Ostrze Darwina [pl]
- Автор: Симмонс Дэн
- Язык: польский
- Жанр: Триллеры
Электронная книга - «Ostrze Darwina [pl]». Краткое содержание книги:
Pewnego dnia cudem unika śmierci, gdy strzelają do niego mężczyźni z podrasowanego mercedesa. Śledztwo w tej sprawie prowadzi prokurator Sydney Olson oraz sam Dar, który dobiera sobie współpracowników z Departamentu Policji San Diego, LAPD, kalifornijskiej policji drogowej i FBI. Szybko okazuje się, że do Minora strzelali zabójcy rosyjskiej mafii. Czym zdenerwował ich pracodawców? Ostatnimi czasy oceniał jedynie dziwne wypadki samochodowe. Zaczyna badać sprawy głębiej i zaczynają ginąć ludzie…
Powieść obfituje w nieprawdopodobne zwroty akcji, bogate tło obyczajowe i historyczne (Darwin walczył kiedyś w Wietnamie, badał też sprawę wybuchu Challengera), a także w strzelaniny, ucieczki i pościgi samochodowe.
– Przestań, proszę cię – jęknęła Sydney. – Wybacz, że zaczęłam ten temat.
Darwin milczał przez chwilę. Odniósł wrażenie, że wraca z jakiejś dalekiej podróży. Tak się w każdym razie czuł. Patrzył na siedzącą przed nim kobietę i uświadamiał sobie z szokiem, że krzyknęła.
– W porządku – zapewnił ją, zwalczając pragnienie pogładzenia Syd po ręce, którą położyła na białym obrusie. – W porządku, naprawdę. Od tej pory minęło sporo czasu.
– Dziesięć lat to nie jest wystarczająco długo – odszepnęła kobieta. – Nie w przypadku takiej tragedii. – Odwróciła się do okna i dwoma gniewnymi ruchami ręki starła łzy.
– Rzeczywiście – zgodził się z nią Dar.
Spojrzała na niego ponownie. Wydało mu się, że jej niebieskie oczy wnikają nieskończenie głęboko w jego umysł.
– Mogę spytać o jedną rzecz?
Minor kiwnął głową.
– Dopiero dwa lata po katastrofie odszedłeś z NTSB i przeprowadziłeś się do Kalifornii – powiedziała. – Jak mogłeś… zostać? Kontynuować tę robotę?
– To była moja praca – odparł Darwin. – Byłem w tym dobry.
Sydney Olson bardzo nieznacznie się uśmiechnęła.
– Przeczytałam całe twoje akta, Dar. Wciąż jesteś najlepszym w kraju specjalistą od rekonstrukcji wypadków. Po co zatem współpracujesz ze Stewart Investigations? Wiem, że jesteś całkiem nieźle sytuowany i nie potrzebujesz wielkiej pensji… Ale dlaczego Lawrence i Trudy?
– Lubię ich – odparł. – Larry doprowadza mnie do śmiechu.
Do domku Minora przybyli tuż po zachodzie słońca. Zmierzch wisiał w cichym letnim powietrzu jak mało wyrazisty gobelin. Niewielki dom Darwina znajdował się na końcu kilkunastometrowej drogi żwirowej, na południowy wschód od miasteczka Julian, na skraju Rezerwatu Cleveland. Z okien domku rozciągał się widok na rozległe łąki i szerokie, porośnięte trawą doliny na południu. Ponad domem i za nim, aż do skalistego wierzchołka, gęsto rosły sosny żółte i daglezje zielone.
Syd rozglądała się z podziwem.
– Niesamowite! – wołała. – Używałeś określenia „domek”, więc wyobraziłam sobie zbite z sobą kłody i biegające wokół myszy.
Minor zerknął na zadbaną budowlę z kamienia i drewna sekwojowego, okoloną gankiem z widokiem na południe.
– Nie jest stary – odparł. – Ma dopiero sześć lat. Kupiłem tę posiadłość, gdy po raz pierwszy tu przyjechałem. Najpierw mieszkałem w starym wozie służącym do przewozu owiec…
– W wozie służącym do przewozu owiec? – spytała Sydney.
Dar skinął głową.
– Zaraz zobaczysz.
– I założę się, że ten dom zbudowałeś sam.
– Nie bardzo. – Dar zachichotał. – Mam dwie lewe ręce, jeśli chodzi o młotek czy piłę. Większość prac wykonał miejscowy budowniczy… siedemdziesięciolatek nazwiskiem Burt McNamara.
– Mój Boże – zawołała Syd, podchodząc do otwartego ganku przed budynkiem. – Masz nawet jacuzzi.
