerę korytarzem. Widok był dość wyraźny, choć trochę zniekształcony – jak gdyby kręcono przez obiektyw anamorficzny. Nagle kamera przesunęła się w prawo i pojawiło się odbicie Lawrence’a w lustrzanej ścianie. Stewart – potężny, ważący sto kilkanaście kilogramów mężczyzna – miał na sobie nieco obszarpaną bluzę, spodenki gimnastyczne (widać było jego gołe nogi i wydatne kolana) i obdarte trampki. Nosił przy pasku saszetkę, na czole zaś chustkę zawiązaną w stylu filmowego Rambo, a na nosie parę zbyt dużych okularów przeciwsłonecznych w grubych oprawach. W lustrze najpierw wyglądał na zaskoczonego, a potem przez długą chwilę oglądał swoje odbicie z góry do dołu. W końcu wszedł do głównej sali gimnastycznej.