Ostrze Darwina [pl]
- Автор: Симмонс Дэн
- Язык: польский
- Жанр: Триллеры
Электронная книга - «Ostrze Darwina [pl]». Краткое содержание книги:
Pewnego dnia cudem unika śmierci, gdy strzelają do niego mężczyźni z podrasowanego mercedesa. Śledztwo w tej sprawie prowadzi prokurator Sydney Olson oraz sam Dar, który dobiera sobie współpracowników z Departamentu Policji San Diego, LAPD, kalifornijskiej policji drogowej i FBI. Szybko okazuje się, że do Minora strzelali zabójcy rosyjskiej mafii. Czym zdenerwował ich pracodawców? Ostatnimi czasy oceniał jedynie dziwne wypadki samochodowe. Zaczyna badać sprawy głębiej i zaczynają ginąć ludzie…
Powieść obfituje w nieprawdopodobne zwroty akcji, bogate tło obyczajowe i historyczne (Darwin walczył kiedyś w Wietnamie, badał też sprawę wybuchu Challengera), a także w strzelaniny, ucieczki i pościgi samochodowe.
– Pan Strubbins powiedział… złożył mi nieprzyzwoitą propozycję.
Sędzia Williams, wspierając podbródek na jednej pokrytej plamami wątrobowymi ręce, poprosił powódkę o nieco głośniejsze powtórzenie wypowiedzi. Pani Maxwell powtórzyła.
– Czyli że złożył pani propozycję, którą jednoznacznie nazwałaby pani nieprzyzwoitą? – spytał adwokat.
– O tak, bez wątpienia – przyznała kobieta, a jej rumieniec jeszcze się pogłębił. Popatrzyła w dół na swoje dłonie, które zaciskała na kolanach.
– Może pani powiedzieć wysokiemu sądowi, na czym dokładnie polegała ta nieprzyzwoita propozycja? – spytał adwokat, zwracając się do przysięgłych z triumfalną miną. Pani Maxwell przez długą chwilę wpatrywała się we własne dłonie, po czym wypowiedziała kilka zupełnie niesłyszalnych słów. Dar i wszyscy widzowie wychylili się jeszcze bardziej do przodu. Paru najstarszych słuchaczy podkręciło głośność w aparatach słuchowych.
– Mogłaby pani powtórzyć swoją wypowiedź nieco głośniej, pani Maxwell? – poprosił sędzia. Nawet jego głos przywodził na myśl Waltera Matthau.
– Zbyt jestem zakłopotana, ażeby mówić głośno takie rzeczy – odparła powódka, mrugając szybko oczyma za okularami o wypukłych szkłach.
Adwokat kobiety odwrócił się do niej w gwałtownym ruchu. Jego twarz wyrażała szok. Najwidoczniej zachowanie klientki nie było częścią ich wspólnego planu. Pozwany Strubbins uśmiechnął się ironicznie i szepnął coś do swojego prawnika, który zachował pokerowe oblicze.
– Możemy podejść, Wysoki Sądzie? – spytał adwokat powódki, starając się zachować spokój, a równocześnie nie zmarnować zdobytej już przewagi. Odbyła się krótka narada, podczas której obrońca pozwanego tłumaczył coś z emfazą, pełnomocnik powódki gestykulował i upierał się przy czymś natarczywie, sędzia Williams natomiast słuchał w milczeniu, z nachmurzoną miną i na wpół przymkniętymi oczyma.
Po chwili sędzia nakazał obu adwokatom powrót na miejsca i skierował wzrok na spłonioną powódkę.
– Pani Maxwell – powiedział. – Rozumiem pani niechęć do powtórzenia propozycji, którą scharakteryzowała pani jako nieprzyzwoitą, skoro jednak wniosła pani sprawę przeciwko panu Strubbinsowi, musi pani poinformować sąd i ławę przysięgłych o słowach i zachowaniu pani pracodawcy. Może opisze nam pani tę sytuację na kartce?
Powódka znieruchomiała, potem skinęła głową, wciąż straszliwie zarumieniona. Widzowie jęknęli i rozsiedli się wygodniej w twardych ławkach. Dar obserwował, jak urzędnik sądowy przynosi długopis i notes stenografki. Pani Maxwell pisała, a czas wlókł się niemiłosiernie. W końcu urzędnik sądowy wydarł z notesu zapisaną przez nią kartkę i wręczył ją sędziemu, który przeczytał tekst, nie zmieniając wyrazu twarzy, po czym skinieniem przywołał do siebie obu adwokatów. Po przeczytaniu żaden nie wypowiedział nawet słowa komentarza. Urzędnik sądowy wziął kartkę i zaniósł ją przysięgłym. Ławie przysięgłych przewodniczyła, siedząca jako pierwsza po prawej, ubrana w czarny elegancki kostium i białą bluzkę, wysoka i szczupła kobieta, choć z zaskakująco wydatnym przy jej figurze biustem. Podobnie jak powódka, nosiła okulary i włosy upięte w kok.
– Proszę podać notatkę przewodniczącemu ławy przysięgłych – polecił sędzia.