– Tak, to bardzo przyjemne urządzenie. A stąd jest wspaniały widok. W zimną noc można usiąść w gorącej wodzie i patrzeć na światełka w indiańskim rezerwacie, tam, po drugiej stronie doliny.
Otworzył frontowe drzwi i odsunął się na bok, przepuszczając kobietę jako pierwszą.
– Rozumiem, dlaczego nie masz… zbyt często… gości – mruknęła cicho.
Ostatnie promienie wieczornego światła oświetlały jeden duży pokój. Dar nie podzielił domu (wydzielił jedynie łazienkę) i tylko grupki mebli oraz dywany różniły jeden obszar od innego. Większość ścian zastawiono półkami z książkami, choć gdzieniegdzie wisiały też ogromne oryginalne plakaty francuskie – jeden z nich reklamował jakieś akcesoria dla wędkarzy, prezentując wędkarkę łapiącą z kanoe pstrąga; obraz stylizowany był na lata dwudzieste: czarnobiały, wykonany charakterystyczną śmiałą kreską. W południowo-wschodnim narożniku, pod kwadratowymi oknami o trzydziestocentymetrowym boku, stało duże biurko w kształcie litery „L”. Widok z tego miejsca był wprost zniewalający. Zresztą cała wschodnia ściana składała się z pięknie zaciemnionych zapadającym zmierzchem okien. Większą część zachodniej ściany zajmował olbrzymi kominek, w pobliżu stało kilka wygodnych skórzanych foteli i kanap do siedzenia, a także pojedyncze łóżko, przykryte kocem marki Hudson’s Bay i ustawione tuż za długą kanapą.
– Lubię obserwować ogień z łóżka – wyjaśnił Darwin.
– Jasne – mruknęła Syd.
Minor postawił torby, po czym zdjął dwie latarnie z haków na ścianie.
– Chodź, pokażę ci twoje miejsce w wozie.
Wyprowadził ją na ganek. W coraz bardziej gęstniejącym mroku przeszli jakieś trzydzieści metrów dobrze utrzymaną ścieżką, wzdłuż której w sześciometrowych odstępach stały półmetrowe latarenki z białego kamienia o wyglądzie dalekowschodnich pagód. Dar i Sydney pokonali mały brzozowy zagajnik, po czym znaleźli się na porośniętej bujną trawą polanie. Stał tam wóz.
Wóz był stary i być może kiedyś rzeczywiście służył do przewozu zwierząt, teraz jednak został odnowiony, obudowany drewnem i szkłem oraz dodatkowo wyposażony w mały ganek, siatkowe drzwi, a od strony południowej także w płócienną markizę. Obok niego ustawiono kilka krzeseł w stylu Adirondack; wszystkie obrócono w stronę widoku jeszcze bardziej nieprawdopodobnego niż ten rozciągający się z domku.
Minor przepuścił Syd i kobieta weszła po czterech stopniach, otworzyła drzwi i wkroczyła do niewielkiego pomieszczenia.
– To chyba najprzytulniejszy pokój, jaki w życiu widziałam – oświadczyła.
Wóz miał zaledwie pięć i pół metra długości oraz dwa metry szerokości, ale przestrzeń wykorzystano z dużą pomysłowością. Po prawej stronie mieściła się mała toaleta, na ścianie północnej, pod oknem – niewielki zlew, na południowej „część jadalna” w postaci barowego stolika połączonego z ławką, całą zachodnią zaś zajmowało przymocowane do ściany łóżko pod półkulą starych szybek okiennych. Niski kopulasty sufit połyskiwał, ponieważ wyłożono go pomalowanymi na kolor miodu drewnianymi listewkami. Do ścian przybito różne kołki i haki; na dwóch z nich Dar powiesił przyniesione latarnie. Wysokie łóżko wyglądało na bardzo wygodne, szczególnie dzięki leżącej na nim domowej narzucie utworzonej z pozszywanych kwadratów i ułożonych na obu końcach ogromnych poduszek. Szuflady wsuwały się w boazerię pod materacem.
– Nie ma tu niestety prądu – wyjaśnił Darwin – jest jednak woda, gdyż działa instalacja wodno-kanalizacyjna. Pociągnęliśmy linię od tego samego zbiornika, z którego korzysta domek. Obawiam się, że nie będziesz miała prysznica ani wanny… wiesz, nie było miejsca… ale nie krępuj się używać dużego prysznica w domku.
– Czy twój pan McNamara przebudował także ten wóz? – spytała Syd, siadając na drewnianej ławce i popatrując przez maleńkie okna na ostatnie minuty zachodu słońca. Dzięki niewielkiej przestrzeni w wozie można się było czuć jak pod pokładem bardzo małej, lecz przytulnej łodzi.