– Przewodniczącej – poprawiła go kobieta z wydatnym biustem, prostując się jeszcze bardziej niż wcześniej.
– Słucham? – spytał sędzia, unosząc głowę znad ręki, na której wspierał podbródek.
– Ta ława ma przewodniczącą, a nie przewodniczącego, Wysoki Sądzie – oświadczyła feministka i zacisnęła wąskie usta tak mocno, że niemal przestały być widoczne na jej twarzy.
– Ach tak – odrzekł sędzia Williams. – Oczywiście. Proszę zatem przekazać kartkę przewodniczącej ławy przysięgłych. Pani… hm… przewodnicząca, proszę przeczytać tekst, a następnie przekazać kartkę pozostałym sędziom przysięgłym, których również proszę o zapoznanie się z notatką.
Oczy wszystkich zebranych w sali rozpraw skoncentrowały się na przewodniczącej, która odczytała notatkę, po czym wydęła usta i wykrzywiła je, jak gdyby nagle zjadła coś bardzo, bardzo kwaśnego. Potrząsnęła głową, a następnie wręczyła kartkę przysięgłemu po swojej lewej stronie.
Dar zauważył wcześniej, że przysięgły numer dwa – przytęgawy osobnik w bawełnianej sportowej marynarce w paski – lekko przysypiał. Teraz siedział ze spuszczonym wzrokiem i rękami założonymi na piersi nad wielkim brzuszyskiem. Niemal pochrapywał. Minor wiedział, że drzemiący przysięgli nie stanowią niezwykłego zjawiska na salach sądowych, szczególnie w gorące, letnie dni. Widywał takich wiele razy, nawet podczas procesów, w których sam zeznawał, a które zazwyczaj omawiały sprawę morderstwa.
Przewodnicząca ławy szturchnęła łokciem przysięgłego numer dwa, który gwałtownie podniósł głowę i otworzył oczy. Nieświadom, że wzrok wszystkich osób na sali sądowej skupia się na nim, przyjrzał się biuściastej, wziął od niej kartkę i przeczytał. Oczy otworzyły mu się szeroko, po czym znów przeczytał tekst. W końcu powoli skłonił głowę ku przewodniczącej, mrugnął do niej, skinął głową, złożył kartkę i wsunął sobie do kieszeni marynarki.
W sali rozpraw zrobiło się cicho jak makiem zasiał. Wszystkie głowy zwróciły się ponownie ku sędziemu i urzędnikowi sądowemu. Urzędnik ruszył w stronę przysięgłych, lecz zatrzymał się i spojrzał w kierunku sędziego Williamsa. Ten chciał coś powiedzieć, ale przerwał i otarł usta. Stojąca za barierką dla świadków powódka wyglądała na tak słabą, że w każdej chwili mogła się osunąć na ziemię z czystego wstydu.
– Sąd ogłasza dziesięciominutową przerwę – oświadczył stanowczo sędzia Williams, uderzył młotkiem w stół, po czym zerwał się z miejsca i ruszył do wyjścia, powiewając połami togi. Większość widzów stała w bezruchu, niektórzy staruszkowie szturchali się nawzajem łokciami i cicho chichotali. Członkowie ławy przysięgłych wymaszerowali jeden za drugim. Przysięgły numer dwa wciąż uśmiechał się głupkowato i mrugał do przewodniczącej, która raz po raz oglądała się na niego przez ramię, toczyła oczyma i przyspieszała kroku, aż w końcu zniknęła Darowi z oczu.
Gdy zjawił się ponownie w stanowiącym biuro oficer śledczej pokoju przesłuchań, znalazł Sydney pogrążoną w pracy. Sekretarz gdzieś wyszedł. Przenośny wentylator i otwarte drzwi łagodziły straszliwą duchotę, Minor odnosił jednak wrażenie, że lata bliskich spotkań trzeciego stopnia pomiędzy pocącymi się przestępcami i równie mocno spoconymi prowadzącymi przesłuchanie policjantami pozostawiły w małym pomieszczeniu paskudną woń.
– Dzięki, że na mnie poczekałeś – zagaiła Syd. – Zastępca prokuratora i Dickweed pokazali mi poranne gazety. Chyba reporterzy przestali cię nazywać Drogowym Zabójcą.
Darwin nalał sobie policyjnej kawy.
– To dobrze – odparł. – Teraz jestem dla nich Tajemniczym Detektywem.
– Sprawdźmy zatem twoje zdolności detektywistyczne – odparowała Sydney i wskazała na mapę z czerwonymi, niebieskimi, zielonymi i żółtymi pinezkami. – Potrafisz mi objaśnić, co oznaczają kolory na mapie mojego małego taktycznego centrum dowodzenia?
Dar wyjął z kieszeni sportowej kurtki okulary do czytania, nałożył je, lecz zsunął nisko na nos i przyjrzał się mapie bez nich.
– Czerwone i niebieskie znajdują się na drogach – zaczął – głównie na autostradach, nie zaś na zwykłych dwupasmówkach. Zdaje się, że chodziło ci prawdopodobnie o zaznaczenie sfingowanych stłuczek.
Syd skinęła głową. Jego domyślność jawnie zrobiła na niej wrażenie.